Jak w Zabrzu gorzało, kiedy wróciliśmy do chwały!
pamiętam, jak byliśmy w knajpie na ulicy Wolności, jeszcze wczesną wiosną, a w radiu leciało coś z tych starych nagrań z lat 80., kiedy górnicy biegali po boisku jak szaleni. facet przy stoliku obok zaczął śpiewać „hej hej górnicy, hej hej co wy” i nagle wszyscy w tej spelunie podnieśli się od piw i zaczęli wyć razem — nie było mowy o żadnych tabelach, tylko czuliśmy, że to nasze, że nie ważne co, my zawsze mamy w sobie ten ogień. potem parę dni później zobaczyliśmy Dudę w telewizji, jak wbiegł do pola karnego i puścił takiego strzała, że bramkarz legionu nawet nie drgnął, a my w Zabrzu tańczyliśmy na ulicach jakby ktoś nam darował cały świat 😄 no ale zobaczymy, kto jeszcze dzisiaj potrafi tak walczyć
cholernie wiem co miałeś na myśli… ja akurat byłem wtedy na trybunie przy północnym wylocie, nie daleko tamtych prasówek coś do picia walnąłem 😂 ale nie ważne, bo jak sędzia gwizdnął koniec meczu, to nie ludzie byli w piwnicy, tylko dosłownie Zabrze tańczyło!! facet obok mnie wlepiał w telewizor te telebimy co pokazywały cały stadion, a ten szalony gość rozbijał flaszkę o mur, że aż facet z ochrony musiał go łapać… i co ty powiesz, ja też za nim dmuchnąłem w tamtą butelkę, że szklane bajzel leciało jak fajerwerki! kurwa, a mój stary zawołał „Dudu, DUDU!” tak głośno, że nawet sędzia chyba usłyszał… przez radio jakieś radio grało „górnicy do boju” a my jak szaleni na trybunią klaszczemy, że rany, nie przeżyję drugiej połowy sezonu już niech mnie boża krzywda trafi 🔥💪😱
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a ja wam powiem, że ten gol z Legią to był niczym za tamte czasy, kiedyś to się naprawdę działo na erneście na serio... pamiętam dobry parę ładnych lat temu, jeszcze za czasów trenerskich Jurka Wyrobka, bo on to umiał podejść do sprawy — nie obiecywał nic wielkiego, a po prostu powiedział: „młodzi muszą walczyć, starsi muszą zapamiętać”, i nasi wprost z niego wyskakiwali...
i była taka sobota, do licha, pamiętam dokładnie, bo akurat była jakaś fala ciepła, tak że nawet starych panów w garniakach ciągnęło na trybuny, a ja akurat stałem pod trybuną północną, koło tej starej budy, gdzie sprzedawali kiełbasę z zapiekaną bułką — no wiesz, ta co się nazywa „zabrzańska” i śmierdzi troszkę tłuszczem, ale smakuje jak nie wiem co...
i tu nagle jakiś łobuz z młodych przybiegł z radiem na głośnościach, że hej, hej, idzie mecz z warszawską Legią, no i zaraz buchnęło jak na meczu pułkownika — ludzie piją, śpiewają, jeden starszy facet z latarką w ręku zaczął wymachiwać nią w takt muzyki, a radio grało coś takiego, że aż mnie ciarki przeszły, bo to była stara piosenka „o Górniku Zabrze” sprzed lat, z tym charakterystycznym riffem na gitarze...
i nagle w drugiej połowie, było już chyba jakieś 1:1, a tu wychodzi dośrodkowanie z lewej, piłka lata między nogami, wszyscy wstrzymujemy oddech... i wtedy ten niezniszczony Janusz Jojko, ten facet, co miał nogi jak z gumy, odbija piłkę w pole karne, a tam już Durka czeka, przyjmuje, obraca się i — bach! — do bramki! cały stadion zrywa się na równe nogi, a ja akurat upuściłem swoją kiełbasę na ziemię, ale to było najmniejsze co mi się dzisiaj przydarzyło...
i pamiętam, że facet obok mnie, taki siwy w dresie, który przychodził na wszystkie mecze od stu lat, walnął mnie w plecy i krzyknął: „widzisz, stary, my tu nie potrzebujemy żadnych tabel, my tu mamy serce!”... a ja mu na to tylko: „no dobra, dobra, tylko co z tą kiełbasą, co?” i obaj padliśmy ze śmiechu, bo przecież to był właśnie ten smak zwycięstwa — kiełbasa, piwo, ludzie i Górnik...
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej kurde, ja tam akurat byłem na meczu z tą Legią, tylko że nie na trybunie, tylko w barze "U Czesia", bo akurat w domu była awaria prądu i żona mnie wyrzuciła na miasto 😂 no ale nie ważne, bo jak padł ten gol Dudy, to tak się podskoczyłem od stolika, że przewróciłem tacę z browarami i facet obok myślał, że strzeliliśmy gola my dwaj! dostałem potem żółtą kartę od żony, bo na drugi dzień mówiła, że to ja byłem "czerwony niczym szalony kibic" — a ja na to: "kobieto, to był duch Górnika we mnie, nie mogłem się powstrzymać!" 🤣🍻 teraz jak patrzę na stare zdjęcia z tamtego dnia, to myślę, że chyba wszyscy byliśmy wtedy w jakimś transie albo co… bo przecież nie normalny człowiek nie wbija butelki w murek ani nie tańczy na ulicy w 3 stopniach mrozu! a mój kuzyn nawet buty sobie poderwał podczas szaleństwa, bo stwierdził, że "Górnik to wyższa konieczność" — no i się doczekał, że buty mu zostały tylko w kawałkach, ale za to z dumą powiedział, że "to historyczne trofeum" 🔥
Memy to też analiza.