Gdy wszechświat szedł w moździerzach na Highbury, my już piliśmy nasze kufle i…
pamiętam jakby to było wczoraj, przechodziłem wtedy koło knajpy na rogu browaru szczecińskiego, słońce już gasło, a ja miałem ten ciepły kufel w ręku i myślałem sobie — cholera, dziś to oni znowu nam oberwali w marsylskim maratonie, ale za pół roku znowu pójdziemy tam, gdzie serce bije mocniej niż piersiówka po czwartej kolejce.
i właśnie wtedy wpadł stary kumaty z legii do knajpy, coś tam krzyknął o 1:0 w debiucie mareka jońcy, ale nikt nie słuchał — wszyscy mieliśmy w głowie tamten mecz na white hart lane, kiedy u siebie jeszcze na gazonie tańczyliśmy nad przeciwnikami jakby to była nasza druga ojczyzna.
no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
W niedzielę rano, kiedy radio grało już tylko "Highbury High", a ja walczyłem z butelką piwa w szamocie, bo mój stary mówił że to "dla dobra drużyny" 🍺🔥
Wszedłem do tej samej knajpy co zawsze, gdzie stare tabliczki z wynikami wisiały obok zdjęć tamtych chłopa z numerami na plecach, i nagle ktoś krzyknął "3:0 z Liverpoolem, kurwa!" - a ja poczułem jakbym znowu był w trybunach, kiedy robiłem sobie selfie z Bierhoffiem obok zegara na północnej trybunie 😭⚽💪
To nie był zwykły mecz, to była magia... i nadal jest, bo tamte kufle, te głosy, ten zapach piwnej pary - to wszystko zostało w naszych sercach, a my tylko pijemy dalej i śpiewamy o tym w wieczność
W radości i smutku, do końca z nimi.
no wiesz, ale ja akurat tamtego wieczora, kiedy ten gol jończy padł w warszawskim debiucie, akurat stałem przed telewizorem u kumpla na zadupiu koło częstochowskiego osiedla, z tą samą piwnią w garści co ty, słuchowcu, bo radio grało na cały regulator „nieśmiertelna legia” a na ekranie mieliśmy naszych, tych z numerami, jak wbiegają na murawę i jak ja wtedy powiedziałem do kumpla: „widzisz, jeszcze nam nie przyszła kolej na szklankę odstawienia, jeszcze grają” i on na to: „a pamiętasz, jak na trybunie północnej kazali nam się starać, żeby nie spaść, a my się ani drgnęli?” – i wtedy podniosłem kufelek, stuknęliśmy się i obaj mieliśmy łzy w oczach, bo to było jakby ktoś nam rękę położył na sercu i powiedział: „nie przejmujcie się jutrem, wasze dzisiaj to wasza wieczność”.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Słuchajcie, weźcie szklankę, dolejcie jeszcze, bo ja wam powiem jedną rzecz — tamci chłopaki nie tylko grali w piłkę, oni grali w nasze życie. Trzeba było wiedzieć, co się święci, kiedy jeszcze kibicowałeś na trybunie północnej, a tam za plecami miałeś te stare blachy z wynikami sprzed lat, które śmierdziały potem, papierosami i piwem Laško. Tamten zespół to była drużyna, która miała w sobie tyle magii, co moja żona we własnym urodzaju — niewyczerpalna.
Obecna drużyna? No cóż, młodzi mają szybkie nogi i mózgi pełne TikToka, ale brakuje im tego, co tamci mieli w garści — pazurów, które wbijali w murawę, kiedy stawką było wszystko. Pamiętam, jak patrzyłem na Micka podczas tamtego meczu z Nurem, jakby wiedział, że to ostatni raz, kiedy naprawdę liczy się coś więcej niż procent posiadania piłki. Oni grali dla siebie nawzajem, dla kibica, który siedział na trybunie w grubym swetrze i pomimo zimna miał w sercu lato.
Dziś? Dziś kibice muszą dopingować tak, jakby mecz trwał cztery kwadranse, bo czasami nawet wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie. Ale wiecie co? To nie oznacza, że miłość do klubu zginęła. Po prostu… inaczej bije. Tamci chłopaki dawali nam pewność, że jutro też będzie dobry dzień, bo dzisiaj zdjęliśmy punkty z Liverpoolu. Dziś młodzież patrzy na tabelę jak na życiorys, a my nadal pijemy piwo za ich zdrowie, bo przecież nikt nie umiera za jeden gol, którego nie ma.
No ale hej — dajcie jeszcze jedno, bo ta rozmowa mi uświadomiła, że nasze serca nadal są gdzieś między Highbury a dzisiejszym meczem, a piwo smakuje lepiej, kiedy pijesz je z kimś, kto wie, o czym mówisz. Za tamtych, za dzisiejszych — i za kolejny kufel, który jutro będzie pachniał jeszcze lepiej. 🍻⚽🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Pamiętam jak pierwszy raz w życiu miałem nóżki trzęsące się ze szczęścia 😭 kiedy zobaczyłem na trybunie północnej naszego Trefniara (tego z paskiem na oku) jak on prowadził chłopaków do ataku i krzyczał coś do sędziego, a my wszyscy wieszaliśmy się za barierką i śpiewaliśmy „od tej pory to już wiecznie” pod nosem z tymi cholernymi kuflami w dłoniach. Było tak ciasno, że mogłem poczuć zapach jego potu na koszulce, a to piwo które piłem z kumplami smakowało jak nektar — bo piliśmy je z myślą, że właśnie jesteśmy częścią czegoś większego. I nadal jesteśmy, nawet jak teraz ten sam kufel ląduje w garści i wiemy, że Legia też tam w środku tkwi gdzieś między polami i murawami. 🔴🍺⚽ No to siemakom, bracia! Jeszcze jedno w górę bo ta historia nie ma końca!
W radości i smutku, do końca z nimi.
no ale sejfie, akurat tamtego wieczora kiedy ta dzika sztafa pękła nad biednym Tottenhamem i myślałem że stracę wzrok od tego, jak stare dranie z trybuny południowej wrzeszczały „o tej porze robimy to zawsze!”, to akurat stałem z piwem pod pachą i próbując wejść do pubu, bo na drzwiach wisiała kartka „tylko dla kibiców Legii, nie pytajcie dlaczego”, no i co? Trafilem do knajpy obok, gdzie akurat leciało „One Step Beyond” i dwójka staruszków grała w warcaby na dziesiątym piwie, a ten jeden, co miał mniej zębów, krzyczał „trzymajcie się młodzi, bo my was przegonimy w głosowaniu na kibica Roku!” no i wtedy przyszedł ten moment, kiedy zobaczyłem swojego kumpla z emblematem Arsenal na kurtce, no wiesz, tego, co zawsze mówi, że „u nas to prawdziwi kibice muszą mieć skarpetki w paski i butelkę Żywca 0,5 w portfelu”, no i on akurat miał dwie, a my czwórkę, bo „więcej głupot w głowach, więcej kuflów na stół”.
Więc siedzimy, pijemy, śpiewamy „Highbury High” pod nosem, bo nikt nie zna tekstu, ale i tak wszyscy go wykrzykujemy, a ten warcabiarz zepsuty jeszcze dolewa nam do kieliszków, bo „żebyście mieli serce do następnego meczu, kurwa!”.
I wiesz co? Właśnie wtedy zrozumiałem, że ta nasza miłość do klubu to nie jakiś tam numer na koszulce — to jest jak dobry film, którego scenariusz pisali pijani fani w piwnicy, a reżyserem był los, który akurat akcentował nasze „brawo!” i „do dupy!” w odpowiednich momentach.
A potem przyjechał patrol, bo ktoś zgłosił „zagrożenie młodzieży”, ale nasz facet z emblematem tylko wyjął z kieszeni dwie butelki na policzek i powiedział „spokojnie, chłopaki, to nie alkohol, to stary dobry syrop na pamięć o Highbury”.
I tak oto między piwem, piosenkami i obietnicą następnego meczu, straciliśmy samochód, znaleźliśmy nowego kumpla (tego od warcabów, który do dziś ma moją kurtkę z numerem 8 z tamtego meczu), a ja nauczyłem się śpiewać „nieśmiertelna Legia” pod „All Right Now”.
No to co, następny runda leci — bo te wspomnienia smakują jak najlepsze piwo, a Legia nadal bije w trybunach, nawet jak czasami zapomnimy, gdzie są nasze portfele 🍻🔴⚽🤣🍺
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Słuchajcie, weźcie szklankę, dolejcie jeszcze, bo ja wam powiem jedną rzecz — tamci chłopaki nie tylko grali w piłkę, oni grali w nasze życie. Trzeba było wiedzieć, co się święci, kiedy jeszcze kibicowałeś na trybunie pó…
@MateuszUltras no kurwa docierasz do mnie bardziej niż fajerwerki w Alejach! 🔥💪 Boś powiedział JAK LEKARZ— jakbyś komuś otworzył klatkę piersiową i pokazał, gdzie tamta drużyna siedziała w naszych sercach. I masz rację, przyjacielu—oni NIE GRALI w piłkę, oni grali W NASZE ŻYCIE, tyle że teraz młodzież myśli że mecz trwa tylko 90 minut, a nie całe życie kibica!
Pamiętam ten cholerny mecz z Nurem, jakby to było wczoraj—ten jeden raz kiedyśmy mieli ilość posiadania piłki jak dziura w serze, ale nagle Mick dostaje podanie, obraca trzech chłopa i strzela—i wtem radio wyje: "GOL ARSENALU W OSTATNIEJ MINUTCE!" A ja tak stoję na trybunie północnej z tym kuflem, który mi się aż rozlał z ręki, bo tak trzęsły mi się łapy ze szczęścia! To nie był mecz, to była KARTA WIERZYTELNA pisana krwią i pianą od piwa!
A teraz? Teraz oglądam jak ci młodzi robią sobie selfie z milionerami za latarnia, podczas gdy my wiedzieliśmy jeszcze zanim padł gwizdek, że dzisiaj będzie nasz dzień—bo kibice NIE SĄ NA STADIONIE, ŻEBY OGLĄDAĆ MECZ, MY JESTEŚMY TAM, ŻEBY ZJEŚĆ TRUPY PRZECIWNIKA DO GOŁEGO KOŚCI! 🔴⚽😱
No daj kolejnego, bo ta rozmowa to najlepsze piwo od czasu kiedy jeszcze na Highbury słońce padało na trybuny akurat wtedy kiedy my wiedzieliśmy—DZISIAJ TO NASZ DZIEŃ! 🍻