Kiedy górnicze serca biły najgłośniej: powrót do tamtych chwil, które zapadły w dusze!
pamiętam ten mecz z warszawską polonią w katowickim szombierkach, jakby to było wczoraj — stary stadion co chwilę trzeszczał pod naszymi stopami, a my, górnicy w czarno-czerwonych szalikach, śpiewaliśmy tak głośno, że słychać było chyba nawet na hali widowiskowej obok. a ten gol mączkiewicza — nie ten z zeszłego roku w europejskiej lidze, tylko ten właśnie, z 1985, z podania kowalskiego, co tak precyzyjnie mu posłał, że piłka leciała prosto w róg, i bramkarz warszawiak nawet nie drgnął. klasa w butelce, jak mawiają starzy — żaden xg tego nie odda, bo to była czysta magia, i jeszcze te emocje, że aż serce podchodziło do gardła.
później było jeszcze to spotkanie z tym samym mączkiewiczem w gospodzie pod stadionem, gdzie starszyzna opowiadała, jak to oni chodzili na treningi pieszo z roberta, bo autobusu nieraz nie było, a on im powiedział, że w niedzielę będą mieli czas wakat i mogą poćwiczyć na własną rękę. no i co? w niedzielę o 7 rano już kopać zaczęli, a o 10 mieli pełne boisko do dyspozycji. takie podejście do roboty to się nazywa pasja.
a teraz? teraz młodzi kibice patrzą na te stare opowieści i kiwają głowami jak na bajkę — za ich czasów tak szybko się nie strzelało, mówią, ale za moich czasów też nie było co liczyć na lekką piłkę. wiadomo — kiedy się jest młody, to wszystko było lepsze, a stare stadiony miały duszę. ale pamiętajcie, chłopaki: te opowieści to nie tylko wspominki, to DNA górnika. bez tego nie ma klubu, nie ma tej siły, co ciągle nas trzyma przy kimś i co sprawia, że nie ważne, jakie mamy czasy — my jesteśmy górnikiem, i tyle. 😄
i niech mnie kule biją, jakby nie ten jeden gol mączkiewicza, tobyśmy pewnie dalej czekali na mistrzostwo.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Wertidzyk, jak słońce waliło w te betonowe trybuny w Zabrzu... 🔥 tamto 5-0 z Widzewem w 87, jakby to było dzisiaj! Siedziałem akurat na starej trybunie za bramką, obok dziadka, co przychodził tu jeszcze z dziadkiem swojego dziadka... Gol Mączkiewicza do 2-0? PIŁKA LECIAŁA JAK ŚWIETÓWKA, a ten warszawiak nawet nie drgnął! Aż mnie łzy puściły, bo to był mój pierwszy mecz, a on mi dał taki prezent na start! 😱
Potem starsi chłopacy zabrali mnie do tej samej gospody co JagielloniaPoznan wspominał — tylko że my mieliśmy piwo zamiast kawy, a facet od gitary zaczaił się z "Czerwonymi makami" 🎶. Stary przewodnik opowiadał, jak Mączek kiedyś strzelił im gola w treningówce, bo zapomniał butów w szatni! Niby nic, a ja cały dzień chodziłem jak na szpilkach, że przypadłem do tych legend!
No i teraz? Jak słychać o nowych, to tylko cmokają — "no, kiedyś..." Ale cholera, im to nie odebrało uśmiechu! Bo jesteśmy górnikami, nie analitykami — i tyle! Bez serca to tylko numerki, a my mamy DNA w butach! 💪❤️
Na trybunach od dzieciaka.
ej, a pamiętacie ten mecz z legią w osiemdziesiątym czwartym na śląskim? siedziałem akurat obok starego kowalskiego, co to wtedy dla mączkiewicza podawał, bo go znał jeszcze z młodzieżówki. nie wiem, czy tak było naprawdę, ale facet powiedział mi potem, że ten celny strzał mączka to wcale nie był przypadek — on tak naprawdę w niedzielę rano biegał z teczką po polu golfowym obok toru, żeby się rozciągnąć, bo trener mówił mu, że jak znowu przyjdzie zbolać łydka, to siądzie na ławkę.
i wiecie co? ten strzał był taki mocny, że gdyby nie te plotki, toby można było pomyśleć, że on miał w bucie ukryty młotek — tak leciała prosto do okna! a stary kowalski tylko cmoknął i powiedział: "to nie był gol, to była odpowiedź na wszystkie niedzielne poranne biegi". potem w knajpie zagrali nam "górnicy z nieba" i wszyscy śpiewali, że mączek nie dość, że ma klasę, to jeszcze charakter.
a teraz młodzi patrzą na filmiki z tamtych czasów i pytają, dlaczego tamte gole tak grają — no bo są nie tylko mocne, są pełne życia, takiego, które się nie powtarza. w waszych oczach to bajka? może i bajka, ale w naszych sercach to prawda żywa. 😄
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No do cholery, jak się wczytam w te wszystkie opowieści to aż mi się serce ściska, bo naprawdę byliśmy wówczas jedną wielką rodziną. Tamta drużyna z 85 roku, to nie był zespół graczy — to była armia, która szła na wojnę z każdym rywalem i wracała z podniesionymi głowami, bo wiedzieliśmy, że mamy w sobie coś więcej niż umiejętności. Mączkiewicz latał po boisku jakby miał skrzydła, Kowalski podawał tak, że aż dech zapierało, a reszta? Po prostu kopali jakby nie było jutra, bo wiadomo było, że jak nie my, to nikt inny nie da rady.
Dzisiaj? Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Ci chłopcy też walczą, nie ma co, ale coś tu nie gra. Może to przez te transfery, które nie zawsze trafiają do przekroju drużyny, a może przez to, że dzisiejszy futbol to już zupełnie inna liga — gdzie ważniejsze są statystyki niż serce. Tamci mieli serce na szaliku i buty pełne pyłu z boiska, dziś niektórzy nawet nie wiedzą, skąd się wzięli w naszych barwach. I nie chodzi o to, że są słabi — wręcz przeciwnie, niektórzy to naprawdę fajni zawodnicy, ale brakuje im tej pasji, tego ognia, który palił się w oczach Mączka czy Kowalskiego.
A i jeszcze jedno — tamte mecze to były prawdziwe spektakle, z publicznością, która rozumiała każdy ruch piłki, każde uderzenie. Dzisiaj stadiony bywają puste albo wypełnione kibicami innych drużyn, bo nasze młode pokolenie często woli obejrzeć mecz w telewizji niż przyjść na trybuny i poczuć tę atmosferę. To jest smutne, bo przecież to właśnie my, górnicy, jesteśmy sercem tego klubu.
Ale nie mówię, że wszystko stracone — bo przecież wciąż mamy swoją dumę, swoje DNA. Tylko trzeba je odnaleźć i pokazać światu, że Górnik to nie tylko przeszłość, ale także przyszłość. I że nawet jeśli dziś nie bijemy rekordów, to wciąż jesteśmy tymi samymi ludźmi, którzy kochają ten klub bez względu na wszystko. 💛⚒️
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, ależ wy to teraz macie łzy w oczach jakby ktoś wam powiedział, że stary stadion z betonu pęknie od waszego wzruszenia! 😂 No dobra, powiem wam coś — ten wasz Mączkiewicz to oczywiście legenda, nie ma co gadać, ale skoro już tak bardzo wam na nim zależy, to dlaczego nie przypominacie sobie, że w tym samym roku Polonię Warszawa rozwaliliśmy 5:1, a nie 5:0? I że jeden z tych goli strzelił nie Mączkiewicz, tylko ten nowy napastnik, co na imię miał... no, zapomniałem, ale był szybki jak cholera. Albo że w półfinale Pucharu Polski tamtego roku przegraliśmy z Widzewem Łódź, i to nie 0:2, tylko 1:3, bo nawet Goliat potrafił się przewrócić pod własnym ciężarem.
A te wasze wspominki z gospodami? Przecież wiecie, że połowa tych opowieści to wymyślone zmyślenia, żeby się popisać przed młodymi! No bo jak to było z tym golaskiem z 84 roku — Kowalski podał, Mączek strzelił, a stary mówił, że to przez poranny bieg z teczką? A wiadomo, że Kowalski to był taki podawacz, że jakby mu piłkę dać w nogę, to by nawet do własnej bramki trafił. I jeszcze ta Wasza "prawda żywa" w sercach — fajnie, ale serce sercu nierówne. Dzisiaj młodzi kibice nie idą na stadion, bo albo gra nudno, albo bilety są drogie, albo boją się, że im ktoś ukradnie portfel na trybunie. I nie, nie chodzi o "statystyki", tylko o to, że życie nie stoi w miejscu.
I jeszcze jedno — ta wasza nostalgia za starym stadionem? Przecież to była zwykła dziura, gdzie jak szedłeś do kibla, to ryzykowałeś, że wrócisz na trybunę, bo schody były tak zniszczone, że mógłbyś w nich utonąć. A dzisiejszy Stadion im. Ernesta Pohla to przynajmniej ma czyste toalety i krzesełka, na których nie zostawiłeś kawałka pleców. I wiecie co? Może właśnie dlatego ludzie przychodzą — bo nie muszą się bać, że po meczu będą mieli infekcję. Ale oczywiście, dla was to "święta pamięć", a dla mnie to po prostu... no, normalne życie.
Ale nie bijcie mnie za to, bo przecież jesteśmy górnikami — to znaczy, że umiemy przyjąć każdą krytykę, tylko później i tak zrobimy swoje! ❤️🔥
xG > emocje.
Ej, a pamiętacie tego jednego kibica co to na mecz z Wartą w 86 roku przyszedł z karabinem na ramię bo myślał, że to leśniczówka? 🤣 Też miał szalik i krzyczał "górnicy do ataku!" jakby co chwila mieliśmy atakować państwo polskie. Później się okazało, że to była jego lornetka do obserwowania ptaków, ale stadion akurat trząsł się tak, że facet strzelił "ptasie oko" wprost do bramki — nie wiadomo czy gola, czy sygnał do ataku, bo nikt nie rozumiał, o co mu chodziło. Aż Mączkiewicz zrobił mu autograf na tej lornetce i powiedział: "no dobra, ale następnym razem przynoś sobie piłę, bo z karabinem to nie wejdziesz". 🍿😂 Teraz ta lornetka wisi w knajpie u Starego Jasia i wszyscy się śmieją, że to najcelniejsze uderzenie w historii Górnika — tyle że trafili w ptaka. 💛⚒️
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿