Gdy zielono-biały wiatr nad Jasną Górą lata, to my w sercach krzyczymy RAKÓW!
a co to był za majowy wieczór w częstochowie, kiedy te drzwi od „niebieskiego autobusu” pękły w szwach od radości — no bo my, ci zwykli faceci z koszulkami na plecach, po prostu wiedzieliśmy już, że tym razem to nie jest taka byle jaka wygrana, tylko coś większego. pamiętam jak dziś, jak kolega zza mnie, ten z bródką, która w ogóle nie pasowała do normalnego wyglądu kibica, krzyczał do mikrofonu w radiu „mamy go, mamy go, on naprawdę gra w naszym zespole!” — i wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że za chwilę będzie to ta jedna niedziela, która nas wszystkich połączyła w sposób, o którym marzyliśmy od lat. tyle radości w powietrzu unosiło się, że ludzie całowali ściany na dworcu, bo przecież pociąg z jastrzębią w herbie miał przyjechać za godzinę, a my mieliśmy już w głowach te scenariusze z transparentami i pieśniami — klasyczny rakowski majstersztyk.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
przypomniała mi się moja wycieczka na Jasną Górę z szóstakiem klasy, kiedy mieliśmy 12 lat — starym kombikiem taty dojechaliśmy, a ja w tym koszulowym maluchu czułem się jak na misji, bo przecież moi koledzy z podstawówki byli albo za Wisłą, albo za Lechią… a tu ja z tymi zielonymi barwami, co to ledwo co przyczepiłem do plecaka samoróbkę z papieru 😂 i nie mogłem spać przez tydzień przed tym meczem finałowym z ŁKS-em! gdy ogłosili wynik 3:1 na tablicy, a ten starszy pan obok mnie (co miał szalik od 1978 roku!) klasnął mnie w ramię i powiedział „widziałeś, chłopcze, jak nasza drużyna rosną z sezonu na sezon?”… a ja tylko kiwałem głową jak idiota, bo wiadomo było — to nie był zwykły mecz, to był coś WIĘCEJ! 🔥🏆 potem jeszcze szliśmy ulicami z transparentem „RACŁAWICKA DOLINA SIĘ CZESZE” i każdy nas pozdrawiał, bo ten nasz radosny tłum naprawdę czuć było z daleka 💪 no ale teraz to patrzę na to wszystko i myślę — kto by pomyślał, że za te lata doczekamy się takich dni?! PEŁNIA SATYSFAKCJI, BRAK SŁÓW 😭🔴⚽
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a no to masz, kolesie... pamiętam jeszcze ten jeden raz, kiedy to już po awansie do ekstraklasy, jak graliśmy z tymi zieleńcami w Częstochowie — no ale nie ten zielony co normalnie, tylko ten inny, co mieli żółte koszulki i takie dziwne pasy... wiesz, ten Lech. A ja akurat akurat stałem przy tym murku obok stadionu, tam gdzie teraz jest te ławki, co je dobudowali przez ten ostatni sezon. no i było tak: temperatura prawie trzydzieści stopni, słońce prażyło, a my w pełnych barwach — kompresy na szyi, butelki z wodą pod pachami, wiatraki się tak obracały na trybunach, że wyglądało to jak oszalałe mrowisko. aż tu nagle, w przerwie meczu, facet obok mnie, taki z nami od zawsze, wcisnął mi w rękę ten stary transparent z napisem „od pokoleń w sercach ogniem” — i powiedział: „poczekaj, jeszcze zobaczysz”. no to patrzymy, a tam na boisku idzie taka mała delegacja od seniorów, ci co grali w latach osiemdziesiątych, kiedy to jeszcze na piasku bawiliśmy się w futbol na podwórkach. i oni, starcy już, w tych samych kolorach co my dzisiaj, rozwijają ten transparent, który mieli przywieźć z tamtej epoki — ten sam, co wisiał nad trybunami kiedy remisowaliśmy z warszawską Polonią w 1985 roku. i wtedy moi chłopaki znowu zaczęli śpiewać „nie damy się zagłuszyć, jesteśmy z Rakowa!” — a ten cały stadion tak zatrząsł się od emocji, że ci starsi faceci aż łzy im puściły. no i wiem jedno, że tamtej chwili nie da się zapomnieć, bo to nie był mecz, nie była kolejna wygrana — to było przekazywanie ognia, tak jak kiedyś nasi ojcowie przekazywali go nam. a teraz? teraz mamy mistrzostwo, mamy wszystko... ale ten ogień? ten został z nami na zawsze, w tej jednej chwili, kiedy starsi spotkali się z młodymi i powiedzieli: „trzymajcie się, bo to wasze dziedzictwo, nie pozwólcie mu zgasnąć”. i no nie wiem jak wy, ale ja wtedy naprawdę poczułem, że jesteśmy częścią czegoś większego niż tylko piłka. 🔴💚😭
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, panowie, ależ to było coś... Pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy stawialiśmy pierwsze kroki w Ekstraklasie. Byliśmy tacy młodzi, tacy niepewni siebie, no ale i piekielnie ambitni. Tamta drużyna to były chłopaki, co latali z jednego końca boiska na drugi, jakby im nogi do tyłu były wsadzone, a na trybunach jeszcze tylko paru entuzjastów i kilku szaleńców witało ich śpiewem. Był w nich ten ogień, ten nieokiełznany zapał, ale też sporo chaosu, sporo emocji, które czasem przeradzały się w... no cóż, w takie „no i co teraz?”, kiedy przeciwnik był ciut lepszy.
A teraz? Teraz patrzymy na Raków i widzimy drużynę, która wie, czego chce. To już nie jest ta młodzież, co lata wkoło, tylko zespół, co ma w sobie tę cichą pewność, że wystarczy raz uderzyć — i to się liczy. Tamci grali z serca, z pasji, która czasem brała górę nad taktyką. Dzisiaj mamy graczy, co potrafią pograć głową, co wiedzą, kiedy zwolnić, kiedy przyspieszyć, a przede wszystkim — kiedy oddać ten jeden, decydujący strzał. I co najważniejsze, mamy drużynę, która nie boi się marzyć, ale już umie marzenia realizować.
No i jeszcze te twarze, te uśmiechy. Tamci kibice byli jak rodzina, która dopiero uczy się, co to znaczy mieć nadzieję. Dzisiaj mamy za sobą już kilka sezonów, gdzie ta nadzieja przerodziła się w coś więcej — w pewność, że kiedy Raków wchodzi na boisko, to przeciwnik wie, że nie będzie łatwo. Tamci walczyli o każdy punkt, jakby to było coś świętego. Dzisiaj walczymy o mistrzostwo, a ta walka jest już innego kalibru — bo wiemy, że potrafimy to wygrać.
Ale pamiętajcie, co w tym wszystkim najpiękniejsze? Ten ogień zawsze był ten sam. Tylko dzisiaj pali się jaśniej, bo mamy za sobą tyle lat, tyle trudu, tyle chwil, które sprawiły, że to, co kiedyś było marzeniem, teraz jest rzeczywistością. I to właśnie jest ta różnica — tamci grali dla siebie, dzisiaj gramy dla całej Polski, bo Raków Częstochowa to już nie jest lokalny bohater, tylko ekstraklasowy gigant.
I niech tak zostanie. 🔴💚
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat jak dzisiaj oglądałem stare zdjęcia z tamtym finałem — no wiecie, te, gdzie na jednym fotku jest cała familia kibicowska w koszulkach Rakowa, a na drugim ten jeden facet z transparentem „100 lat nie powtórzy się szansa” — i pomyślałem sobie: ależ my jesteśmy teraz w tym okresie, gdzie albo się ten sukces albo przegrywamy szansę na największe święto. No bo co to było z tym mistrzostwem? Jeden sezon, jedna euforia, a potem… no cóż, pamiętacie chociażby te emocje zderzenia się z tymi zielonymi w Warszawie, kiedy to w polu karnym stało się coś, co ledwo nie skończyło się dla nas tragicznie? Albo ten mecz z Legią, gdzie mogliśmy przegrać, a jednak wygraliśmy przez ten jeden strzał, który wylądował w siatce po rykoszecie — i nagle wszyscy mówią „tak, teraz to jest nasz czas”, a ja patrzę wtedy na twarze naszych zawodników i myślę: facet, niektórzy z nich dopiero co dojrzewali do bycia liderami.
No i jeszcze ta historia, którą wszyscy powtarzają — że to była jakaś magia, że te wszystkie lata trudu się opłaciły. Ale powiedzcie mi, ilu z nas pamięta, że przez te lata Raków stał się drużyną, która potrafiła przegrać mistrzostwo w ostatnich minutach sezonu? Albo że mieliśmy taką fazę, że ledwo utrzymaliśmy się w elicie? To nie była droga prosta, nie był to jakiś bajkowy film, tylko normalny, piekielnie ciężki proces, który wymagał od nas wszystkich — kibiców, zarządu, zawodników — tyle cierpliwości, że aż się głowa nie mieści.
A teraz? Teraz jesteśmy mistrzami, ale czy to znaczy, że jesteśmy nie do pokonania? Że mamy gwarancję na kolejne tytuły? Widziałem dzisiaj na forach, jak niektórzy kibice już zakładają, że za rok znowu będziemy na szczycie — a ja się tylko uśmiecham i myślę: chłopaki, przecież wiadomo, że futbol to nie matematyka. Może kiedyś nas dopadnie ten gorszy okres, a my będziemy stali z rękami w kieszeniach i powtarzać „ale no, przecież to byliśmy mistrzami, to się liczy”. I to jest właśnie ta pułapka — sukces łatwo przychodzi, a ciężej utrzymać się na szczycie.
No, ale dobra, wiem, że nie o to teraz chodzi — dziś świętujemy, dziś mamy powód do dumy. Tylko miejcie świadomość, że następny sezon to będzie nowa liga, nowa walka, i żeby tytuł obronić, trzeba będzie ciężko harować. Bo mistrza się nie robi raz, tylko cały czas. 🔴💚😄
Najpierw policz, potem się spieraj.
A tu ja stoje wczoraj na tym nowym moście przez Wartę, patrzę jak jadą te wszystkie samochody z zielonymi chorągiewkami przy lusterkach, a na ulicy facet sprzedaje koszulki Rakowa jak niepyszny — i nagle mnie olśniło, że ten rok to nie był przypadek, nie żaden cud, tylko właśnie ta chwila, kiedy cała Częstochowa się zebrała i powiedziała „dość, dajemy radę”. Pamiętam jak dzisiaj, jak mój stary, co od lat wściekał się na trasie na gliwickim stadionie, stanął obok mnie i mówi „widzisz, synku, my naprawdę tego dokonaliśmy”, a ja tylko uścisnąłem mu ramię, bo i co miałem powiedzieć — wiadomo, że tak. Ta euforia nie jest żadnym magia, to wynik tych wszystkich niedziel, kiedy pod płotem przecinaliśmy bilety, kiedy na trybunach było nas dziesięciu i śpiewaliśmy, jakby jutro miał być koniec świata… a teraz? Teraz wszyscy się pchają, żeby tylko jakoś dorwać ten jeden bilet na trybuny, i no dobra, trudno, ale w sumie to chyba o to chodziło przez te lata! 🔥💚🔴😭
A to co, panowie, że ja dzisiaj wracam z pracy, a tu mama akurat ogląda wiadomości lokalne i mówi „a co tam u waszych Rakowców, jeszcze się nie poddali?”, a ja na to „kurde, mamo, my to mamy mistrzostwo na koncie, ale ciebie akurat to nie obchodzi”. A ona mi na to: „a jakie mistrzostwo, synku, jak tamten mecz z ŁKS-em to pamiętasz, kiedy to tak strzeliliście trzy bramki, że sędzia nawet nie zdążył ich policzyć, a kibic za mną zapytał się, czy to jest jakiś nowy system punktacji?” 😂🤣 i mi dalej opowiadała, jak to jej koleżanka z pracy mówiła, że Raków to takie „drugoligowe fajerwerki”, a teraz jej córka chodzi w koszulce na szkolne wycieczki i wszyscy pytają „ale co to za drużyna?”, a ona tylko wzrusza ramionami i mówi „nasza, z Częstochowy, mistrzowska!”. I no nie wiem, panowie, czy to przez mnie, czy przez tych wszystkich co nam kibicują, ale teraz to chyba nawet babcie na bazarze wiedzą, gdzie leży Częstochowa 😭🔴⚽🍿
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿