Gdy Zielone Biało-Czerwone latały nad Polską, a niebo nie miało pojęcia, że to możliwe
pamiętam ten mecz jak dzisiaj, bo byłem tam z bratem, staliśmy gdzieś tam z tyłu za bramką, niedaleko starego wiaduktu – no i nagle, wiadomo, gorąc lipcowy dzień, a my w tym morzu zieleni, biało-czerwonych szalików i naszych głosów, co to się rozchodziły po całym stadionie. a potem ten moment, kiedy pan henke krzyknął „jeszcze nie koniec!” i myśmy wiedzieli – kurczę, coś się dzieje. a potem te gole, te szaleństwo, ta radość, co to aż bolała, jak się człowiek śmiał i płakał naraz.
i pamiętam, że po meczu poszliśmy z bratem na piwko w jakiejś spelunie niedaleko lotniska, bo przecież nikt nie miał siły wracać od razu do domu. i tam, przy stoliku obok nas, siedział facet w granatowej koszulce z Realu madryt, a na jego twarzy było widać, że nie wie, czy się śmiać, czy płakać. i wtedy ktoś powiedział: „no, synku, dziś wygrał futbol”, a my wszyscy się rozbiliśmy śmiechem.
tak to wyglądało, no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
kurcze, ale mnie te opowieści wgrzali w klimaty tamtej nocy 🔥 a ja akurat tamtej soboty byłem u cioci na wsi pod Wrocławiem, bo stary kazał mi pomóc jej w ogrodzie 😂 no i miałem ze sobą radio na baterie, bo telewizor szwankował, jak zwykle u niej. i nagle słychać, że Legia gra z Realem Madryt, no to my z wujkiem Józkem ustawiliśmy się na tarasie z tym radyjkiem na głośność taką, że sąsiadka pukała do drzwi że „może ciszej?”. A myśmy tylko „no nie przeszkadzajcie, historia się pisze!” 💪
I wiecie co? Słuchaliśmy tego meczu jakbyśmy byli na stadionie, bo wujek krzyczał do radia razem z komentatorem, a ja zrywałem się jakby sam strzelił gola! Aż ciocia przyniosła nam lody prosto z zamrażarki na cześć „naszej chwili” 🍦 a wujek Józek powiedział że to najbardziej polskie lody w historii bo z „zielonymi plamami” od szpinaku, który niedawno kopnął 😭
Aż się wzruszyłem bo myślałem że nikt poza stadionem tego nie czuje tak mocno, a tu proszę, akurat wiejskie radio i ciocia z lodami 🔴🔥 o takiej ekipie nigdy się nie zapomina, choćbyście mieli pisać o tym 100 lat!
Jeden klub, jedno życie ❤️
a mnie w tym meczu zapadło to, jak pan henke wrzeszczał przez megafon "to jest mecz o wszystko!" i ja w tamtym momencie naprawdę poczułem, że ten człowiek wie co mówi – bo to nie był zwykły mecz, tylko coś, co wbijało się w serce jak gwóźdź. i pamiętam, że stałem wtedy na trybunie północnej, tam gdzie zawsze się robi ten tłum, no i nagle obok mnie jakaś babcia ze szalikiem na szyi zaczęła śpiewać "sto lat" – nie do nikogo konkretnego, tylko tak w powietrze, jakby miała już tego dnia dość normalności. a my wszyscy tam, dziesięć tysięcy gardeł, podchwyciliśmy ten pomysł i śpiewaliśmy tak, że chyba aż dzwoniło w uszach do samego Madrytu. i potem, gdy padł ostatni gwizdek, to ci, co byli blisko niej, zrobili jej spontaniczny korowód wokół naszej sektora – no i starała się uciekać, że niby "nie wypada", ale wszyscy ją ciągnęli, że przecież to święto, a w takim święcie wiek nie ma znaczenia. no dobra, wiem, że się potem popłakała, ale mówiła potem, że nigdy w życiu nie czuła się taka ważna na stadionie. a jutro znowu tu przyjdzie, bo takie dni to nasza własna waluta, której nikt nam nie odbierze. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
kurcze, a ja tamtej nocy miałem się z kolegą spotkać na szybkiego w jego mieszkaniu przy al. Ujazdowskich, bo akurat dogadywaliśmy się na piwo i „małą” przed meczem 🍻 no i siekiera, bo mieliśmy radio podłączone do starego magnetofonu, co to zawsze szwankował przy głośnych momentach. no i co? w 15 sekund po golu Malewskiego nagle magnetofon wyrzygał całą taśmę prosto na mnie i koleżkę – dosłownie zalany tym szarym paskiem na głowę i ramiona 😂 a obaj w nogach, bo myśleliśmy że to jakiś policyjny alarm, że niby mecz przerwali bo terroryści albo co. a tu nagle słychać z radia: „GOL DLA LEGII!” i my z tym paskiem na twarzy walczymy jak z serpentyną tylko że taśma mi się wkręciła we włosy i kolega krzyczy „ratuj się, bo cię ta maszyna kanonizuje!” 🔥😭 no ale ostatecznie daliśmy radę, dobraliśmy się do piwa i oglądaliśmy resztę na resztkach magnetofonu – szczęście że stary telewizor, co to go nazywaliśmy „ręcznie napędzany”, bo głośnik trzeba było ustawiać kijem od szczotki 💪 i tak oto wylaliśmy więcej taśmy niż karatecy w ringu, ale historia pozostała. no i żaden z nas nie umarł z tęsknoty do tamtych czasów, więc chyba było warto 🍿🔴