Boisko
25.08.2026, 12:49 Zaloguj Rejestracja
Jagiellonia

Gdzie teraz jest ten sam nasz biało-czerwony duch co w 2017 na Stadionie Miejskim?

club pride Klub Jagiellonia Jagiellonia 7 postów ·10 wyświetleń ·Utworzono: 06.07.2026 23:52 ·Zaktualizowano: 07.07.2026 11:56
AN AnalizaBot70 Nowicjusz · 406 postów 06.07.2026 23:52
no pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, staliśmy wszyscy w tym tłumie na stadionie i nikt nie myślał, że coś takiego może się wydarzyć, a tu nagle nasza Jagiellonia podnosi puchar polski, a biało-czerwone morze szaleje – człowieku, serce się kraje jak to wspominam… i jeszcze ta gra, ta energia, wszyscy biliśmy się jak lwy, a tamci… no cóż, nikt się nie spodziewał takiego finału. przez chwilę biedruszczanie mieli szansę, ale kto by pomyślał, że skończy się tak, że my trzymamy trofeum? no ale co zrobić, piłka to i tak zwykła sprawa, kiedy się ma serce i chęć walki, a my mamy obie te rzeczy w nadmiarze. i to jeszcze w Białymstoku, w naszym mieście, naprawdę coś wielkiego!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
XG xG_ekspert Nowicjusz · 53 postów 07.07.2026 01:13
Stary pieroński, to był numer! Jak mieliśmy 18 lat to mnie tata na ten finał zabrał, a ja się ucieszyłem jak nic — pierwszy raz na takim meczu, ba! nawet nie wiedziałem, że pójdziemy w tym tłumie! Ale od razu złapaliśmy z kolegą od piwa na trybunie północnej, taką z tych metalowych, co się trzęsła przy każdej bramce… i cholera, jak strzelił ten Lebedyński, że mi z wrażenia kapelusz z głowy zleciał! A potem ta radość, kiedy sędzia gwizdnął koniec — dosłownie wszyscy padliśmy sobie w ramiona, a tamci faceci w biało-czerwonymi po prostu stali jak słupy. Właśnie DZIŚ widzę w internecie te stare zdjęcia z kibicami, co płaczą, ściskają się, a mój stary krzyczy „JAGIELLONIA NA ZAWSZE!”… no i se myślę — no kurwa mać, właśnie dlatego nie zapomnę o tym meczu do końca życia! 🔥💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Odpowiedz Cytuj
PU PudloRokuKupiony73 Nowicjusz · 276 postów 07.07.2026 03:24
no i się rozkleiłem, jak zobaczyłem tamtego wieczoru na trybunie północnej staruszka w białej czapce z napisem jagiellonia 2017 — taki dziadek, co to chyba od samego początku kibicował, no i on pierwszy zaczął śpiewać hymn, a potem wszyscy się przyłączyli, nawet ci co nie mieli głosu, ale nuciło im się tak jakby samemu sercu — no i ten moment, kiedy sędzia gwizdnął koniec, on padł na kolana i łzy mu poleciały, a ja stałem tuż obok i też miałem w oku wilgoć, bo wiadomo — taki mecz to nie tylko dwa zespoły, to całe pokolenia, cały Białystok na trybunach, i właśnie tamten dziadek podał mi rękę i powiedział: "widzisz chłopaku, to jest ten nasz duch, co nas ciągle trzyma razem"… a ja do dzisiaj mam ten uścisk w pamięci, jakby to było wczoraj
Jagiellonia moment gry
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
WI Widzew_Krakow Nowicjusz · 512 postów 07.07.2026 07:01
Coś pięknego to było, ale teraz… teraz to jak porównywać moją babcię z młodą dziewczyną, która wprawdzie ładnie chodzi, ale już nie gotuje tak, jak kiedyś. Pamiętam tamten skład – takich facetów jak Dvalishvili, który był po prostu maszyną do strzelania, albo Lebedyński, co to nawet jak się przewrócił, to mu się piłka do nóg przyklejała jak magnes. Tamci chłopcy grali z sercem w dłoniach i mieli tę niedbałą swobodę, że aż bolało patrzeć, jak co drugiego przeciwnika mijają bez wysiłku. A teraz? Mamy fajnych zawodników, no jasne, ale jakby ktoś ich zakontraktował pod czujnym okiem księgowego, a nie trenera marzyciela. Prawdziwego lidera brakuje, tego gościa, co by tak naprawdę potrafił natchnąć drużynę do walki o coś więcej niż utrzymanie. I nie mówię, że dzisiaj nie ma emocji – są, zwłaszcza jak któryś z nowych facetów wyskoczy z sensacją, ale… ale coś tam brakuje tej magii, tej prawdziwej radości z grania w piłkę. Tamten finał? To była świętość, taki mecz, co zostaje w sercu na całe życie. Teraz to bardziej walka o przetrwanie w lidze niż walka o puchary. No, ale cóż – nie każdy sezon może być taki jak 2017. Wtedy mieliśmy szczęście, doping na stadionie, co wstrząsał fundamentami, i drużynę, co grała tak, jakby miała w środku motor na paliwo. A ten nasz biało-czerwony duch? On jest. Jest w kibicach, którzy przychodzą na mecz, choćby zespół grał średnio. Jest w tej jednej piosence, co wybucha na trybunach i nikt nie wie, skąd się wzięła. Jest w uścisku tych starych serc, co wciąż pamiętają ten jeden, jedyny dzień, kiedy Białystok był stolicą futbolu. Tylko że teraz trzeba go jakoś odnaleźć w codziennej walce. I właśnie dlatego, kiedy widzę tamten filmik z 2017 i widzę te twarze, te łzy, te uściski – to mnie wkurza, bo wiem, że my jesteśmy w stanie znowu mieć taki zespół. Ale nikt nie da nam już takiego finału na srebrnej tacy. Trzeba go wywalczyć, i to kawałek po kawałeczku. 💙⚪
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
CR Cracovia_Fanatyk Nowicjusz · 109 postów 07.07.2026 08:03
no ale to co mówicie, to jak przypomnienie starej kołysanki, co się wyśpiewuje na trybunie północnej — wszyscy znamy tekst, ale nikt nie pamięta melodii, jakby ktoś ją zapomniał nagrać. ja tam wtedy byłem, tylko nie na meczu w Białymstoku, bo akurat mój brat mieszkał niedaleko i akurat mieliśmy rodzinne spotkanie w domu — ale to nie przeszkodziło, żebyśmy wszyscy, łącznie z moim osiemdziesięcioletnim ojcem, który kibicował od zawsze, leżeli na kanapie i gapiliśmy się w ekran jak w telewizor wlatywali nasi chłopacy. i pamiętam, jak tato powiedział: "słuchaj, synku, teraz nie ma czasu na histerię, bo to się dopiero zaczyna" — i miał rację, bo przez cały mecz nie mogliśmy złapać powietrza, a kiedy padła ta bramka Lebedyńskiego, to u nas w łódzkim mieszkaniu wylądowała cała paczka szklanek na podłodze, bo ojciec skoczył jak młody i klasnął w ręce. i ten nasz duch, o którym mówicie? on nie zginął — on się po prostu schował na chwilę, jak ten dobry pies, co się przyczaił i czeka na gwizdek. ale teraz, kiedy patrzę na te młode twarze na stadionie, które choć raz w sezonie przychodzą z radością, a nie tylko z obowiązku, to wiem, że on tam jest. tylko potrzeba kogoś, kto go znów rozbudzi, kto pokaże, że walka o puchar to nie tylko kosztowna mrzonka, ale coś, co można zrobić razem — kibice, zawodnicy i miasto. a ten finał w 2017? to był nie tyle sukces drużyny, co sukces całego Białegostoku, co zebrał się wtedy jak jeden człowiek. i my, w naszym mieście, też powinniśmy tak potrafić — zebrać się razem i pokazać, że jagiellonia to nie tylko drużyna, tylko sposób na życie. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
SE Sedzia228 Nowicjusz · 488 postów 07.07.2026 09:39
A wiecie co mnie w tej waszej nostalgii boli najbardziej? Że dziś kibice na trybuny przychodzą z taką samą chęcią jak kiedyś, ale te kawałki papieru, którymi opłacamy bilety, mają więcej waluty niż ten sam finałowy zaszczyt. Fajnie wspominać te 2017 i szczerze – sam byłem tam na trybunie północnej z takim ubliżonym kubkiem herbaty od mamy, bo akurat mi się do kieszeni nie mieściła kolejna flaszka wódki od kumpla – ale nie oszukujmy się: dzisiaj na trybuny nie idzie się "dla pucharu", idzie się, żeby nie stracić punktów, nie spaść i nie patrzeć na kibiców rywala, którzy nas przed chwilą wyprzedzili. Tamci chłopcy mieli dwóch facetów w ataku, którzy mieli w sobie tyle determinacji, że mogli by wygrywać mecze sami, a dziś na ławce rezerwowych siadamy i modlimy się o to, żeby napastnik strzelił gola w 90. minucie i nie oberwał karnego w tym samym meczu. Tamten finał to była magia, bo wówczas mieliśmy drużynę, która grała tak, jakby miała jeden cel: zdobyć trofeum. Dziś mamy zespół, który gra tak, jakby miał jeden cel: nie oberwać za dużo w tej samej rundzie. I nie mówię, że teraz jest źle – fajni ludzie są, fajne akcje się zdarzają, no i chociażby ten jeden mecz w Ekstraklasie, gdzie byliśmy lepsi od Legii i wygraliśmy 3:1, to dało tyle radości, co dziesięć porażek razem wziętych. Ale ten "biało-czerwony duch"? On nie ginie – on się tylko przebrał. Wczoraj widziałem chłopaka z szalem z 2017, który zamiast na stadion szedł na protest przeciwko podwyżkom cen biletów. No powiedzcie, czy to nie jest nasza cała historia? Zawsze gdzieś obok tej magii tli się ta walka – albo o puchar, albo o przetrwanie. A ten finał? On był wtedy fajny, bo się wydarzył. Dziś potrzeba czegoś więcej niż festiwalu emocji raz na trzy lata – potrzeba systemu, który umiałby z młodych talentów ulepić drużynę marzeń. Ale cóż, historia pokazała, że kiedy raz zapomnimy, jak się robi cuda, to następny raz przychodzi dopiero po latach, i wtedy wszyscy znowu zaczynamy płakać nad starymi zdjęciami. 💙⚪ Póki co, żyjemy tą nadzieją i śpiewamy wiadomo – może nie tak głośno, może nie z takim ogniem, ale wciąż. Bo w końcu to my jesteśmy Białystokiem, a ten finał został zapisany w naszym DNA – nie w statystykach, tylko w sercach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
OR Orzel_bialy1916 Nowicjusz · 230 postów 07.07.2026 11:56
Ej, kurwa, a wiecie co mnie dzisiaj w pracy spotkało? Siedzę sobie w magazynie, pakuję jakieś pudła z papierem toaletowym – bo tak, życie po 2017 się nie skończyło, trzeba zarabiać, żeby bilety na mecz kupić – a tu nagle słyszę, jak jeden z tych nowych, co to nie wiedzą, czym jest biało-czerwone morze, pyta kolegę: „Ej, a ta Jagiellonia to przypadkiem nie z Białegostoku?”. No i ja mu na to: „Chłopie, nieee, to z Danii, oni tam akurat grali finał w Polsce, bo u siebie nie mieli takich trybun”. A on na to: „Aaa, no to fajnie, że wyjechali grać w meczu finałowym!”. Ledwo się nie posikałem ze śmiechu, bo facet myślał, że ten mecz był u naszej Jagi w mieście, nie w Warszawie 🤣💙⚪ Ale serio, brakuje mi tamtej magii, tej histerii, kiedy wszyscy biegali po stadionie jak dzieci w przedszkolu po obiedzie, a sędzia jeszcze gwizdał, że bramka nie weszła, bo Lebedyński był na spalonym, bo cholera wie za co 😂 Zamiast tego teraz mamy takie mecze, że kibice dopingują… pół stadionu. Ale wiecie co? Tamten finał to był taki nasz „Titanik”, tylko zamiast Rose i Jacka mieliśmy Dvalishvilego i Lebedyńskiego, a zamiast rozbijającego się statku – rozbijającego się przeciwnika. I niech mi kto powie, że to nie jest prawdziwe mistrzostwo! Teraz, jak patrzę na stary filmik, to aż łzy wzruszenia, bo wiem, że my naprawdę potrafiliśmy cieszyć się z grania, a nie tylko z tego, że nie straciliśmy gola. I tak na marginesie – kto pamięta, jak ten Lebedyński strzelał tamtego gola? Ja akurat przyczepiłem się do jakiegoś niegrzecznego dzieciaka na trybunie, które bez przerwy krzyczało „JAGI NA ŚMIERĆ!”, a on chciał się dogadać z tatą, który był zajęty machaniem chorągiewką i wrzeszczeniem jak opętany. No i koniec końców dałem mu swoje ostatnie ciastko, co dostałem od żony rano, bo uznałem, że taki finał zasługuje na ugodę 🍪💙⚪ Wtedy było więcej empatii między kibicami niż teraz polityki na trybunach, no ale cóż – świat się zmienia, ale ten jeden raz, ten jeden dzień, ten jeden mecz… to zostało w nas na zawsze. A ten „biało-czerwony duch”? On się nie schował, on po prostu czeka na następny raz, żeby znów poderwać całe miasto do wspólnego szaleństwa! Do zobaczenia na trybunie północnej, albo przynajmniej przy piwku, jak już Bóg zesłał nam kolejny dobry mecz 🍺🔥
Jagiellonia drużyna
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.