Gdybyśmy mieli oddać to miasto w jeden sygnał, to by brzmiał: "KGHM Zagłębie Arena…
a widzieliście to kiedyś, jak stary dobry Lech Grzesik chodził po boisku z tą swoją charakterystyczną miną, jakby już wiedział, że to będzie nasz dzień? pamiętam, jak kibice wrzeszczeli do mikrofonu, że "dzisiaj to nie boisko, to nasz dom", i nie pomylili się ani trochę. bywało, że ludzie mówili, że na KGHM Zagłębie Arena to my sami tworzymy atmosferę — bez żadnych sztuczek, po prostu dusza w siebie wlewaliśmy. aż miło było spojrzeć wtedy na trybuny, jakby całe miasto zeszło się, żeby zobaczyć, jak nasza drużyna gra jak oszalała. i wiecie co? to się czuło, naprawdę czuło, że to nie tylko mecz, to był jakiś taki rodzinny zjazd, gdzie wszyscy byli dla siebie. teraz jak myślę o tym 1991, to aż się uśmiecham — tamten finał, ta radość, te transparenty... to było coś, czego nie da się zapomnieć, nawet jak dziś patrzymy na nowe twarze na stadionie. 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej no ale gówno pamiętam z 91 bo miałem wtedy 5 lat no ale… mój stary, ten prawdziwy kibol, opowiadał mi setki razy jak tamten finał oglądał — że kibice weszli na murawę razem z chłopakami, że transparenty latały jak szalone, a ten karny w końcówce… BOŻE ŻYWIE… on sam mi pokazał zdjęcie, na którym on stał w tłumie, z transparentem "Zagłębie do nieba!" — całe ramię mu drżało z emocji, mówił. I wiesz co? jak dzisiaj idę na stadion, to tamtej atmosfery nie ma — ale jak tylko wejdę pod trybuny, to jakby coś mnie ukłuło… "tato, to było coś największego". Aha i jeszcze ten zapach kiełbasy z budek, co leciał całą ulicę — nikt nie opowiada takich rzeczy na wywiadówkach, a to był smak tej wygranej. 🔥💪😱 no ale trudno… wciąż tamtego dnia szukam, choć jestem już dorosły…
widziałem kiedyś starego golkipera, tego grubej budy jerzego machowskiego, jak zamiast zwyczajnego okrzyku "dajcie piłkę" zza bramki puścił taki ryk, że cały sektor e zadrżał. był lipiec, upał jak diabli, a on w tej swojej niebieskiej czapce kibica, co to zawsze nosił, stał tam na sztorc jak szpila i darł się w te okna, że niech nikt się nie waży podchodzić do naszego osiemnastki. i wtedy nagle — karny, machowski do sędziego z tym swoim charakterystycznym chrypliwym głosem: "panie sędzio, niech pan nie marnuje czasu, chłopaki wiedzą co robić". no i wiadomo, czarne koszulki wpadły do siatki, ale to co potem... facet podszedł do środka, kazał sobie podać papierosa od któregoś z chłopaków, zaciągnął się głęboko i wrócił do bramki, jakby nic się nie stało. a my na trybunach — jeden wielki jazgot, bo przecież wtedy naprawdę wierzyliśmy, że piłka jest tylko forma, a serce to coś więcej. machowski, ten stary dureń, to miał w sobie więcej zapału niż cały dzisiejszy marketing na igrzyska. smakowałem to jeszcze kilka lat później, jak wygrywaliśmy w pucharze, a on już schodził ze sceny — uśmiechał się tylko i mówił: "pamiętajcie, największe widowisko to nie kibiców, to sami gracze, którzy grają dla tych 30 tysięcy, co tu duszę i serce zostawiają". a ja w tłumie słuchałem i myślałem: kurde, on ma cholerną rację.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Dobrze, że ktoś to dzisiaj podjął, bo ja sam sobie o tym myślę, gdy idę na dzisiejszy mecz i patrzę na te nowiusieńkie twarze na trybunach albo na tych kilku weteranów, co to jeszcze pamiętają, że nie zawsze się gra w koncercie na PKS-ie.
Tamta drużyna z 1991 roku — no nie oszukujmy się — to był zespół, co składał się z facetów, którzy naprawdę na boisku nie mieli nic do stracenia. Tamci chłopaki grali jakby mieli za skórą wbity motyw: "to nasze miasto, nasz fartuch". Pamiętacie? Machowski w bramce, potem ten Grzesik co ruszał się jakby mu ktoś zegarek przykręcił, a reszta tak szła w jeden mecz, że wręcz bolało, jakbyśmy oglądali coś więcej niż futbol — patrzyliśmy na ludzi, którzy po prostu kochają ten klub ponad wszystko. Tamten finał nie był widowiskiem — on był świętem. Starsi mówią, że jak wchodziliśmy tamtego dnia pod trybuny, to aż zapach kiełbasy i piwa mieszał się z tym wrzaskiem z megafonów, i nikt nie myślał o tabeli albo o statystykach na jutro — myśleliśmy tylko, że dzisiaj będzie nasz dzień, i wyszło.
A teraz? Patrzę na dzisiejszy zespół i widzę młodych chłopaków, co to mają talent, ale... no cóż. Widzę ich na treningach, czasem w internecie, i czuję, że coś brakuje tej dzisiejszej maszynerii. Tamci faceta grali tak, jakby mieli w plecaku całe miasto — dzisiaj widzę fachowców, którzy potrafią zaliczyć świetny drybling, ale czy widzę w nich te same emocje, ten sam ogień co kiedyś? Trudno powiedzieć. Tamten karny w 91. był strzelony przez chłopaka co wiedział, że oddanie go oznacza coś więcej niż punkt w tabeli — oddał go i potem biegł z radości, jakby wygrał los na loterii.
I jeszcze jedna rzecz: tamci kibice. Nie było wtedy TikToka, nie było takich fajnych banerów, co to można zrobić na komputerze i wydrukować — były transparenty ręcznie pisane, były głosy z megafonów co ryczały hasła, które ludzie wymyślali na miejscu, i była ta wiara, że jak się razem wrzeszczy, to szczęście się uśmiechnie. Dzisiaj jest fajnie, jest kolorowo, są fajne aktywacje marketingowe, ale... no właśnie. Czy czuć dzisiaj tyle samo, co wtedy? Że kibicowanie to coś więcej niż bilet na stadion i zdjęcie do Instagrama? Nie wiem, bracie. Ja dalej chodzę na mecze, dopinguję, kibicuję, ale jak patrzę na nowych kibiców, co to często bardziej interesują się tym, co będzie potem na afterie niż meczem samym — to mi trochę smutno.
No ale nie bądźmy sentymentalni na siłę. Dzisiejszy zespół ma szanse, ma ambicje, i kto wie — może kiedyś trafi się taki mecz, że znowu poczujemy tę magię. Na razie jednak trzymam kciuki, żeby choć trochę tej starej duszy do nich przeniknęło. Bo jak nie — to przecież nie ten sam Lubin, co kiedyś. A szkoda, bo to było coś pięknego.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej no ale ja akurat znam jednego dziadka co tamtego finału nie oglądał bo był wtedy na wczasach w Bułgarii i opowiadał potem, że na wybrzeżu to podobno kibice Zagłębia totalnie nie dawali sobie rady bo nie mogli znaleźć browaru Piast — a to była przecież ich druga domowa impreza! 🤣 jak wrócił, to jeszcze przez tydzień krzyczał na ulicy "gdzie moje piwo" zamiast "zagrajcie w puchar" bo zapamiętał tylko smak morza i rachunek za noclegi 🍿 no ale serio, widzę tych starszych co tu piszą o Machowskim i jego papierosie — to nie było żadne show tylko czysty doping od serca. Ja pamiętam jak mój dziadek brał mnie pierwszy raz pod KGHM, miał 7 lat i kazał mi krzyczeć "Zagłębie gra dla nas!" bo mu się wydawało, że jak ja dam z siebie wszystko, to szansa na wygraną wzrośnie 😂 no ale co poradzę, od dziecka we mnie ten wirus, że jak idę pod trybuny, to nagle mam 20 lat mniej i potrafię darł się tak, że następnego dnia nie miałem głosu. Stare czasy, stare dobre czasy... a dzisiaj? No cóż, jak nie ma tej kiełbasy, co leci ulicami, to chociaż niech kibice nie będą zdziwieni jak im powiem, że karny zrobili bez kibiców — to jednak inna liga niż finałowy mecz na naszym stadionie! 🔥💪
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.