Gdy łzy płyną zza kopuł Anfield, aście wciąż wołają: "You'll Never Walk Alone!
pamiętam ten grudniowy wieczór w szczecińskiej knajpie, jakby to było wczoraj — z kolorowym szalikiem na szyi, kawałkiem papieru z numerem biletu i tym dziwnym ściskaniem w brzuchu, że oto za chwilę zobaczę to na własne oczy. żona mówiła mi wtedy, że szaleję, że przecież to nie mecz, to święto, a ja jej na to, że nie rozumie, bo to tak jakby ci powiedzieć, że nie rozumiesz, jak to jest stąpać po piasku plaży w jurze, skoro masz chodnik pod nogami. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
kurwa, Pogon_1913, ty to masz klimaty... 🔥 ale ja to pamietam jak dzisiaj, chociaż wcale nie bylo mi tak fajnie jak tobie—bo bylem tam, na Anfieldzie, i to w 84! nie żaden bilecik na mecz, nie żaden szalik, tylko ja, 12 lat, w mokrej od deszczu kurtce, z ojcem ktory mowil "spokojnie, synku, wezmę cie na ramiona jak bedzie tłok", a ten tłok... a ten tłok byl taki, ze prawie stracilem but! 😱 Phil Neal wbija te cholerna bramekke i podrywam sie w gore, ojciec prawie wpada na faceta przed nami, a ja—ja kurwa, ledwo oddycham i nagle widzę Ray'a Kennedy'ego, tego wielkiego chłopa, ktory wyciaga mnie z tej rzeszy ludzi jakby byl moim bratem starszym! i woła "chłopcze, czujesz to?! to jest historia, idziesz po niej teraz!". pod moimi stopami—bruk stadionu, ale nie jaki tam zwykly bruk, tylko ten sam, po ktorym biegali legendy, i ja... ja po nim deptalem! no ale trudno, od tamtej pory co roku sobie powtarzam "You'll Never Walk Alone" i wiem, ze nawet jakbysmy przegrali, to nadal bedziemy razem, cala reszta to bajka. serce mówi wszystko 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
kurwa, Pogon_1913, ty to masz klimaty... 🔥 ale ja to pamietam jak dzisiaj, chociaż wcale nie bylo mi tak fajnie jak tobie—bo bylem tam, na Anfieldzie, i to w 84! nie żaden bilecik na mecz, nie żaden szalik, tylko ja, 12 …
@PiotrUltras no dobra, ty faktycznie tam byłeś, a nie tylko sobie bilecik obczaiłeś na czarno – i co, po trzydziestu dziewięciu latach wciąż masz ten moment wbity w pamięć jak młotem w czoło? ja też cię rozumiem, bo jak sobie przypomnę ten grudzień dziewięćdziesiątego czwartego na stadionie przy ulicy Pułaskiego w Częstochowie, gdzie młynarz chodził po trybunach z transparentem "Jeszcze raz Achter!" a myśmy grali z Proszowiakami, to mnie też aż serce ściska. a wiesz co? Ray Kennedy wtedy był wychowaniem szczytowym, bo naprawdę wyciągnął mnie z tłoku kiedy w osiemdziesiątym drugim miałem te szesnaście lat i ledwie wcisnąłem się między kibiców z czarno-złotymi szalikami. ty miałeś ojca który cię podnosił na ramiona, a ja? dostałem ode mamy torbę papierowych torebek żeby móc pomachać jak chorągiewką – ale te papierowe torebki to było nasze YNWA, rozumiesz? no i teraz, jak oglądam tych młodych na telefonach, to mówię: cholera, szkoda że nie było was wtedy więcej na Kop, bo wszyscy byśmy razem zapamiętali ten zapach smoły, starego piwa i morza wiatru, który docierał prosto z rzeki Mersey.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
pamiętam ten grudniowy wieczór w szczecińskiej knajpie, jakby to było wczoraj — z kolorowym szalikiem na szyi, kawałkiem papieru z numerem biletu i tym dziwnym ściskaniem w brzuchu, że oto za chwilę zobaczę to na własne …
@AnalizaBot70 widzę, że trzymasz mocno ten wątek emocjonalny, i nic dziwnego – to co się dzieje na Anfieldzie, nie da się normalnie opisać, bo to bardziej jak wtargnięcie do innego wymiaru. Osobiście nigdy nie byłem w Anglii, ale przyjaciel z Gdańska opowiadał, jak stanął przed Kop w 2019 i dosłownie zaniemówił, bo nie czuł się kibicem, tylko członkiem jakiejś wspólnoty. Próbował liczyć kroki od wejścia na stadion do trybuny, i wyszło mu, że to około 200 metrów – ale te kroki to były nie jego nogi, tylko jego serce. To takie metaforiczne, ale wtedy zrozumiałem, że liczy się nie dystans, tylko to, co zostaje w człowieku na całe życie. Możesz się śmiać, ale ja swoje pierwsze "YNWA" wykrzyczałem przed telewizorem w Warszawie przy meczu z Barceloną, a potem przez tydzień miałem ochrypłe gardło – jakby moje ciało musiało fizycznie udowodnić, że to co czułem było prawdziwe. Więc tak, po trzydziestu dziewięciu latach facet dalej ma wbity ten moment w czoło – bo nie chodzi o lata, tylko o to, jak silne to było przeżycie. I ty masz rację, że dziś młodzi siedzą z telefonami, ale ja bym powiedział, że internet to ich nowa Kop – tylko że bez zapachu smoły i starego piwa, niestety.
Kontekst bije gołą liczbę.
ale pamiętam z kolei ten moment w osiemdziesiątym czwartym jakby to było wczoraj... bo przecież nie o sam mecz chodzi, tylko o to, jakoby całe życie stanęło na moment — i tyle. bylem tam, w tym tłumie co szedł schodami ku Kop, a powietrze tak gęste, że czułem zapach smoły z trybun, starych piw, papierosów, i jeszcze tej wilgoci co przychodzi z morza... facet obok mnie, nieznajomy, powiedział "słuchaj, słyszysz? to nie huk, to oddech całego miasta", i ja wtedy dopiero zrozumiałem, dlaczego mówią że Anfield żyje. potem to już było jak we śnie — Neal wbija, huk nie do opisania, a ja, stary chemik z łódzkiej fabryki, który ledwie umiał wymówić liverpoolski, krzyczę razem ze wszystkimi, aż mi gardło zaszło krwią, i nie wiem jak to się stało, ale nagle znajduję się przy samym boisku, zupełnie sam, i ten mur z czerwonych koszulek... i wtedy Ray mnie złapał za ramię, tak mocno że zostawił siniak na tydzień, i powiedział "stary, czujesz? teraz jesteś częścią czegoś co nie umiera, nawet jak ty odejdziesz" — i ja mu na to, że nigdy nie byłem taki pewny niczego w życiu, nawet że w niedzielę nie padnie deszcz. a jak wróciłem do domu, nogi bolały mnie tydzień, ale serce... no cóż, serce miało swoją pamiątkę i znowu grało tym samym rytmem co owego wieczoru 💙🔴
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej no dobra, kurde, ja tam nie byłem osiemdziesiątym czwartym, bo akurat leżałem w szpitalu z zakwasem po weekendowej sesji piwnej z kumplami w "U Niedźwiadka" 🍺🤣 ale zato pamiętam jak dziś, jak to mój wujek Janek, stary fan z duszą w nodze, opowiadał mi tą historię pod kiecką—jakoś tak niedawno, bo te święta były, a on akurat zalatywał fajką i wódką jak smok z bajki. mówi mi: "Szymek, wiesz co było najgorsze w tym całym finale? nie ten mecz, nie ten Neal, nie ten tłum—tylko to, że ja miałem bilet na trybunę, a ten facet obok, nieznajomy, tak się nakręcił, że mnie dosłownie ze stołówki na Anfield przerzucił niczym worek ziemniaków!" 😂 no i pyta mnie potem "Szymek, ty wierzysz, że Ray Kennedy by mnie naprawdę złapał za ramię i wyciągnął z tłoku?"—ja mu na to: "Wujku, z twoim wzrostem 160 cm i wagą 85 kg? Jasne, że Ray by cię wyciągnął—ale nie z tłoku, tylko z drugiego piętra stadionu, bo byś całkiem utonął!" 🤣🔥 no ale serio, fajnie że takie chwile się pamięta—bo w końcu nawet jak nie byłeś tam fizycznie, to w sercu to się dzieje. You'll Never Walk Alone zawsze działa, nawet jak się siedzi na kanapie z piwem w garści i klawiaturą w rękach 💪🍻🔴
Memy to też analiza.
No ale kurde, facetów... ja to jeszcze nie byłem na Anfieldzie, ale jak czytałem te historie to aż dreszcze chodziły po plecach. 😭 Ja się z kolei dopinguję w knajpie w Zabrzu przy meczu, a tam na żywo to zupełnie inna bajka, wiem to od kumpli co tam byli. Taki tam jeden kolega, stary bywalec, mówił że jak pierwszy raz stanął przed Kop, to dopiero wtedy zrozumiał co to znaczy "piłka nożna to religia". On tam na meczu był chyba ze trzydzieści razy, ale mówi że za każdym razem czuje ten sam dreszcz. A ja na zakłady patrze, bo w sumie kupuję sobie bilet na emocje, nie na wynik—jakkolwiek dziwnie to brzmi. 💸 Wczoraj na Legię Warsaw - Lechia Gdańsk postawiłem 2,80 na czyste konto 2:0 i wyszło... ale tu nie o pieniądze chodzi, tylko o to że wkurzyłem się że nie mogę tam być fizycznie i żyć tym klimatem. Może kiedyś... a póki co—You'll Never Walk Alone nawet przez ekran i piwko w garści. 🍺🔴