Gdy Zielone Wiatry huczały na Stadionie pod Kasprowicza
pamiętam jak to było, że raz w niedzielny poranek, może z dziewięćdziesiątego czwartego, wchodzę na trybuny a tam taki szum idzie po całym stadionie... przecież nie było jeszcze głośników, co by puszczały jakieś hymny, tylko sam ludzie, własnymi głosami. i nagle ktoś zaczyna nucić "białą różę" a tu jakby prąd przeszedł, pół sektoru się podłączyło, i cały ten mur zielonych szalików tak razem zanucił, że aż chłopaki zza kadry zerkali, co się dzieje. a potem ten orzeł, ten lewy skrajny z kibiców, stanął sobie na ławce i zagrał jak na skrzypcach, machając tym szalikiem w takt — no kurcze, serce mi stanęło, nie wiem jak wam, ale mnie do dzisiaj te ciarki chodzą, kiedy o tym myślę. za moich czasów takie rzeczy były normalne, bo nie chodziło o show dla telewizji, tylko o to, żeby po prostu razem śpiewać i czuć, że się jest częścią czegoś większego. fajna sprawa.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
pamiętam jak w 2007 na meczu z Koroną byliśmy jeszcze w starej trybunie za bramką, tam gdzie dziś jest ekran... nagle zeszli się chłopaki co mieli te stare bębny od orkiestry wojskowej, co ktoś wykopał z piwnicy i bum bum bum... i wtedy facet z nami zaczął grać na harmonijce "białą różę" a tu WAM chyba nie muszę mówić co się stało... cały mur ludzi jak jeden mąż, śpiewa, klaska, a ja podskakuję tak że omal nie wyleciałem na murawę... aż mi płuca paliły się od szczęścia... do dzisiaj jak usłyszę tą melodię to wiem że zaraz w gardle mi zadrży ten nasz dawny doping... 🔴💪🔥 ten orzeł co wyżej na ławce skakał był niczym w porównaniu do naszych starszych, co potrafili rozruszać każdy mecz własnym sercem, nie potrzebowali żadnych głośników... no siema kibole, to były czasy kiedy Pogoń nie musiała udawać, po prostu ROBIŁA... i my z nią razem 😱😭
Jeden klub, jedno życie ❤️
a kurczę, akurat dzisiaj o tym sobie przypomniałem kiedy widziałem, jak dzisiejsza młodzież próbuje odtworzyć coś takiego na nowej trybunie — no i sięgnąłem myślą gdzieś do tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego ósmego, na mecz z Legią... bywało wtedy tak, że nie dość że się śpiewało, to jeszcze się wymyślało na bieżąco różne kawałki, które później chodziły po mieście jak jakieś miejskie legendy.
pamiętacie? tamtej niedzieli pogoda była taka, że słońce prażyło, a myśmy stali pod trybuną północną — akurat w tym miejscu, gdzie dziś są te metalowe schodki, które niby ładne, ale nikomu do serca nie trafiają — i nagle jeden z chłopaków, stary kibic z Rybnika, co to miał ten głos taki, że jakby go Bóg śpiewać nauczył, wyjął z kieszeni papierosa, zapalił i zaczął tak cicho nucić coś, co brzmiało jak nasz hymn kibiców... a potem podłapali go inni, i zaczęli kolejni, i dochodziliśmy do tego, że ta melodia przeszła przez cały sektor, aż w końcu dołączyli nawet ci zza bramki, co zwykle gadali tylko o piwie.
i wtedy to się stało: facet z fajką (tak, wtedy jeszcze można było fajkę na stadion wnosić, nie pytajcie mnie jak) chwycił za swoją bluzę — nie miał szalika, miał zwyczajnie zieloną kurtkę od wojskowego munduru — i zaczął nią wymachiwać tak, jakby to był sztandar, a my wszyscy podłapaliśmy ten ruch, machając swoimi zielonymi chustami, które akurat mieliśmy na szyjach... i nagle cała trybuna zagrała tym własnym organem, żadnego głośnika, żadnego bajera, po prostu ludzi, którzy chcieli dać czadu.
później się dowiedzieliśmy, że ten nasz kawałek trafił aż do radia, bo jakiś dziennikarz przypadkiem to nagrał na dyktafon, a potem puścił w lokalnym programie — i wtedy to dopiero byliśmy dumni, bo wiedzieliśmy, że coś, co robiliśmy dla siebie, dla klimatu, dla Pogonii, dotarło dalej niż my sami... a teraz, kiedy patrzę, jak młodzi na trybunie nowej biją brawo przy akompaniamencie głośników, to mi jakoś nie to samo — nie to samo serce, nie ta sama magia, no ale cóż... czasy się zmieniają, a my zostajemy z tymi co pamiętamy jak to naprawdę było. i pamiętajcie, chłopaki — najpiękniejsze dni to te, kiedy nie trzeba nic udawać, bo się po prostu jest częścią czegoś wielkiego. ❤️💚
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
To są dwie zupełnie różne Pogieńskie bajki, chłopaki.
W tamtych czasach nie mieliśmy do czego dorównywać, bo po prostu nie było z kim. Sezony były takie, że albo wygrywała się na własnym stadionie tłumem, albo nie wygrywało się wcale – i nikt tego nie komentował przez pryzmat tabeli. Tamten doping, ten spontaniczny, nie wymyślony przez agencję marketingową, miał w sobie coś takiego, że naprawdę czuło się, że kibicowanie to rytuał, nie rozrywka. Pamiętacie, jak na starym stadionie za bramką stał facet z tubą i wykrzykiwał hasła, a myśmy powtarzali jak echo? Albo jak podczas meczu z Widzewem cała trybuna północna wstała i zaczęła skandować tak długo, aż sędzia musiał przerwać grę, bo nie słychać było gwizdka? To była moc, która płynęła prosto z duszy, nie zza ekranu.
Dzisiaj mamy nowy stadion, który wygląda jak z luksusowego katalogu, zielone światełka, wielkie ekrany, klimatyzowane loże – i co z tego? Jeśli nie ma tam tej magii, tej wspólnoty, to nawet najpiękniejszy budynek nie zrobi za nas serca. Patrzę czasem, jak młodzi kibice stoją przy barierkach, stukają w ekran telefonów i dopingują półgłosem, bo przecież "inaczej się nie robi", a potem idą do kibolskiego baru pogadać o tym, jak to kiedyś było. Sami sobie psują klimat, bo zapomnieli, że kibicowanie to nie wpisywanie się w jakąś scenę, tylko uczestniczenie w niej razem z całym stadionem.
Tamte lata były ciężkie, nie ukrywajmy – awantury na ulicach, policja przed stadionem, mecze w deszczu, na błocie, z dziurawymi siatkami za bramką – ale miały duszę. Dzisiaj mamy wygodę, bezpieczeństwo, komfort, ale czy mamy duszę? Kiedy ostatni raz widzieliście, żeby cały sektor spontanicznie zaczął śpiewać hymn, choćby w połowie meczu? A nie tak, że dopiero gdy puści się go przez megafony?
Starego stadionu już nie ma, zielonej trybuny też, ale zostawił coś więcej niż placebę. Zostawił pamięć, że Pogoń to nie tylko nazwa na koszulce, tylko coś, co się czuje w sercu, co się dzieli z innymi, nie ogląda przez szybkę. I nie mówię, żeby odrzucić postęp – fajnie, że mamy nowy obiekt – tylko żeby nie stracić tego, co naprawdę liczy się w kibicowaniu: wspólnotę, pasję, te chwile, kiedy nagle wszyscy stają się jednym głosem. Bo bez tego, nawet najpiękniejszy stadion to tylko pudło z plastiku.
A Wy, chłopaki, pamiętacie jeszcze, jak to było? Bo ja tak. ❤️💚
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurde, a wiecie co mnie ostatnio przypomniało te czasy? W zeszłym tygodniu poszedłem do sklepu na pl. Jasne Błonia po piwko, bo gazety mówiły, że Pogoń znów wpadła w dół tabeli (ale to już inna historia, bo "tabela to nie wszystko", jasne? 😏). Tam stary Jurek od baryłki mi powiedział: "Słuchaj, Orzeł, pamiętasz jak kiedyś rzuciliśmy pomarańczę w sędziego przez ogrodzenie bo darł się na naszego zawodnika?" A ja na to: "Jurek, to nie była pomarańcza, to była pomarańcza PRZYWLECZONA Z DOMU, bo akurat mieliśmy ją w kieszeni i akurat sędzia był taki mądry, że sam sięgnął po nieistniejący żółty kartonik". A on na to: "A potem jeszcze ta awantura, że zakwaterowali nas w hotelu obok stacji benzynowej, bo 'brakowało miejsc' — no i w nocy waliliśmy metalowymi kubkami w rury, że niby 'hałasujemy', a tu rury same grały jak dzwonnica! Aż recepcjonistka przybiegła z workiem śniegu i wrzucała go nam pod drzwi żebyśmy się uciszyli — cholera, byłem potem przez tydzień chory na gardło, ale walczyłem o Pogoń tak, że mi głos szedł dalej niż rury!" 🤣🍿
A ten facet co stał obok w kolejce, jakiś młody, spojrzał na nas jakbyśmy zwariowali i powiedział: "Ale u was fajnie..." — no i zaraz mu opowiedziałem, jak to kiedyś na meczu z Lechią facet z ławki kibiców zeskoczył na murawę, bo uznał, że sędzia fauluje naszego zawodnika, i aż go strażnik wyciągnął, ale nie przed meczem — w trakcie, i ledwo uciekł przed policją! 😂🔥
No i tak sobie myślę: dzisiaj mamy nowy stadion, ładny, zielony, z ekranami i tak dalej... ale gdzie jest ten klimat, kiedy to my sami tworzyliśmy doping, nie oni? Gdzie jest ten facet co nucił "Białą Różę" pod trybuną, gdzie jest ten moment, kiedy cała trybuna wstała i zagrała na własny rachunek? Dzisiaj by na to zareagowano: "Uwaga, nielegalne dopingowanie na własną rękę, prosimy o przerwanie!".
A tak poważnie — niech żyje stare dobre dopingowanie od serca, nawet jeśli czasem trzeba było uciekać przed policją albo tłumaczyć się z czegoś w delegaturze! ❤️💚 Takie Pogońskie bajki tylko tutaj, między nami, naprawdę się liczą!
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.