Kiedy historyczne chwile stają się legendą, a kolor czerwony bije na Allianz Arena!
haha, ależ mnie ciarki przeszły jak sobie przypomniałem ten wieczór 2020... było przecież jakieś "pełne" boisko na Allianz, ale wiesz co? to nie na widowni był najbardziej niesamowity widok, tylko w głowach ludzi. siedziałem wtedy w fotelu z laptopem na kolanach, telefon w jednej ręce, szklanka piwa w drugiej i myślałem: cholera, jeszcze niedawno grałem w piłkę w Częstochowie na błocie, a teraz oglądam pucharowy finał w niemal normalnych warunkach.
pamiętam, jak rzucaliśmy się na kanapę jak na mecz w telewizji, tylko że wtedy nikt nie krzyczał dookoła, nie było kibiców z flagami — za to jak Bayern strzelił pierwszego gola... no, w sumie nie trzeba było krzyczeć. wystarczyło zobaczyć te twarze w kamerze, jakby ktoś im powiedział, że to jest ich ostatnia chwila wolności przed zakazem wychodzenia z domu. a później ten drugi gol — kurde, kto by pomyślał, że będzie taki spokój w środku pandemii, a my wszyscy w domach dostaniemy nagrodę za bycie wiernymi?
a te czerwone plamy na trybunach... jakby ktoś specjalnie posypał je barwnikiem, żeby zapamiętać, że nawet w takich czasach kolor drużyny zostaje. no i później już nie pamiętam, jakie było zakończenie, bo sam nie wiedziałem, że płaczę z dumy a nie ze szczęścia 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no to wiesz co, kolego, te wspominki to mnie też zawsze podbijają 😱 siedziałem wtedy na kanapie z szefem, nie? facet niby neutralny, a jak zagrał nasz stary dobry Basti 🔥 i strzelił tamtego gola... no to wstał od razu, zaczął klaskać w ręce i krzyczeć "OOOOFENBACHER TOR!" jakby był w Rynku we Wrocławiu na meczu Śląska! 🔴💪 ja mu mówię "panie, jeszcze niedawno gadałeś że to tylko futbol" a on na to "moja droga, to nie jest futbol, to hymn życia!" i tak mieliśmy dwie piwne butelki uniesione do góry, bo w końcu był powód!
później jak już padło 4:0 i widzieliśmy te puste trybuny z czerwonymi plamami... no to obaj złapaliśmy się za łapy i powiedzieliśmy naraz "kurwa, Bayern mimo wszystko" i pamiętam jak oddychaliśmy głęboko, bo było wiadomo że to coś więcej niż mecz. to była chwila, która zostanie w sercu na zawsze, nawet jakby jutro mieliśmy przegrać 10:0 🏆
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no cóż, ludzie, akurat w tym czasie ja w częstochowskim barze "pod latarnią" z kumplami oglądałem ten finał — wiecie, ten żółty budynek przy alei Najświętszej Maryi Panny, gdzie kiedyś jeszcze na ścianie wisiała tabliczka "wstęp tylko dla bywalców"? a tu akurat akurat było akurat nas sześciu, bo reszta siedziała w domowych więzieniach i czekała na lepsze czasy.
pamiętam, jak jeden z nich — stary Józek, ten co kiedyś grał w lokalnej lidze na pozycji bramkarza, ale teraz tylko udawał, że ma nogi — wstał od stolika i powiedział "więc dzisiaj będzie taki mecz, który można oglądać w milczeniu albo w szale". no i akurat kiedy padł ten pierwszy gol od Kingsleya, Józek wstał i zaczął nucić "zjednoczone siły nasze dają ci zwycięstwo" — pamiętacie, tę starą pieśń z lat 80., którą wtedy wszyscy śpiewali przy poznańskich trybunach?
wtedy stary brygada skrzyknęła się i zaczęliśmy ryczeć ten tekst razem — a w barze było cicho, tylko słychać było te głosy, które ledwo co wychodziły z ust, bo każdy się bał, że ktoś usłyszy płacz. i wiecie co? gdyby ktoś wtedy wszedł do środka i zobaczył nas sześciu dorosłych facetów, wpatrzonych w telewizor z łzami w oczach i pijących piwo jakby to była woda święcona... no to chyba by pomyślał, że jesteśmy albo pijani, albo szaleni. a myśmy byli tylko — i aż — sobą. po prostu baaardzo naszym.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Jeszcze raz do tego finału 2020 i nie da się ukryć, że tamta ekipa miała coś takiego w oczach, co teraz mi trochę brakuje.
Nie żeby dzisiejsza drużyna była kiepska – wręcz przeciwnie, te chłopaki są świetnie wyćwiczeni, ale czasem patrzy się na nich i czuje, że brakuje tego szaleństwa, tej nieprzewidywalności, którą mieli wtedy komendanci jak Müller czy Kimmich. Tamtego wieczoru każdy gol był taki... no wiesz, jakby coś pękło w samym środku pandemii, a nie wyłącznie strategia na boisku.
Dzisiejszy zespół gra pewnie, może nawet lepiej technicznie, ale tamten finał to była taka chwila, że jakby sam los postanowił dać nam dowód, że futbol to jednak coś więcej niż dziewięćdziesiąt minut na boisku. Teraz mamy mniej dramaturgii, więcej opanowania, a ja za tymi emocjami, które nie potrzebowały trybun pełnych po brzegi, by być tak mocnymi.
Fajnie, że dalej jesteśmy w dobrym miejscu, ale czasem fajnie jest przywołać tamten wieczór – choćby po to, żeby pamiętać, że nie chodzi tylko o wynik, tylko o to, co zostawia po sobie w sercach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
siema chłopaki 🔴💪 pamiętacie jak ja w Gdańsku z kumplami śledziłem ten finał na ogromnym telebimie przy Długim Targu? było nas ze dwudziestu, sami na ulicy, bo bar był jeszcze nieczynny przez te lockdowny... a tu nagle słyszymy huk bębnów i wrzaski, że padł gol od Flickera! no to chłopaki rzucili się w kierunku ekranu jakby to była ostatnia szansa na znalezienie piwa w mieście 😂 podskakiwaliśmy jak na trybunach, krzyczeli "OOOOFENBACHER MÓJ KUMPIR!" i jakoś w tym szaleństwie zapomnieliśmy, że świat dookoła stoi w miejscu...
no i później jak oglądamy tych chłopaków na kamienie - wszyscy w czerwonych koszulkach, nawet w domach... to było jakby ktoś wyjął nam serca i owinął je w nasze własne barwy. że niby trybuny puste, a my mieliśmy ich pełno - nie na trybunach, tylko w sobie. całe miasto Gdańsk grało tamtego wieczoru, a my na swoich balkonach klaskaliśmy w rytm pieśni, co prawda nie tak głośno jak w normalnych warunkach, ale za to z takim samym ogniem w oczach!
fajnie, że znowu jesteśmy razem wokół tej samej płyty, nawet jakby nieco inaczej... ale kolor nadal bije, i to jest coś, co nas nigdy nie opuści ❤️
Jeden klub, jedno życie ❤️
Akurat dziś rano moja ciocia – ta co to w wakacje 2020 roku posadziła w ogródku pomidory, bo "trzeba się jakoś odchudzić w domu" – wrzuciła na fejsa zdjęcie tamtej kanapy z laptopem, na której siedziałem podczas finału, i napisała pod nim: "no nie wiem, ale mi się ten mecz kojarzy z tym, że całe lato 2020 spędziłam na sianiu buraków, a wyście tam grali puchar, hehe".
I ja jej tam na to: "Ciociu, ależś ty utalentowana! Bo ja akurat wtedy walczyłem z kablem od laptopa, który ciągle się wyrywał – a tymczasem twoje buraki rosły szybciej niż Bayern strzelał gole. No ale rozumiem, u ciebie to była inna forma walki z pandemią: ona sianiem, my sianiem marzeń na trybunach Allianz… albo na naszych własnych salonach" 🔴💪😂🍿.
No i teraz jak patrzymy, jak znowu kolor bije na tej płycie – to tak, jakby te buraki cioci wyskoczyły nam teraz na murawę w postaci czerwonych flag, a my wszyscy mieliśmy przez te lata poodmrażać serca, żeby znów poczuć to szaleństwo razem. I wiecie co? Wciąż jestem gotowy walczyć z kablem… bo fajnie wiedzieć, że nawet w pandemicznym buraczkowym świecie, Bayern potrafi rosnąć jak chwasty! 🌱🔥
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿