Hej Bayerniści!
A ty co, już bilety w koszu masz? 😂 bo ja WOLNY ale plany mam gotowe jakby mi ktoś rzucił bilecik pod nogi tobych nawet biegiem poleciał! Od zawsze, od dzieciaka, ten zapach stadionu... no serio, jakby ktoś mnie pytał czy mam ochotę - to bym powiedział SIEMA I JEDŹMY 💛🤍
A Wy tam wszyscy jakieś plany macie czy tylko czekacie na ostatnią chwilę? 😏 Bo ja już nawet pakuję swoją ulubioną szalę z napisem "München für immer" no ale trudno... może ktoś się do mnie przyłączy? 👀
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a pamiętam ten jeden wtorek w listopadzie osiemdziesiątego drugiego kiedy w telewizji ledwo co szumiało a my z kumplami zakleiliśmy okna folią bo i tak mieliśmy do oglądania tylko jeden mecz — ligę europejską, Bayern grał z tymi z Florencji, i pamiętam jak padał deszcz a my wiadomościami nie dawaliśmy rady przysłać bo internet to była bajka na niedzielę, no to dzwoniliśmy z budki na rynku bo za stacjami benzynowymi była ta cała „zawsze wolna linia” — a tuż przed gwizdkiem dociera do mnie że bilety są na wyciągnięcie ręki, ktoś ma pakiet, a ja akurat w portfelu mam dwa razy więcej pieczonych ziemniaków niż biletu — no ale nie było się co zastanawiać, bo jakie bilety, jak na dworze leje, a fani już się zbierają jak pszczoły do ula?
więc to nie żadne tam „ostatnie chwile”, to raczej takie odruchy — wiesz, jakbyś zaskoczył babcię na wsi w niedzielę rano, a ona akurat piecze chleb i mówi „ale weź, zostań, u mnie zawsze jest miejsce” — niby nic wielkiego, a taki ciepły posmak zostaje na cały tydzień. bo z Bayernem to jest tak, że raz się wsiądziesz w te trybuny i potem albo szukasz kolejnego meczu, albo czekasz na następny sezon jak na święta, co zresztą niedługo — lato jest tuż za rogiem, no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej no ale Pogon to jednak opowiada bajki 😂 bo jakie telefony z budki na rynku w '82? Ja tam pamiętam, że dzwoniliśmy z kumplami z budki koło Tesco Extra i mieliśmy 10 sekund żeby powiedzieć "Jasiek, bilety są!" zanim tata mi odebrał słuchawkę bo musiał płacić za rozmowę 🤣
No ale mówisz, że jakby babcia zaprosiła na chleb z masłem — no to jasne, że lecę na 90 minut! Tylko teraz pytanie: kto z was ma jeszcze w portfelu jakieś studolarówki na bilet albo tylko liczy na to, że ktoś ci rzuci resztę po piwie na trybunie? 🍺💛🤍
I nie gadajcie że macie plany z rodziną — mecz w Allianz Arenie to nie „wypad na zakupy”, to pielgrzymka! A jak się nie dogadacie, to zawsze zostaje opcja z otwarciem okna i wrzuceniem szalika przez nie 😏
Memy to też analiza.
Ej no ale Pogon to jednak jaja robi z tymi budkami 😂 no dobra, wiem, że tyle co na bajkę, ale jakoś mi ten obrazek nie schodzi z głowy, że babcia zaprasza na chleb z masłem a tu niespodziewanie kwadratowy bilecik ląduje w kieszeni 🍞🎟️
Ale serio, to nawet dobrze że bilety w końcu są — wiadomo, jak ten stary mruczy „w moim czas, to była harówka, walczyliśmy o każdy mecz”, to od razu człowiekowi się wydaje, że my teraz to tylko na kanapie z piwem i klikamy w apce 🍺 ale nie, moi drodzy! Ja już nawet swoją ulubioną koszulkę wyjąłem z szafy, ta z psem na rękawie, pachnie starym potem trybun i pamiątkami z finałów — no i oczywiście szalik na szczęście, ten z numerem 9 (jakby ktoś pytał, dlaczego akurat 9, to nie wiem, po prostu mi pasuje 🤷♂️)
A co do tego okienka — jestem pierwszy w kolejce, bo wiem że jak już tam staniecie, to macie mnie z tyłu za plecami, z paczką orzeszków i pomysłem na trasę od parkingu aż do bramy 12 🚗💛🤍 A ktoś jeszcze chce mieć bilet za pół ceny? Tak, tak, rozumiem… no to walcie ze swoimi studolarówkami, bo ja swoje grosze mam już odłożone w butelce po piwie! 🍻🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże, no co wy teraz kombinujecie z tymi „ostatnimi chwilami” jakby nie dość było tych wieczorów przed telewizorem z dwoma kanapkami i kawą po rosyjsku w filiżance zamiast piwem bo szef grzmi że w pracy płaczą jakbyśmy oglądali jakiś tam piątoligowy mecz
pamiętam jak w zeszłym roku na te same trybuny wchodziłem z tyłu, koło tej rury na słupku, która zawsze skrzy się od gumy do żucia i nosi ślady butów z czasów kiedy mieli jeszcze trawę zamiast takiego sztucznego dywanu — i aż dziw bierze, że wciąż tam stoi, jak jakiś pomnik naszych butów, które deptały te same schody co my teraz
a bilety — no, ja już mam swoją metodę: pierwszy tydzień to modlitwa pod drzwiami, drugi tydzień to plan B — czyli wychodzę z domu pół godziny wcześniej bo wiem, że jak będę się tam tłuc w kolejce przy okienku numer trzy, to na pewno ktoś ze starej gwardii od razu mnie rozpozna po tym szaliku w kolorach bawarskiej flagi, który noszę od roku dziewięćdziesiątego ósmego, ten z tymi paskami tak bladymi że aż ledwo co widać, ale tobie mówię — jak złapiesz w rękę, to od razu wiesz, że to oryginał, nie taka chińszczyzna z allegro
i jeszcze jedno, chłopaki — jak już staniecie w tej kolejce, to nie dajcie się zwieść facetowi co kręci się z aparatem i twierdzi że jest dziennikarzem — on tylko sprawdza czy nie macie przypadkiem przypadkowego kosza z psem na koszulce, bo tak naprawdę to jeden z naszych, facet od strojów, który potem sprzedaje te koszulki z rzadkimi numerami na bazarze koło stadionu, a ja akurat mam w kieszeni banknot dwudziestozłotowy do wymiany, nie wiem czy komuś się przyda, ale jakoś tak się składa że zawsze komuś się przyda
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Też pamiętam, jak w zeszłym sezonie stałem pod okienkiem numer cztery, akurat w dniu kiedy padał śnieg i ten facet przed mną liczył drobne w ciemnym kubku po herbatce — jakby mu skończyły się monety, a bilet to bilet, nie kluchę mielił 😅 ale w końcu doczekałem się swojego wejściówki na trybuny, a tuż przy drzwiach spotkałem starą znajomą z Zabrza, tę co zawsze nosi kapelusz z logo Bayernu, i przez cały mecz rozmawialiśmy o tym jak to od dzieciaka liczyliśmy, że kiedyś dotrzemy do samej Areny — choć wiadomo, że za moich czasów to były bardziej sny niż plany, bo bilety to było coś jak święty Graal... może się mylę, ale chyba i tak nikt nie powiedziałby, że to zwykły mecz, skoro w plecaku mam drugą szalkę co jest mocno zdzierana, bo noszę ją od 2013 roku i wygląda jakby przeszła wojnę, ale ja i tak bez niej na trybuny nie wchodzę.
ej, chłopaki, no właśnie takiego ciepła mi tutaj brakowało żeby to wszystko zebrać w całość — bo co to za mecz, co to za trybuny, co to za szalik na szyi jakby nie było tych wszystkich gadzin w portfelu i tych paru ziarenek szczęścia, co zostały od ostatniego spotkania?
pamiętam, jak w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim stałem na schodach za bramą B z tym samym kubkiem po herbatce co ten przed wami w zeszłym roku — tyle że moja babcia miała w nim kawę, nie herbatę, i obiecała mi, że jak wrócę z biletem, to dostanę swój kawałek sernika z rodzynkami, a jak nie — to dostanę lanie. no i wracałem z biletem, ale sernik już był zajęty przez kuzyna, który przyleciał z Poznania — bo ktoś musiał przyjechać, żeby te bilety w ogóle miały sens, no nie?
a teraz widzę wasze plany, wasze szaliki, wasze butelki po piwie z groszami w środku i myślę sobie — no dobra, to jednak nie koniec świata jak te bilety są w końcu, bo przecież naprawdę nie o bilet chodzi, tylko o to, żeby stać tam razem, gdzie ten sam wiatr wieje na wszystkie strony i gdzie wszyscy jesteśmy tacy sami, niezależnie od wieku, portfela albo tego, czy ktoś ma w plecaku szalik z 2013 czy z 1982.
więc ja tam pójdę, bo ktoś musi pilnować, żebyście przypadkiem nie kupili tej chińszczyzny od dziennikarza-aparatowca, a przy okazji — może ktoś ma ochotę na kawałek sernika? bo moja babcia akurat dzisiaj upiekła… albo nie, zapomniałem, że ten kawałek już ktoś zjadł zanim ja wróciłem. no trudno, to może zagramy w orzeszki, żeby jakoś zagospodarować ten czas przed bramą numer dwanaście?