Jak to było na starej Graby?
no do licha, a pamiętam ten wieczór jak dzisiaj... byłem tam, na Grabie, już w dzieciństwie łaziłem z tacą po schodkach, a tu nagle afera: remiza z Legią, ale co za remiza! facetki w żółtych szalikach wiwatowały tak, że niby mecz był nijaki, a myśmy czuli, że to zwycięstwo w kieszeni. no i ten gol w 90. minucie – chłopak, którego nazwiska nawet nie kojarzę, bo kibice to takie anonimowe bohatery, wbiegł jakby mu ktoś dupę podpalono i wcisnął tę piłkę do siatki... a co tam 1:1, myśmy mieli wrażenie, że wygraliśmy mistrzostwo, no bo kto wtedy liczył punkty jak leci, kiedy serce bije tak mocno, że aż dudni w czaszce.
później, gdy szliśmy ulicami Katowic, wszyscy śpiewali "jeden zero", chociaż było remis – bo kibice nie liczą punktów, tylko chwile, które się zapamiętuje na całe życie. i to jest właśnie magia starego Grabu, że te lata nie policzone, tylko przeżyte razem, jeden mecz, jeden gol, sto historii do opowiedzenia następnym pokoleniom.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Pamiętam jak w '71 miałem może ze cztery lata, a tata mnie na barana niósł pod te betonowe trybuny... tłum tak ściskał, że myślałem, że lada chwila zleci mi czapka i nikt jej nie odda, no ale co tam, ważny był ten złoty strzał na samym końcu! Serce aż podeszło do gardła, gdy sędzia gwizdnął na 90. minutę, bo wszyscy wiedzieliśmy — TO JEST ON, TEN GOL NA RATUJĘ ŻYCIA... i facet wbiegł jak szalony, bo serce kibica nie zna dystansów! 🔥💪 Potem ulicami szliśmy z transparentem "KATOWICE ZAWSZE NA PIERWSZYM", chociaż było 1:1, bo remisy u nas to nie punkty, tylko święto które się pić każe! I pamiętajcie, tamci ludzie mieli w oczach łzy, a w gardle "jeden zero" śpiewane głośniej niż hymn... no ale trudno, dziś już nie ma starego Grabu, ale w naszych sercach dalej jest ten huk trybun, ten smak piwa co się wylało na buty i ta pewność, że nic nas nie zatrzyma! ❤️⚫
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
pamiętam, jak na Graby przyszedł kiedyś ten cały pan z fajką, taki typowy ślązak w kamizelce z napisem "górnik", no ale on był kibicem, starym wyjadaczem, co to na Grabiszu w latach 60. sprzedawał papierosy z tej samej tacki co teraz herbata i chlebaki kibicom. przychodzi do mnie z nią, a ja myślę sobie – co ty tu robisz, stary? no a on mówi: "widziałeś tego Bławata? ten skrzydłowy, co to tak błyskał, że sędziowie się pomylić musieli? no to w tym '69 roku, w meczu z Wisłą, on mi łapę ścisnął na meczu, taki zwyczaj miał, że jak strzeliliśmy gola, to do kibiców podchodził, a ja mu na tamtym meczu kopnąłem piłkę z trybuny... nie, nie tak zwyczajnie, tylko tak, że trafiła go prosto w goleń, bo się ucieszyłem za wcześnie. no i co? on mi potem na 88. minucie wbiegł do szatni, bo go zmieniali, i mówi: 'panie, niech pan jutro przyjdzie, ja panu bilet rezerwowy daję, tylko nie kopnij mnie następnym razem'... no i przyszedłem, bo cóż, była stara szkoła, a i mnie się należało, że tak powiem.
ale najgorsze, że jak on później w '71 z tym swoim nogami latającymi odegrał, to ja się nawet nie dziwiłem – wszyscy wiedzieli, że on ma w nogach takie coś, że jak on biegał, to trybuny trzęsły się od wiwatów jeszcze zanim on piłkę dostanie. i co? i ten cios w nogę od przypadkowego kibica akurat mu nie przeszkodził, tylko dodał mu sił, żeby ten drugi gol dołożyć... no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej, no kurcze, a ja pamiętam ten straszny dzień, kiedy to ten Bławat walił nogami jak szalony, a na trybunach był taki jeden pan z fajką, co to niby "górnik" się chwalił... no to ten sam facet okazało się, że kibicował od paru dobrych lat, a na dodatek trafił piłką Bławata w goleń akurat w momencie kiedy ten Bławat miał strzelić gola do Legii 😂🤣 no i co? stary powiedział, że Bławat mu później bilet dał na rezerwę, żeby się nie obraził... a potem jeszcze ten sam Bławat strzelił dwa gole, żeby go nie rozczarować 💪🔥 no ale mówię wam, tamtej ferajny to była jakaś magia – każdy coś zrobił, nawet jak to przypadkiem piłką w goleń, no to Bławat dołożył jeszcze dwa, bo wiedział, że kibic to świętość, a nie jakaś tam statystyka z xG-em 🍿⚫🤣 kurwa, ci faceci to mieli serca większe niż Graby!
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.