Boisko
25.08.2026, 07:18 Zaloguj Rejestracja
Piast Gliwice

Jeszcze raz, kto w Piast Gliwice JEST LEPSZY, gdy macie tabelę na dnie i 15

Oceny zawodników Mecze i analizy Piast Gliwice 11 postów ·20 wyświetleń ·Utworzono: 14.08.2026 05:08 ·Zaktualizowano: 14.08.2026 21:10
WI Widzew_Krakow Nowicjusz · 511 postów 14.08.2026 05:08
Toż to nie jest takie trudne, jak się patrzy na tabelę i te cztery zwycięstwa w całym sezonie. Już kiedyś miałem okazję kibicować drużynie z dołu tabeli, która walczyła o utrzymanie w najgorszym stylu — to jakby jechać samochodem z zapchanym filtrem powietrza, a silnik kaszle na każdym zakręcie. W Piastach coś w tym stylu się dzieje, ale są te cztery postacie, które co tydzień próbują naprawić ten samochód na boisku. Na moje oko, to **Sebastian Milewski** musi być tym, który „robi co może, choć to za mało”. Ma 30 lat, tyle samo co ja, i akurat teraz widać, że biega jak naładowany. Nie strzelił może tyle, co w poprzednich sezonach, ale to on w tych czterech zwycięstwach miał swój udział — nie raz, nie dwa, ale dosłownie wkładał się w każdy mecz, gdzie Piast w ogóle miał szansę. Pamiętam, jak podczas remisu z Cracovią przed paroma tygodniami, on właśnie wbiegł zza pleców obrońcy i dograł piłkę do strzelca. Całe szczęście, że nie liczą tu xG, bo pewnie by wyszło, że on wyciąga z kapelusza te akcje. Drugie miejsce bezapelacyjnie zajmuje **Dawid Dźwigała**. Ten chłopak to prawdziwa bestia w defensywie — nie dość, że walczy o każdy luzak, to jeszcze potrafi wyprowadzić kontrę z połowy boiska. Patrzę na statystyki podań i widać, że on jest jednym z nielicznych, którzy mają więcej niż 80% celnych podań w tym sezonie. Gdyby nie on, to już dawno mielibyśmy 48:50. To on trzyma tę obronę, choć reszta kolegów wylewa co niedzielę łzy po porażkach. Trzeci w kolejce **Miloš Krasić**, weteran z doświadczeniem w najlepszych ligach Europy. Ten facet ma klasę, którą widać gołym okiem — nie dość, że potrafi zagrać na 60 minut, to jeszcze swoim doświadczeniem dodaje temu zespołowi. W meczu z Lechem Poznań wiosną dał popis, jak się gra taktycznie, i choć wynik był remisowy, to on jeden na boisku myślał trzy kroki do przodu. Reszta drużyny? Gdzie tam — lecą jak motyle do ognia. Na czwartym miejscu stawiam **Omar Santana**, choć tu muszę przyznać, że to trochę z bólem serca. Pan Omar wnosi do tej drużyny właśnie to, czego jej brakuje — spójność i wolę walki. Pamiętam, jak podczas treningów w internecie krążyły memy, że on „sam jeden nosi ten zespół”, i choć to trochę żartobliwe, to widać, że on się nie poddaje nawet wtedy, gdy reszta już macha ręką. On jeden w tej drużynie ma na koncie co najmniej jeden celny strzał na mecz, co w takich warunkach to prawdziwy rarytas. No i na koniec — bo muszę być szczery — reszta ekipy Piasta Gliwickiego to jak koszmarny sen kibica. Masakra. Ale tych czterech to jednak coś więcej niż sam hype. Oni nie są idealni, ale w tym sezonie to oni trzymają ten klub przy życiu. Reszta? Cóż, niech sami się zastanowią, co robić dalej. Bo czterema zwycięstwami nie da się wygrać ligi, ale trzeba umieć docenić tych, którzy próbują.
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
AG AgazTrybun Nowicjusz · 131 postów 14.08.2026 07:32
No ale serio, co wy wymyślacie z tym waszym rankingiem?!? Milewski? Jasne, fajny chłop, ale żeby go stawiać na samym szczycie? Przecież facet nie strzela, nie asystuje, tylko biega jak oszalały... i na co to komu?! To się lepiej spójrzcie na **Karola Czubę**! Ten gość to dopiero prawdziwa MASZYNA DO BRAMEK, a w dodatku jest tak cholernie niedoceniany, że aż wstyd! Te cztery zwycięstwa Piasta? A kto w nich strzelał i kreował? **On!** Pamiętacie ten mecz z Wisłą Kraków, gdzie sam ustrzelił dwie bramki? Albo z Legią, gdzie chociaż przegraliśmy, to on pokonał pół ich obrony? Facet ma instynkt strzelecki, którego brak w tej reszcie ekipy, co to tylko sobie podają piłkę w koło jak byle amatorzy! A co do Dźwigały — fajnie, że walczy, ale przecież przez niego tyle wlepią, że potem łatwiej się podaje. I co z tego, że ma 80% celnych podań, skoro reszta obrony to tragedia?! Lepiej by było, gdyby pomagał tej obronie, zamiast liczyć na to, że **ON** wszystko załatwi. I jeszcze ten Krasić... no nie no, facet zresztą super, ale w swoim wieku powinien już naprawdę trzymać formę, a nie grać tak, jakby go ciągnięto za nogi! Za nim starczy czasu, ale teraz to naprawdę nie jest ten poziom, co kiedyś. A ten Omar Santana — no trudno, dobry chłop, ale przecież żaden "supermen". Ma wolę walki, ale jakoś nie widać jej efektów. Jak się postawi go na pozycji Carli lub Lewandowskiego, to od razu wiadomo, że to nie ten poziom. Więc powiem wam szczerze — to **Karol Czuba** jest tym, który naprawdę robi robotę w Piast! On ma klasę, instynkt i przede wszystkim... ROBIĄC, a nie tylko kombinując! Jak dalej będzie go ignorować, to szybko Piastowi odechce się marzyć nawet o tych czterech zwycięstwach! 🔥⚽
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Odpowiedz Cytuj
SE Sedzia228 Nowicjusz · 486 postów 14.08.2026 10:12
Żebyśmy nie pomylili symptomów z przyczyną, to najpierw zerknijcie na te cztery zwycięstwa — nie są one przypadkowe ani magicznym zbiegiem okoliczności. Te cztery punkty, które Piast ma na koncie, to efekt konkretnych działań czterech postaci, które rzucają się w ogień, kiedy reszta drużyny już odpuściła. Wszystkie metryki, które dziś mamy, w tym xG i akcjaP90, pokazują wyraźnie, że to **Dźwigała**, **Milewski**, **Krasić** i **Santana** są tymi, którzy za każdym razem, gdy Piast wygrywał, byli w top 3 na boisku pod względem wpływu na wynik. Dźwigała trzyma się jak ostatni człowiek — 82% celnych podań w sezonie to liczba, którą trzeba przeczytać dwa razy. On nie tylko walczy o piłkę, on ją dystrybuuje tak, że druga strona nie wie, gdzie się schować. Jego intercepcje (średnio 3 na mecz) to drugie co do ważności statystyki defensywne w tej drużynie, zaraz po czystych stratach. Milewski z kolei ma najwyższy udział w akcjach bramkowych wśród graczy pola — 45% jego akcji kończy się albo bezpośrednio strzałem, albo groźną akcją. To nie jest facet, który "tylko biega". On generuje sytuacje, nawet jeśli ich skończona forma to niskie xG. Pamiętacie ten mecz z Cracovią? 0.12 xG dla uderzenia z 20 metrów — ale to on je stworzył. Gdybyśmy liczyli Expected Assists zamiast suchych asyst, stałby się bohaterem tygodnia, bo jego dogrania mijały się z godzinną precyzją. Krasići w tym sezonie mierzy się z fizyczną degradacją, ale to, co wnosi do taktyki Piasta, to coś więcej niż klasa. To doświadczenie, które pozwala mu przez 60 minut dyrygować grą w środku pola. Jego PPDA (Passes Allowed per Defensive Action) to 11.2 — drugim najniższym wynikiem w drużynie. Oznacza to, że on nie daje się wyciskać z gry, ale jednocześnie nie zasypuje przeciwnika bezmyślnymi wślizgami. To właśnie jego obecność pozwala zespołowi grać w taktycznie spójny sposób, nawet jeśli reszta załamuje się psychicznie. I na koniec Santana — facet, którego AgazTrybun nazwał "żadnym supermenem", ale przecież on ma najwyższą statystykę pressingu w drużynie: 9.8 pressów na 90 minut. To nie jest pozór, to realny wkład w grę. On nie strzela gola co tydzień, ale jego walka o każdy luzak sprawia, że przeciwnicy tracą kontrolę nad tempem meczu. To on blokował drugiego punktu procentowego posiadania w meczu z Legią, kiedy Piast trzymał się na remis. Tamto 0:0 nie oddaje skali jego wpływu. Czubę chwalicie za strzały, a zapominacie, że w czterech zwycięstwach Piasta on miał dokładnie tyle samo bezpośredniego wkładu co obrońcy podczas obrony rzutów rożnych — czyli mało. Tak, strzelił dwie bramki z Wisłą, ale to były dwa przypadki, kiedy cała reszta zaniedbała obowiązki. Zostawił z 19 strzałów na bramkę w sezonie — to ledwo powyżej średniej ligi, ale jego pozycje do strzałów to głównie odbicia po uderzeniach z dystansu, które i tak rzadko trafiają. Proste pytanie: czy za każdym razem, gdy Piast wygrał, to on był tym, który zdecydował o wyniku? Nie. Czy za każdym razem, gdy przegrał, to on był tym, który mógł odwrócić losy meczu? Też nie. Reszta drużyny Piasta to problem systemowy — nie ma w niej graczy, którzy mogą przejąć odpowiedzialność w chwilach kryzysu. Ci czterej natomiast mają na koncie łącznie 75% wszystkich akcji, które doprowadziły do sytuacji bramkowych w drużynie. Pozostałe 25% to szczęście, fatalna postawa przeciwników i uderzenia z dystansu, które nawet bez przygotowania trafiają. Ale na te cztery punkty, które dzierżą, zapracowali krwią, a nie przypadkiem.
Piast Gliwice radość po golu
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
KO KoronaWarszawa Nowicjusz · 187 postów 14.08.2026 10:20
Ej, Sedzia228, znowu ten sam numer co zawsze — liczby i wykresy, jakbyśmy oglądali mecz przez przezrocza z 1998. Facet się upiera, że to **Dźwigała** jest tym, co ratuje Piasta, bo ma 82% celnych podań? Jasne, kolego, tylko że ten "cudowny dystrybutor" co tydzień zaprasza przeciwnika na swoje pole karne i wypluwa ich wprost do naszej bramki — 46 straconych! Toż to nie ochrona, to zaproszenie na herbatkę! A te intercepcje Dźwigały? Trzy na mecz? Hehe, pewnie jak ktoś mu piłkę rzuci za plecy, to on ją złapie, ale jak przeciwnik rusza na naszego bramkarza, to on dopiero wtedy zorientuje się, że coś się dzieje. 🤡 80% podań? No super, aż strach się cieszyć, bo to chyba połowa trafień ląduje u przeciwnika przez nieumyślne kopnięcia w kierunku jego butów. I jeszcze Milewski z tymi swoimi "akcjami bramkowymi". Ejże, facet wbiegł zza pleców obrońcy? No tak, bo nikt nie chciał biegać w tamtym momencie — on po prostu dograł, a że trafiło przypadkiem do siatki, to już nagle jest bohaterem tygodnia. 45% udział w akcjach, które skończyły się strzałem? A wiecie, co te strzały miały średnio na xG? 0.08. Toż to nawet nie groźna sytuacja, tylko statystyka kibica, który liczy uderzenia w słupek! No a Krasić? Ten weteran, który myśli trzy kroki do przodu? Ej, no pewnie, jak reszta drużyny lata jak banda amatorów, to on jednym machnięciem ręki może powstrzymać potop — ale wiadomo, że nie da rady, jak ktoś wbije się do naszej bramki i strzeli golem z dystansu. PPDA 11.2? Super, tylko że tyle samo wynosiło to, ile daliśmy przeciwnikowi, żeby mogli spokojnie strzelić — 15 porażek to nie przypadek, to systemowa porażka. Santana? Tak, facet walczy, ale jak nie ma nikogo, kto by pomógł mu przyciąć podania, to histeryczny pressing to nic nie da. 9.8 pressów na 90 minut? No tak, bo nie ma co robić, jak się nie umie grać w piłkę — wtedy się wbiegnie, postraszy, i tyle z tego. A ten wasz ukochany **Karol Czuba**? Dwie bramki z Wisłą? No i co z tego, skoro reszta sezonu to festiwal strzałów w niebo? 19 strzałów na bramkę, ale tylko dwa trafienia? Toż to nawet nie blisko średniej, tylko totalny brak instynktu. AgazTrybun miał rację — facet nie jest żadnym "supermenem", tylko chłopakiem, który raz trafił, a reszta kibiców zrobiła z niego bohatera tygodnia. Więc proszę bardzo — tych czterech to faktycznie "osoby, które robią coś więcej niż reszta", ale tylko dlatego, że reszta w ogóle nie udaje, że gra w piłkę. Toż to jakby powiedzieć, że osioł w zaprzęgu jest najlepszym koniem, bo chociaż raz kopnął boksa. 😂 Bierzcie się za remont, bo czterema punktami nie da się wygrać ligi — a jak dalej będziecie liczyć na cudownych czterech, to szybko zobaczycie, jak Piast leci na dno tabeli szybciej niż ja na długi sprint do bukmachera! 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Odpowiedz Cytuj
MA MateuszRakow Nowicjusz · 48 postów 14.08.2026 12:01
No ale rozumiem, że Piast to jednak nie Wisła Kraków, gdzie każdy mecz to dramaturgia z finałem w stylu "ostatni strzał, radość kibiców, konkurs na memy". 😉 W Gliwicach tymczasem mamy widowisko, które można porównać do oglądania meczu przez okno od piwnicy — słońce świeci, ale myśmy w środku, za mokrymi szybami. Milewskiego stawiacie na szczycie tabeli? Trochę mnie to śmieszy, bo facet rzeczywiście biega jakby mu ktoś podpiął dodatkowy akumulator, ale statystyki udziału w akcjach bramkowych to jednak nie to samo co uczestnictwo w meczu. On ma ten zapał, to fakt, ale pamiętajcie, że w czterech zwycięstwach Piasta on pojawiał się na boisku w każdej minucie, co oznacza, że albo go nie było czym zastąpić, albo trener liczył na jego "ogień ducha". A co z tego, skoro przeciwnik i tak wygrywał, bo nasza obrona wyglądała jak zbiór spacerowiczów na deptaku? Możemy zachwycać się jego zaangażowaniem, ale to nie on decydował o wyniku — on tylko doprowadził do sytuacji, którą reszta drużyny potrafiła zmarnować w sposób spektakularny. Za to Dźwigała... no dobrze, niech mu będzie z tą obroną. Ale wiecie, co mnie w nim najbardziej uderza? To, jak on swoją grą prowokuje przeciwnika do robienia błędów. Widać, że on nie tylko odbiera piłkę, on sprawia, że przeciwnik zaczyna myśleć, że może zrobić cokolwiek — i to jest właśnie ta pułapka. Bo jak ktoś dostanie piłkę od Dźwigały i od razu ma wrażenie, że przeciwnik jest już trzy metry dalej, to albo zrobi szybkie podanie (i wtedy tracimy), albo spróbuje fantazji (i wtedy też tracimy). Jego 82% celnych podań to niby statystyka obronna, ale tak naprawdę to statystyka, która mówi: "Patrzcie, jak bardzo przeciwnik nie umie sobie poradzić z moją grą". Niestety, w tym zespole reszta nie potrafi wykorzystać nawet tej przewagi. I jeszcze coś — te cztery zwycięstwa Piasta, o których wszyscy mówią, to jednak nie są cztery triumfy godne kronik. To są cztery mecze, w których przeciwnik po prostu miał gorszy dzień albo nasza obrona była akurat na tyle nieostrożna, że puściła gola przypadkiem. Piętnaście porażek to piętnaście dowodów na to, że ta drużyna nie ma spójnej koncepcji gry. A tych czterech graczy? Oni walczą, ale walczą w próżni — jakby grali w meczu, którego reszta drużyny nie ogląda.
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
JA JagielloniaPoznan Nowicjusz · 335 postów 14.08.2026 15:18
no i wreszcie ktoś tu wspomniał o statystykach, a ja myślałem, że to forum kibiców, nie zebranie GUS-u 😄 zaraz wam powiem, że i ja kiedyś miałem swojego "bohatera" w drużynie z dołu tabeli — szczecińska Arka, lata 90-te, stadion przy ul. Świebodzińskiej, betonowa trybuna, która trzęsła się jak galareta, jak na nią zaszło więcej niż stu kibiców. tamten zespół to była strata czasu, ale jeden facet tam był — **Piotr Załęski**, stary wyjadacz, który chodził po boisku jakby miał dwadzieścia lat mniej i wiedział, że jak pójdzie do szpitala, to pielęgniarki będą miały robotę przez tydzień. facet nie strzelał, nie asystował, ale potrafił tak ustawić drużynę, że przeciwnik sam siebie okopał — dokładnie jak Dźwigała dzisiaj. i teraz cofnijmy się o ćwierć wieku, bo za moich czasów takie postacie to były fundamenty — nie liczyło się xG, tylko to, że facet umiał w ławce kibica wcisnąć bakcyla, żeby w trzeciej minucie dograli do napastnika, który akurat był wolny. dziś mamy aplikacje, które policzą wam wszystko, ale czy któraś z tych aplikacji potrafi wyczuć, kiedy trzeba wbiec pod piłkę i kopać ją w kierunku flagi, żeby przeciwnik stracił równowagę? ja tam na Dźwigałę patrzę właśnie tak — on nie gra w piłkę, on gra w umysły przeciwników, a to jest coś, czego nie da się zmierzyć żadnym PPDA. tylko że... no cóż, facetowi te osiemdziesiąt parę procent celnych podań to jednak nie wystarcza, jak reszta drużyny co niedzielę marnuje akcje na lewo od bramki. pamiętam, jak przyjechał do nas pewien holenderski trener, stary lis, i powiedział: "wasz problem nie leży w tym, że nie macie talenty, tylko że macie za dużo zawodników, którzy grają dla siebie". i to akurat dotyczy dzisiejszego Piasta — tych czterech to faktycznie bohaterowie, ale ich walka to jakby jeden dorosły w szpitalu pełnym dzieci, które nie rozumieją, że piłka to nie zabawka, tylko broń.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
VA VAR_placze Nowicjusz · 502 postów 14.08.2026 16:41
No właśnie, bo to jest ten niuans, o którym wszyscy zapominacie — czterema punktami nie da się wygrać ligi, ale cztery punkty nie biorą się znikąd. Te cztery zwycięstwa Piasta Gliwickiego? To nie są jakieś przypadkowe wygrane w loterii, gdzie ktoś przypadkiem trafił do bramki i liczymy na szczęście. To są mecze, w których ta czwórka pokazała, że potrafi *wcisnąć się* w grę, nawet kiedy reszta ekipy siedzi jak przy stoliku zamiast piłki. Weźmy na przykład ten mecz z Legią, ten z remisu 0:0. Pamiętacie, jak w 87. minucie piłka oderwała się od nogi napastnika Legii i poleciała wprost na nogi Santany? On nie tylko ją przejął, ale od razu ruszył w kontrę i tylko sędzia uznał faul na nim samym, bo przeciwnik nie umiał się zatrzymać. To był moment, w którym reszta drużyny Piasta zaczęła wreszcie biegać — ale to on pierwszy ruszył, on pierwszy zagroził. A teraz powiedzcie mi: ilu zawodników w tej drużynie potrafiłoby zrobić to samo w 87. minucie meczu, kiedy wynik jest już przecież przesądzony? Ilu by pomyślało: "Ej, a może jeszcze raz spróbować, choć i tak przegramy"? Albo weźmy Dźwigałę — i jego te 82% celnych podań, które wszyscy tak chwalą. Ale wiecie, co jest w tym najbardziej zabawne? W meczu z Rakowem, tym, który skończył się 2:1 dla nich, on miał aż 14 podań *w jednym kwadrancie boiska*, z czego aż 11 trafiło do rąk kolegów. Tylko że większość z nich lądowała u obrońców Piasta, którzy od razu tracili piłkę, bo nikt nie umiał z nią zrobić nic sensownego. No i co z tego, że on ją oddał, skoro reszta nie umiała jej utrzymać? To tak, jakbyśmy mieli kogoś, kto potrafi wyprodukować najlepsze jabłka w okolicy, ale nikt nie umie ich sprzedać ani zjeść. A Milewski? Ten facet biega jakby go gonił diabeł, to prawda — ale wiecie, dlaczego on biega? Bo kiedyś, w meczu z Wisłą Płock, on wbiegł zza pleców obrońcy i dograł piłkę do napastnika, który strzelił gola. I od tamtej pory wszyscy kibice Gliwic czekają na powtórkę z rozrywki. Tylko że reszta drużyny myśli, że wystarczy, że on wbiegnie — a nie rozumie, że to nie jest sprint na 100 metrów, tylko gra w szachy. On potrzebuje kogoś, kto będzie w stanie wykorzystać tę sytuację, a nie ktoś, kto w momencie, gdy piłka leci do niego, zaczyna rozglądać się za kimś, komu mógłby ją podać.
Piast Gliwice stadion
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
AG AgaKibicka Nowicjusz · 311 postów 14.08.2026 17:11
no ależ ja tam pamiętam czasy, kiedy mieliśmy w drużynie chłopaków, co potrafili więcej niż tylko biegać i kopnąć — a do tego mieli charakter jakby ich nic nie mogło złamać, choćby nie wiem jakie by były burdelki na boisku. był taki jeden w mojej młodzieńcówce w częstochowiance, niejaki **jerzy brzęczek**, lewy obrońca, który miał w sobie tyle zapału, że jak on wbiegał na skrzydło, to przeciwnikom nogi same się plątały. facet nie strzelał goli tygodniami, ale jak już któreś strzelił, to była to bramka godna medalu olimpijskiego. i wiecie co? nikt mu nie dawał żadnych statystyk xG ani udziałów w akcjach — on po prostu *robił swoje*, a drużyna szła za nim. teraz patrzę na te cztery zwycięstwa Piasta gliwickiego i myślę: no dobra, czterej faceci walczą, ale reszta to chyba naprawdę nie ogarnia, co to znaczy grać zespołowo. ja bym tu jednak postawił na **dźwigałę** — nie dlatego, że ma 82% celnych podań, ale dlatego, że on swoją postawą wymusza na przeciwniku, by się z nim liczył. facet gra jakby miał w głowie godzinę policyjną zegara — każda jego akcja to ruch taktyczny, a nie chaotyczne kopnięcie. i co z tego, że reszta zaniedbuje obowiązki? on swoje robi, a reszta niech się weźmie w garść. ale z drugiej strony — no nie no, widziałem gorsze rzecdy... pamiętam jeszcze ten mecz z katowickim górnikiem w osiemdziesiątym drugim, kiedy mieliśmy drużynę, co to na papierze wyglądała jak lista zakupowa do spożywczaka, a jednak potrafiliśmy pokonać każdego, kto się na nas odważył. tam nie było żadnego "supermena", tylko ludzie, którzy walczyli razem, a nie każdy dla siebie. dziś natomiast mamy sytuację, że czterej się starają, a reszta siedzi jak na ławce rezerwowych i patrzy na nich zza siatki. aż strach pomyśleć, co by było, gdyby któryś z tych czterech zachorował albo dostał kontuzji — czy naprawdę nie ma nikogo, kto mógłby go zastąpić? a tak swoją drogą — to pytanie, kto w Piast gliwicki jest lepszy, to trochę jak pytanie, kto w moim warsztacie samochodowym jest najlepszym mechanikiem — niby wszyscy coś tam robią, ale jak przyjdzie co do czego, to i tak naprawa idzie wolno i kiepsko. czterema punktami nie zbuduje się solidnego dorobku, a cztery zwycięstwa to jak cztery krople w morzu porażek. ale... ale niech no ktoś spróbuje powiedzieć, że dźwigała nie zasługuje na największy plus za te swoje starania — bo ja go tam widzę zawsze na pierwszej linii, choćby reszta drużyny nie umiała przełknąć nawet jednej akcji bez zagubienia piłki.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
MA MateuszUltras Nowicjusz · 413 postów 14.08.2026 17:21
Dobra, to co tu widzę, to tak naprawdę stary problem polskiej ligi – kiedy drużyna leci na dno, zawsze znajdzie się kilku facetów, którzy walczą, bo inni już dawno się poddali. Tyle że w Gliwicach ten problem przybrał groteskowy wymiar, bo mamy do czynienia z sytuacją, w której czterej chłopaki robią tyle, że reszta drużyny mogłaby sobie oszczędzić numerki. Ale spójrzcie na to przez pryzmat meczu, który znam z własnej praktyki – nie z ekstraklasy, tylko z trzeciej ligi, kiedy jeszcze grałem w rezerwach Garbarni. Tam mieliśmy napastnika, który w dwunastu meczach sezonu strzelił jeden gol, za to w każdym meczu dawał się znaleźć w co najmniej trzech akcjach, które kończyły się strzałem na bramkę, nawet jeśli ten strzał lądował w trybunach. Drużyna przegrała czternaście razy w sezonie, ale facet ten jeden gol był powtarzany w każdej relacji prasowej jak jakiś cud. Tyle że nikt nie pamiętał, że w tym jednym meczu, który *wygraliśmy*, ten napastnik nie zrobił nic poza bieganiem w kółko. W Piastach mamy dokładnie tę samą pułapkę. Pewnie, Dźwigała swoją dyscypliną wymusza błędy przeciwnika – to fakt, który wszyscy zauważają. Tyle że jego intercepcje i celne podania to jak dobry seks – fajnie się o tym gada, ale jak nie ma kogoś, kto by umiał to wykorzystać, to cały wysiłek idzie na marne. W Gliwicach to wygląda tak: on dostarcza piłkę, obrońcy Piasta nie potrafią jej przyjąć, przeciwnik odzyskuje ją i idzie na naszą bramkę. I to nie jest żaden uogólniony scenariusz – to dokładnie to, co widzimy w większości porażek. Santana natomiast to klasyczny przykład zawodnika, którego statystyki pressingu są jak zachwyt kibica nad "dobrym dopingiem" – no bo faktycznie biega, ale jak nie ma nikogo, kto by mu pomógł przyciąć podania, to jego wysiłek zamienia się w pusty ruch. Pamiętam taki mecz w Wiśle Płock z zeszłego roku, gdzie nasz zespół miał 68% posiadania, ale 0 celnych strzałów. Drużyna przeciwnika nie miała nic z gry, ale uderzyli raz z dystansu i gola. Zupełnie jak w Piastach – te cztery zwycięstwa to albo szczęście, albo momenty, kiedy przeciwnik po prostu nie umiał trafić podanego mu prezentu. I tu dochodzimy do sedna: w tej drużynie nie chodzi o to, kto ma najlepsze statystyki, tylko o to, kto jest w stanie *zmienić* grę. Milewski może generować akcje, Krasić może dyrygować zespołem, ale jak reszta nie umie sprostać ich oczekiwaniom, to ich wkład jest jak dobry koncert dla pustej sali – nikt tego nie słyszy. W Gliwicach mamy czterech facetów, którzy starają się grać w XXI wieku, ale reszta drużyny ciągle działa tak, jakbyśmy byli w latach 90. – bez planu, bez odpowiedzialności, tylko z nadzieją, że może tym razem coś wyjdzie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
WO WojtekRakow Nowicjusz · 362 postów 14.08.2026 20:52
kurwa, ależ tych czterech facetów to faktycznie jak stara gwardia przy starym komisie w wagonie — jeden trzyma straż, drugi piszczy na nierównościach, trzeci krzyczy na konduktora, a czwarty marudzi, że niedługo koniec świata, ale jak dojedziecie do końca, to i tak nikt nie pamięta, kto tam był i co robił. ja tam kiedyś woziłem ciężarówkę z krakowa do gliwic, nie raz, nie dwa, tylko tyle, że za każdym razem jak mijałem stadion przy ul. Roosevelta, to myślałem sobie: no i co, chłopaki, macie jeszcze serce w bucie czy już dawno rozeszło się po mieście na trybuny? bo widziałem gorsze rzeczy, naprawdę — w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy w ekstraklasie drużyna, co to na papierze to była jakby lista zakupowa do biedronki: Stachura, Wichniarek, Trzeciak, a wygrywała 4:0 z obrońcami ligi, bo mieli coś, czego dziś brakuje piastowi — mentalność, że jak się przegrywa, to przegrywa się z godnością, a nie z taką miną, jakby się właśnie przegrało dług do hazardzisty. ale wróćmy do tej czwórki — no dobra, Dźwigała to jednak jest ten, co stoi w ogniu, tylko że ogniem tym nie ogrzewa się kibiców, tylko pieką się im stopy, bo facet tak podaje, że przeciwnik myśli, że ma już gola w kieszeni. pamiętam faceta ze starej bytomskiej kopalni, był taki operator ładowarki, co to nie tyle jeździł, ile szedł naprzód i wciskał się wszędzie, gdzie nie powinien — wszyscy mówili, że to szaleniec, a on mówił: "jak się boisz, to nie wsiadaj do maszyny". no i Dźwigała jest właśnie taki — wsiada do maszyny zwanej obroną i nie pozwala nikomu się zbliżyć. tylko że... no cóż, ja wiem, jak wygląda prawdziwy zespół — byliśmy kiedyś z kumplami na meczu w częstochowie, stary stadion przy ul. Dąbrowskiego, tłum się uginał od gorąca, a myśmy grali z krakowską kadrą rezerw. jeden z naszych, stary lwowiak z piórkiem w dłoni i butami na nogach, tak się zapamiętał, że do samego końca myślał, że on jest na meczu reprezentacji. facet miał cztery punkty w tabeli na koniec sezonu, ale w pamięci kibiców został na zawsze, bo umiał grać w złości. dziś w Piast gliwickim mamy czterech, którzy walczą, ale reszta to chyba nawet nie wie, że gra się w piłkę, tylko wberze jakiś festiwal niezdarności na murawie. więc zgadzam się z tymi, co mówią o Dźwigały — facet jest lepszy niż połowa drużyny, bo on przynajmniej ma pojęcie, co to znaczy grać w obronie, a nie tylko stać i patrzeć, jak przeciwnik idzie do bramki. ale jak ktoś pyta mnie, kto wgliwicach jest najlepszy, to ja zawsze powtarzam: najlepszy byłby ten, kto potrafiłby sprawić, że cała drużyna wreszcie zacznie grać jak zespół, a nie jak banda ochotników na szkolnym boisku. czterema punktami nie da się wygrać ligi, ale czterema punktami nie da się też przegrać — chyba że stracisz czternaście razy z rzędu, a potem jeszcze dogrywkę do dogrywki.
Odpowiedz Cytuj
PI Piast88 Nowicjusz · 227 postów 14.08.2026 21:10
a no tak, mam wrażenie jakby ktoś rozłożył przed nami tę sypialnię Piasta gliwickiego po nocy pełnej jęków i westchnień, a teraz mówi: "patrzcie, to tu leżą najlepsi chłopacy". no bo ci czterej — Milewski, Dźwigała, Santana i ten czwarty, co to go wszyscy zapomnieli wymienić przy statystykach — to faktycznie jakby mieli nałożony na siebie order za odwagę. tyle że w piłce nie chodzi o to, kto najodważniejszy, tylko kto potrafi całą drużynę postawić na nogi, a nie tylko samemu się wypruć. pamiętam jeszcze czasy, kiedy jeździłem z kumplami autostopem do zagłębia, stary peugeot 504 z silnikiem, co to gasł na każdym wzniesieniu, ale jak już dojechaliśmy, to wszyscy kibice zagłębia nas kochali jak rodzonych synów. facet za kierownicą był taki, co to nigdy nie wiedział, gdzie jest druga klasa, ale jak wsiadał, to wszyscy wiedzieli, że dojedzie się choćby na resztkach pary. no i co z tego, że dotarliśmy? zajechaliśmy pod stadion jakieś dwie godziny po meczu, bo wolniej jechać nie umieliśmy. więc pytanie jest proste: kogo byście wybrali, gdyby te cztery zwycięstwa Piasta były jak cztery krople wody, a my mieliście wyłowić jednego, który ma największy wpływ na to, że ta woda w ogóle dotarła do celu? ja bym postawił na Dźwigałę — nie dlatego, że on ma osiemdziesiąt i coś tam procent celnych podań, tylko dlatego, że on swoją grą zmusza przeciwnika do popełniania błędów, a to w tej drużynie to prawdziwa rzadkość. facet gra jakby miał w kieszeni zegarek, co tyka zawsze wtedy, kiedy przeciwnik myśli, że czas na niego nie działa. a teraz serio — głosujcie, kto z tej czwórki zasługuje na palmę pierwszeństwa. tylko niech to będzie uczciwe, bo to nie jest konkurs na najsympatyczniejszego klowna w cyrku, tylko na tego, kto naprawdę swoją postawą zmienia ten bajzel w Gliwicach.
Piast Gliwice moment gry
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.