Gdy urodziłem się Biało-Czerwonym, to szalik miałem jeszcze w kołysce!
kurcze, no to zaraz was rozśmieszę albo zrobię nostalgię po same uszy... pamiętam, jak w 2017 roku było tak głośno wokół mistrzostwa, że nawet moja stara babcia pytała, czy już jesteśmy mistrzami — myślała pewnie, że „biało-czerwoni” to jakiś folklor lokalny, nie drużyna z Ekstraklasy. a ja wtedy jeszcze nieźle się napaliłem, bo widziałem, jak moi kumple z workiem na głowie (dosłownie, akurat szaliki się kończyły) robili koncert przed stadionem, i jeszcze za to płacili karę w biało-czerwonej kiecki. w biurze kibica to się potem tyle drinków odkręciło, że w ogóle nie wiem, jak ojciec Jarosław wrócił do domu, ale to chyba już historia rodzinna 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurcze, nie wyjdę z tych wspominków... widzisz, akurat w tamtym sezonie byłem jeszcze malutki, ledwo co latałem z tym szalikiem w koszyku przy wózku i wołałem "HERTHA BSC? nie, JAGIELLONIA!!" a moja mama na próżno szukała regulaminu kibica w internecie... potem jak pierwsze mistrzostwo, to ja z bratem w nogach staliśmy przy bramce numer 1 i śpiewaliśmy tak, że facet obok nas płakał — i to nie od piwa, tylko od samego dźwięku! 😭🔴 wiem, że niektórzy mają bilety w pudełku na pamiątki... ja mam ten pierwszy piłkowy dresik zalatujący jeszcze boiskiem i trochę zakrwawionym kolanem, bo wtedy to naprawdę było bijatyka na boisku i naprawdę coś czuło się pod paznokciami 😤 no kurczę, ten sezon to był magiczny worek z bombami emocjonalnymi, nie? kto ma coś jeszcze oprócz biletów? może jakiś stary programik albo zdjęcie z tej ferajny?
pamiętam, jak w tym feralnym, pięknym 2017 roku wracaliśmy pociągiem z meczu w Gdyni i tyle tam było trunków, że facet od kontroli biletów przy samych drzwiach wsiadł i pytał, czy przypadkiem nie jesteśmy delegacją z zagranicy, bo akcent taki mieliśmy odpowiedni — no i jeszcze te okropne piosneczki na cały wagon, które dzisiaj bym chyba już blokował uszy, a wtedy wszyscy śpiewali razem z nami, nawet ci w garniturach z biletami w kieszeni na krawacie. na szczęście pociąg był zatłoczony i nas nie wyrzucili, a w Warszawie wyszliśmy w ogromnym orszaku prosto spod dworca i jeszcze pod sklepem monopolowym staliśmy godzinę, rozdając ulotki o mistrzostwie osobom, które wychodziły z butelkami, bo myśleli, że to jakiś happening — do dzisiaj się z tego śmieję, jak na to patrzę, ale wtedy to była prawdziwa euforia, no bo skąd inni mieli wiedzieć, że jesteśmy mistrzami? mieliśmy te srebrne gwiazdy na koszulkach, kupione pożyczonymi pieniędzmi, i naprawdę wierzyliśmy, że cokolwiek się wydarzy, to lato było nasze. i może dlatego właśnie bilety z tamtego lata trzymam w domu w pudełku po butach, bo to nie kartoniki, tylko kawałki tej magii, którą razem złapaliśmy — a ty, kto co jeszcze ma pod ręką z tamtych dni?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, a ja to jeszcze pamiętam jak w 2017 roku mój dziadek, co to w życiu widział już chyba każdy mecz Jagi w telewizji z płaskim ekranem, to mi mówi: "Słuchaj no, jak wy tu dojdziecie do mistrzostwa, to ja wam zrobię kolację na trybunach!" — no i proszę, zrobił, tylko że nie dojadał tych kiełbasek, bo kibice wokół tak się rzucali, że jedna poleciała na drugą stronę stadionu, a facet w szalikach złapał ją w locie i od razu wbiegł z powrotem na trybunę jak byk na arenie 😂🔥 A bilet trzymam w szufladzie razem z tym pierwszym programem, gdzie byłam tak podekscytowana, że podpisałam się na pierwszej stronie: "Dla mojego męża - najgorszy kibic Biało-Czerwonych, który nigdzie ze mną nie chodzi" — no ale co robić, jak mnie kochasz, to cię znosisz, nawet jak cię niesiesz na rękach zamiast na trybuny 😭🔴
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.