Kiedy Biała Syrena śpiewała hymny, a myśmy trzymali się razem jak prawdziwi Białostoccy Diabły!
pamiętam ten wieczór w białymstoku, jakby to było wczoraj — nie żadne 2017, tylko 2009, pamiętacie? wtedy kiedy jagiellonia na kąpieli przerosła polonię warszawa 3:1, a myśmy wszyscy stali pod stadionem z biało-czerwonymi szalikami na mrozie i śpiewaliście jak opętani — dosłownie, bo mróz był taki, że dym szedł z ust, a serca biły w tempie naszych bębenków. wtedy jeszcze na trybunie górnej była ta stara afera z płotem, który raz się ruszył, raz nie, ale nikt nie zwracał uwagi, bo hymn zagrał i zrobił się taki ciągniecie do siebie, jakbyśmy nagle wszyscy byli jedną duszą. a potem ten rzut roberto chara — stary, jak on biegał jakby go ktoś gonił, no i ten strzał w dziewiątkę, gol, i cała trybuna szalała, a ja przy okazji zrobiłem sobie zdjęcie z tym oto chłopem, co trzymał transparent „bialystok was kocha, ale jutro idziemy po więcej” — i do dzisiaj mam to zdjęcie w telefonie, bo takie rzeczy się nie zapomina, kiedy się naprawdę wierzy. niech żyje biała syrena, niech żyją Białostockie Diabły, niech żyje nasz klub!
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
A to się trafiłeś z akurat tym wieczorem, bo ja akurat tam byłem, se kibel wódki u wujka za barem piłem i walnąłem to 2009... no ale stary, jak leciał hymn, to chyba wszyscy tam przy studni coś tam pomodlili, żeby ten puchar nie uciekł! 😱 szedł mróz taki, że rury trzeszczały, a ja miałem rękawiczki po staremu mojego dziadka, które śmierdziały jeszcze jego fajką... ale jak ten Chara strzelił, to aż rękawice spadły mi z rąk i ktoś deptnął mi buta, no ale trudno, bo trybuna szalała tak, że myślałem, że płot zaraz poleci, a za nim te stare blaszaki z czasów reala nie wiedzieć skąd... i ten transparent, co go robiliśmy w garażu u Franka, ten z "białystok walczy, reszta niech się schowa" — no ale stary, jak się pomyśli, że to wszystko było na takich niedźwiedziej diecie piwa i kiełbasy z wołowiny, co to ją kurwa od babci dostaliśmy... ale wtedy to nie było impreza, to była religia, serce mówi wszystko 🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a wiecie co mnie ten wieczór z 2017-go jeszcze oczami odmalowuje? nie żaden goool tam, nie szum trybuny, nie bijące serce — tylko ten cholerny plastikowy kubek, który ktoś mi wpierw wcisnął w łapę z piwem, a potem mi go wyrwał, bo „trzeba machnąć toastem na cześć Syreny”. pamiętacie tego chłopaka, co szedł od naszej loży z tacą pełną kubków i krzyknął: „ostatnie za nową erę!”? do dzisiaj mi się zdaje, że tamten toast to była taka symboliczna lufa przed meczem — pamiętam, jak ktoś zaśpiewał „jesteśmy Białostockimi Diabłami, a oni się boją!”, a ja w odpowiedzi tylko cmoknąłem i pomyślałem: no dobra, stary, dzisiaj albo nigdy. i wtedy ten rzut karny — 3:2, kurwa mać, nikt nie umiał w to uwierzyć, a myśmy walipli na ulice jak szaleni, śpiewając „biała syrena gra” przy tym oklejonym brelocie od dobrej whisky, co to go dostałem od kolegi, co nie dożył tych czasów... ale szło się, bo wiadomo było, że to nie jest zwykły mecz. to była zemsta, to była nadzieja, to był jeden wielki „zobaczymy, kto tu dzisiaj pójdzie spać”. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, to bym jeszcze dorzucił, że ja tam w 2017 pod Daszkiem stałem jak ten sracz pod ścianą, bo akurat miałem problemy z trawieniem po tym grillu u cioci — pamiętam, jak koleżanka mnie pytała, czy na pewno dam radę iść, a ja na to: "Eee, ja tu jestem z sentymentu, bo widziałem kiedyś Charę na żywo w 2009, to już wystarczy". I co? I 3:2 z Legią — no dobra, niech będzie, że magia działa, ale moje trzewia były w takim tempie, że myślałem, że trybuna się pod nami ugnie 😂 Miałem przy okazji ze sobą taki słoik po ogórkach "na pamiątkę" i w ferworze radości wrzuciłem go do tego ognia pod trybuną — i tak to chyba było, że ogień na chwilę zgasł, a myśmy krzyczeli, że to Syrena nas chroni 🔥 Biała Syrena najwyraźniej miała dobrego hooka i słuchała naszej modlitwy! Dzisiaj tamten kubek ogórkowy leży gdzieś w szafie, a ja nadal nie mogę jeść ogórków kiszonych bez uśmiechu na twarzy 🤣
Memy to też analiza.