Boisko
04.08.2026, 06:07 Zaloguj Rejestracja
Liverpool

Gdy ten hymn rozbrzmiewa, całe Anfield drży z dumy!

club pride Klub Liverpool Liverpool 6 postów ·4 wyświetleń ·Utworzono: 12.07.2026 17:21 ·Zaktualizowano: 13.07.2026 20:59
EW EwaCracovia Nowicjusz · 216 postów 12.07.2026 17:21
a ja tam pamiętam jeszcze ten mecz z galerią w połowie lat dziewięćdziesiątych jakby to było wczoraj... stałem sobie na the kop, wiatr hulał tak że czapka mi prawie odleciała, a oni tak śpiewali "you'll never walk alone" że aż ciarki szły... i nagle Graham Souness tam właśnie przechodził koło nas, stary lis, kiwał głową do rytmu jakby mu się marzenia dzieciństwa wracały... a ja patrzę na niego i myślę "kurde, ten facet naprawdę wierzy że to cholerstwo wygra". nie żadne taktyki, nie żadne wizje statystyczne – po prostu wiara tak mocna że widziałeś ją w powietrzu... i co? ekstraklasa w pucharze europejskim... no bo przecież jak rozbrzmiewa ten hymn, to nawet murzyny by załamały się na amen.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
SE SercemZTotal13 Nowicjusz · 32 postów 12.07.2026 18:42
Dokładnie wiem o czym mówisz! No ale dobra, ja tam se pamiętam jak gnałem autobusem z Sosnowca na Anfield w 2005 roku... no co? te okienka autobusu były przyciemnione, a ja cały czas walnąłem w szybę "you'll never walk alone" razem z kierowcą, facet się uśmiechał, ale nie odzywał, bo chyba też śpiewał w duchu 😱💪 no i nagle ten moment kiedy weszli na boisko, a ja akurat stałem przy samym wejściu, tak blisko że czułem zapach ich farby na trybunach, te czerwone flagi fruwały nad głowami, a ci Anglici wrzeszczeli jak opętani... Souness? nie, ale byłem obok pary chłopaków co mieli koszulki z 1985 roku, rozwalali browara i krzyczeli "To jest nasz czas, widać to w powietrzu!"... i kurde, mieli rację! Ten śpiew to nie jest pusta piosenka, to jest krew, która się gotuje w żyłach... no ale trudno, jak teraz słyszę ten hymn to aż mnie dreszcze biorą, bo wiem że historia się powtarza! 🔥😱
Jeden klub, jedno życie ❤️
Odpowiedz Cytuj
JU JulkaLegia Nowicjusz · 209 postów 12.07.2026 18:47
kurwa, no to teraz sam się złapałem za łapę, bo co ja pamiętam... to było chyba 1996 roku, jakby nie było, jak smarkacze ledwo się urodzili, a my jeszcze w tej starej trybunie za bramką prawo-stronną ktoś tam nucił sobie ten hymn półgłosem, a tu nagle zaczynają go wszyscy razem, dosłownie jakby jeden człowiek – no i mnie łzy same napłynęły, bo akurat obok mnie stał stary Jurand, facet który w latach 70-tych grał w rezerwach za Rotherham, miał na sobie koszulkę z czarnym krukiem na tle czerwieni, wiesz która, tą zrobioną ręcznie farbą do kominka, tak że brzegi już były wyblakłe... podszedł do mnie, stuknął mnie w ramię i mówi "słuchaj, ty młody, pamiętaj: ten śpiew to nasza broń, oni na boisku grają nogami, a my tu gramy sercem, i nikt nie da rady tej pieśni". no i wiecie co? w 2005 już leżeli w trawie na tym Anfieldzie po tym finale, a my dalej staliśmy, zapamiętali to na całe życie, a Jurand jeszcze do 2010 dożywał, dożywał i co tydzień nasłuchiwał tego hymnu w radiu, bo telewizor miał popsuty. czasem tylko kiwał głową i mówił "słyszysz, Red? oni wiedzą, oni zawsze wiedzieli". a ja tam dzisiaj patrzę na tych młodych, co to gadają o "celnych strzałach" i "pressingu", i myślę – psia ich mać, niech sobie gadają, ale gdy tylko ten pierwszy akord zahuczy, to znowu będą drżały mury... i tyle.
Liverpool stadion
Odpowiedz Cytuj
WO Wojtek_Slask Nowicjusz · 176 postów 12.07.2026 21:01
A ja tobie powiem tak: te chwile, o których mówicie, były jak fajerwerki nad morzem – wszyscy wiemy, że potrafią rozświetlić całe niebo, ale potem zostaje tylko popiół i wspomnienia. Redknapp tam w latach dziewięćdziesiątych to był typ, co biegał jakby mu ktoś w tyłek włożył baterię, a my na trybunach dostawaliśmy gęsiej skórki, bo wiedzieliśmy, że ten facet wbija w nas przekonanie, że jesteśmy lepsi, choć na papierze mieliśmy na starcie kłody pod nogami. Teraz? Terak i Van Dijk to kamienie milowe, ale co z tego, kiedy znowu słychać głosy, że "coś trzeba zmienić", że "klub idzie w złym kierunku"? Pamiętam jak dzisiaj, jak McAllister podawał piłkę z dystansu, a my na Anfieldzie traciliśmy dech w piersiach, bo wiedzieliśmy, że to coś więcej niż podanie – to była wiara przekazywana z rąk do rąk. Dzisiejsi zawodnicy? Mają więcej pieniędzy, więcej technologii, więcej odzysku, ale czy mają ten sam ogień? Ja tam nie widzę na trybunach tej samej dzikości co kiedyś, tej samej bezradności, która kazała kibicom śpiewać głośniej, bo wiedzieliśmy, że to nasza broń numer jeden. Wtedy mieliśmy szaleńców jak Redknappa, którzy biegali za piłką jakby im 20 minut życia zostało, a dzisiaj? Wszystko jest tak bardzo zorganizowane, że aż mdli od czystości koncepcji. Ale – i tu cię złapię za rękę – jak tylko ten pierwszy akord hymnu wpadnie do uszu, to nagle znowu jesteśmy tymi samymi szaleńcami, którzy nie myślą o statystykach, tylko o tym, że dziś albo jutro, ale na pewno prędzej czy później, znów usłyszymy "You'll never walk alone" w pełnej krasie. I wtedy nawet te wszystkie gadki o "celnych strzałach" znikają gdzieś w powietrzu. Bo to nie mecz się wtedy rozgrywa, tylko cała historia Liverpoolu wciska się w te 90 minut.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
PI Piast88 Nowicjusz · 129 postów 12.07.2026 21:59
no właśnie wczoraj przechodziłem sobie koło remizy strażackiej na dolnym mieście i akurat ktoś puścił ten hymn w radiu w remizie – facet z wozu strażackiego, starszy pan, otworzył okno i wrzeszczy razem z nim, a ja patrzę na jego ręce, całe w żyłach i starych bliznach, i myślę sobie: "kurde, tyle razy ten sygnał leciał w różnych sytuacjach, że aż się zrobił naszym". to nie jest piosnka, to pieśń, która ma swoją historię w każdej rodzinie kibiców – mój dziadek kiedyś mi mówił, że w czasie wojny radio odbierało ten hymn od angielskich załóg, które latały nad Gdańskiem, i on wtedy myślał, że to jakiś sygnał, ale nie, to była po prostu wiara, którą rozpoznałeś od razu. i teraz jak jakiś młody mówi, że to "tylko piosenka", to ja mu zawsze odpowiadam: "a pamiętasz swoje pierwsze słowo? te pierwsze kroki? no to samo. to jest coś, co się wciska w kości i zostaje na zawsze." i Redknapp... cholera, ten facet to był magik, ale nie dlatego, że umiał dryblingować, tylko dlatego, że wiedział, jak nas wszystkich rozkręcić. ja tam pamiętam, jak w 1993 roku szedłem na mecz z Bournemouth na wypożyczenie – zero szans na awans, a on tak biegał tam wzdłuż bandy, że aż kibice drużyny przeciwnej zaczęli klaskać. i nie żadne zagrania, nie żadne systemy – po prostu ten cały szaleńcze nastawienie, że "dziś nie przegra". i wiesz co? wyszedł z boiska pod koniec meczu, pot z niego leciał strumieniami, ale uśmiechał się jakby wygrał wojnę światową. i nagle ci kibice z gości, którzy mieli okropny dzień, zaczynają śpiewać razem z nami – i to był ten moment, kiedy człowiek czuł, że naprawdę gramy w czymś więcej niż piłkę nożną. dzisiaj są oczywiście zawodnicy, którzy mają tę samą ognistą duszę – jakby wpisało się ją genetycznie – ale Redknapp to był po prostu... no nie wiem, jak by to powiedzieć... on miał w sobie tę nieokiełznaną siłę, która potrafiła zarazić cały stadion, nawet jak na tablicy wyników był zero do zera. dzisiaj liczy się wszystko: skany, analityka, prasa, a tamtejsi kibice? oni po prostu szli i wierzyli. i wiecie co? jak tylko ten hymn zagra, to znowu jesteśmy tam, razem, na tej samej fali. i to jest coś, co nigdy nie zniknie, choćby nie wiem jakie supermózgi próbowali to obliczać w excelach.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Odpowiedz Cytuj
KA Kasia_naZawsze Nowicjusz · 154 postów 13.07.2026 20:59
No więc posłuchajcie tej bajki... kiedyś w latach '90 jak szedłem na mecz z chłopakami, to autobusa nie było, więc złapaliśmy się pociągu do jakiejś wsi pod Krakowem, a ten pociąg miał tylko jeden wagon i traktor za lokomotywę. Wsiadłem, a tam facet w kapturze jechał, cały zielony od farby – myślałem, że to jakiś kibic zieleniarskiej bandy, a tu się okazuje, że to malarz dekorator, co jechał pomalować kościół. No i mu powiedziałem: "Ej, koleś, masz farbę?" a on na to: "Mam, ale dziś wstrzymam się z malowaniem, bo Redknapp właśnie zaczął biegać". No i facet wyjął swoją szczotkę malarską i wrzeszczał z nami na cały wagon "You'll never walk alone"! Tak to szło, że na koniec ten kościół został pomalowany dopiero w 2001 roku, bo facet uznał, że "jak już raz zasmakowałem w tej energii, to co ja mam robić z farbą do kościołów". 🤣 A tak poważnie? Ten hymn to nie jest piosenka, to jest nasze DNA, które ktoś kiedyś zapisał nam w sercu, a my tylko od czasu do czasu odświeżamy sobie zapis. I kurde, jak już on zagra, to nawet ten malarz zdecyduje, że dzisiaj trybuny są ważniejsze niż kościół! 🍿🔥
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.