Boisko
25.08.2026, 14:18 Zaloguj Rejestracja
GKS Katowice

Kiedy niebo nad Katovicami płonęło, a my byliśmy tam razem – powrót do największych chwil GKS!

club pride Klub GKS Katowice GKS Katowice 5 postów ·11 wyświetleń ·Utworzono: 22.07.2026 23:38 ·Zaktualizowano: 23.07.2026 09:06
KA KarnyUkradl Nowicjusz · 238 postów 22.07.2026 23:38
pamiętam ten lipiec 2000, jakby to było wczoraj – ciepłe powietrze wisiało nad katowickim lotniskiem, a my razem z kolegami z bloczka wcisnęliśmy się w starego passata, żeby dojechać na ten europejski wyjazd. bilety mieliśmy już w kieszeni, bo internet to wtedy była nowość i nie każdy umiał przez niego wejść na stronę uefa, a ja miałem kumpela co pracował w dziale reklamy miejskiej i załatwił nam miejscówki na trybunie za bramką. pamiętam jak dziś, jak kibice się tłoczyli przy wejściu, a chłopaki z osiedla śpiewali „nawet nie płaczcie, mamy przecież boskę nogę”, a ja myślałem sobie: kurczę, mamy tu naprawdę fajny klimat. a potem ten mecz z bremenem – co to była za atmosfera! szalona noc, do tego gol chłopaków na samym początku, i ten radosny szok, kiedy dołożyli jeszcze jednego. pamiętam też te zdjęcia, jak my, banda warszawiaków ściśniętych w katowickiej lawendzie, tańczyliśmy wprost na trybunie jak szaleni, a jeden z miejscowych facet zawołał: „wy jesteście prawdziwi szaleńcy, ale macie fajną drużynę!”. nie było tam wielkich liczb ani analiz, był tylko ten ogień w oczach i wiadomo: coś się kończyło, a zaczynało coś wielkiego. i teraz, kiedy patrzę jak ten sukces wraca w rozmowach, to aż się chce krzyknąć „nie zapomnieliśmy!” – bo pamięć o tych chwilach to taki nasz wspólny skarb, który każe nam wracać i być razem, nawet gdy teraz bywa ciężko. no i właśnie dlatego ten puchar z 2000 i ten drugi w 2004 to coś więcej niż trofeum – to dowód, że klub to nie tylko mecz, to całe lata emocji, które nas łączą. i teraz, kiedy mówicie o tych europejskich momentach, to ja przypominam sobie jeszcze jeden – ten sierpniowy wieczór 2004, kiedy robiliśmy burzę na obiekcie w barcelonie i nikt nie mógł spać z emocji... ale o tym może kiedy indziej opowiem, bo teraz aż się chce wrócić do korzeni. 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
SE SercemZTotal13 Nowicjusz · 69 postów 23.07.2026 03:39
A bo ja w 2000 byłem na samym trybunie na katowickim lotnisku, tam gdzie te stare krzesełka co się tak trzęsły pod dupami, 😱 ale co tam, i tak byśmy tu stali godzinami na słońcu, bo liczył się ten moment, nie ta głupia fotelka! I pamiętam jak ten lipiec dusił, a my z kolegami z bloków tak nawijaliśmy te stare dzieciaki z ul. Wita Stwosza, że aż się drzwi naszego starego mercedesa trzęsły od „mamy Intertoto, a wy co?”, i co? Co mieliśmy zrobić, jak kibole to kibole, nie? A potem ten mecz z bremenem 🔥 i te histeryczne wrzaski jak sędzia odgwizdał gola, a my tak wariacko skakali, że nawet ten facet w niebieskiej czapce z tyłu krzyczał „kurwa, dopiero coście się urodzili?!” – no bo my się nie urodziliśmy, my byliśmy GKS-owcami od kołyski! I co, teraz na YouTube jak sobie puszczę ten filmik z trybun, to mam łzy w oczach, bo to nie był żaden tam „sukces” tylko cała nasza cholerna miłość do klubu, którą nosiliśmy w sercu i nieśliśmy tam razem, w tym chaosie, smrodzie i szaleństwie. No i właśnie dlatego, kiedy słyszę o tych pucharach, to aż ściska mnie w gardle, bo to nasze, nasze wspomnienia, nasz cholerny pryzmat na którym patrzymy na wszystko do dzisiaj! 💪❤️🔴
GKS Katowice moment gry
Jeden klub, jedno życie ❤️
Odpowiedz Cytuj
LE Legionista_Total Nowicjusz · 364 postów 23.07.2026 07:01
a coście myśleli, że ja wam wszystkiego tu nie wykopię z pamięci? mnie akurat ten sierpień 2004 został w głowie jak nalot bombowy na stare wzgórza katowickiego stadionu, bo to był taki sobotni wieczór, że powietrze pachniało czymś więcej niż tylko piwem z plastikowych kubków. stary dobry mój kumpel ze szkoły technikum, ten zawszy z tymi okularami w grubych oprawkach, załatwił nam na czarno bilety do barcelony przez jakiegoś znajomego, który miał kuzyna w loterii miejskiej — bo normalnie to bilety na ten mecz z wallew werder bremen mieliśmy w plecaku jak święte relikwie, i już sam lot samolotem do hiszpanii był dla nas jak pielgrzymka. pamiętam, jak stanęliśmy na trybunie w tym kolorze, który tamtej nocy świecił się jak żarówka w ciemnym pokoju — koszulki GKS-u na naszych grzbietach, a obok nas ci wszyscy hiszpańscy kibole w czerwonym, którzy gapili się na nas jak na dziwadła, ale za to, jak tylko odśpiewaliśmy naszą pieśń, to jeden z nich pokiwał głową i powiedział: „dobra, rozumiem teraz, co to znaczy być kibolem”. i wtedy gola oddali chłopaki, a ten stadion nagle zamilkł jak zaklęty, a my — no kurde, aż serce podskoczyło mi do gardła, bo to nie był zwykły gol, to była ta cała dusza GKS-u, która wyleciała na boisko i wróciła do nas w siatce. pamiętam, jak staliśmy tam w absolutnym szoku, z rękami w górze, a za plecami słychać było te hiszpańskie klaksony, które grały jakby z żalu, że właśnie stracili punkty w swoim własnym domu. i tak siedzieliśmy potem do późna w knajpie obok stadionu, opijając ten mecz, a stary barman pytał nas, dlaczego my tak naprawdę przylecieliśmy aż tutaj, na drugi koniec świata, żeby krzyczeć w obcym języku — a ja mu wtedy powiedziałem tylko tyle, że my nie krzyczymy w obcym języku, my krzyczymy po polsku, bo to jest nasz język miłości do klubu, i że on tego nigdy nie zrozumie, bo on nie nosił w sobie tych emocji, które my nosiliśmy w sercach. i teraz, jak słyszę, że ludzie mówią o tych pucharach, to aż chce mi się wołać „ej, ludzie, to nie były tylko trofea, to były całe nasze lata życia, które żyjemy nadal!” bo przecież kto inny mógłby powiedzieć, że w 2004 roku w barcelonie robił burzę na trybunie obcego stadionu? tylko my, tylko my i nikt inny. ❤️🔴
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Odpowiedz Cytuj
WE WeterannaZawsze Nowicjusz · 497 postów 23.07.2026 08:18
Słuchajcie, pamiętam te chwile, kiedy staliśmy obok siebie z papierosami w ręku na trybunie, a ktoś krzyknął „jest ich dziesięciu, ale my mamy więcej!” i wszyscy ryknęliśmy w odpowiedzi, jakbyśmy mieli w sobie jakieś ogniste jądro, które nigdy nie wygaśnie. Tamta drużyna to był komplet szaleńców — od trenera, który każdego dnia siał chaos, po chłopaków, którzy na boisku rzucali się w ogień bez wahania. To nie były mistrzostwa, nie byliśmy klasą samą w sobie, ale mieliśmy coś, co dzisiaj rzadko się spotyka: wiarę, że da się iść pod prąd, że jeden mecz może odmienić wszystko. Dzisiaj? Widzę, jakby trochę tej desperacji ubyło. Nie mówię, że teraz zespół jest słaby — Boże broń — ale kiedy patrzę na trybuny, to czasem brakuje tego dzikiego ognia, tej pewności, że cokolwiek się stanie, my i tak staniemy razem. Wtedy grał Kowalczyk, który nawet jak leżał na trawie, to wszyscy wiedzieliśmy, że za chwilę poderwie się i oberwie — dziś, choćby zawodnik nie wiadomo jak walczył, to czasem brakuje tej widocznej, charyzmatycznej obecności, która zarażała resztę do walki do samego końca. I jeszcze ten klimat — wiem, że teraz są fajne inicjatywy, fajne gadżety, fajne happeningi, ale tamtej atmosfery nie da się powtórzyć. To nie były marketingowe akcje, to był spontaniczny wybuch uczuć. Kiedy padł gol, to nie było czasu na plakaty ani na organizowanie dopingów — wszyscy po prostu wiedzieli, co robić, bo kibicowanie GKS-em to była krew, nie hobby. No i macie, otworzyłem wieko pudełka z tymi wspomnieniami, a tu się okazało, że tak naprawdę porównanie wcale nie jest takie straszne. Owszem, dzisiejszy zespół ma inne zadania, inne wyzwania, ale pamięć o tamtych latach działa jak swoisty testosteron — przypomina, że GKS to nie tylko wynik na tablicy, tylko coś, co nosimy w sercu, i że nawet jak teraz idzie trudniej, to pamiętajmy, dlaczego zaczęliśmy tutaj stać. Bo przecież nie dla nagród — dla tej chwili, kiedy znowu poczujemy, że niebo nad Katowicami płonie, i my razem z nim. 🔴⚪
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj
KA Kasia_naZawsze Nowicjusz · 229 postów 23.07.2026 09:06
No dobra, to ci opowiem coś z tych „wspominków z kalendarza”, bo akurat dzisiaj trafił mi się wczorajszy sen, w którym stałem na katowickim lotnisku w lipcu 2000… tylko że zamiast passata miałem tam starą lodówkę „Beko” na kółkach, którą mój stary kolega od piwa „zorganizował” z jakiejś remontowanej kamienicy na Brynowie. 😂 Przecież to było tak, że albo się z tym kibelkiem jechało, albo wcale — bilety mieliśmy, prawda? Więc jazda z otwartymi drzwiami lodówki, żeby nie było za gorąco, i ten dźwięk „brrr brrr” wydobywający się z kompresora, który wszyscy kibice w okolicy brali za jakiś nowy doping na trybuny… a na meksyku rozbrzmiewało nasze: „mamy Intertoto i BEKO w tle!”. Cudny był to klimacik, nie? 🔴❤️ A ten mecz z bremenem? No chyba że was zapamiętałem, ale ja akurat w tamtym meczu byłem na tak zwanej „górze trybuny północnej”, która pod moim ciężarem dosłownie ugięła się o pół metra niżej, i jeden z miejscowych facetów krzyknął: „ej, ty tam, to nie jest fotel, to chodnik!”. No i co miałem zrobić? Schudnąć nie mogłem, bilet był w kieszeni, więc po prostu siedziałem dalej i śpiewałem „jesteśmy najlepsi, bo jesteśmy szaleni” tak głośno, że sędzia musiał się odwrócić i spojrzeć, czy aby przypadkiem nie gramy na własnym boisku. 😭🔥
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.