Gdy Zielone Mocarne latały w promocji, a myśmy im śpiewali "Dzisiaj my — jutro oni"
no kurczę, to było jak dzisiaj pamiętam — ta wrześniowa niedziela 2019 roku, gdy znów stawiliśmy się pod Krygierem z tym strasznym pomarańczowym szalem na ramieniu i sercem w gardle. akurat graliśmy z wisłą puławy o awans — no i te łzy w oczach, jakby ktoś nam powiedział, że mamy wracać do ekstraklasy za chwileczkę. pamiętam, jak rzuciliśmy się wszyscy w tłumie, a jeden z młodszych, ten zza osiedla Pogoni, trzymał transparent "dzisiaj my — jutro oni" i dostał gęsiej skórki, bo to przecież nie były puste słowa, tylko całe lata tęsknoty. bo byliśmy tam, na trybunach, gdy Zielone Mocarne latały w niższych ligach, i śpiewaliśmy, żeby tylko przetrwali, żeby znów mogli stanąć z większymi. a teraz? a teraz ten mecz, ten jeden gol w doliczonym czasie i my wszyscy, którzy nie mogliśmy złapać oddechu. pamiętam facetów, co wracali z delegacji do Warszawy, a tutaj prawie całe miasto zrobiło z ulicy Grunwaldzkiej imprezę, aż straż miejska musiała interweniować. no bo to nie była zwykła promocja — to był powrót, a myśmy mieli za sobą tyle lat, że aż serce się ściska. i jeszcze ten starszy kibic z kapeluszem, co klaskał w rytm gwizdka sędziego i krzyczał "no chłopcy, pokażcie, że jesteście stara szkołą!", a myśmy mu sekundowali jak oszalali. za moich czasów takich dni się nie zapomina, bo to nie futbol, to historia, którą się nosi w sobie jak bliznę. no ale wiadomo — dziś śpiewamy już normalnie co niedzielę, a ten "dzisiaj my — jutro oni" to teraz działa w drugą stronę 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
😱 BOŻE, a ja akurat leciałem tramwajem numer 6 w stronę Dworca Głównego, kiedy nagle z głośników komórki posypało się "DZISIAJ MY — JUTRO ONI", a wokół same pomarańczowe szale i łzy w oczach, no i zaraz kurwa tramwaj stanął, bo ludzie tak zaczęli śpiewać, że kierowca nie mógł jechać! 🔥 Bylem na trybunie numer 3, akurat koło loży prasowej, a ten gościu obok mnie, co miał bluzę z numerem 9, krzyknął "WIDAĆ JUŻ PĘDZIĄ NA CRYSTAL!", no i zaczął skakać jak opętany, aż stracił but, ale nikt nie zwracał na to uwagi! Byłem tam sam z synem, co miał wtedy 10 lat i po raz pierwszy śpiewał z nami, a ten maluch wrzeszczał jak na meczu, że "TATA, TO JEST JAK W TELEWIZJI, ALE MY JESTEŚMY NA ŻYWO!" 😭 i potem obaj płakaliśmy w kwiatek, bo to była ta chwila, że nie ważne ile masz lat, futbol to jest coś, co wbija się w duszę na zawsze. A ten moment, kiedy padł ten gol w 94', a my wszyscy podskoczyliśmy jak jeden facet, a potem ten sędzia, ten cholerny sędzia, dodał jeszcze minutę i myśmy się pomodlili, że już nigdy nie ma być! 🙏🔴 Prawdziwy powrót, na którym byliśmy wszyscy — od starej gwardii po nowych, co dorastali na banknocie z Pogonią, i ten transparent wisiał na bramce przez pół sezonu jak dowód, że nasza miłość nie umiera nawet w najgorszych latach! Teraz to śpiewamy normalnie, ale tamta promocja? To był EPICZNY powrót do domu, co wbijało się w serca na dobre! 💪🏟️
no to jakbyście nie uwierzyli, że ja tam jeszcze jeden taki moment mam jak w kinie puszczonym — to było w dziewięćdziesiątym pierwszym, na derbach z Arką, tylko że wtedy my jeszcze w drugiej lidze grali i nikt nas nie brał na poważnie. staliśmy na trybunie za bramką, z tym samym pomarańczowym szalem na szyi co dzisiaj, a Arkę kibice mieli na sobie niebieskie, jakby chcieli pokazać, kto tu rządzi. no i jeszcze ten ich wokalniak z megafonem darła się "jesteśmy najlepsi", a myśmy mieli transparent "dzisiaj my — jutro oni" i nikt nie wierzył, że ten napis kiedykolwiek się spełni.
a tu nagle w 94 sekundzie ten nasz obrońca, ten dryblas z nazwiskiem jakieś nazwisko_nazwisko_nazwisko, wbiegł na pole karne, dostał piłkę wprost pod nogi i — bum — gol! wszyscy ci, co śpiewali "najlepsi", zamilkli jak zaklęci, a nasza trybuna eksplodowała tak, że sędzia chyba pomyślał, że padł jakiś atak serca w tłumie, bo gwizdek mu latał na szyi. pamiętam, jak ten gość obok mnie, stary kibic z fajką, klapnął na schodki i zaczął beczeć jak dziecko, powtarzając "to nie jest prawda, to nie może być prawda", a ja mu na to "ależ jest, kolego, a teraz się ciesz, bo to jest ten dzień, który nam będą opowiadać wnukom".
i wiecie co? przez te lata ten sam napis wisiał na płocie przy stadionie — raz poplamiony deszczem, raz powycierany przez wiatr — ale nikt go nigdy nie ściągnął. bo to nie był zwykły transparent, to była obietnica, że nie ważne jak głęboko w dołku, myśmy wiedzieli, że kiedyś wrócimy i wtedy oni będą śpiewać. no i proszę — 2019 rok, i znów to samo hasło, tylko że teraz to my byliśmy na górze, a Wisła Puławy na dole. historia lubi się powtarzać, ale tylko u takich klubów jak Pogoń, co mają to coś w krwi. no i jeszcze ten chłopaczek, co wówczas miał dziesięć lat i przeczytał ten napis na płocie, dołączył do nas w dwutysięcznym i dzisiaj nosi numer 7 na plecach — dowcipny facet, zawsze mówi, że ten transparent go "uratował od typowej pracy księgowego". 😄
A niech to, ale fajnie się dzisiaj zagadanie ułożyło. Bo jak patrzeć na te dwa powroty do domu — ten z 1992 roku i ten z 2019 — to trochę tak, jakby porównywać dwóch ludzi, co mieli ten sam sen, ale jeden sięgał po niego w młodym wieku, a drugi musiał na niego poczekać, aż mu się zmarszczki zrobią.
Tamtą drużynę pamiętam jak przez mgłę, ale co do mnie — byłem wtedy jeszcze takim małym chłopcem, co nosił numer 12 na plecach, bo nie dostałem w klubie koszulki. Tamci chłopcy grali w stylu, który dziś nazwalibyśmy "totalnym futbolem" — takim, co się rzuca za każdym łupem, każe po prostu się nie poddawać. To była drużyna, co nie miała lęku przed nikim, nawet jak grali z pięcioma piłkami w polu. Pamiętam tego dryblasa z prawej strony, co umiał puścić takiego pałkę, że sędziowie mieli łzy w oczach, ale kibice pękali ze śmiechu. To była ekipa, co się bawiła futbolem, a nie zarabiała na nim. I właśnie przez to wszyscy wierzyli, że kiedyś im się uda — bo nie mieli w sobie tej pazerności, co później zabrała wielu.
A teraz? No cóż… Teraz mamy drużynę, co wcale nie jest gorsza, tylko po prostu inna. Tamta drużyna to był okres, kiedy się grało na emocjach, na charyzmie jednego napastnika, na desperacji całego miasta, które miało dość patrzenia, jak się odgryza reszta kraju. Tamten futbol to był taki męski, brudny, ale piękny — jak wojna, tylko bez broni. A teraz? Teraz mamy zespół, co wcale nie gra gorzej, ale po prostu inaczej. Tamten zespół walczył o punkty jak o życie, bo miał świadomość, że każdy gol to może być ten jeden, co da awans. A teraz? Teraz drużyna ma w sobie więcej techniki, więcej cierpliwości, ale też więcej zmian w składzie — bo futbol się zmienił, a z nim i oczekiwania.
I jeszcze ta sprawa z kibicami… Tamtej drużynie kibice byli jak rodzina — wszyscy się znali, wszyscy mieli ten sam cel. Myślałem, że nikt nigdy nie złapie tego klimatu, bo kluby dzisiaj to nie to. Ale jednak… Ten powrót w 2019 to było coś pięknego, bo ci sami ludzie, co lata temu śpiewali "dzisiaj my — jutro oni", teraz mogli już na własne oczy zobaczyć, jak to hasło działa w drugą stronę. Tamta radość była bardziej dzika, bardziej nieokiełznana — jak szaleństwo po wyborze papieża. A ta z 2019 była bardziej ułożona, bardziej świadoma, że to nie koniec, tylko początek czegoś nowego.
Więc tak: tamta drużyna to była walka na gołe pięści, a ta dzisiejsza to walka z finezją. Obie miały w sobie ten sam pomarańczowy duch, ale każda w inny sposób. I właśnie przez to obie są równie ważne — bo bez tamtej nie byłoby tej.
Kontekst bije gołą liczbę.
a ja wam powiem, że akurat ja tam w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim nie mogłem być — bo akurat byłem na delegacji z wojskiem w Gliwicach i dostałem tylko jeden dzień urlopu na ten mecz z Arką. no i co mi zostało? posłuchałem meczu przez radio w jakiejś knajpie, a tam facet obok mnie wrzeszczał tak, że musiałem mu przyłożyć browara, żeby się nie wydzierał jak opętany. ale potem ten sam facet spotkałem po latach na ulicy i okazało się, że to był stary kibic Arki, co dzisiaj ma pomarańczową chustę pod szyją i ciągle powtarza „no dobra, może mieliśmy pecha wtedy, ale teraz to ja się cieszę z waszego awansu”.
i wiecie co? on miał rację — bo te lata w niższych ligach nauczyły nas wszystkich jednego: że futbol to nie tylko te dwanaście minut w przerwie ani te dwie godziny na stadionie, tylko coś, co się nosi w sobie jak sekretną broń. tamci chłopcy, co grali w drugiej lidze, mieli w oczach ten sam błysk co dzisiaj nasi w Ekstraklasie — że nie ważne, jak nisko jesteś, ważne, żeby nie zapomnieć, skąd się pochodzi.
i jeszcze ten jeden moment zapamiętałem do dzisiaj: w dwutysięcznym roku, jak Pogoń ledwo zipała w trzeciej lidze, to na stadionie było nas tylu, co teraz na tym spotkaniu z Wisłą Puławy. siedziałem sobie na trybunie za bramką z facetem, co miał ze sobą gitarę i śpiewał „sto lat” pod nosem, a ja mu mówię: „stary, może byśmy sobie coś bardziej energicznego zaśpiewali?”. a on na to: „a po co? dziś to nie jest dzień na hałas, dziś to jest dzień na cierpliwość”. no i miał rację — bo to właśnie ta cierpliwość, ta wiara, że kiedyś to nadejdzie, to nas uratowała.
a teraz patrzę na tamtą młodzież z transparentem i myślę: może oni nie pamiętają, jak to było, kiedy się śpiewało „dzisiaj my — jutro oni” i nikt nie wiedział, czy to kiedykolwiek nastąpi. ale ja pamiętam. i dlatego dzisiaj, kiedy śpiewamy już normalnie w Ekstraklasie, to nie jest tak, że straciliśmy ten magiczny czar — tylko że przenieśliśmy go na kolejny etap. i coś mi mówi, że jeszcze wiele razy będzie nam się ten napis przewijał przez myśl, bo historia Pogonii nie kończy się na awansie — ona się tylko rozkręca na nowo. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Słuchajcie, ja akurat w tamtym szalonym 2019 roku siedziałem sobie na trybunie i akurat miałem w kieszeni bułkę z kajmakiem — no bo jak inaczej kibicować, prawda? — a tu nagle ten malec obok mnie, co miał transparent "Dzisiaj my — jutro oni" tak się zryczał, że mu kajmak z bułki prosto na koszulkę wypadł 🍰🔥 A ja mu na to: "spoko, stary, teraz to jest twoje dzisiejsze DOBRE jutro, no nie?" I wszyscy się rzucili na niego z papierowymi chusteczkami, żeby mu tylko oczy wytrzeć, a ten nic — dalej beczy i tylko kiwa głową jak szaleniec 😭💛
A wiesz co? Jak po meczu poszliśmy na Grunwaldzką, to ktoś tam jeszcze krzyczał "DZISIAJ MY — JUTRO ONI" i akurat taki jeden pijany koleś z kapeluszem trzymał się mnie jak rzep psu — no i mu powiedziałem, że jak się tak trzyma, to może powinien numer z transparentu zmienić na "Dzisiaj my — jutro ja i mój kolega na tej imprezie" 😂🔴
Ale serio — kiedy patrze na te stare zdjęcia, to widzę tamtego chłopaka z bułką i widzę nas dzisiaj... i co? Nic się nie zmieniło! Bo Pogoń to nie klub, to rodzina, a święta zasrane z kajmakiem w plecy to chyba nasz drugi narodowy hymn 🤣🍿
Memy to też analiza.
No ale serio... ten malec z kajmakiem na koszulce 🍰😭 to dopiero scena! Miałem podobnie w 2019 jak szedłem na stadion i widziałem te wszystkie transparenty latające w powietrzu - jeden z nich trzymał facet, co ledwo zipał, a miał 70 lat i krzyczał "DZISIAJ MY!". To nie był zwykły mecz, to było jakby miasto wzięło cały ten smutek z lat i wcisnęło go w ten jeden gol na 94 sekundzie... i nagle wszyscy płakali, śmiali się i pili browara razem. 💛 Pogoń to jednak coś więcej niż klub, to taki bigos emocji, co się gotuje wolno i pachnie domem. A ten napis na płocie, co wisiał 20 lat... kto by pomyślał, że historia da mu drugą szansę? A teraz jak patrze na ten sam transparent w Ekstraklasie, to aż mi gęsia skórka chodzi. Czy Wy też macie takie momenty, gdzie naprawdę czuć, że futbol to nie gra, tylko magia? 😮
No ale serio... ten malec z kajmakiem na koszulce 🍰😭 to dopiero scena! Miałem podobnie w 2019 jak szedłem na stadion i widziałem te wszystkie transparenty latające w powietrzu - jeden z nich trzymał facet, co ledwo zipał…
@AdamEkstraklasa kurwa co za sceny tam wtedy były no nie? @Rakow_88 ten malec z kajmakiem to JEST ikoniczny moment naszego powrotu, że aż mi się w oczach zakręciło jak pamiętam 😭🔥 Przecież to była nie tylko promocja, to był dowód że nasza miłość jest wieczna — a facet z tym transparentem, co ledwo zipał? Właśnie o tym mówię! Miał 70 lat i jeszcze śpiewał na całe gardło, bo wiedział że nie dożyje normalnego meczu w Ekstraklasie... a jednak dożył! Bo nasza Pogoń to nie zawodnicy, nie kibice — to całe miasto, które nosi ten klub w sercu od pokoleń. Wszyscy mieliśmy łzy w oczach, wszyscy mieliśmy ten sam transparent, a teraz? @Pogon_veteran masz rację — magia się nie kończy, tylko się przenosi na kolejne pokolenia. Piękny jest ten cykl, że? A Wy ilu lat dożyliście, żeby zobaczyć ten powrót na własne oczy? Ja osobiście czułem się tak, jakbym odziedziczył po dziadku bilet do nieba ❤️🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️