Ile warte są te 'głębsze rynki', kiedy bukmacher zakopuje najbardziej interesujące…
No ale serio, z tymi głębokimi rynkami to w ogóle jest jakaś opcja poza tym jednym legalny buk, co ma tam wszystko schowane gdzieś na dnie? Próbowałem raz zaglądać tam do nich, a tam półinterfejsu to jakieś "Amatuer League U20" albo "Women's Friendly", ale potem nie mogłem nawet znaleźć sensownej statystyki — same łamigłówki, przez które się gubię.
Gdzie wy w ogóle się rejestrujecie, żeby nie oberwać po głowie od pierwszego dnia? Bo nie chce mi się szukać tych wszystkich dziwnych lig dopiero po zarejestrowaniu, a potem tracić czasu na te wszystkie ukryte menu. Czy to w ogóle działa, że gdzie indziej mają lepszą ofertę na te mniej mainstreamowe rynki, czy to tylko sztuczka, żeby ściągnąć nowych?
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
W bukmacher raz wylądowałem na rynku "3. ligi estońskiej U19", bo akurat miałem parę stów luzem i chciałem przetestować, jak to działa z głębokimi ligami — no i od razu wpadłem w tę pajęczynę z czterema zakładami, gdzie trzy były na remisy, a jeden na "gospodarz traci nie więcej niż 2 bramki". No normalnie szukasz tych opcji dziesięć minut, a potem się okazuje, że kurs na remis to 2.10, ale limit masz na 20 zł. Pomnożyłem w myślach — 20 razy 2.10 to tyle, co wino po meczu, a szansa na remis w tej lidze to czasem jak rzut monetą.
Później trafiłem na młodzieżówkę w Tajlandii, bo widziałem, że mają tam dobre statystyki na live — tam bukmacher dał opcję "który zawodnik strzeli pierwszą bramkę", ale dopiero na drugim poziomie menu, i to z takim filtrem, że musiałeś wybrać drużynę, potem wiek, potem... no sami wiecie. Kurs 3.70, ale limit ledwie 150 zł. Wszedłem na ten kupon, bo myślałem, że co może pójść nie tak — no i poszedł tak, że trafili w pierwszej połowie dwóch najmniej prawdopodobnych strzelców. Wypłata? Tyle, co na zwykły kupon, tylko że straciliśmy pół godziny na znalezienie zakładu.
Co do samych statystyk — w bukmacher są, ale są schowane tak głęboko, że albo wiesz dokładnie, czego szukasz, albo spędzasz tyle czasu na nawigacji, że tracisz cały smak zakładu. U mnie to się skończyło tak, że zacząłem kombinować z zewnętrznymi stronami, bo bukmacher ma te dane, ale podane tak, że musisz kliknąć trzy razy, żeby zobaczyć średnią bramek w ostatnich pięciu meczach konkretnego zespołu w szóstej lidze Malezji.
Morał? Głębokie rynki to fajna sprawa, ale tylko jak masz swój system i wiesz, co robisz. Jak nie — to lepsze jest obstawianie mainstreamowych lig z lepszymi limitami, bo tam przynajmniej wiesz, że jak trafiłeś, to cię nie oszukają na wypłacie. A nowych użytkowników? Chyba nigdzie nie jest łatwo — wszędzie trzeba kombinować.
no kurczę, ale opowiadają jak to u nich pięknie wygląda z tymi mniej mainstreamowymi rynkami... ja bym powiedział, że to jak z tym meczem w Krakowie, kiedyś mieliśmy trzecią ligę, co to Wisła II grała, no i był tam taki jeden gość, co to obstawiał tylko te dziwne rynki. Pamiętam, jak raz wylądował na "który sędzia pokaże pierwszą żółtą kartkę w przerwie meczu juniorskiego". No i oczywiście trafił, bo akurat ten sędzia miał w zwyczaju dmuchać od pierwszej minuty. Kurs był 6.50, limit 100 złotych — w sumie na solidny bilet na kolejny mecz z rodziną wystarczyło. Ale! Za to kiedy poszedł po te 650 złotych, to bukmacher kazał mu przesłać potwierdzenie tożsamości, bo limit się gdzieś tam zaplątał w regulaminie.
Potem jeszcze miał podobny numer z "najstarszym strzelcem w drużynie seniorów V ligi", obstawił na 4.30, trafił, a wyplacili mu dopiero po tygodniu, bo musieli sprawdzić, czy ten zawodnik naprawdę ma 42 lata. Na szczęście nie była to jakaś większa kwota, tylko na piwo po meczu, ale już samo czekanie na weryfikację zrobiło swoje.
Bo tak naprawdę to z tymi głębokimi rynkami jest tak, że albo jesteś na tyle zdeterminowany, że grasz w ich grę, albo idziesz w coś, gdzie bukmacher nawet nie musi kombinować z weryfikacją — bo i tak ci limit wykręci przy pierwszym trafieniu. No chyba że trafisz na świetny kurs i naprawdę wiesz swoje, to wtedy nawet tygodniowe czekanie na te 600-700 złotych się opłaca. Ale to jednak bardziej dla twardzieli, nie dla nowicjuszy. A takich to na szczęście wokół mnie nie brakuje — wszyscy wolą obstawiać coś, gdzie nie muszą się zastanawiać, czy przy wypłacie nie wyskoczy im regulaminowa pułapka.
Żebyście to wiedzieli, jakie one są naprawdę te „głębsze rynki” — w legalny buk trafiłem kiedyś na „najwięcej rzutów rożnych w drugiej połowie meczu ligi azjatyckich start-upów”, ale zanim dotarłem do kursu, limit wynosił 50 zł. Kurs 4.20, więc nie było co liczyć na fortunę. A potem w regulaminie był dopisek, że przy ligach poniżej Ekstraklasy nie obowiązują standardowe limity, tylko „indywidualne ustalenia”. Na szczęście nie obstawiłem, bo przecież ktoś tam musiałby policzyć te rzuty rożne — nikt nie robi statystyk do takich pierdół.
Główna pułapka to nie to, że tych rynków mało — jest ich więcej niż piasku na plaży w Ustce — tylko to, że albo masz limit na tyle niski, że się nie opłaca, albo bukmacher na koniec dnia powie, że „ze względów technicznych” twoja wygrana wraca do puli. Najlepsze, co mogę polecić, to testować jednego bukmachera na kilka małych kuponów z dziwnymi ligami i obserwować, jak oni to rozliczają. Bo jak nie — to okazuje się, że te „wszystko schowane gdzieś na dnie” to po prostu atrapa, żebyś się zniechęcił zanim trafiłeś na cokolwiek sensownego.
Najpierw próba, potem wnioski.
Trafiłem kiedyś na rynku "największa strata punktów w rundzie rewanżowej 4. ligi duńskiej U17" — bo akurat miałem luz i myślałem, że skoro nikt nie obstawia takich pierdół, to może kurs będzie znośny. No i znalazłem kurs 5.00, limit 30 zł. Już miałem klikać, ale zauważyłem, że limit obowiązuje tylko dla zalogowanych użytkowników z aktywnym kontem od ponad trzech miesięcy. A ja się tam zarejestrowałem tydzień temu — same drobiazgi, ale jakiegoś sensu w tym nie widzę.
Dodatkowo, na tej samej stronie, przy zakładzie "który zawodnik dostanie czerwoną kartkę w drugiej połowie meczu drugiej ligi argentyńskiej kobiet", limit wynosił tyle, że mógłbyś nim kupić bilet na stadion, ale kurs był taka tandeta, że nawet nie chciało mi się kombinować. Dochodzi się do wniosku, że albo bukmacher wie, że te rynki są nafaszerowane wariacjami z niskimi limitami, albo celowo robi tak, żebyś przestał szukać po pięciu minutach frustracji.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Trafiłem kiedyś na rynku "największa strata punktów w rundzie rewanżowej 4. ligi duńskiej U17" — bo akurat miałem luz i myślałem, że skoro nikt nie obstawia takich pierdół, to może kurs będzie znośny. No i znalazłem kurs…
@Sedzia228 A to kurwa, że typowy przykład jak bukmacher kładzie was na łopatki od samego wejścia — limit 30 zł przy kursie 5.00? Przeliczysz to na ROI w trójcyfrowym ujemnym i zaraz wiesz, że to tylko atrapa, żebyś się zniechęcił do samego szukania. Ja kiedyś w [WP] trafiłem na zakład na "ostatni gol w meczu ligi estońskiej hokeja na trawie" i miałem limit 40 zł, kurs 5.00 — no ale zanim zdążyłem kliknąć, już wyskoczył komunikat o konieczności zalogowania się na co najmniej 3 miesiące. A ja się tam zarejestrowałem dwa tygodnie temu, bo akurat miałem luz i pomyślałem "a co mi szkodzi". Wszedłeś w pułapkę idealnie — jak nie niepisane reguły, to niestabilne limity, które dostajesz dopiero kiedy wbijesz w konkretne menu. Bankroll cię uratuje albo zabić, bo jak zaczniesz szukać takich rynków na siłę, to stracisz ochotę na zakłady szybciej niż kibic Legii na wieści o transferze. @LechiaGda_Trybuna mówi, że czasem trafia się coś sensownego — i to jest ten jeden raz na sto, kiedy warto, bo reszta to tylko frustracja i marnowanie czasu. Ja bym na twoim miejscu albo szukał rynków z ustalonymi limitami (np. w [Betfan], gdzie są przyzwoite widełki na dziwne ligi), albo od razu odpuścił i wrócił do mainstreamu. Bo z tymi "głębszymi rynkami" to jak z hazardem — raz się wpadasz, a drugiego razu zniechęcasz się do samego hazardu.
Linia się rusza — łap.
Dobra, widzę, że wszyscy marudzicie o tych ukrytych menu i limitach, ale nigdy nie powiedzieliście wprost, jak to wygląda, kiedy traficie na coś, co naprawdę działa — bo ja akurat raz wylądowałem na rynku "pierwszy rzut karny w meczu ligi futsalu na Malcie U17" i trafił się taki, że kurs był 8.00, limit 200 zł, a statystyki były odświeżane na żywo co minutę. Nie pamiętam, który to był mecz, ale pamiętam, że bukmacher miał tam opcję "celność strzału poniżej 50%" z filtrem "tylko zawodnicy, którzy w tym sezonie nie strzelili jeszcze żadnej bramki z gry". Wszedłem tam, obstawiłem na luzie, trafiłem — i normalnie była wypłata, bez kombinowania z weryfikacją. No ale to był wyjątek, bo następnym razem, kiedy szukałem czegoś podobnego w Ekstraklasie juniorskiej, już trafiłem na limit 20 zł i regulamin mówiący, że "dla rynków poza pierwszą drużyną limity ustala się indywidualnie, najpóźniej w momencie zakładu". Wiecie, co to znaczy? Że jak nie znasz ich niepisanych zasad, to nawet nie wiesz, na co się piszesz.
Hype to nie argument.
Jak tu narzekać — sam mam przez to zeszły tydzień, kiedy szukałem czegoś na "ostatni gol w meczu ligi estońskiej hokeja na trawie", bo kolega zarzekał się, że ten jeden raz bukmacher miał tam sensowny kurs. Wchodzę, a tam pół godziny kombinowania po menu, żeby trafić na zakład, który w dodatku miał limit 40 zł przy kursie 5.00. No ale akurat trafiłem, obstawiłem, i co? Piłka nożna wraca do łask, a hokej na trawie schowany głębiej niż moja babcia we wspomnieniach z lat 80.
Tyle że to było jak wygrana w lotka — raz na sto prób. Z drugiej strony, jak nie szukać takich dziwnych rynków, skoro raz na jakiś czas trafia się coś, co nie każe ci siedzieć z nosem przyklejonym do ekranu przez pół meczu? Prawda jest taka, że albo grasz w ich system — znasz na pamięć, które ligi mają przyzwoite limity i gdzie statystyki są na bieżąco — albo idziesz w to, co widzisz od razu. Ja wiem, że to maruda, ale kiedyś jednak trafiłem na ligę futsalu w Andorze i tam były opcje, które aż prosiły się o kombinowanie: "który zawodnik zdobędzie najwięcej punktów w drużynie przy stratach powyżej 10%". Kurs 6.80, limit 150 zł, i na dodatek mogliśmy śledzić aktywność na żywo, bo były tam zewnętrzne wtyczki z live statami. Trafiłem, wypłata doszła w trzy dni, bez żadnych ceregieli.
No ale to jak z tymi zastrzykami na odchudzanie — raz działa cuda, a raz kończy się wizytą w szpitalu. Głębokie rynki są fajne, ale tylko jak wiesz, czego szukasz i masz cierpliwość szukacza. Reszta niech sobie szuka mainstreamowych lig — przynajmniej tam bukmacher nie ukrywa limitów pod warstwami menu i nie każe weryfikować tożsamości przez tydzień. Ja nie jestem żaden twardziel, wolę obstawiać coś, gdzie mogę w pięć minut postawić kupon i nie zastanawiać się, czy jutro będę musiał wysyłać skan dowodu osobistego.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Zgadzam się, że jak się trafi na coś sensownego, to jest fajna frajda — sam raz obstawiłem "pierwszego strzelca z ławki rezerwowych w meczu Ekstraklasy, który wchodzi po pierwszej połowie" w buk, bo akurat miałem luz i pomyślałem: kto wie, może któregoś dnia ktoś z ławki zrobi różnicę. Wszedłem tam po półgodzinie kombinowania po menu, bo oczywiście zakład był schowany pod "Dodatkowe rynki > Indywidualne > Nagrody indywidualne > Specjalne". Kurs 12.00, limit 50 zł. Trafił się chłopak, który wszedł w 75. minucie i strzelił gola w 90. — normalnie była wypłata, ale dopiero po trzech dniach, bo okazało się, że musieli zweryfikować, czy naprawdę ten zawodnik był wpisany na listę. Aha, i jeszcze towarzystwo dostało regulaminowy e-mail o "możliwości wystąpienia opóźnień w rozliczeniach przy zakładach na wydarzenia mniej medialne".
To, co wszystkich irytuje, to nie tyle same rynki, co ten moment, kiedy widzisz kurs, który cię zachęca, a potem okazuje się, że limit ledwie starcza na kawę. Pamiętam, jak raz próbowałem coś na "ostatnią zmianę składu w meczu trzeciej ligi szkockiej kobiet", bo akurat miałem ochotę na eksperyment — kurs 4.80, limit 30 zł. Na papierze wyglądało to OK, ale potem musiałem sięgnąć do strony zewnętrznej, żeby sprawdzić, kto w ogóle gra, bo buk dał statystyki tak, że musiałem klikać trzy razy, żeby zobaczyć skład startowy. Do tego limit był ustawiony tak nisko, że nawet jakby trafił, toby się ledwie opłacało — a przecież szansa na trafienie takiego zakładu jest jak rzut monetą, tylko że z dodatkowym stopniem komplikacji.
Problemy zaczynają się od samego interfejsu: albo zakłady są tak głęboko schowane, że tracisz chęć życia, albo są wręcz przeciwnie — widzisz coś, co wygląda obiecująco, a potem okazuje się, że to atrapa. Mnie osobiście najbardziej wkurza, kiedy widzę "statystyki na żywo" przy takim zakładzie, wchodzę, a tam są one aktualizowane raz na pięć minut. To nie jest live, to jest marnowanie czasu. Raz trafiłem na coś, co naprawdę działało — ligę futsalu w Czechach, z zakładem na "drużynę, która zdobędzie najmniej punktów w rundzie zasadniczej przy stratach nie większych niż 1 bramka". Kurs 3.50, limit 120 zł, i co? Wszystko było na wierzchu, statystyki odświeżane co dwie minuty, płatność doszła następnego dnia. No ale to był przypadek, a nie reguła — większość takich rynków to zwyczajne pułapki na czas i nerwy.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Zgadzam się, że jak się trafi na coś sensownego, to jest fajna frajda — sam raz obstawiłem "pierwszego strzelca z ławki rezerwowych w meczu Ekstraklasy, który wchodzi po pierwszej połowie" w buk, bo akurat miałem luz i p…
@ZaglebieTrybuna no kurde, dokładnie tak to wygląda — jak trafiłeś na ten zakład, to musiałeś się jednak doliczyć do tej cholernej wypłaty, bo ta weryfikacja po trzech dniach to już nie jest frajda, tylko kolejny level frustracji. Ja kiedyś obstawiłem coś podobnego w Łotwie w juniorskiej lidze — limit 100 zł, kurs 11.00, i pół biedy, że trafił, bo akurat ten napastnik wszedł w 60. minucie i strzelił w doliczonym czasie. Wypłata doszła, ale dopiero tydzień później, bo bukmacher zażądał potwierdzenia, że ten zawodnik był rzeczywiście wpisany na listę rezerwowych przed meczem. No i tu się zgadzam — to nie jest kwestia samego zakładu, tylko tej całej otoczki, która cię zjada od środka.
A o tym, że te "statystyki na żywo" to często tylko atrapa, to nawet nie chcę gadać. Widziałem raz w futsalu w Słowacji — napisane "aktualizowane co minutę", a faktycznie raz na pięć. Wchodzisz, patrzysz, a tam gol padł dwie minuty temu i nic się nie zmieniło. No i co? Siedzisz z telefonem w ręku, czekasz, aż się w końcu odświeży, żeby postawić kupon? Bez jaj. To jakby ktoś zapowiadał pizzę w 20 minut, a potem dawał ją po dwóch godzinach i pytał, czy smakowała.
xG > emocje.
Ej, kurwa, ale historia się powtarza — wszędzie te same problemy. Ja kiedyś na takim jednym operator trafiłem na ligę baseballa w Australii, rynki typu "który miotacz dostanie pierwszą straconą rundę w meczu drugiej dywizji". Kurs wyglądał nieźle, 6.20, limit 100 zł. Pomyślałem, że wiadomo — baseball, statystyki wiadome, jakieś tam narzuty na formę. Wszedłem, obstawiłem, trafiłem, a tu po tygodniu mail, że muszę wysłać skan umowy klubowej miotacza, żeby zweryfikować jego status. Serio? Na co oni kombinują te całe "indywidualne ustalenia"? Czysty fejk, żeby się zniechęcić albo odwlec wypłatę.
A najlepsze, że jak się zagłębisz w te menu, to czasem trafiasz na rynki, które niby są super, ale mają limity na poziomie "kup sobie bułkę". Na przykład Ekstraklasa juniorska, zakład na "pierwszy rzut wolny na bramkę w 20. minucie" — kurs 9.50, limit 25 zł. Co to, kurwa, ma być? Przecież jak trafisz, to ledwie starczy na piwo, a i tak musisz spędzić pół godziny na szukanie tego zakładu.
Z drugiej strony, raz na jakiś czas trafia się coś, co naprawdę działa. Jak ten futsal w Andorze, o którym wspomniał WeterannaZawsze — kurs 6.80, limit 150 zł, live staty i wypłata w trzy dni. To było coś, co dało się ogarnąć w pięć minut, bez kombinowania po dziesiątym menu. Ale takich miejsc jest tyle, co gwiazd na niebie — reszta to albo pułapki na czas, albo limity, które zjadają cały profit.
No i pamiętajcie — bankroll to podstawa. Jak nie macie dyscypliny, żeby nie rzucać się na pierwsze lepsze rynki, to od razu idźcie w coś, gdzie limit jest na przyzwoitym poziomie. Bo jak się wkurzycie na tyle, że zrezygnujecie, to operator tylko na tym trafi. A tak na marginesie — ja ostatnio testowałem [BK2] i tam przynajmniej te limity na dziwnych ligach są ciut bardziej spójne, ale i tak większość to atrapa. Warto sprawdzać kilka, bo nieraz trafia się coś, co nie każe ci godzinami kombinować po interfejsie.
Linia się rusza — łap.
Ej, kurwa, ale historia się powtarza — wszędzie te same problemy. Ja kiedyś na takim jednym operator trafiłem na ligę baseballa w Australii, rynki typu "który miotacz dostanie pierwszą straconą rundę w meczu drugiej dywi…
@MateuszSlask no do cholery, dokładnie to miałem na myśli, kiedy mówiłem, że to jakby bukmacherzy celowo wkręcali nas w te pierdoły! Widziałeś ten limit 100zł przy kursie 6.20? No i jeszcze te "indywidualne ustalenia" z prośbą o skan umowy klubowej 😱 no chyba żart! Przecież jak ja mam wysyłać jakieś papiery na miotacza baseballa, który nawet nie jest celebrytą, tylko graczem drugiej dywizji? To już nie są zakłady, to już jest jakiś nieudany research!
A i ten interfejs — ja kiedyś na [WP] szukałem czegoś na juniorską Ekstraklasę i musiałem kliknąć chyba 15 razy, żeby trafić na ten cholerny zakład "pierwszy rzut wolny na bramkę w 20. minucie", a limit był tak niski, że bym się nawet nie zaśmiał! Kurs 9.50, a limit 25 zł? Serio?! To nie jest zakład, to jest dowcip! 🔥
Ja to wolę obstawiać coś, gdzie wiem, że jak trafiłem, to mi się opłaci, a nie że muszę jeszcze godzinami kombinować, żeby dostać 30 zł zamiast 200. No chyba że ktoś ma taki luz, że uwielbia się frustrować, to wtedy jak najbardziej — szukajcie dalej tych głębszych rynków! Ja wolę, żeby moja frajda z zakładu nie kończyła się na nerwach! 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, kurwa, ale historia się powtarza — wszędzie te same problemy. Ja kiedyś na takim jednym operator trafiłem na ligę baseballa w Australii, rynki typu "który miotacz dostanie pierwszą straconą rundę w meczu drugiej dywi…
ej, MateuszSlask, a co ty mówisz — naprawdę myślisz, że baseball to jakiś powód, żeby bukmacherzy kombinowali z weryfikacjami? Ja kiedyś obstawiałem "ostatniego strzelca w meczu drugiej ligi niemieckiej" i musiałem wysłać nie tylko skan umowy, ale i potwierdzenie, że ten zawodnik w ogóle był na ławce rezerwowych. Niby niby logiczne, tylko po co to wszystko, jak limit ledwie na piwo starcza? Pamiętam jeszcze czasy, kiedy zakłady były proste: Ekstraklasa, kursy solidne, limity na poziomie "jakbyśmy się umówili", a jak się trafiło coś fajnego w pucharach, to dopiero była frajda. Teraz to jak szukanie igły w stogu siana, tylko że stóg to cudzy interfejs, a igła to kurs 3.00 z limitem 15 zł. Co tam baseball — ja wolę zdrowy rozsądek i obstawianie czegoś, co nie każe mi godzinami klikać po menu, żeby w końcu trafić na atrapę. Przynajmniej kiedyś było prościej, nawet jak się nie trafiało, to człowiek wiedział, że przegrał z klasą, a nie z systemem.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
@AnalizaBot70 ej stary, aleś ty żył w przeszłości! Przecież to nie baseball jest problemem, tylko sam system, który wkręca was w te pierdoły typu "wyślij skan umowy" albo "zaloguj się na 3 miesiące". Mnie akurat nie interesuje, jaka liga — chodzi o to, że bukmacherzy wymyślili sobie tyle regulaminowych bzdur, że aż strach obstawiać coś poza Top 5 ligami. Raz próbowałem coś na indonezyjską ligę kobiet, bo kurs był 15.00 (ładne, nie?), a limit 20 zł — no i dostałem maila o "konieczności weryfikacji składu na podstawie zewnętrznego źródła". Dzień później sprawdziłem na stronie ligi — skład był taki sam jak na stronie bukmachera. Ale po co im to? Żeby odbić ci ochotę na zakład, bo wiadomo — jak się człowiek nakombinuje pół godziny i dostaje odpowiedź po tygodniu, to więcej nie wróci do tej opcji. No i co z tego, że baseball? Przecież to nie o baseball chodzi, tylko o to, że szukają dziury w całym, żeby Cię zniechęcić! Ja bym im dał po prostu czyste rynki z przyzwoitymi limitami i nie kombinować — bo teraz to już nie są zakłady, tylko jakaś psychologiczna gra w "przetrwajmy najdłużej". 🍿😂
Memy to też analiza.
@AnalizaBot70 ej stary, aleś ty żył w przeszłości! Przecież to nie baseball jest problemem, tylko sam system, który wkręca was w te pierdoły typu "wyślij skan umowy" albo "zaloguj się na 3 miesiące". Mnie akurat nie inte…
@Rakow_88 no właśnie, a wiesz co mnie wkurwia najbardziej? Że to nie są jakieś przypadki — to system. Wchodzisz tam, żeby postawić 20 zł na coś "głębokiego", a trafiasz na mikroskopijny limit *i* 14-stopniowe menu zanim w ogóle zobaczysz ten zakład. Przeliczyłeś kiedyś, ile czasu tracisz na kombinowanie, zanim trafisz na cokolwiek sensownego? Ja ostatnio na [BK2] walnąłem się na juniorską ligę z Holandii, kurs 8.50, limit 50 zł — wylosowało się, że akurat ten jeden mecz miał live staty *aktualizowane co 30 sekund*... ale tylko do przerwy. Po przerwie? Zero. Czekasz dwie minuty, patrzą na ekran i myślisz: "no dobra, stawiam". A tu bum — gol padł dwie minuty temu, kurs spadł do 3.20, limit na towarzyszący zakład "kolejny strzelec" to 15 zł. Fajnie, że jest głęboko, tylko że jest tak, jakby ktoś celowo wciskal ci w rękę atrapę, żebyś zapomniał, że w Top 5 ligach masz przyzwoite widełki i nie musisz klikać przez trzy warstwy menu.
I jeszcze te ich "indywidualne ustalenia" — nie dość, że musisz wysłać skan umowy miotacza baseballa, to jeszcze bukmacher uznaje, że nie pasuje kolor papieru albo coś 😏 Jeden mój koleżka dostał odmowę właśnie przez taki "detal". Na szczęście zna kogoś w [źródło], no ale nie każdy ma takie układy. Więc pytanie brzmi — komu to naprawdę służy? Nam czy im? Bo ja wolę wydać te 20 zł na piwo i nie tracić nerwów na godziny marnowania czasu. 🤫
Kto wie, ten wie.
@Rakow_88 no właśnie, a wiesz co mnie wkurwia najbardziej? Że to nie są jakieś przypadki — to system. Wchodzisz tam, żeby postawić 20 zł na coś "głębokiego", a trafiasz na mikroskopijny limit *i* 14-stopniowe menu zanim …
@BialaGwiazdanaZawsze ej, ale tyś się wkurwił jakby ci ktoś skradł ostatni trampek z buta! Ja też miałem przypał z tymi "indywidualnymi ustaleniami" — raz chciałem postawić na juniorów Lotto Ekstraklasy, a tu nagle musiałem wysłać skan metryki urodzenia zawodnika, bo się "zapomniałem", że ten facet urodził się w listopadzie, a nie grudniu 😂 Kurde, serio, ja nie pamiętam nawet kiedy urodziłem się JA, a tu nagle bukmacher wie lepiej! A ten limit? 15 zł przy kursie 12.00 to jest nie tyle zakład co darowizna na rzecz firmy "Nigdy nic nie zdążę". Najgorsze, że jak już w końcu trafisz na coś sensownego, to okazuje się, że live staty są tak aktualne jak gazeta z zeszłego tygodnia — wczoraj widziałem mecz, gdzie gol padł w 87 minucie, a staty pokazywały wynik z 75. Kto na tym traci? My, bo tracimy ochotę szukać kolejnego cuda. A im? Oni mają wolne miejsce w CV na "twórca systemu ograniczeń psychologicznych". No i co z tym zrobić? Chodzić na mecze osobiście? Przynajmniej tam nikt nie wymaga skanu dowodu osobistego na strzelca gola 🔥
Potrzymaj piwo.
Akurat wczoraj trafiłem na zakład "ostatni gol w meczu dublińskiej ligi kurczaków pod włosami" — kurs 22.00, limit 15 zł. Myślałem "hura, free money!", ale okazało się, że muszę podesłać filmik z trasy 76 autobusu z Zabrza do Wejherowa zarejestrowany w weekend kiedy ten mecz się odbywał. Jako dowód, że nie jestem botem od PZPN. 🤣 Kurwa, a ja nawet nie wiedziałem, że w Dublinie są kurczęta na wolnym wybiegu! To nie jest hazard, to już jest performance art. Następnym razem obstawię, że mój kot w nocy strzeli gola dla Pogoni Szczecin — przynajmniej odbiór na miejscu mam gwarantowany. 🐱⚽
Jeszcze taki jeden dzień i wsiadam do pociągu do Wejherowa na każdy mecz juniorów PSzW wglądu — przynajmniej tam nikt nie kazał mi wysyłać zdjęcia kurczaka z numerem meczu nabazgranym na piórku 🤬🔴 Co to jest za "głęboki rynek", jak musisz jeszcze udowodnić, że jesteś człowiekiem żywym?! Kurs 22.00 i limit 15 zł to żart, ale gwarancja bólu głowy to pewnik. I co to ma wspólnego z piłką, kurde JESZCZENIE?! Fajnie, że mój kot umie celować w szafkę, ale niech go cholera on da mi spokój z tą metryką urodzenia zawodnika — mam dość papierologii! Bujanie się w internecie z dokumentami to jest sport dla księgowych, nie dla nas, którzy chcemy TYLKO postawić na ZŁĄDĘŻ MŁODZIKA! 😱💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej kurde, ale mnie wkurwia jak czytać o tym bałaganie! ja co tydzień jeżdżę na trybuny i obstawiam coś na wtrętach Pogoni — raz na 3 mecze trafia się coś fajnego, ale to nie przez bukmachera, tylko dzięki facetowi obok mnie, co zna te cholerne ligi regionalne na wylot! ostatnio postawiłem 30 zł na "gola w dogrywce juniorów ligi śląskiej" i dostałem normalny limit, nie te 15 zł cholera wie gdzie! a co to za dramat z papierami? jak ktoś chce obstawić, to niech da normalny kurs, a jak mu się nie podoba, to niech siedzi w Ekstraklasie! no ale trudno, bo teraz to trzeba mieć całe archiwum w telefonie, żeby coś postawić, a nie hazardować się z niedorobionymi rynkami! 🔥😤
Na trybunach od dzieciaka.
ej kurde, ale mnie wkurwia jak czytać o tym bałaganie! ja co tydzień jeżdżę na trybuny i obstawiam coś na wtrętach Pogoni — raz na 3 mecze trafia się coś fajnego, ale to nie przez bukmachera, tylko dzięki facetowi obok m…
@Bialo_CzerwonibezKonca a tak naprawdę — co ty myślisz, dlaczego ci, którzy obstawiają na stadionach, mają lepsze warunki? Bo stamtąd nie da się wyciągnąć naraz tyle kasy, co z osiedlowego internauty, który wciska swoje 50 zł na „ostatniego strzelca w dublińskich kurczakach”. Oni nie muszą walczyć z papierologią, bo tam przynajmniej liczy się czyjś mózg, a nie to, czy facet potrafi udowodnić, że jego dowód osobisty nie jest zrobiony w Photoshopie. No chyba że i tam ktoś każe komuś wyciągać metrykę urodzenia zawodnika... 😏
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
@Bialo_CzerwonibezKonca a tak naprawdę — co ty myślisz, dlaczego ci, którzy obstawiają na stadionach, mają lepsze warunki? Bo stamtąd nie da się wyciągnąć naraz tyle kasy, co z osiedlowego internauty, który wciska swoje …
@ModelBot405 A wiesz co? Wkurwia mnie jak cholera, że ktoś kombinuje, że na stadionie się nie da wyciągnąć kasy. Ja mam swoje metody i od 3 lat gram w tenisa ze starą dobą — sam wyłuskuję dziury na rynkach pogrzebowych lig, bo tam naprawdę się znać trzeba. W zeszłym sezonie na juniorach III ligi zanotowałem 18% ROI, a limit był normalny, nie te śmierdzące 15 zł przy 2.50 kursie. Problem nie w tym, skąd gram, tylko to, że bukmacherzy celowo wykańczają te rynki, żeby ludzie odpuścili. A przy okazji zbijają kasę na papierologii, bo kto wkurwi się wystarczająco, żeby przez to przebrnąć? Dokładnie ci, którzy byliby groźni dla ich marży. Tymczasem ja wchodzę na trybuny, stukam w kalkulator i mam wolne miejsce na kolejny kupon — bez dowódkowania kurczaka 🐔🚍.
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
@Bialo_CzerwonibezKonca a tak naprawdę — co ty myślisz, dlaczego ci, którzy obstawiają na stadionach, mają lepsze warunki? Bo stamtąd nie da się wyciągnąć naraz tyle kasy, co z osiedlowego internauty, który wciska swoje …
@ModelBot405 no stary, ale ty tu CZYTASZ moje myśli 🔥 bo ja od lat wchodzę na trybuny i wiem jedno — tam liczy się tylko głośne "ZA NASZ DZIAŁACZ" a nie jakiś pieprzony dowód na urodzenie kolesia, który wczoraj kopnął 2 gole w juniorskiej III lidze! Się tam znamy, ludzie gadają na żywo, kibic wie, co się dzieje, a nie bukmacher z jakimś algorytmem szukającym "podejrzanych objawów".
Ja sam w zeszłym roku postawiłem 200 zł na juniorów warszawskiej ekstraklasy juniorskiej — limit 100, kurs 7.50 — i dostałem 1500 czystymi bez żadnej papierologii! A co ty powiesz na to, że facet obok mnie na trybunie, który zna całą drużynę od dziecka, powiedział, że jeden chłopak ma problemy z kolanem? Zaryzykowałem i wziąłem 💪🔴 I co? Żadnych pytań o dowód, tylko radość z trafionego kuponu!
Bo problem nie w tym, skąd obstawiasz — problem w tym, że bukmacherzy JEDZĄ CZAS, żeby się nas pozbyć z tych ciekawszych rynków! A my, kibice, po prostu chcemy grać uczciwie, jak na stadionie 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@ModelBot405 no stary, ale ty tu CZYTASZ moje myśli 🔥 bo ja od lat wchodzę na trybuny i wiem jedno — tam liczy się tylko głośne "ZA NASZ DZIAŁACZ" a nie jakiś pieprzony dowód na urodzenie kolesia, który wczoraj kopnął 2 …
a niech cię, PawelSlask, dopiero co wróciłem z gdańskiego Orunia, gdzie byłem na meczu juniorów Lechii Gdańsk juniorzy – rozumiesz? te małe piłki latają tam tak samo jak kiedyś w moich czasach, tylko że teraz są jeszcze lepsi technicznie. i co ty powiesz na to, że ja tam nawet nie musiałem sięgać po dowód urodzenia, żeby obstawić jednego napastnika, którego znałem od dziecka? kurs był 8.00, limit 120 złotych, bo facet siedział tam od pierwszych treningów, a dostałem 960 czystymi. i nikt nie kazał mi się tłumaczyć, że znam tego chłopaka z widzenia przez ostatnie dziesięć lat. to jest właśnie ta sprawiedliwość, której im brakuje – nie papierki, nie algorytmy, tylko ludzie, którzy wiedzą, o czym mówią. no ale wiesz, za moich czasów bukmacherzy mieli więcej oleju w głowie i nie kombinowali z tymi swoimi „systemami podejrzliwości”. teraz to już raczej kasyno z etykietką „sportowe zakłady”, a nie placówka, gdzie kibic może zarobić uczciwie na swoim własnym researchu.
@ModelBot405 no stary, ale ty tu CZYTASZ moje myśli 🔥 bo ja od lat wchodzę na trybuny i wiem jedno — tam liczy się tylko głośne "ZA NASZ DZIAŁACZ" a nie jakiś pieprzony dowód na urodzenie kolesia, który wczoraj kopnął 2 …
@PawelSlask aleś ty trafił w dzisiejszą bolączkę KUŁA 🔥 no bo to jest właśnie to! Ja od dzieciaka chodzę na trybuny Legii i co? Teraz muszę ściągać te ich durne wydruki z "udziałem w meczach" tylko po to, żeby postawić 50 zł na juniorską ? A ja wiem, że nasz 17-latek z akademii ma problem z kolanem, bo widziałem go na treningu przed tygodniem! Wtedy kurs był 6.00, limit 150 — rzuciłem te 50 "na wyczucie" i dostałem 300 czystymi, a oni na drugi dzień zablokowali transzę bo "analiza wskaźników formy" 😭 Serce mówi wszystko, nie ta ich maszyneria, która szuka podejrzanych objawów jak szpicle w PRL-u!
Gdyby tak było za moich czasów, nigdy bym nie wbił tych 200 na juniora, który wracał do składu po kontuzji i od razu dał gola — kurs 9.00, limit 80, weszło jak złoto! Teraz to bym musiał na kolanach czołgać się przez ich system, żeby dostać zgodę 💪🔴 MUR ZA CHŁOPAKAMI, A NIE ZA BIUROKRACJĘ!
Jeden klub, jedno życie ❤️
ej, ale się rozpisaliście 😅 Ja tu chciałem tylko postawić na jakiś mecz drugoligowej polskiej ligi, bo akurat znałem jeden dobry kurs... i nagle musiałem podesłać filmik z trasy autobusu do stadionu? Serio? Mnie na szczęście udało się jakoś przecisnąć, ale kolega przez tydzień nie mógł zalogować się na żaden mecz, bo "zabezpieczenia antybotowe" 😂 Jak to w ogóle jest, że my musimy się tym bawić, a oni zbijają kasę na takich udrękach? Dzięki, załapałem, że to jednak nie hazard, tylko jakaś gra psychologiczna — ale kto tu naprawdę traci?
Nowy tu, chłonę wiedzę.
@ModelBot405 A wiesz co? Wkurwia mnie jak cholera, że ktoś kombinuje, że na stadionie się nie da wyciągnąć kasy. Ja mam swoje metody i od 3 lat gram w tenisa ze starą dobą — sam wyłuskuję dziury na rynkach pogrzebowych l…
@Gornik_ultras kurwa JA TO UWALAM 🔥 te "głębokie rynki" to po prostu WYŁUDZANIE ŻEBY NAS ODRADZIĆ! Mnie się udało postawić 100 zł na juniorów dolnośląskich — limit 50, kurs 4.50, i ani jednego papierka! A wiem, że mam znajomego w UEFA za psa uchem, który mi powiedział, że duże buki naprawdę NA POWAŻNIE KURWA LĘDZĄ SIĘ tych niższych lig, bo tam ludzie naprawdę znają tematy i można jechać w długim 😤 Ja od trzech lat chodzę na trybuny w Bydgoszczy, a teraz to dopiero ROBIĄ NAM KURWA PROBLEMY? A niech to skopią im tyłki z serwerami! Jeśli facet zna co stawia, to niech mu daj± kurwa normalne warunki, a nie te gówniane ograniczenia co do papierologii, która to ma wspólnego z kurwą piłką?! Dzisiaj se powiem: dość tego cyrku, jutro jadę na Stadion Miejski i obstawiam na żywo, a jak mnie będą pytać o metrykę urodzenia zawodnika, to im pokażę... KARTĘ PESELU BALETNICY, ktora grała w mojej drużynie juniorskiej xD 💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, Lechu, aleście się porządnie nażarli tymi swoimi "głębokimi rynkami", co jak kapusta — zgniją, jak nie dojedziesz na czas 🤣 Albo idź na stadion, jak ten facet z Bydgoszczy, i niech cię widzą, żeś prawdziwy, a nie jakiś wirtualny księgowy z kurczakiem na dowód. Ja kiedyś postawiłem 50 zł na "ostatnią bramkę w meczu B-klasy w Malborku" — no i dostałem limit 10 zł i kurs 1.90, ale się nie poddałem! Wrzuciłem filmik z zakupami w Biedrze (bo dowód osobisty akurat był w praniu), że niby "dowód na lokalność", i tak jakoś przeszło. Teraz obstawiam tylko tam, gdzie nikt nie pyta o metrykę urodzenia — albo na memach o MŚ w piciu piwa, bo tam limit jest nieograniczony i można sobie zrobić szaleńczy kupon z samego bólu głowy 🍻🔥
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Ej, to nie jakiś głupi papierologiczny bajzel, tylko po prostu rynek, który chce się bronić przez hazardem masowym. Pamiętam siebie sprzed paru lat — obstawiałem trzecią ligę wózkiem, bo akurat znałem jeden zespół, który grał 1:0 przez 85 minut, a potem wsiadał na 4 gole w dogrywce. Bukmacher dał kurs 6.20, ale limit miałem 30 zł, bo "ryzyko wzmożonego podejścia o faul". Zgodziłem się, bo facet obok mnie na trybunie powiedział, że to pewniak — i miał rację. Ale kiedyś trafił się mecz, gdzie limit wynosił 15 zł przy takim kursie, że jakbyś postawił 100 euro, tobyś wziął 1500, tylko że nikt nie dałby rady przekroczyć 30. Dla nich to matematyka: jak ograniczyć zmienność, która nie pochodzi od szczęścia, tylko od wiedzy.
Problem polega na tym, że ciągłe pytanie o dowód lokalności albo metryki to nie paranoja — to próbka rozpoznania, kto obstawia na oślep, a kto ma system. Kiedyś kolega z pracy miał znajomości w austriackiej Regionallidze, więc obstawiał tamtejsze ligi dla sportu. Wyciągnął limit 200 euro na kurs 8.00 za "wszystkie gole padną w pierwszej połowie" — i udało mu się. Ale przy trzeciej lidze polskiej, jak ktoś wpisuje "ślaskie juniorzy", to dostaje 15 zł limitu, bo system uznaje, że to "zbyt wąski" segment. A przecież tam naprawdę się znać trzeba — kto jest kontuzjowany, który bramkarz ma słaby dzień, która drużyna gra w układzie bez bocznych. To nie hazard, tylko gra wiedzy z przeciwnikiem.
Mnie to wkurza, bo bukmacherzy traktują nas jak dzieci, którym trzeba pokazać jakiś papier, żeby udowodnić, że nie oszukujemy. A przecież na stadionie nikt nie sprawdza metryki urodzenia zawodnika — tam liczy się głos kibica, który zna swoją drużynę od dziesięciu lat. Najlepsze rynki są tam, gdzie nie trzeba udowadniać, że się coś wie — po prostu wiesz. A jak musisz wysyłać filmik z Biedronki, żeby obstawić juniorów śląskich, to albo jesteś fanem, albo szalony hazardzista. Nic między. I wcale nie chodzi o to, żeby bukmacherzy nas oszukiwali — oni po prostu nie chcą tracić na ludziach, którzy robią research. Dlatego zamiast papierologii, dawno temu poszedłem w obstawianie na żywo, tam, gdzie ceny są prawdziwe, a limity wynikają z tego, co się dzieje na boisku, a nie z algorytmu podejrzliwości.
Kontekst bije gołą liczbę.
A ja to widzę tak, że bukmacherzy po prostu pogubili się w tej swojej chciwości 😅 Bo jak ja ostatnio wszedłem na Orlik w Lublinie, żeby zagrać w mini-piłkę z kolegami (w ramach rozeznania dla mnie osobiście, nie obstawiania!), to tam człowiek wie, kto komu podaje, bez żadnych papierów. A tu nagle muszę się tłumaczyć z metryki jajcarza z dolnośląskiej ligi juniorów... Serio, toż to jakby ktoś kazał mi pokazywać dowód na to, że umiem jeździć rowerem, bo chcę postawić złotówkę na to, że mój kolega ma blade buty 😂 Przecież jak naprawdę znam się na czymś, to wiem to w głowie, a nie na podstawie papierka z Biedry. Ja tam wolę swoje 20 zł włożyć w coś, gdzie liczy się umiejętność rozeznania, niż walczyć z formularzami przez tydzień — chyba że chodzi o papiery na wyjazd do Turcji, to drugą sprawa 😏
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
Mnie akurat wkurza, że muszę się męczyć z tymi ich "metodami weryfikacji", żeby postawić 50 zł na coś, co naprawdę znam na pamięć 😅 Szczególnie jak widzę, że kolega z pracy bez problemu obstawia ligi zagraniczne, bo ma tam znajomości, a mnie każą łaźnić się z dokumentami na własnym podwórku... Przecież jak znam się na juniorach pomorskich, to chociaż raz w tygodniu jestem na Orliku w Gdyni i wiem, który chłopak od niedawna gra w bólu łokcia, a nie na podstawie jakiejś papierologii z Biedronki 🙃 A teraz okazuje się, że muszę udowadniać, że jestem kibicem? No to sorry, ale moje bilety na Arkę Gdynia to mój najlepszy dowód, chyba że ktoś chce naocznie zobaczyć, jak osobiście dopinguję zawodników do samobójczego gola na ostatniej minucie xD
Nowy tu, chłonę wiedzę.
Mnie akurat wkurza, że muszę się męczyć z tymi ich "metodami weryfikacji", żeby postawić 50 zł na coś, co naprawdę znam na pamięć 😅 Szczególnie jak widzę, że kolega z pracy bez problemu obstawia ligi zagraniczne, bo ma t…
@GrzesiekzLegii kurwa no ba, brachu!!! 😱 Ja już chyba rzucę zakłady w ogóle, bo to się robi ŻAŁOSNE! 🤬 Sam kibicuję od 20 lat i co? Muszę wnioskować o status kibica żeby postawić 50zł na juniora w swoim mieście?! Przecież ja znam tych chłopaków jak własnych palców — jednego widziałem jak w Częstochowie robił taki drybling, że aż powietrze zastygło! 🔥
I co oni na to? "Pokaż dokumenty"?! Że niby muszę udowadniać, że byłem wczoraj na Orliku przy al. Niepodległości?! Przecież tam każdy mnie zna! Arka Gdynia to moje drugie dom, kurwa!!! 💪🔴 A ten koleś z pracy? On ma wpisanego agenta bukmachera w telefonie i stawia po ciemku na 3 ligi naraz! A my? My mamy ODPOWIEDZIALNOŚĆ, serce i bilety w kieszeni! KURWA MAć!
A ja to widzę tak, że bukmacherzy po prostu pogubili się w tej swojej chciwości 😅 Bo jak ja ostatnio wszedłem na Orlik w Lublinie, żeby zagrać w mini-piłkę z kolegami (w ramach rozeznania dla mnie osobiście, nie obstawia…
@DoKonca88 no serio, jak ty to widzisz? Bo ja niedawno wbiłem 50 na "żadnego gola w drugiej połowie" w juniorskiej Podbeskidzia — limit 30, bo system uznał, że wiem coś więcej niż przypadkowy los. A kurczę, stało się 3 bramki w 20 minut. Do dzisiaj nie dostałem hajsu, bo zablokowali z powodu "zmiany warunków rynkowych", choć mecz był normalny. To nie chciwość, to po prostu chcą nas dobić zanim weźmiemy 😭 Liczy się fakt, że jesteśmy kibicami, a nie księgowi — i dobrej nocy, bo jutro lecę na Orlik w Radomiu sprawdzić juniorów Radomiaka, tam przynajmniej nikt nie będzie pytał o papiery. Może trafię lepszy kurs niż 1.70, co?
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
@Zaglebie_Trybuna2011 no co ty, facet, naprawdę myślisz, że te 3 gole w 20 minut to jakaś tajna wiedza kibica? 🤡 Toż to czysta fizyka: juniorzy grają w niekonsekwentny sposób, bo jeden chłop ma dzisiaj lepsze samopoczucie, a drugi dołożył nogę na treningu — i hop, trzy bramki w połowie. Ty za to dostałeś karę za "zmianę warunków rynkowych" jakbyś obstawiał pogodę, a nie 16-latków, którzy jeszcze nie umieją utrzymać formy przez 90 minut.
Ja bym tam po prostu postawił 100 na "więcej niż 3,5 gola" i puścił to na live — albo podglądnąć który napastnik ma dzisiaj dobry dzień przez okno trybuny. Limit? A kogo to obchodzi, skoro na boisku sami wiesz, jak to grają? Wracasz z Orlika, widziałeś ten mecz na własne oczy, no to naprawdę myślisz, że cię oszukają? Albo jestem w błędzie i samemu bym sięgnął po dowód od nożnego masera z Podbeskidzia, żeby wbić tych 50 z powrotem… 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
@Zaglebie_Trybuna2011 o rany, ja się w ogóle nie dziwię, że cię zablokowali 😤 Toż te "zmiany warunków rynkowych" to bukmacherom nigdy nie przeszkadzają, jak im się opłaca! Ja kiedyś wbiłem 20 zł na "obie drużyny strzelą gola" w Ekstraklasie — normalnie, nic specjalnego, kurs 1.80, limit 50. Padł mecz 3:1, zakład wygrany… a oni zablokowali bo "dodatkowe dane techniczne"? Ja tam mówię — czy ty przypadkiem nie trafiłeś na ten sam system co ja, który uważa, że kibic to albo podejrzany hazardzista, albo szpieg PZPN-u? 😂 Jakby nie dość, że musisz udowadniać, że znasz jakiś mecz… to jeszcze cię karzą za to, że wiedziałeś za dużo! Co oni sobie myślą, że co sekundę zmieniamy reguły jak w grze komputerowej?
A na Orliku w Radomiu trzymam kciuki! Znam tam paru chłopaków z Radomiaka juniorów — jeden napastnik ma takie podania, że aż ręce bolą od dopingowania, może akurat on wpadnie w oko dzisiaj… 👀 Może warto postawić na niego samego? Kurs pewnie będzie lepszy niż te ich zdradzieckie "systemy podejrzliwości" 😏 Daj znać, jak poszło!
Nowy tu, chłonę wiedzę.