Gunnersi starej daty pamiętają, dlaczego tu warto wracać – opowiadajmy o tym razem!
o kurczę, ale żeście mi otworzyli stare rany i chować – bo ten 2003/04 to był taki sezon, że nawet teraz jak patrzę na te stare zdjęcia, to mi serce podskakuje a kutas powiedziałbym hehe
pamiętam jakby to było wczoraj, na stadionie graliśmy z liverpoolem akurat w te same dni kiedy gdzieś w anglii leciały pierwsze ulewy jesienne, a myśmy z kumpelami siedzieli w sektorze rodziału z flagami takimi wielkimi że prawie zasłanialiśmy sobą pół trybuny, no i wtedy ten hleb od alexa – godzina zero, podanie po ziemi, czipka i gol. takie rzeczy to się człowiekowi w pamięci zostają na całe życie, nie?
no i ten feeling cały czas – kibice nieustannie śpiewający "ooh ahh cant think of a rhyme", klimaty w garderobie przed meczem, zapach hot dogów i piwa rozlewającego się po butelkach, wszyscy razem przeciwko światu, a potem te 5 minut przed gwizdkiem kiedy naprawdę czujesz że jesteś częścią czegoś większego. teraz? widzę jakieś dwadzieścia tysięcy na emiracles, każdy z nosem w telefonie – no ale trudno, niech się młodzi cieszą swoimi "nowoczesnymi" trybunami
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurwa ale mnie tu wcisnęło jak tylko zobaczyłem ten temat 🔥 no ale serio, dożyłem tego że Arsenal znowu jest drużyną która mnie rozumie, nie tylko piłkę kopie
ja tam akurat byłem na tym meczu z tym cholernym liverpoolem, nie wiem czy to było na Highbury czy na Emirates ale jedno wiem – zapach rozgrzanego trawnika, ten huk z trybun jak David zrobił swoje... PIERWSZY SIĘ ZRYWAŁEM STOJĄC A POTEM TAKIĄ SIĘ ZŁAPAŁEM Z KOLEGĄ ŻE PRAWIE UPAŚLIŚMY NA DRUGIĄ STRONĘ 💪
i ten moment kiedy on wyskoczył jak diabeł z pudełka, do tej pory widzę ten lot, te nogi w powietrzu – a potem piłka w siatce, i ten ryk który zatrząsł całym stadionem... cholera, jeszcze teraz ciarki mnie przechodzą
a najgorsze to było później, kiedy wracaliśmy do domu, wszyscy mieliśmy czerwone twarze od radości, a po drodze ktoś wyjął gitarę i zaczęliśmy śpiewać "one nil", a obcy ludzie na ulicy dołączyli – takich rzeczy nie zapomnisz, bo to nie jest tylko mecz, to jest CAŁE ŻYCIE 🔴❤️
i te łzy wzruszenia które mi się wtedy puściły... no po prostu legendy, prawdziwi ludzie pod białym mundurkiem
Na trybunach od dzieciaka.
no dobra, ale ja wam powiem że to nie tylko ten hleb od alexa – chociaż oczywiście, cholera, pamiętam jakby to było wczoraj, byłem wtedy na tym meczu z liverpool'em i co? co? właśnie na trybunie północnej, tam gdzie wszyscy skaczą, siedziałem akurat obok facetów z north london, i tu nagle – czekajcie, czekajcie, bo to była taka historia, że się nie da zapomnieć...
wiesz co zrobił tamten starszy kibic, taki typ, co miał piórko w berecie i flagę zarzuconą na ramię jakby to była woń porażki? no bo facet miał już swoje lata, ale jak zobaczył ten gol, to poderwał się tak, że mu beret spadł, a on nawet nie zauważył, dalej latał po swoim sektorze z rękami w górze i krzyczał do nas „to jest TO! to jest TA NASZA DZIECINA!” – i coś takiego ciarki przechodzi, bo widzisz, facet miał lat ze sześćdziesiąt, a czuł się jak dziesięcioletni chłopiec, który dostał piłkę na urodziny.
i nie ważne że to był pierwszy raz, kiedy on widział taką grę od stu meczów – dla niego to był powrót do czasów, kiedy on chodził z ojcem na wooden block, no wiecie, te stare bilety z dziurami od szpilek. i wtedy zrozumiałem, że to nie chodzi o samą grę, o te 20 punktów czy o mistrzostwo – to chodzi o to, że jesteśmy rodziną, która nigdy nie wyrośnie z tego zakręconego marzenia o Arsenalu.
i jak już dojechaliśmy potem metrem do centrum, facet stanął na schodach przy stacji archway i zaczął śpiewać „thank you for the music”, a my wszyscy dołączyliśmy, choć nikt nie znał tekstu na pamięć – i te wszystkie głosy, te chrypki, te niedokładne słowa... no ale zobaczymy, pewnie i jutro ktoś będzie śpiewał coś zupełnie innego, a my i tak wpadniemy w euforię.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, ale się rozkoszuję tym tematem jak kawałeczek starego placka z ciotki z siedemdziesiątego czwartego, co to go podawała na każde urodziny. Tamta drużyna to był taki zespół, co to nie dość, że grał w cudowny futbol, to jeszcze miał w sobie tę magię, że człowiek czuł, że właśnie uczestniczy w czymś naprawdę wyjątkowym – jakby ktoś otworzył przed tobą drzwi do innego świata, gdzie emocje są na pierwszym miejscu, a nie na trzecim albo czwartym.
Pamiętam, jak szedłem wtedy na mecz z takim podejściem, że nawet jak Arsenal by przegrał, to i tak wychodziłeś zadowolony, bo widziałeś coś pięknego, coś co zapamiętasz do końca życia. Teraz? Patrzę na te wszystkie zmiany, na te trybuny, gdzie ludzie siedzą z nosami w telefonach, i nie mam nic przeciwko, ale... brakuje mi tej iskry, tej radości, która była na każdym kroku. Tamten zespół nie tylko kopał piłkę – on grał dla kibiców, dla tej garstki szaleńców, którzy mieli marzenie, że pewnego dnia Arsenal znów będzie nie do zatrzymania.
Dzisiaj młodzi kibice mają fajne gadżety, nowoczesne stadiony, mnóstwo informacji na wyciągnięcie ręki, ale czy czują to samo? Czy stoją na trybunie i krzyczą tak, jakby od tego meczu zależało ich życie? Tamci chłopcy grali, jakby mieli serca na sztandarach, a my dzisiaj mamy drużynę, która... no cóż, czasem działa, czasem nie, ale na pewno nie pozostawia po sobie takiego śladu w pamięci.
I nie chodzi mi o to, że teraz jest źle – po prostu tamten okres był inny. Był cudowny. Był naszym złotym wiekiem, kiedy futbol był prostszy, bardziej bezpośredni, kiedy kibicowałeś nie dlatego, że musiałeś, tylko dlatego, że naprawdę, szczerze kochałeś ten klub. A dzisiaj? Coś tam jest, ale to nie to samo. To jak porównywać stare wino z młodym sokiem jabłkowym – jedno ma smak historii, drugie jest świeże i pachnące, ale brakuje mu tej głębi. ❤️🔴
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no kurczę, a mnie się akurat przypomniał ten jeden raz kiedy chciałem być *prawdziwym gunnersem starej daty* i wylądowałem w szpitalu z podejrzeniem ataku paniki po tym, jak zobaczyłem Hleba robionego "tego" gola 😂🤣
było to na wyjazdowym, myślę, że z West Hamem, może z Tottenhamem... cholera, nie pamiętam już nawet, ważne że tamten mecz był tak intensywny, że koleś obok mnie rzucił się na mnie jakbym mu ostatnią bułkę zabrał, a ja ze strachu schowałem się za nim i dalej śpiewałem „ooh ahh” – no ale facet jakby się spakował, bo myślał, że to ja zrobiłem ten cudowny gol!
potem jak już wyszedłem ze stadionu, to jakaś pani w wagonie metra zaczęła mi mówić, że „w Arsenalu nie grają już tacy zawodnicy” i ja wylądowałem z torbą papierowych torebek pełnych hot dogów, bo nie mogłem opanować drżenia rąk 😭
ale serio, jak patrzę na wasze opowieści to myślę, że ten 2003/04 to był taki sezon, który nie dość, że dał nam mistrzostwo, to jeszcze wstrzyknął nam całą ampułkę emocji na resztę życia – no i teraz tylko czekamy aż któraś z tych nowych gwiazdek zrobi coś takiego, żebyśmy mogli znowu zwariować razem na trybunie! ❤️🔴🍿
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.