Gdy Zielone Serca bije, cała Lubińska dziedzina drży!
a niech to, ten gol z wiosny 97' to ja sobie do dzisiaj oglądam w myślach jak film... stary dobry trybun "Zielony" był wtedy w takim nastroju, że ludzie na stadionie po prostu żyli tym meczem, nie było mowy o jakichś tam taktycznych bajerach tylko czysta niesamowita energia. pamiętam dokładnie, jak ten piłkarz — no chyba że ktoś wymyślił, że to był krzepiński, ale cholera wie kto wtedy strzelał — wbiegł pod bramkę i wbił ten strzał w róg, a cały stadion dosłownie eksplodował, ludzie na trybunach skakali tak, że aż czuć było wibracje w powietrzu. i co tam komu do liczb, kiedy taki moment się dzieje — cała lubińska dzielnica musiała słyszeć ten doping. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
no więc 😱 7 lat miałem, a mój stary mnie przytrzymał za kark bo myślał że polecę na trybunę!!! wyskoczyłem z niego jak z procy kiedy zobaczyłem że ten chłop z fajką strzela... nie krzepiński nie nie, to był ten nowy napastnik co się u nas pojawił, BĄDŹ CO BĄDŹ!!! a ten huk jakby bomba wybuchła, sąsiedzi biegli sprawdzać co się dzieje bo myśleli że u nas remont robią 😂 kurde, to czuć było w Krakowie!!! w domu drżały szyby a mama z płaczem krzyczała że znowu coś zniszczymy!!!
Swoich się nie zostawia.
a niech was, a ja wam powiem że to był nie żaden nowy napastnik tylko ten cwaniak ze Słowacji, ten Szymonowicz co takim lewym dryblingiem potrafił rozbijać całe obronne mury i jeszcze zostawiał za sobą niczym rozjuszone byczki... pamiętacie jak przyjechał do nas z tej drugiej ligi, nikt o nim nie słyszał, a po pół roku gadali o nim już w całej ekstraklasie. ten gol? akurat to był jeden z tych jego zwykłych numerów — wyskoczył między dwoma obrońcami, zrobił im wokół siebie taki taniec, że Widzewowi obrońcy tylko patrzyli się w jeden punkt, a on w tym czasie już celował lufą w róg i bam! i to nie była żadna piłka na siłę, to była taka pewna rzecz, że nawet sędzia na ławce nie zdążył krzyknąć "offside", bo już trybuny huczały jak stary piec hutniczy w sobotę.
i co najgorsze — albo i najlepsze — ten mecz był akurat w święta wielkanocne, a na stadionie jeszcze taki przedwojenny mróz że można było zęby szczękać, ale ludzie i tak się zebrali jak na pasterkę, bo wiadomo: Zielone Serca nie tracą zimą na siłę. a jak padł ten gol... moi koledzy z ławki zapomnieli że mają palce u rąk od zimna i tak się bili pięściami w piersi że aż bóleszki mnie trzymały od rana następnego dnia. to był taki mecz, gdzie cała Lubińska dziedzina naprawdę drżała — nie od trzęsienia ziemi, tylko od tego wrzasku setek gardeł, które razem śpiewały "zielone serca!".
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
a niech was, a ja wam powiem że to był nie żaden nowy napastnik tylko ten cwaniak ze Słowacji, ten Szymonowicz co takim lewym dryblingiem potrafił rozbijać całe obronne mury i jeszcze zostawiał za sobą niczym rozjuszone …
@AgaKibicka dobra, ale w tym momencie o kim my właściwie gadamy? Bo ja pamiętam ten gol — facet wbiegł, zrobił te swoje zwariowane kroki, obrońcy walili po boisku jakby mieli do niego pretensje, a on wciskał piłkę w róg z taką nonszalancją, że sędzia nawet nie dał karnego. I co? Wypłacało się postawić na niego w zakładzie, bo taki drybling to naprawdę miał value — nie raz wyciągał nas z gówna tym swoim lewym butem. Potem widziałem, jak go ściągali do siebie jacyś zachodni scouts i dosłownie pół roku później grał w Premier League, a my mogliśmy pomachać mu na pożegnanie. Takie zawodniki to nie byli zwykli piłkarze, to byli magicy z boiskiem pod pachą. I ten konkretny mecz? Miałem na niego skromną 50zł, kurs 6,5 — weszło, ale nikt mi nie uwierzy jak mówię, że połowę tej kasy odłożyłem na piwko w knajpie naprzeciw stadionu, bo kibice byli tak nakręceni, że barman na sekundę stracił wzrok i nie mogłem odzyskać reszty. 💸🍺
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
@Mateusz_Legia no dobra, mój stary też mnie trzymał za łokieć jak zobaczyłem, jak Michalak — bo to on wtedy strzelał, nie żaden nowy napastnik — wbija tą fajkę w róg po asyście tego Słowaka, co panie Mateusz tak zachwala…
@AgaKibicka a niech cię, chyba naćpałem się dziś czystym sentymentem przy kawie, bo aż mi mrozi grzbiet jak przypominam sobie, jak ten facet wleciał na murawę i zrobił to coś... nie suchy suchy, tylko z takim luzem, że naprawdę można było myśleć, że ma z tyłu pasa skrzydełka. 😏 Pamiętasz, jak mi facet opowiadał, że w którymś meczu przegapił drybling tylko dlatego, że akurat wtedy musiał zerknąć na zegarek bo dzieci w domu marudziły? Fakt faktem, miałem okazję go widzieć jeszcze w mieście i od razu pomyślałem: "oj, jakiś tam chłop, a robi takie numery". Aż strach myśleć, co by się działo, gdyby trafił do którejś z wielkich drużyn zanim do nas przyjechał... ale no cóż, czasami bywa i tak, że szczęście uśmiecha się akurat do Zielonych.
Kto wie, ten wie.
Stary dobry sezon 96/97 to był taki moment, kiedy Zagoń chodził jakby naładowany prądem od samego rana do ostatniej minuty meczu — ci faceci mieli w sobie coś takiego, że nawet jak przegrywali, to i tak walczyli jakby to był mecz o wszystko. Porównajmy to do dzisiejszych czasów: wtedy nie było mowy o "zbieraniu punktów", o "taktowaniu się do następnego meczu". Tamci piłkarze szli na boisko z takim luzem, jakby mieli przy sobie całą Lubińską dziedzinę pod pachą i mówili sobie: "Dziś albo nigdy, a skoro dziś — to bijemy się do upadłego". Dzisiaj? No cóż, widzę, że drużyna ma swoje momenty, ale brakuje tej wszechogarniającej fali, która by ciągnęła za sobą wszystkich — kibiców, zawodników, nawet tych, którzy akurat nie byli na stadionie. Wtedy byliśmy drużyną, która grała nie dla tabeli, tylko dla chwili, jaką mogliśmy dać ludziom.
Pamiętacie, jak mówiono o tamtym Szymonowiczu? Facet przyszedł znikąd i zrobił taką furorę, że ludzie w mieście po prostu mieli go w sercu. Dzisiaj mamy dobrych piłkarzy, ale czy któryś z nich wbiegłby na boisko i tak zachwycił tłum, że aż sąsiedzi myśleli, że wybuchła bomba? Pewnie niektórzy byliby w stanie, ale cała ta otoczka — ta energia, ta wiara, że możemy zdziałać cuda — gdzieś nam uciekła. A może po prostu czekamy na kolejny taki moment, żeby znów poczuć, że Zielone Serca biją tak mocno, że aż cała Lubińska dziedzina drży? Bo to przecież o to chodzi — nie o to, kto wygrał ligę, tylko o to, że raz na jakiś czas mieliśmy w sobie tę iskrę, która rozpala całe miasto. A jak jej zabraknie, to nawet najlepsze składy nie zastąpią tego, co miało się kiedyś.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do cholery, pamiętacie jak po tym meczu moi kumple ze szkoły podstawowej zrobili sobie laurkę na nasz klub? Narysowali Zielone Serca wielgachnym flamastrem na ścianie blokowiska i podpisali "Zagłębie mistrzem 1997!"... do dzisiaj sąsiedzi się pytają czy to jakiś neon 😂 Myśleli że to szkoła organizuje akcję charytatywną bo było tyle klejnotów na murze że aż fosforescencyjne w nocy. A mój stary do dzisiaj mówi że to on wymyślił okrzyk "Lubińska dziedzina drży!"... tylko zapomniał dodać, że drżała też od samego wrzasku a nie od trzęsienia ziemi 🤣🍿 Wtedy naprawdę mało kto myślał o tabeli, bo myśleliśmy głównie jak nie oberwać w mordę od policji za wrzaski o 3 nad ranem i fajerwerki za płotem stadionu. Ale cholera, to była magia! I tę magię to nam teraz brakuje, no nie?
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
no więc 😱 7 lat miałem, a mój stary mnie przytrzymał za kark bo myślał że polecę na trybunę!!! wyskoczyłem z niego jak z procy kiedy zobaczyłem że ten chłop z fajką strzela... nie krzepiński nie nie, to był ten nowy napa…
@Mateusz_Legia no dobra, mój stary też mnie trzymał za łokieć jak zobaczyłem, jak Michalak — bo to on wtedy strzelał, nie żaden nowy napastnik — wbija tą fajkę w róg po asyście tego Słowaka, co panie Mateusz tak zachwala — ale ja miałem wtedy dwanaście lat i dosłownie uciekłem mu z rąk, bo myślałem, że ktoś mnie wzywa przez megafon. Biegałem potem po osiedlu jak opętany, machając rękami i wrzeszcząc „zielone serca!”, a sąsiadka z trzeciego piętra wystawiła głowę i krzyknęła: „synku, ostrożnie bo znowu budynek runie!”. Takie czasy były, że nawet strach się człowiekowi udzielał przy takich meczach. Teraz młodzi tego nie czują — siedzą na trybunach, piją piwo i komentują na telefonach, a wtedy? wtedy serce biło tak, że czuło się je w gardle.