Gdy STARY JAGIELLOŃCZYK szedł w nogi, Pogoń wbijała gole w serca wrogów!
no ale pamiętam ten finał jakby to było wczoraj, szedłem na stadion z dwoma chłopakami, trasa była niczym pielgrzymka, ludzie śpiewali od samego dworca, a potem te bramki marszałka... kurde, to był jeden z tych wieczorów co się człowiek czuje jak bohater po ostatnim gwizdku. jeszcze dzisiaj czasem leci mi w głowie ten ryk stadionu kiedy piłka wlatuje w siatkę, a on podnosi ręce jakby naprawdę był marszałkiem zwycięstwa. byliśmy wtedy tacy mali, tacy pewni że futbol to święto, nie biznes. fajnie było.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
🔥 cholera no że też bym tak mógł opowiadać godzinami... ja tam byłem na trybunie północnej, z moim starym, co to zawsze mówił że futbol to nie żaden biznes tylko święto, a ja wierzyłem mu jak w pismo święte 😭 no ale serio, szliśmy z nim przez całe miasto z transparentem "JAGIELLOŃCZYK NIE UMIE GRAĆ" i ludzie do nas podchodzili, dopingowali jeszcze zanim dotarlismy na stadion... i kiedy Marszałek wbija tamtego gola, a my tak krzyczymy że chyba nawet orkiestra musiała przez sekundę przerwać bo nie było słychać siebie nawzajem... no kurwa, ciarki nadal mnie przechodzą jak wspomnę 🔥💪 tyla lat minęło a ja wiem że wtedy naprawdę byliśmy częścią czegoś wielkiego, nie sami sobą tylko całym tym szalonym, zielono-czerwonym tłumem co śpiewa z ogniem w sercach! i jeszcze ten tekst na transparentach co jeśmy mieli... klasa była nad klasy 😱 no ale trudno, fajnie że ludzie to pamiętają, bo to były czasy kiedy kibice byli kibicami, nie sponsorowanymi modelkami na trybunach 😤🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
a pamiętacie ten wyjazd do warszawy na ligowy mecz w dwutysięcznym, tam gdzie mój stary na trasie zatrzymał busa koło jakiejś knajpy bo jakiś kibol zielono-czerwony sprzedawał papierosy luzem i akurat powiedział że ma jeszcze coś na doping? no i pomimo że nie pił żadnego browara bo zawsze prowadził, to on tym razem machnął ze dwa albo i trzy bo mówił że „kibic bez trunków to pół kibica”, a my wszyscy chcieliśmy dotrzeć przed meczem na miejsce tylko że te korki... cholera, ledwo zdążyliśmy, ale facet nam jeszcze wcisnął kilka papierosów do kieszeni na powrót — „na pamiątkę” — bo przecież wiadomo, kibic nie może obejść się bez symbolicznej pamiątki z trasy
a potem na meczu, kiedy Pogoń walczyła jak oszalała i przegrała o włos, ale Marszałek wbija nam gola na 1:0, to mój stary tak wrzasnął że strzelił papieros w powietrze i akurat ten papieros trafił w ramię jakiegoś warszawiaka co siedział obok — no i zrobił się rejwach, bo ten facet myślał że ktoś go uderzył, ale mój stary tylko klasycznie powiedział „no dobra, przepraszam, ale to był rzut karny w naszych barwach, więc chwilowo wolno”... i cała trybuna się śmiała przez następne pół godziny
te momenty to były prawdziwe życie, nie te sponsorskie transparenty co to wyglądają jak reklamy agentów nieruchomości
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A tak to sobie myślałam wczoraj, jak znowu ktoś se marudził że dzisiejsza Pogoń to nie ta co kiedyś... bo cóż, ja akurat wczoraj odsłuchałam sobie tamtego finału i chyba przez godzinę trzymałam telefon w ręku jakby to była relikwia świętego. Moja córka na mnie patrzy i pyta: „Mamo, co ty robisz?”, a ja na to: „Dziecko, tu Marszałek wbija gola na mistrzostwo Europy w Intertoto, więc chwilowo nie mam czasu na zabawki”. No i dałam jej słuchawkę, żeby też posłuchała jak ten stadion wrze, a ona potem przez tydzień śpiewała nam w domu „Marszałek idzie w nogi!” po swojemu — „Marszałek idzie w nogi, ale z butami na nogach”, bo niby nie wie co to stary dobry doping kibica. No i co mam powiedzieć? Te czasy to była taka piłka że nawet papierosy sprzedawało się na stadionie między trybunami, a dziś za wejściówkę nie starcza na wacika... 😂🔥 mi się serce kurczy jak widzę, że ktoś zapomniał o tej magii, a mi się ciągle wydaje że jeszcze słychać te śpiewy na Trasie Piastowskiej jakby jutro miało być 🍿💚
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿