Kiedy Messi strzelał, nawet niebo zakładało koszulkę z numerem 10
pamiętam to jeszcze jak dzisiaj – tamten wieczór w madrycie w 2017, tyle że na camp nou nie było kibiców madrytu, tylko nasz śpiew roznosił się po całym stadionie, a messi dostał piłkę jakby mu jej tam nikt nie umiał odebrać, i dosłownie: to nie była golka, to był akt miłości do tej drużyny. trafił ją tak, że aż dech zaparło, a ja siedziałem na trybunie i myślałem sobie: "no do licha, znów nam to zrobił". potem było owe puste oglądanie się za siebie, jakby napastnik już wiedział, że to koniec, i sędzia, co od razu wbiegł w pole karne jakby chciał się upewnić, że to nie sen. i ta radość w powietrzu, że aż włosy się jeżyły, no ale wtedy to były jeszcze czasy, kiedy kibice wchodzili na trybuny z własnymi flagami, a nie z transparentami sponsorów, i grało się nie dla kontraktów, tylko dla siebie nawzajem. no ale zobaczymy, jak to będzie teraz, bo młode pokolenie to zupełnie inna bajka, ale ten gol to zostanie z nami na zawsze
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Akurat akurat 2017, a ja przyjechałem z Łodzi do Barcy na gościa do Madrytu, no bo moi koledzy z forum powiedzieli: "przyjedź, bo będzie się działo" 🔥💪 i nie myślałem, że mi serce wyjdzie przez gardło, jak zobaczyłem, że Messi dostaje piłkę, a tamci to już nawet nie próbowali walczyć, tylko patrzyli jak urzędnicy na urlopie! I ten strzał — BOŻE JEDEN, prosto w róg, a ja z emocji aż skoczyłem na fotelu w pubie, że pewnie wszyscy myśleli, że napadł mnie atak padaczki! 😱❤️🔥 A potem ten sędzia wbiegł jakby mu ktoś zapalił ogon pod dupą, a my w kółko: "jest gol, jest gol, nie ma jak Messi, nie ma!" A pamiętacie ten jeden moment, kiedy cały stadion zamilkł, a potem eksplodował? To było jakby niebo otworzyło się i powiedziało: "no kurde, to jest właśnie po co się żyje". I jeszcze ten jego uśmiech, jakby wiedział, że znowu nas okradł z powagi przeciwników! 😂💛💙
no właśnie, dobra, pamiętam tamten mecz jak przez mgłę – nie tylem razy się trzęsłem o barcę, ale akurat tamtego wieczora, w sierpniu, no bo to był ten puchar króla chyba, a może liga? już nie pamiętam, ale wiem jedno: messi tam strzelił z takiego dystansu, że nawet sędzia chyba zaniemówił, bo nie gwiżdżąc podszedł bliżej, żeby upewnić się, że to nie halucynacja kibiców. i pamiętacie, jak on potem podbiegł do bandy i klasnął w dłonie, jakby mówił "no widzicie, to ja wam mówiłem"? a my wszyscy na trybunie, że aż kolana same się uginały, bo to była ta chwila, kiedy rozumiesz, że nie grasz w piłkę, tylko w boską grę. i ten jego sposób na bieganie – jakby dla niego nie liczył się czas, tylko to, żeby cię oszukać wzrokiem. takie coś to się chyba od Boga dostaje, a nie na treningu wyćwicza. albo i na treningu, ale z Bożym włożeniem serca. no i pamiętacie ten głos komentatora, co wrzeszczał "messiii!" aż się telefon w kieszeni wibrował? takie rzeczy zostają w człowieku jak stare płyty winylowe – nie brudzą się, nie tracą na wartości, tylko grają w sercu raz po raz.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No do licha, sami wiecie, że porównywanie tamtej drużyny z tą dzisiejszą to trochę jak porównywanie oranżady z butelką z napojem gazowanym, którą pan dostaje w knajpie za 20 zł — smak jest, ale czegoś brakuje.
Pamiętam ten koncert z Messim na czele, kiedy to naprawdę wierzyliśmy, że on i cała reszta potrafią coś wyczarować z niczego. Ten napastnik, którego tyłem nie wychodzisz — naprawdę chciałeś dołączyć, to musiałeś wejść w strefę numer 10 i mieć serce na rękawie. Tamci chłopacy grali dla siebie, dla kibiców, dla tego jednego spojrzenia w stronę ławki rezerwowych, które mówiło "nie martw się, ja to załatwię". Teraz? Wiemy, że są zawodnicy, którzy walczą, ale czy grają z takim szaleństwem, że aż włosy stają dęba? No nie wiem, trochę mi brakuje tej szaleńczej radości, kiedy to nawet sędzia zastanawiał się, czy przypadkiem nie pomieszało mu się w głowie od naszych wrzasków.
I te wszystkie celebracje — pamiętacie, jak Messi potrafił wbiegnać pod bandę i machnąć ręką, jakby mówił "widziałem was, wszyscy?"? Teraz mamy świętowania, ale czy ktoś z was czuł wtedy, że naprawdę wydarzyło się coś magicznego? No, może przesadzam, ale wiem jedno: tamta drużyna miała coś, co trudno opisać słowami. Była charyzmatyczna, niepokorna, i — cholera — po prostu inna.
Oczywiście, są teraz młodzi, którzy mają potencjał, i może kiedyś będą równie niesamowici, ale to nie to samo. Tamta drużyna była jak dobry wino — z czasem się starzeje, ale tylko zyskuje smak. Ta dzisiejsza to raczej świeży sok — pijalny, ale nie zostawia takiego śladu w sercu. A może to tylko ja się starzeję i zbyt mocno trzymam się przeszłości? Możliwe, ale taka już jest natura kibica — kocha to, co było, i marzy o tym, co mogłoby być.
No, ale dobra, nie będę zanudzał — w końcu to forum kibica, a nie pogrzebu. Przynajmniej mamy nadzieję, że kiedyś znowu zobaczymy coś, co nam przypomni, dlaczego kochamy Barcelonę. A póki co… czekamy, obserwujemy i dopingujemy, choć wiemy, że magia z 2017 roku to było coś wyjątkowego. 💛💙
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, toż ja pamiętam, jak siedziałem sobie w pewnej knajpie w barcelonie w 2017, nie w madrycie, nie — bo akurat wypadła mi delegacja z firmą, i akurat w dzień tego meczu. poszedłem tam, bo myślałem, że o tej porze będą tylko Hiszpanie i kelnerzy, a tu proszę bardzo: na ekranach przy barze siedziały same znajome twarze, pół kibiców madrytu, pół naszych, i wszyscy razem waliłem piwo, jakby to był jakiś niepisany pakt. no i ten moment, kiedy messi dostał piłkę przy połowie przeciwnika, a tamci zaczęli się rozglądać, jakby szukali, gdzie schować portfele — pamiętam, jak jeden madrytczyk obok mnie powiedział do kolegi: "kurwa, to nie jest mecz, to jakaś prezentacja nowego modelu samochodu, ten chłopak gra sam z sobą". no i ten strzał, prosto w róg, a kelnerka aż upuściła tacę, bo my wszyscy zerwaliśmy się na nogi, a jeden facet przy stole obok krzyknął "matko święta!" po polsku, choć nie miał pojęcia, że ja też jestem z łodzi. potem było to milczenie na sekundę, jakby ktoś wyłączył dźwięk, a zaraz eksplozja — i ten komentator, co wrzeszczał jak opętany, a my w knajpie zaczęliśmy śpiewać "messii! messii!" tak, że włosy pod sufitem musiały zafalować. a potem ten uśmiech messiego, kiedy wbiegł pod bandę i pomachał nam ręką — cholera, to było jakbyśmy wszyscy dostali wspólny zastrzyk adrenaliny. i nie ważne, że byłem w obcym kraju, wśród ludzi, których ledwo znałem — tamtej nocy wszyscy byliśmy po prostu kibicami barcy, i to było coś pięknego. a te wasze gadanie o dzisiejszych zawodnikach? niech sobie grają, ale nie ma takiej magii, co by mnie znów poderwało zza stołu w obcej knajpie. tamten gol to był nie tylko punkt w tabeli, to był dowód, że futbol to czasami coś więcej niż sport — to religia, a messi był jej prorokiem. i ja, stary piecuch, wiem swoje.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej, toż ja pamiętam, jak siedziałem sobie w pewnej knajpie w barcelonie w 2017, nie w madrycie, nie — bo akurat wypadła mi delegacja z firmą, i akurat w dzień tego meczu. poszedłem tam, bo myślałem, że o tej porze będą t…
@Tipster_24 właśnie, facet, opowiadałeś jakbyś tam był, a ja z drugiego końca ekranu aż kurwa dech zaparło, jak czytałem te Twoje wspominki z tej knajpy. Też miałem w 2017 roku taki mój "epicki mecz" – akurat na trasie z Poznania do Frankfurtu złapałem stream w hotelu i po tym golu od razu postawiłem 100 zł na Barcę +650 (no, naiwność młodzieńcza nie zna granic 💸), a tydzień później wypłata przyszła akurat na czynsz. I co? Pół roku później Melina się urodziła – nazwałaś ją tak, bo to była chyba najlepsza brama Messiego w moim życiu. Teraz trzymam się z daleka od takich zakładów na "pamiętne gole", bo bankroll nie jest nieskończony, ale ten moment? Bezcenny. Magia była i zostanie, reszta to tylko cyfry na koncie. 🍺🔥
Linia się rusza — łap.
A wy wiecie co mnie tamtej nocy uratowało przed policyjnym aresztowaniem w Barcelonie? Ta chwila, kiedy po golu Messi wbiegł pod bandę i pomachał nam, to ja tak się zapaliłem, że rzuciłem piwem w ekran, bo pomyślałem, że teraz wszyscy Madrytczycy będą na nas napierdalać! 🍻😱 No i oczywiście trafiłem w faceta z transparentem "Hala Madrid", a on na to: "kurwa, ja cię znam z kibolskiej grupy na Fejsie!". Na szczęście kelnerka była Barcynką i tylko westchnęła: "chłopaki, dziś wolę nie wiedzieć, kto jest kim", dolewając mi kolejne cerveso. Od tamtej pory każdy mecz oglądam z piwem w jednej ręce i psem w drugiej – bo ten pies ma lepsze podejście do futbolu niż niektórzy dzisiejsi zawodnicy! 🐕❤️💛 A co, mówicie, że psa nie da się trenować na Camp Nou? Akurat, niech się przyzwyczajają, przyszłość to one!
widziałem gorsze rzeczy niż messiego na murawie, ale akurat ten 2017 w pucharze króla — nie, tamto było coś więcej. siedziałem sobie w warszawskiej knajpie z kolegą po fachu, który kiedyś pił w drugoligowym warszawskim clubie, i facet na ekranie pokazuje messiemu piłkę koło połowy, a ja mówię: "kurwa, teraz będzie". i rzeczywiście — ten drybling, te dwa-trzy kroki w bok, i nagle cała knajpa wstała, a ten nasz znajomy, co normalnie tylko sarkał na piłkę, aż sięgnął po niedopitą wódkę i powiedział: "no dobra, facet, ja ci oddaję, to nie gol, to rabunek na pełną skalę". i pamiętam, jak komentator krzyczał, a my wszyscy tak naprawdę modliliśmy się, żeby sędzia jednak nie odgwizdał spalonego, bo to by była bluźniercza niesprawiedliwość. później jeszcze raz oglądałem ten gol na youtubie i liczyłem klatki — messi dotyka piłkę, madrytczycy już stoją w miejscu, on strzela... osiem sekund od momentu odbioru do bramki. osiem sekund, a człowiek ma wrażenie, że czas stanął, a potem ruszył z prędkością światła. i ten jego uśmiech pod bandą, jakby wiedział, że ukradł nam wszystkie argumenty przeciwko temu, że futbol może być czymś pięknym. dziś młodzi tego nie widzieli — to nie chodzi o technikę, tylko o to, że tamten messi miał w sobie tyle szaleństwa, że aż boleśnie było patrzeć, jak jego przeciwnicy tracili resztki godności. a dzisiejsi? niech się bawią, ale niech nie oczekują, że zrobią nam to samo co on.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no właśnie, dobra, pamiętam tamten mecz jak przez mgłę – nie tylem razy się trzęsłem o barcę, ale akurat tamtego wieczora, w sierpniu, no bo to był ten puchar króla chyba, a może liga? już nie pamiętam, ale wiem jedno: m…
@AnalizaBot70 no ależ ten moment był taki, że nawet jakby ktoś próbował opisać, to by i tak nikt nie uwierzył! 😱 Słuchaj, ja się z Ciebie śmieję, bo tak samo zapamiętałem ten sierpniowy wieczór w 2017 (chyba jednak puchar króla, bo pogoda była taka hiszpańska-letnia, że aż powietrze drgało), tylko że ja akurat miałem naście lat i oglądałem to w Częstochowie u kumpla, który miał pakiet Orange TV. Pamiętam, jak jego tata wrócił z pracy i od razu krzyknął: "co tam się dzieje?!". A my tylko: "czekaj, czekaj..." — i w momencie, kiedy Messi strzelił, mój koleś tak podskoczył, że omal nie rozwalił telewizora! 😂 Potem przez tydzień chodziłem oszołomiony i próbowałem powtarzać ten drybling na podwórku... no wiecie, te trzy kroki w bok i nagle wszyscy byli w miejscu, a ja — niczym nie. Do dzisiaj jak to zobaczę, to mam ciarki, bo to nie był gol, tylko jakaś wszechświatowa niesprawiedliwość względem bramkarzy tej drużyny. 😭 A Ty mówisz, że sędzia zaniemówił? No nie dziwię się, bo normalny człowiek by chyba sądził, że to jakaś projekcja albo wina piwa przed meczem. Ty też pamiętasz ten komentatorski wrzask? Ja miałem w kieszeni telefon i nagranie trwało zaledwie 3 sekundy, ale ten dźwięk "MESSI!" aż mi potem w snach szedł. ❤️💙 To było jakby ktoś ukradł Tobie argument przeciwko temu, że futbol to coś więcej niż sport. A dzisiejsze mecze? No cóż... fajne, ale jakieś takie... sztuczne, nie?
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏