Gdy zielone ognisko wspomnień płonie, to my, Bayerniści, mamy co wspominać i czym dumnie się chwalić!
a ja pamiętam tamten wieczór w londyńskim finale, kiedy nasz archanioł nie miał ani jednej skruchy w sercu i strzelił obiema nogami niczym chłopięcy marzyciel — te buty, te rzuty wolne, te... cholera, to było coś takiego, że na drugi dzień w pracy nikt nie chciał ze mną rozmawiać o niczym innym, wszyscy musieli usłyszeć historię od początku do końca, a ja niczym stare pudło odtwarzałem nagranie raz za razem, bo sam nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę się wydarzyło no i oczywiście jak zawsze ten twój, panie Tomek, ten niezgrabny drybling pod ścianą, że aż strach było patrzeć, a on i tak poszedł i zrobił swoje... i wiesz co? do dzisiaj na kibicowskiej trybunie wiotczeje mi serce jak pomyślę, jak to było powiedzieć "no i czego tam się dziwić, po prostu nasz niemiec synek znowu zrobił to, co umie" 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurde, to ty wymiatasz na forum z tymi opowieściami, jakbym sam był tam w tym Londynie 😱🔥, u mnie akurat byłem wtedy w kawiarni z kumplami, teledysk leciał na ekranie i wszyscy gapili się jak urządzeni, a ja akurat wyskoczyłem do kibla i wróciłem na sekundę przed 2:1, jak on do siatki wleciał jak szalony, że aż koleś obok mnie rzucił piwem w ścianę krzycząc "niemiecki bydlę niech cię szlag trafi" 💪 no ale co tu gadać, przecież wiecie, że całe moje życie to jedna wielka trybuna i te chwile, kiedy nasi facetowi robią coś takiego... krew w żyłach zapłonęła i do dzisiaj mam dreszcze jak pomyślę, że to właśnie NASZ Thomas to zrobił, murem za chłopakami no ale trudno 😤⚽
Swoich się nie zostawia.
a pamiętacie ten cały cirkus w Amsterdamie, latem tamtego samego roku kiedy nasz mueller akurat wykańczał wakacje na trawie jak jakiś leniuszek i nagle – *pstryk* – dostaje wiadomość że będzie grał w meczu towarzyskim bo idą ranni i luzem wskakuje do drużyny? przyjeżdżamy na stadion, a tam – wszyscy wiadra cytrynowe na trybunach, pogoda jakby ktoś pomieszał kawę z mlekiem i deszczem, a nasz thomas niczym szaman tańczy między obrońcami i w 5 minut wbija dwie bramki na luzie, no i ten jego uśmiech kiedy wbiegł z nimi do szatni, że musiałem się oderwać od piwa i kogoś przytulić – nie wiem jak wy, ale ja do tej pory nie mogę na jego twarz patrzeć bez uśmiechu, bo to przecież nie człowiek, tylko żywy dowód że bóg kibicowania jednak czasem się uśmiecha… i jeszcze ten głos spikera na koniec: „müller po raz kolejny udowodnił że nie potrzeba mu statystyk żeby być legendą” – a ja wtedy walnąłem pięścią w stół tak, że kolega obok się przestraszył, ale kto by się przejmował, skoro mamy takich zawodników co wkręcają historię w żyłach jak nitro? 😄
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
a pamiętacie ten cały cirkus w Amsterdamie, latem tamtego samego roku kiedy nasz mueller akurat wykańczał wakacje na trawie jak jakiś leniuszek i nagle – *pstryk* – dostaje wiadomość że będzie grał w meczu towarzyskim bo…
@Legionista_Total no dobra, ale serio – ten Amsterdam to był chyba jeden z tych momentów, kiedy losowi się akurat uśmiechnął akurat w taki sposób, że aż miło. Bo skoro mówisz o wakacjach na trawie, a tu nagle *pstryk* i wyskakuje ci na boisko i wbija dwie bramki w deszczu, to chyba nie sam talent, tylko jednak jakaś tam porcja szczęścia musiała się tam zakręcić? Wiem, wiem, że „nie człowiek, tylko żywy dowód” i tak dalej, ale jak patrzę na dzisiejszych chłopaków, którzy dostają szansę raz na ruski rok i potem gadamy o „braku pewności siebie”, to co dopiero w przypadku Mullera, który miał to luzackie podejście i jeszcze przy tym strzelał?
A ten uśmiech, o którym piszesz – no co, wiem że emocje są ważne, ale czy naprawdę za każdym razem, kiedy on wbiegł do siatki, to był jakiś plan A, B i C? Bo ja znam kilka takich sytuacji, gdzie to się kończyło jak w bajce, ale też kilka, gdzie… no cóż, wiadomo, że piłka nożna jest brutalna i nie zawsze się udaje.
W sumie to może i lepiej, że zrobili mu z tej akcji filmik, bo gdyby liczyć na same takie „cyrki”, to szybko moglibyśmy znaleźć się w Ekstraklasie 😉 Ale nie neguję, że to było coś wyjątkowego, innego poziomu. I że fajnie mieć takie wspominki, kiedy na co dzień to już nie to… 😏
Zrzuć screena.
No, ale z tej Waszej dzisiejszej paczki to aż strach spoglądać wstecz – nie chodzi o to, że tamci to jacyś święci, co grali w aureoli blasku, tylko o to, jak zupełnie inny był ten zapał, ta siła do samego końca. Patrzę na dzisiejszą drużynę i serce mi trochę waha, bo owszem, mamy piłkarzy, którzy wiedzą jak kopnąć, ale czy tak samo krwawią dla koszulki, jak ten nasz Tomek tamtej nocy w Der Klassiker, kiedy wbiegł jak ostatni szaleniec, żeby dołożyć cegiełkę do tego, cośmy razem zbudowali przez lata?
Tamci mieli coś, co trudno opisać słowami – tę cholerną wiarę, że jak już się wbiega, to się musi skończyć golem, bez względu na to, jakie rachunki stawia los. To była drużyna, która nie myślała o statystykach w drodze na lotnisko, tylko o tym, jak walnąć jeszcze raz, jeszcze mocniej, bo przecież kibic czeka. Dzisiaj? Widzę mnóstwo indywidualności, która potrafi zrobić show, ale czy potrafi zrobić to co oni – wsadzić na salę cały blok trybun w uniesienie, bo akurat ktoś ruszył tak, jakby nie miał za grosz zmartwień w głowie?
I jeszcze to: tamci mieli takiego jednego, który wiedział, jak sprawić, że wszyscy zapomną o wszystkim, co było wcześniej – niech ktoś policzy ile to razy Müller wbiegł tam, gdzie nikt nie odważył się nawet spojrzeć. Dzisiaj? Trudno powiedzieć, żebyśmy mieli takiego magika, który swoim luzem i nonszalancją potrafi tak samo wpędzić w szał. Owszem, młodzi potrafią fajnie kopnąć, ale czy potrafią zrobić to w takiej chwili, kiedy naprawdę musisz? Kiedy nie ma czasu na kombinowanie, tylko trzeba wrzucić bieg na luz i biec, jakby nogi same niosły?
No, ale cóż – niech się dzieje, co ma się wydarzyć. Przecież nie możemy ciągle żyć wspomnieniami z 2013 roku, choć one są najlepszym paliwem, które mamy. Trzymam kciuki, żeby w końcu znów ktoś wpadł tak jak on, żeby trybuny zatrzęsły się od krzyków, i żebyśmy mogli powiedzieć: „Patrzcie, to właśnie Nasi”. 💛⚪
xG > emocje.
A ja wam powiem, że ta nostalgia to jednak jak stary dobry serial, którego obejrzałem już ze sto razy – nie do końca widzę w tym jakieś cuda, poza tym, że akurat trafił się akurat taki akurat raz na milion. Ten sam Thomas, który w Der Klassiker wbiegł do siatki, to ten sam facet co potem za trzy tygodnie gubi piłkę na środku pola i mamy kłopot z atakiem? Czemu niby mielibyśmy zapominać o tym, jak potrafi czasami zniknąć w decydującym momencie, kiedy liczy się każda sekunda?
Pamiętacie może ten sierpniowy mecz z Hoffenheimem w 2019, kiedy nasz ulubieniec odpuścił sobie coś tak prostego, że aż wstyd było patrzeć, a my waliliśmy pięściami w kanapy? To nie był koniec świata, wiem, ale czy ktoś mówi o tym, jak czasem nasza wiara w magię psuje realne spojrzenie na grę? Tak, tamten gol w 2013 był bajką, ale nie każdy skok na murawę kończy się sukcesem – a jednak ciągle o tym gadać jakby to była jedyna rzecz, którą nasz Müller kiedykolwiek zrobił godną uwagi.
I jeszcze te wszystkie lata, kiedy biegał po boisku jak szalony, a potem okazywało się, że albo nie trafił, albo przeciwnik go zatrzymał – fajno wspominać te chwile, ale nie można przecież ukrywać, że czasem to po prostu średnia forma z domieszką szczęścia. A VAR_placze pisze tak, jakby dzisiejsza drużyna była jakaś beznadziejna, tylko dlatego, że nie ma drugiego Tomasa Mullera – no ale przecież dzisiaj mamy innych zawodników, którzy też potrafią zrobić różnicę, tylko inaczej niż on.
No i co z tego, że wbiegł do siatki? Cała reszta drużyny musiała swoje zrobić, żeby ten moment w ogóle mógł się wydarzyć. Bez Robbena, Ribéry’ego, Boatenga i reszty – to nie byłoby możliwe. Więc może to jednak nie tylko on jeden stworzył tamtą historię? Może trochę przesadzacie z tym kultem jednostki? 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
@MateuszUltras widzisz, kolego, aż mnie korci żeby cię posadzić w bukmacherce na godzinę i puścić powtórkę tamtego gola, tylko po to żebyś zobaczył ten wyraz oczu, kiedy nikt poza nim nie widział drogi. Pamiętam jak dziś, jak nasz gość wbiegł na murawę w tym Der Klassiker i facet obok mnie zaczął liczyć w głowie "jeszcze 15 sekund, jeszcze 10, jeszcze 5..." a ja mu na to "spokojnie, on ci to wrzuci w ostatniej sekundzie, wiadomo, że tak zrobi". I stało się, oczywiście. A ty mówisz o tej bułce z dżemem i piątkowej kanapie? Jasne, każdemu może się zdarzyć źle dołożyć, ale pytam cię – kto jeszcze w tym meczu zagrał takie widowisko? Robbena uderzenie na szczęście? No i? Gola nie zrobiłby sam bez Tego Gościa, który wpakował się w tę sytuację jak szczur w pułapkę. Cały czas latal po boisku, walcząc o każdy spadek, każde podanie, każdy kontakt – to nie była robota dla pokazówki, tylko dla zwycięstwa. A dzisiaj? Widzę mnóstwo luzaków, którzy kopią tak, jakby mieli nogi z waty, tylko dlatego że trener krzyknie. Pewnie, że nie każdy skok na murawę kończy się sukcesem, ale właśnie dlatego chcemy znów kogoś takiego – kto wbiegnie tam, gdzie nikt nie ma odwagi, nawet jeśli potem będzie musiał wysłuchiwać, że "to było szczęście". Bo dla nas to nie szczęście, tylko klasa. I pamiętaj, jak akurat ten raz się udał, to była cała armia Bayernu, która przez lata robiła swoje – ale to właśnie On wpadał tam, gdzie potrzeba było szaleństwa. Takiej magii nie kupisz za żadne pieniądze, choćbym obstawiał w Bodogach od jutra do następnego tygodnia 💸😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
no ale se przypomniałem ten jeden raz kiedy zamiast oglądać 2013 po raz setny na youtubie, poszedłem na trening juniorów w naszym lokalnym klubie i z nudów stanąłem obok trenera i mówię "wiesz co, ten drybling Mullera to żadna sztuka, ja 7 latki nauczę w 10 minut" no i faktycznie – podeszły do mnie dwie mamuśki z kubkami kawy "proszę pana, to nasze dziecko ma być następnym Müllerem, ale on woli bułkę z dżemem niż trening" 😂🍞🔥 no i ja w tym momencie zrozumiałem że jak się chce mieć drugiego Tymka, to najpierw trzeba wychować drugą mamę, która nie da dziecku bułki z dżemem przed meczem… bo wiecie, kiedy Muller wbiegł tam w Der Klassiker, to on nawet bułkę z dżemem zjadłby w szatni i i tak by strzelił gola! 💛⚽🤣