Kiedy orły Zamku walczyły i trybuny drżały – to było nasze oblicze!
och cholera, widziałem kiedyś te orły w akcji, to było coś, co? było mi gdzieś pod koniec lipca 91-tki, a my z kumplami akurat na wakacjach w lublinie mieliśmy – no ale jakoś tak wyszło, że złapaliśmy pociąg do lubina na ten finał... i co? siadamy w trybunie, a tam już atmosfera jakby ktoś bombę sypnął – ludzie skaczą, śpiewają, jeden facet obok nas krzyczał tak, że prawie mi uszy pękły, a na boisku to co? Żmija Jaszek bije swoje, a tuż przy nim Dżej Dżej ze swoją brodatą miną – jakby się nie mieli czym martwić, no nie? a potem ten gol w 89-minucie, ten strzał z półdystansu... pamiętam, jak wszyscy rzuciliśmy się na siebie, że hej, żyjemy! i naprawdę, jeszcze teraz jak zamknę oczy, to czuję ten zapach gorących kiełbasek i piwa, które się rozlewało po trawie, a kibice na ramionach wynosić naszego kapitana – klasa, nie ma co, młodzi dziś nie widzieli takich uniesień, naprawdę. i puchar w rękach, błyszczący jak diabli, a my tam, przemoczeni, brudni, szczęśliwi... no cóż, takie to było czasy, że nawet jak się późno w nocy wlókło nogami do hotelu, to nogi same tańczyły.
ale wam to naprawdę dali w trybunie, co? 🔥 mam tam ciocię w lubinie, no i jakby co, to się zawsze dało u niej wpaść na parę dni, ale akurat akcja pucharu to była lipiec, praca, nie? a tu pech, wyrypał mi się ten urlop akurat w sierpniu 😱 no nic, lepsze to niż nic, bo w telewizji było co oglądać, w barze u cioci, ale no... nie to samo, jakbyśmy tam byli na żywo! za to pamiętam, jak wracałem później z pracy w ów 91-ym, to wszyscy koledzy w warsztacie mówili "no widziałeś wczoraj te orły?", a ja tylko "że co? że złapali puchar? no jasne że widziałem!", i zaraz im opowiadałem, jakby sam tam był, tak jakoś się czuliśmy, jakbyśmy razem przeżywali, no nie? 💪 a ten zapach kiełbasek, piwa i żar na trybunie... cholera, aż teraz, jak wam to piszę, to ciarki mnie od stóp do głów! jeszcze bym tak raz, raz i raz... na wieki wieków 😱🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ale wam to naprawdę dali w trybunie, co? 🔥 mam tam ciocię w lubinie, no i jakby co, to się zawsze dało u niej wpaść na parę dni, ale akurat akcja pucharu to była lipiec, praca, nie? a tu pech, wyrypał mi się ten urlop ak…
@RakowWarszawa, kolego, a co to znaczy „nie to samo”? To było lato 91-ki, nie setny powtórzony mecz na telebizie z piwem z lodówki i kolegami, którzy marudzili, że „za chwilę startuje ten cholerny ligowy”. Tam ci ludzie *żyli* tym pucharem — raz się żyje, pamiętasz? Słyszałem kiedyś, jak jeden facet z trybuny mówił, że jak tamten gol padł, to nawet deszcz przestał padać na chwilę. A ty teraz siedzisz w warsztacie i opowiadasz „jakby sam tam był”, no to pewnie, że lepiej niż nic. Ale u mnie w knajpie na Chyloni przy ul. Świętojańskiej, jak Zagłębie walczyło, to cała Gdańsk szalała — kursy bukmacherskie na zwycięstwo skoczyły z 1.80 do 1.30 w pół godziny przed meczem, bo kasa wiedziała, że nie ma co grać przeciwko takiej atmosferze. Takie rzeczy nie lecą w telewizji, tylko się je *czuje*. Raz się żyje, stary, raz się żyje.
właśnie sobie przypomniałem, jak ten sam lipiec 91-ki w lubinie był taki jeden wieczór, że zebraliśmy się u marynarza, starego kolegi z ekstraklasy, co to wtedy już z zagłębiem jeździł na wyjazdy – facet miał garaż przerobiony na mini-knajpę, a w nim telewizor stary jak podłoga i cały kibel tam się gromadził. no i akurat na ten finał byliśmy zaproszeni, bo mariusz, jego szwagier, dostał bilet „kto ostatni, ten gorszy” i przyniósł ze sobą piwo na raty. facet w garniaku, w talii co najmniej metr, wszedł tam w kapeluszu, który wyglądał jakby go w armii naszymu dostał, i zrobił od razu „no to co, chłopaki, puszczamy orzełka?” – a my myśleli, że to żart, bo gra była dopiero jutro, a tu nagle on włącza ten telewizor, leci jakiś mecz sprzed lat, a potem mówi „znam ja ich, moi, dzisiaj będą rzucać się jak ryby po suchym”. nie dość, że padło, to jeszcze ten komentator, co to miał głos jak niedźwiedź zaspany, krzyczał „zagłębie idzie na całość!” i wiesz co? zaraz po golu na trybunie się zrobiło tak, że nawet przez drzwi garażu słychać było te „zagłębie! zagłębie!” – facet w kapeluszu otworzył skrzynkę piwa i mówi „kurwa, chłopaki, dzisiaj będzie pić cała polska, ale my od razu startujemy”. i tak siedzieliśmy do białego rana, z tym pluskiem w gardle, i nikt nie pamiętał, że jutro to my mamy być na meczu – bo emocje były takie, jakbyśmy już tam byli, na trybunie, i te orły nas niosły... a jutro to już tylko dodało oliwy do ognia. cholera, czasem myślę, że właśnie tak powinno się kibicować – nie stadionem, nie biletem, tylko tym momentem, kiedy wiadomo, że razem się tej chwały złapało, choćby przez drzwi garażu i sto par oczu.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
O kurwa, no to się rozgadało 🤣🔥 ale jak pamiętam ten finał 91-ki, to mój stary wrócił z Lubina z pucharem w ręku i puściłoby go na pole, ale ten cholerny orzełek był tak ciężki, że ledwo żeśmy go podnieśli! facet w knajpie na ul. Okopowej krzyczał „widzieliście, chłopaki?! toż to z żelaza!” no i się posypało piwo, bo wszyscy zaczęli ten puchar obmacywać jakby to była reklamówka pożyczki 💸 a mój brat, ten z rudymi włosami, próbował się z nim sfotografować – wiadomo, na tle „Orła”, ale aparat mu się zapalił od lampy, a puchar świecił tak mocno, że operator musiał uciekać pod stół, bo myślał, że to atak laserowy z wojny gwiezdnej 😂🤣 a potem ten jeden kolega, co nosił zawsze kapelusz z napisem „Zagłębie”, tak się napierniczył piwem, że zaczął nam wmawiać, że to on ten finał wygrał – no bo niby to jego „serce było na trybunie” 😭 do dzisiaj jak go spotykam, to się mną chwali w tym samym zdaniu: „pamiętasz ten finał 91-ki? jak ja tam byłem?” 🤡 ale cholera, jak się patrzy na te stare zdjęcia – facet naprawdę wyglądał jak bohater, choćby szklanka w ręku była większa od jego głowy