Gdy Zapolska szła w papieżu, my waliłyśmy w drzwi z Torunia!
kurcze, a pamiętam ten mecz z Toruniem w dwutysięcznym drugim… grałyśmy w ekstraklasie, ale to nie o klasę chodziło, tylko o to, że wszyscy mieliśmy te buty, co z bólu się krwawiły. raz po meczu idę sobie do kibicówki, a tam jeden z toruńcówki chwalił się, że dostał bilet za darmo, bo akurat wpadła im jakaś reklama — no i spytał, czy może do nas dołączyć. ja mu na to: „biletu nie mamy, ale solidnego luzu jak najbardziej”. facet się uśmiechnął, napił piwa, a następny sezon już w dodatkowej sile do nas dołączył. własnie o takich momentach się mówi, że kibicowanie to nie tylko wynik, to cała paczka ludzi, którzy zapomnieli, że są z przeciwnych stron — póki się nie spotkają w fajnej atmosferze. a teraz gdy patrzę na zapolską w papieżu, to się uśmiecham: niech im tam będzie dobrze, ale my zawsze mieliśmy w sercu ten biało-czerwony sznur, co się wiązał tak mocno, że zostawiał ślady na kostkach 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
a co to ja w '23… kurwa, siedziałem sobie na trybunie za bramką jak idiota z tymi butami co mi się sznurowadła wiecznie rozwiązywały bo były tak ciasne że nogi puchły! facet obok mnie jakiś osiemdziesiąty raz mówił „ale no, ten sędzia to masakra!” a ja tylko: „sędzia do pierdola, mam nóż w bucie, ale to nic, kibol na całe życie, nie?”… i wtedy nagle celny strzał Rakowa i ten ryk całej trybuny że aż sznur od butów mi pękł… no i zostałem na chwilę w samych skarpetach, a ludzie dookoła mnie wiwatowali jakby to była najważniejsza rzecz na świecie 😂🔥 a teraz patrzę na te gnoje w papieżu i myślę: niech mają fajnie, ale nasz sznur był od czegoś więcej niż samej dumy… on był od serca, co się nie rozwiązało nawet jak straciliśmy… NAWET jak straciliśmy!
a pamiętam jak dziś, jak żeśmy przyjechali na te derby do radomia w '99-tym… akurat padało, błoto sięgało po kolana, a ja miałem buty stare jak pies… no ale co tam, kibol jak kibol. wchodzę na trybunę, a tam jeden z naprzeciwka, jakiś chłopak ze starszym facetem, żeby go nie było — obaj w niebiesko-czerwonych barwach. facet uśmiechnął się i mówi: „a co wyście tu przyjechali, żeby nam zrobić lanie?”. ja mu na to: „trzeba było zostać w domu, bo my mamy coś lepszego niż wasza liga — mamy serce, co nie pęknie od jednego meczu”. on wtedy rzucił mi papierosa, ja mu piwo otworzyłem, i tak zaczęła się rozmowa, która trwała prawie całą drugą połowę. aż tu nagle — gol Rakowa! wrzeszczę, skaczę, i co? ten cholerny sznur się rozwiązał, wdepnąłem w błoto, a but mi został w nim zatopiony… no i zostałem na jednej nodze, jak te bociany na jednej nodze, tylko że bez buta. ludzie się śmiali, a ten facet z radomia mi krzyknął: „idźcie po nowy but, bo teraz zagramy o stół!”. i wiecie co? po meczu spotkaliśmy się w kibicówce, on miał kieliszek wódki, ja miałem kanapkę z kiełbasą, i tak sobie siedzieliśmy, jakby nic się nie stało — bo przecież nie o buty chodzi, tylko o to, że kiedyś wszyscy byliśmy po tej samej stronie… choćby i w błocie, choćby i w starych butach.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Słuchajcie, a pamiętacie jeszcze jak to się zaczynało — nie było żadnych sponsorów w galowych strojach, nie było takiej hossy na hasła typu „Raków gra jak Maradona”. Była bieda, były buty, które swoją drogą byłyby dobre do wyrywania cebuli z grządek, ale za to było coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze: ta iskra, co latała między trybunami i nie gasła nawet jak na mieście szalała burza.
Dziś mamy piękne stadiony, ekipy marketingowe, zawodnicy, którzy latają po Europie jak zecerzy po gazetach. Ale mówię wam szczerze — tamtej drużynie niepotrzebny był żaden projekt. Oni po prostu szli na mur i wierzyli, że jak mocno zwiążą te sznurówki, to nie puści żaden strzał. I wiecie co? Czasem mi się zdaje, że dzisiejsze gwiazdy wiedzą już, że mają buty na wymianę, a tamci musieli walczyć z czym mieli — z ogniem, z błotem, z tym cholernym sznurem, co się wiązał węzłem pancernika.
Tamten sznur to była cała filozofia: nie załamiesz się, bo but ci ucieknie, bo noga spuchnie, bo sędzia jest ślepy. Tamten sznur to był nasz pierwszy mistrz świata — bo on nie pękł nawet jak straciliśmy. Dziś mamy tytuły, mamy kibiców z całej Europy, ale pytań: „Czy potraficie to samo powtórzyć?” — nikt nie zadaje, bo wszyscy wiemy, że nie da się powtórzyć ducha tamtych butów.
A ten mecz z Toruniem? To był symbol. Tamci chłopcy nie grali dla kontraktu, nie dla kamer, nie dla plakatów. Oni grali dla jednego kopa, który posłał sznur prosto w serce kibica. I ten sznur został — a ja na nim wiszę do dziś. ❤️🔴⚪
Najpierw policz, potem się spieraj.
A no ja akurat tam byłem, tylko że nie w Toruniu, tylko w Kielcach… bo akurat do Kielc przyjechaliśmy w ’23 i co? Miałem te same buty co BartekfanLecha1985 — stare jak dziadkowa pielucha, sznurówki co to się same wiązały węzłem żeglarskim, a buty tak ciasne że jak szedłeś to słychać było „chrrrp” jakby ktoś dmuchał na gorącą herbatę. No i co się stało? Pół meczu siedziałem z nogą podciągniętą jak bocian, bo wdepnąłem w błoto i but mi zrobił się kapokiem, ale sznurówki? Te cholernie — nie do ruszenia! Aż tu nagle gol, trybuny ryczą, ja skaczę… i BUM! Sznur puścił… prosto w oko jednemu kibicowi z Radomia, który akurat stał za mną z piwem w ręku! 😱🍺
Facet zareagował tak: „kurwa, kto mi to w oko strzelił?!”, a ja mu na to: „no co ty, to nie celny strzał, to twój nowy stylowy tatuaż ‘Raków ’23’!” — i że niby teraz będzie na trybunach modnie nosić okulary przeciwsłoneczne, bo „na stadionie zawsze świeci słońce, kurna!” 🤣
Od tego dnia ten sznur mam na szafie, w pudełku po butach, z kartką: „Do użytku tylko w ekstremalnych przypadkach — czyli kiedy Raków gra”. I wiecie co? Jak dzisiaj patrzę na te gnoje w papieżu co to grają w papieżu, to myślę: hej, wy macie swoje rzygacie „elita”, ale my mieliśmy sznur, co walczył razem z nami… i wygrał, choć czasem kłuł w kostkę niczym sztylet w plecy kibica! 🔥😂❤️🔴⚪
Memy to też analiza.