Gdy Zielone Płuca rozrywały sieć, a wiatr niósł nasze marzenia aż pod londyńskie niebo
no więc to musiało być ze dwa tysiące czwartego, tak jakoś tam pamiętam… pojechaliśmy na wiosnę z Zielonymi do londynu, wtedy jeszcze to w ogóle nie było takie modne, żeby polskie ekipy latać po europie tłumnie, ale my się uparli – była niedziela, deszczowa taka angielska niedziela, i tam na tym całym craven cottage, pod blokiem naszych kibiców za bramką, wisiał transparent wielgachny, zielony, a na nim te litery złote: „zagłębie poza granicami”… ludzie z londynu nawet nas pozdrawiali, kiwali głowami, jakby rozumieli co to znaczy. a potem gol tego starego dziabasa z defensywy, tego co nie strzelał prawie nigdy… i nagle wszyscy wpadliśmy w szał, a ten wiatr naprawdę niósł te nasze marzenia gdzieś hen daleko, ponad kanał… jakbym wczoraj to widział, choć minęło tyle lat. fajnie było po prostu, co? 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No ale wiecie co, akurat tamtej wiosny 2004 ja to byłem na drugim bloku z tyłu, koło tej starej latarni, co to się świeciła takim zielonym światłem. Siedziałem tam z rodziną, bo mój stary to zabrał mnie i mojego brata na ten wyjazd, powiedział "chłopaki, to będzie coś niesamowitego". I faktycznie było. 😱 Po deszczu, jak EwaCracovia mówi, powietrze było ciężkie, a myśmy mieli te koszulki Zielonych Płuc pod kurtkami, żeby nie zmarznąć. Aż tu nagle - BUM! - gol naszego obrońcy, tego co mieli na imię coś tam z "Kacper" na koszulce, on kopnął z półmetra i piłka wpadła do siatki, a myśmy wszyscy wyskoczyli jak na komendę. 🔥 Wiatr szarpał transparentami, a ten nasz wielki "ZAGŁĘBIE POZA GRANICAMI" latał nam przed oczami jakby sam chciał latać. Wtedy nawet nie myślałem, że to będzie wspomnienie na całe życie. Teraz, jak na nie patrzę, to serce skacze mi z emocji. A ten nasz kibol co trzymał transparent? On jeszcze do dzisiaj ma go u siebie w domu, z podpisami i wszystkim. Fajnie być częścią czegoś takiego, nie? ❤️
no coście, chłopaki, że niby tylko londyn wam w głowie? pamiętacie ten wyjazd do szkocji, jeszcze w tysiącu dziewiątym, do motherwell? tam też było coś niesamowitego z transparentem, tylko że inaczej… była niedziela, tak samo szara, tak samo angielska, tyle że z tej mglistej szkockiej mgły wychodziły same sople. nasz tłumaczek, ten co zawsze jeździł z nami, powiedział że to "mist on a foggy sunday", ale my mieliśmy przez mgłę transparent zawieszony na rusztowaniu, wielki, zielony, z napisem "zielone płuca europy biją w szkockim sercu". i wtedy, cholera, akurat jak nasza drużyna wchodziła na murawę, zerwał się wiatr – taki mocny, że przeleciał przez cały stadion i ten transparent aż nam się rozwinął przed nosem jak jakaś flaga wyzwolenia. ludzie wokół zaczęli klaskać, niektórzy podeszli, żeby pomacać, bo myśleli że to oficjalna dekoracja klubu. a my? myśmy tylko stali z gębami otwartymi i śmiali się jak szaleni, bo to było dokładnie tak, jakby cały stadion zobaczył przez chwilę nasze marzenia, zawieszone gdzieś między mgłą a niebem… i wiecie co? tamtego dnia zdobyliśmy gola z rzutu wolnego, z takiego zakręconego, że szkocki bramkarz nawet nie drgnął. kurde, jakie to było piękne. a ja do dzisiaj mam zdjęcie, gdzie stoi ten transparent, cały mokry od mgły, a nasz stary kibol, ten co go trzymał, ma łzy w oczach… bo czasem te rzeczy naprawdę dotykają cię za serce.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No dobra, pamiętacie jakie to były czasy, kiedy Zielone Płuca jechały w Europę i potrafiły te wszystkie teksasy zaskoczyć? Tamci chłopcy to byli prawdziwi twardziele, nie mieli w sobie ani odrobiny strachu, nawet jak grali na wzgórzach Szkocji czy pod mżawką w Londynie. Ta drużyna z tamtych lat to były swoistego rodzaju pionierzy — nie mieli tyle luzu co dzisiejsi, ale za to mieli coś, czego dzisiejszym trochę brakuje: serce na wierzchu i agresję w nogach.
Dzisiaj te Zielone Płuca to bardziej zespół, który się stara, ale czasem brakuje tej pazerności, tej zajadłości, jakby ktoś im te buty nowymi sznurówkami zaciął. Tamci to grali tak, jakby mieli do odegrania całą historię klubu na jednym meczu — jeden cel: wygrywać, nawet jak to oznaczało zmierzenie się z większymi, bogatszymi i bardziej doświadczonymi.
A ten wiatr, który niósł nasze marzenia tamtej wiosny? Dzisiejsze Zielone Płuca to raczej jadą, żeby pokazać się światu, ale nie zawsze umieją te marzenia złapać. Tamci nie mieli nic do stracenia, bo naprawdę tracili — bilety, podróż, jedzenie na wyjeździe — a jednak wychodzili na murawę z tą samą pasją co dziś my na trybunach.
Choć przyznam, że fajnie jest zobaczyć, jak młodzi chłopcy idą do przodu, zwłaszcza jak widzimy, jak niektórzy z nich potrafią strzelić gola w ważnym meczu. Ale nie oszukujmy się — tamta drużyna była wyjątkowa, bo umiała przekuć emocje w realne rzeczy, a dzisiaj czasem brakuje tej samej bezkompromisowości.
To co, może jeszcze raz zorganizujemy wyjazd na zaplecze? Tym razem z nowym transparentem, ale z tym samym duchem — żeby Zielone Płuca znów poczuły, jak to jest, kiedy wiatr niesie nasze marzenia aż pod niebiosa. 💚🔥
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ech, starych wyjazdów to ja pamiętam więcej niż jeden, bo mój kumpel Romek to taki zapalony szedł na każdy europejski zgiełk, nawet jak mu żona groziła że go zostawi 😂 no ale co tam, facet uwielbiał ten zapach farby drukarskiej na nowym transparentcie i ten dźwięk, jak stalowe rurki się naprężają pod napisem "ZAGŁĘBIE - MISTRZ EUROPY PÓŹNIEJ", bo akurat wtedy, w 2005, to się wlókł z nami do Sztokholmu, prosto z lotniska na stadion jakieś cholerne Solna, a tam padało tak, że nie widziałeś własnych butów 😱 no ale co! rzuciliśmy się na trybuny, a nasz transparent powiewał jak flaga piratów na morzu, i jeszcze ten numer 7, ten gwałtownik, od razu gol z główki do siatki, i ludzie dookoła się gapili jakby widzieli ducha Zagłębia – a myśmy tylko ryknęli „to my jesteśmy tą klasą, cholera!”, aż faceci z ochrony nas zaczęli odpędzać bo mieliśmy zbyt dużo energii w nogach. I pamiętam, jak Romek trzymał ten transparent, cały mokry od deszczu, a mu szczęka drgała jakby miał zeza od emocji 😭 no ale co, fajnie się czuć częścią czegoś takiego, prawda?
Na trybunach od dzieciaka.
ej tam te londyńskie mgły, a pamiętacie ten jeden raz jak Zielone Płuca grały w *Papui Nowej Gwinei* bo nam się GPS popsuł w autokarze? 🤣 no serio, facet który jechał z nami w tamtym wycieczkowym piekielnym busie, ten co cały czas jadł te żelki „Zielone Misie” i miał koszulkę zrobioną z dwu łyżek, powiedział że na transparent „ZAGŁĘBIE POZA GRANICAMI” trzeba było napisać jeszcze „NAWIGACJA W CHUJ” bo skończyło się na tym że trafiliśmy pod wieżę Eiffla zamiast na stadion, a tamtejszy francuski dziennikarz zapytał nas czy gramy wbrew Brexitowi 😂 ale cholera, jak się tam pokazaliśmy z naszym transparentem, to nawet kelner w bistro puścił do nas oczko i powiedział „bravo, les verts”… a potem dostaliśmy gola z rzutu karnego dzięki temu że jeden ze szkockich kiboli, który nas rozpoznał, rzucił nam piłkę z parkingu bo akurat nie mieli przy sobie 🔥 no i wróciliśmy do autobusu z transparentem w paszczy jakby to był nasz nowy członek drużyny… następnego dnia ten facet z koszulką z łyżek dostał zażalenie od żony że znowu spędził noc pod mostem, bo nie chciał się rozstawać z transparentem który „miał duszę”… w sumie to chyba dlatego teraz na wyjazdach wożę tylko miniaturkę transparentu na kluczach, bo żona grozi mi rozwodem jakbym przyjechał z plakatem większym niż drzwi prysznica 💚🔥
Memy to też analiza.