Jak to dawniej grali!
pamiętam te grudniowe wieczory w łazience pod prysznicem, radio na stacji nieustająco grało coś sprzed lat a ja raz jeszcze wychodziłem z okopów w barwach warszawskiej armii żeby dokończyć to co zacząłem na trybunach — wtedy, w osiemdziesiątym siódmym, jak Kosecki wbiegł na boisko jakby miał cztery serca i resztę w nogach, a reszta drużyny szła za nim niczym żołnierze za oficerem. nie było żadnej techniki, była siła, była chęć, była złość że znów komuś nie uwierzyli — ale myśmy wiedzieli, bo siedzieliśmy na siódmej, że jak Legia wchodzi na boisko to dłużej się na nim nie leży, tylko się walczy. pamiętam jak moi koledzy z blokowisk rzucali się na wozy kibicowskie jak na szturm, a ja trzymałem flagę z boku bo akurat zgubiłem papierosa — i tyle tylko co zdążyłem powiedzieć: "dzieciaki, dziś was rozdepczę" zanim własne serce walnęło mnie w mostek. widziałem te twarze w listopadowym mrozie, te mundurki szkolne pod kurtkami z proporcem, te ręce wystające z okien tramwajów na trasie do łodzi — wszyscy wiedzieliśmy, że jak Legia gra, to nie ma pogody na przegraną. a dziś, jak widzę, że znowu tam są, że znów stawiają wszystko na jedną kartę — serce mi bije jak za starych, dobrych czasów. rzucę wam jeszcze jedno: niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że te emocje są do powtórzenia… bo ja mu powiem, że nie oglądał prawdziwej Legii ani razu.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No, to mnie aż cofnęło do tej feralnej soboty osiemdziesiątego dziewiątego, co na stadionie Widzewa się działo! 🔥 Siedziałem akurat na trybunie za bramką z kumplami z Dębca, no bo przecież musieliśmy być tam gdzie najwięcej się dzieje, nie? Mama mi jeszcze rano pakowała kanapki „na wszelki wypadek”, bo wiadomo jak to było — jak Legia przyjeżdżała to nikt nie wiedział, czy wyjdziesz z boiska cały, czy z pieprzem na nosie, ale że się walczyło do upadłego, to pewnik. Pamiętam, że już na rozgrzewce czułem ten zapach mokrej murawy i śmieci z zapalniczek, co ludzie palili przed meczem jakby mieli jutro nie wiadomo co… A jak Kosecki strzelił tego gola z półwoleja, bohaterskiego takiego, że aż siódma trybuna zadrżała! Chłopaki ze mną wpadli w taki amok, że jeden dostał ataku padaczki od emocji (nie przesadzam, naprawdę!) i leciał po schodach jak bomba, a my za nim z flagą „Legia jest NAJ!” 💪 A ja akurat miałem w ręku półlitrową colę, która lądowała już w gardle, i nagle ktoś mnie popchnął, że cała puszka wylała mi się na kurtkę — i co? Nieważne, że byłem lepki od coli i smarków, ważne, że widziałem, jak nasza armia wali ich z marszu!
A potem, jak zagrali ten mecz z listopadowym wiatrem w plecy pod Łodzią, no to mój stary, co na szczęście dożył, powiedział tylko: „Widzisz chłopie, to nie mecz, to historia się pisze”… I miał rację, bo ja tam na trybunie stałem z takim uciskiem w piersi, że myślałem, że zaraz padnę, ale nie od mrozu, tylko od tego, że wiedziałem — dzisiaj albo nigdy! I gdyby nie ta cała armia na trybunach, co śpiewała razem z nami, tobym chyba poszedł na swoje! 😱 Teraz jak patrzę, że znowu są w elicie, że grają o wszystko, to mi się łzy cisną — nie z żalu, tylko z dumy, że jednak nie umarliśmy, tylko wróciliśmy! Bo Legia nie umiera, kurwa, ona tylko czeka na swoją kolej! 🔴💪
Jeden klub, jedno życie ❤️
kurwa, z tym wrześniowym meczem to mi się jeszcze bardziej rozkminia… bo niedawno, właśnie jakby na potwierdzenie, że historia się kręci, trafiłem na stare nagranie z meczu w ’94 na Łużnikach przeciwko moskiewskiemu Spartaku. pamiętacie te nieludzkie warunki? pole było takie, że się kopce robiły na środku, a my na trybunie czuliśmy się jak żołnierze na froncie — sami w mordę z tymi pasożytami, co mieli kożuchy na trybunach i papierosy w ustach. i wtedy to przyszedł nasz chłopak, ten młody Sławomirski, co to go nazywali „szczurem warszawskim”, bo miał w nogach taką siłę, że biegał tam i z powrotem jakby mu ktoś benzyny doładował.
nie pamiętam już wyniku, ale pamiętam jak goście zrobili nam kanapę do szatni już przy 1:0, a myśmy dopiero się rozgrzewali — i wtedy on, na oczach całego stadionu, wbija się w pole karne, odbiór piłki na tułowiu, podania z lewej, oddaje ten strzał z półobrotu… gol! a my na trybunie zalani potem i śniegiem, wrzeszczymy tak, że chyba sędziowie usłyszeli to nawet na meczu w Barcelonie. i co? nie dość, że wygraliśmy, to jeszcze ten gość, Sławomirski, zamiast się kłaniać, machnął ręką do nas i krzyknął coś w stylu „do boju, chłopcy!” — jakbyśmy byli jego jednostką, a on dowódcą. to była taka chwila, że każdy z nas poczuł, że dzisiaj legia nie jest tylko drużyną, tylko całym narodem w dwu barwach. i teraz, jak widzę, że młodzi grają z takim ogniem, to mam ochotę im napisać: „no dobra, wasza kolej, ale pamiętajcie — Legia to nie tylko futbol, to walka o honor, i ta walka zawsze się odbija”. 😄
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, kurwa, ależ ten KarnyUkradł to naprawdę wciąż żywy dowód na to, że niektórzy kibice są bardziej zrośnięci z Legią niż z własnymi rodzinami 😂 bo jak tu inaczej wytłumaczyć, że facet pamięta trzęsące się trybuny sprzed 37 lat bardziej niż to, że jego mama pakowała mu kanapki „na wszelki wypadek”? Ja tam akurat w osiemdziesiątym siódmym to się urodziłem, ale za to w dwutysięcznym byłem na tym cholernym wrześniowym meczu pod Łodzią — a dokładnie mówiąc, leciałem z tatą w tramwaju numer 11, ten cały wymalowany w biało-czerwone, i tyle pamiętam, że ojciec mnie puścił samego na schody bo musiał załatwić „pilną sprawę” przy budce z piwem 🍺🔥 A jak mnie odnalazł po meczu, to miałam pół koszulki poszarpaną, flagę w ręku i zakrwawiony nos — no bo akurat trafił mnie piłka w twarz od jakiegoś szaleńca z trybuny, który krzyczał „za społeczniaka!” — a ja mu na to: „panie, ja tu po prostu szukam panaceum na kaca po piwie, niech pan da spokój!” 🤣 Widzicie, to taka moja pierwsza Legia — startowałam od kibolskiej nędzy z dobrym humorem! I teraz, jak patrzę jak młodzi grają, to myślę sobie: „dobra, dzieci, trzymamy kciuki, ale nie zapominajcie, że jak Kosecki kiedyś wbiegł na boisko, to ja akurat szukałam wiadra do wymiotowania po moim pierwszym browarze z bratem” 😂💙🔴 Bo kto by pomyślał, że z takich szalonych początków wyrośnie się na Legię, prawda?
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.