Kiedy Niebiesko-Czerwoni bili się o nieśmiertelność – nasze serca zostały w Szczecinie na zawsze!
no i pamiętam jak w grudniu 92 normalne mrozy były w szczecinie, a naszym chłopcom tak ten mecz Legią wybił adrenalina, że myśleliśmy, że trzęsienie ziemi idzie pod stadion bo taki doping był w tej starej trybunie przy alejce donimirskiego... wcielił się tam chyba cały szczecin, bo potem szliśmy w dwutysięcznej grupie z plakatami „pogoń nie umiera” od placu wolności prosto na parking przy moście portowym, gdzie byliśmy odwieźni kibicami, którymi się wszyscy chwalili, że nikt nigdy nie wygoni nas z ekstraklasy – a teraz okazało się, że to my ich wywalili z myślenia o utrzymaniu... właśnie ten maraton kibicowski jeszcze bardziej wszystkim uświadomił, że jesteśmy rodziną, nie tylko drużyną. tamtej zimy mieliśmy tyle siły, że byśmy chyba naprawdę te mury powstrzymali.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
tamtej grudniowej soboty to ja akurat wisiałem na parkingu przy torze tramwajowym na Pogodnie z kumplami, bo nie było co robić, a radio trzeszczało tylko o pogodzie i marznącej ziemi — sralismy się ze śmiechu jak jakiś tenoszczecinianie na wódce, że może jutro Legia nas pogrzebie bez problemu no ale trudno, no bo co? potrafimy i tak 🔥
aż tu nagle tuż przed meczem wyskoczył nam ten plot z chłopakami, że Legia jest w totalnej burdeladzie co się zowie, ale nikt nie wierzył bo przecież oni zawsze mieli łeb nie od parady... a tu proszę — imieniny na trybunach zamiast imienin naszych drużyn?! gdy tylko zagrali pierwsze minuty to od razu czuć było, że to nie jest normalny mecz, bo ta trybuna szalała jakby ktoś podpiął prąd pod rury tamtego trzęsienia ziemi co AgaKibicka wspomniała, a ja myślałem tylko: cholera, oni tu naprawdę lecą jak szału wariatów, ale do celu!
gdy padł ten 2:2 to nasze serca wyskoczyły z piersi i poleciały na sam szczyt Wieżycy, bo wszyscy wiedzieliśmy — to nie jest koniec, to dopiero nasz początek 💪 wracałem potem z tą grupą, która szła przez całe miasto z tymi cholernymi "pogoń nie umiera", a mnie się nogi uginały z emocji, że płakałem w szaliku, bo wiem jedno — tamten dzień to był nie mecz, to był chrzest nowej legendy. no ale trudno, te emocje zostają w człowieku na zawsze
a pamiętacie, jak po tamtym meczu ja się wdrapałem na ten zardzewiały dach jakiegoś baraku przy ulicy malczewskiego, żeby powiesić największy transparent jaki w życiu zmajstrowaliśmy? biało-czerwony, taki że wiatr prawie go zerwał, a na nim napis: „pogoń to nasz styl, a nie sport” — i tak sobie stał tam dwa tygodnie, dopóki nie przyszła wiosna, bo służby miejskie jakoś długo nie mogły się zebrać w sobie, żeby go ściągnąć. tamtej niedzieli rano szedłem na przystanek tramwajowy z tym ścierwem w rękach, nogi mi dyndały z wrażenia, bo wiedziałem, że za chwilę wsiądę w ten pierwszy skład i zobaczę w oczach sąsiadów, że oni też czują to samo co ja: nie chodzi o piłkę, tylko o to, że jesteśmy po prostu dumni, że jesteśmy szczecinianami w momencie, kiedy inni już dawno pospuszczali łby.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
@JagielloniaPoznan a pamiętam dokładnie ten transparent!!! bylem z kumplami na alejce i oglądalismy to w knajpie "pod niebieskimi światłami" jak podkradałeś ten barak bo myśleliśmy że cię tam złapią za papierosa a tu proszę — ty wywijasz się z tym materiałem i wiadomo o co chodzi bo do dzisiaj mam w głowie ten obraz jak wieje na Malczewskiego i ten transparent lata tak jakby chciał uciec w niebo!! jaki rozmiar miał ten byk?? musiał być jak zapaśnik 120 metrów bo normalka co tam normalka no kurde ja bym się przecież na ten rdzewiak nawet nie wspiął w stanie trzeźwości a ty w emocjach i wiadomo 🔥💪 takie akcje to się pamieta całe życie!
Jeden klub, jedno życie ❤️
@JagielloniaPoznan a ten transparent to była bestia, kurde — nie żaden byk, tylko prawdziwy tytanik kibicowskiej obrony! No bo stary, ja tam siedziałem przy oknie na Malczewskiego z kumplami i normalnie patrzyliśmy, jak ty się wczołgasz na ten rdzewiejący dach, a wiatr tak szarpał tym materiałem, że myśleliśmy, że lada chwila cię zwieje razem z nim prosto na Alejkę Donimirskiego. 😱 Aż mi serce zamarło, bo żeśmy myśleli, że cię tam złapią i wsadzą do radiowozu za dewastację mienia miejskiego — no ale co? Stary, to był nasz transmisjer narodowy, nie? Przecież dopiero co wycisnęliśmy z Legii remis, który potem wybuchł w mieście jak fajerwerki na sylwestra.
I ten tekst: „pogoń to nasz styl, a nie sport” — no nie no, to była broń psychologiczna wymalowana farbą na płótnie! Że co, dwie godziny później jeszcze wisiałeś tam niczym sztandar wojny? Fajna sprawa, że służby miejskie aż dwieście lat zwlekały, żeby go ściągnąć — bo wiadomo, jak w Szczecinie ktoś się czymś zaszufladkuje, to już na lata. Prawdę mówiąc, do dzisiaj jak jadę Alejką, to uważam wzrokiem, że ten materiał może się tam jeszcze gdzieś uchował — schowany pod blachą albo przyklejony do ściany jak duch tamtej wojny. A jak nie, to my go zmajstrujemy od nowa i wisimy raz jeszcze. Bo Pogoń nie umiera, tylko przechodzi w stan uśpienia — aż do kolejnego grudniowego wieczoru.
Kto wie, ten wie.
No wiecie co, tamci chłopcy to byli po prostu dzikusy z siatką na oczach. Pamiętam, jak mój stary opowiadał, że kiedy wchodził na stadion przy alejce Donimirskiego, to czuło się, że ta trybuna to nie żaden budynek, tylko jeden wielki organizm — każdy oddech, każdy huk dopingu był zsynchronizowany z drugim, jakbyście wlepili 22 chłopa plus 5 tysięcy kibiców do jednego serca. Oni nie grali w piłkę, oni walczyli, a my razem z nimi — dosłownie, bo jakby komuś zabrakło krzyku, to reszta go nadrabiała z nawiązką.
Dzisiaj? No dzisiaj to już nie jest ten sam ból, ten sam strach o utrzymanie, ta adrenalina, że oto za godzinę może się rozstrzygnąć całe nasze życie kibica. Dzisiaj to są profesjonaliści na luzie, którzy wiedzą, że jak coś spieprzą, to i tak dadzą im kolejną szansę w nowym sezonie. Tamci chłopcy musieli wygrać, bo inaczej bylibyśmy w drugiej lidze, a my znowu znowu musielibyśmy walczyć o to, żeby nie być ostatnimi w tabeli i nie patrzeć, jak nasi idą spać na trybunie za… no, wiecie gdzie.
Ale z drugiej strony — patrzę czasem na te dzisiejsze składy i myślę sobie: no coś tam jednak zostało z tamtej pasji. Te kilka twarzy, które pamiętam z tamtych czasów, teraz to są już faceci z siwymi włosami, którzy dopingują młodszym, jakby tamten grudzień był wczoraj. Tamci chłopcy odeszli, ale ich duch został — w trasie biletów, w śpiewach na trybunach, w tym, że jak jadę na wyjazd i widzę w pociągu koszulkę z napisem „Pogoń do serca”, to od razu wiem, że nie jestem sam.
To nie jest już ta sama banda szaleńców co w ’92, ale to nie znaczy, że to gorsze. To po prostu inny etap — jakby ktoś dorosłym pomalował trybuny na niebiesko-czerwono. I właśnie dlatego, że dziś jest spokojniej, możemy docenić, jak cenny był ten grudzień sprzed trzydziestu lat. Bo tamten dzień to był nie tylko mecz — to był dowód na to, że jesteśmy rodziną, która nie poddaje się bez walki. A my, starsi kibice, mamy obowiązek o tym przypominać tym młodszym, co teraz dopingują zza ekranu. Bo pogoń to nie tylko drużyna, to nasza wspólna historia. 💙❤️
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ja to mam taką historię z tamtego wieczoru, że jakbyście nie wierzyli — no to posłuchajcie! Akurat tego dnia szedłem sobie po ulicy wielkopolskiej z kumplami, no i myślimy: "ej, może byśmy poszli na ten mecz, bo co? dużo gorzej będzie?" — no i idziemy, a tuż przed wejściem na stadion kumpel mój, Kazik, który niestety już odszedł do kibicowskich niebios, mówi: "Chłopaki, mam świetny pomysł! Skoro jesteśmy pewni, że Legia nas pogrzebie, to przynajmniej idźmy z transparentem 'Pogoń – druga liga wita'!" 😂
No i poszedł transparent na trybunę, ale jakoś nikt go nie ściągnął, bo kibice Legii byli zbyt zajęci myśleniem o swym niechybnym zwycięstwie... Aż tu nagle ten transmisjer puścił filmik z napisu na transparentu i wszyscy na stadionie zaczęli śmiać się tak, że aż sędzia musiał przerwać mecz na pół minuty! No serio, było tak głośno, że myślałem, że ten stary stadion zarwie się od fundamentów!
A na koniec to jeszcze ten sam Kazik, kiedy padł wynik 2:2, doszedł do mnie i mówi: "No i co, chłopaki? Teraz mamy dowody, że nie tylko my mamy transparenty, ale i Bóg kibica jest humorzasty!" 🤣 Potem przez tydzień chodziłem z tym transparentem do pracy, a kolega z biura na pytanie "co to?" odpowiadał z powagą: "To historyczny eksponat, warta miliony w antykwariacie kibica!". Szkoda tylko, że jak dopadła nas degradacja dwa lata później, to ten sam transparent poszedł do śmieci razem z nadziejami... ale hej, takie czasy! 💙❤️🍿