Kiedy puchar leciał na trybuny, a myśmy nie wiedzieli co to radość — staliśmy się legendą!
kurwa, a pamiętam jakby to było wczoraj — nasz kiosk przy stadionie obok peronu, taki maleńki, ale zawsze śmierdział potem piwem i hot-dogami po akurat tym meczu z lasowickimi... no bo wtedy było nas naprawdę mało, ledwo paręset głów na trybunach, a ci co przyszli mieli dwadzieścia lat więcej ode mnie i żuli zęby na to, co się dzieje za trawiastym boiskiem. i nagle, bach! — sędzia daje rzut rożny, Niedzielan bierze wiatr w żagle, podkręca tak, że piłka leci w stronę bramki niczym kamień z katapulty, a myśmy myśleli że to zwykły dośrodkowanie... a tu nagle — huk! — a do tej pory nikt nie wie czy to był gol od niedzielana, czy latający puchar, który spadł na trybuny jak z nieba... bo naprawdę, nie było czasu sprawdzać, bo myśmy już biegli w tłumie, a za nami — krzyki, śmiechy, paru osiłków coś tam wygarniało z kieszeni bo chyba myśleli że to jakiś cud... a teraz jak sobie to przypominam, to nie wiem co było lepsze — ten puchar co latał nam nad głowami czy twarze chłopaków co nieśli Niedzielego na barana jakby to była finalna runda mistrzostw świata...
Siema chłopaki, to było dokładnie tak, że ja akurat kupowałem bilet u starego Jasia pod trybunami przy wjeździe od strony dworca 😱 ten sam co zawsze śmierdział fasolką po bretkach i tanim piwem, ale tego dnia… no kurde, zapach był jakby inny, jakby Większy 🔥 Normalnie ledwo zipnęliśmy tę setkę na trybunie za bramką, a tu nagle szef się schyla i szepcze "macie szansę, niedzielan idzie na wiatr!" i ja, głupi, myślałem że to żart bo Niedzielan dopiero co wrócił z kontuzji…
A tu BACH! — ludzie dookoła mnie huknęli tak, że aż straciłem równowagę i upadłem na plecy, ale nic nie bolało bo na górze latał puchar 💪 widziałem go wyraźnie, te czerwono-białe pasy błyszczały jak słońce o trzeciej po południu, a ja krzyczałem razem ze wszystkimi "GOOOOOOL!" choć wiedziałem że to nie gol tylko cud jakiś… Albo może BAŁEM SIĘ że to puchar spadnie komuś na łeb XD Po meczu szukaliśmy go wszędzie, ale nikt nie potrafił powiedzieć co to było — klepał się ten puchar w krzakach przy parkingu, a myśmy pili piwo z plastiku w trójkę z Piotrem, który normalnie jest cholernie poważny, a tu rozkładał ręce i mówił "kurwa, a toż to był najgłupszy i najpiękniejszy mecz w życiu"
no wam to zaserwowali chłopaki w 2007, a ja wam powiem — ja tam byłem, ale nie w Lasowicach, tylko w Lubinie tydzień później, kiedy nasza drużyna wracała pociągiem z wyjazdu... mieliśmy w plecaku ten puchar, owinięty w szalik, a ludzie na peronie gapili się jakbyśmy przyjechali z innej planety! no i wtedy zrozumiałem, że to co się stało nie było zwykłym meczem, tylko takim momentem, który zostaje w człowieku na całe życie... bo widziałem twarze kibiców, tych co przyjechali na dworzec o piątej rano, ci co mieli płaszcze od deszczu, a i tak stali z transparentami pod pachą, i normalnie patrzyli na nas tak, jakbyśmy byli bohaterami z jakiegoś filmu... no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A bo to były chłopaki, co za nami szli — dosłownie. Takie jak my dzisiaj, tylko że mniej gadania, więcej krwi, potu i wiwatów prosto z gardła. Niedzielan latał jak na skrzydłach, Włodarczyk potrafił rzucić się w środek obrony przeciwnika tak, że aż drżały ziemia i murawa, a reszta to byli faceci, co nawet jak nie mieli w nogach, to mieli w sercu. Dzisiaj? No cóż… mamy stabilność, mamy ładne stadiony, mamy mnóstwo gadania o "projektach" i "budowaniu drużyny" — ale te rozmowy z szatni po meczu, ten brud na koszulkach, ten zapach piwa pomieszany z dymem z petard, co osiadł w kurtkach… tego brakuje.
Tamte czasy to była drużynka, co wiedziała, że jeden cel ma — wygrać, albo iść do końca. Nie myśleli o kontraktach, nie liczyli kroków ani minut w grze, po prostu bili się o każdy centymetr. A my dzisiaj? Mamy dobrych zawodników, to fakt, ale czy któryś z nich zostawiłby na trybunie serce jak Niedzielan? Czy któregoś z nich niosą do szatni na barana, bo padł z nóg, ale walczył do ostatniej sekundy?
No i te trybuny — w 2007 było nas kilkaset, może tysiąc, ale to byli ludzie, co znali się po imieniu, co pili piwo z jednego kufla, co krzyczeli jeden za drugiego jak rodzeni bracia. Dzisiaj przyjeżdża autobus z kilku miast, ludzie pozdrawiają się skinieniem głowy, bo niby nie mają czasu gadać, a potem nagle zaczyna się mecz i zapominamy, że jesteśmy jednym klubem. Tamte emocje? To była magia. Dzisiejsza ekipa? Solidna robota, ale czy umie wzniecić powietrze tak, jak wtedy unosił się pył od petard i radości?
I te opowieści — nikt dzisiaj nie nosi pucharu w szaliku przez tydzień, owiniętego jak skarb, żeby wszyscy wiedzieli, że to coś wyjątkowego. To był nasz skarb, co przeszedł przez wiele rąk, co każdy miał prawo dotknąć i powiedzieć: "To nasze". Teraz? Mamy trofea, mamy prasówki, mamy fajne zdjęcia… ale czy ktoś kiedykolwiek widział kibica, co płacze jak dziecko, kiedy drużyna wraca pociągiem, bo wie, że to nie tylko kolejny wyjazd, tylko dowód, że byliśmy razem? W tamtym roku nie było co liczyć — było się cieszyć, bo to się nie powtórzy. Dzisiejsze zwycięstwa? Dobrze je przyjmować, ale czy zostawiają ślad taki, jak latający puchar nad trybunami, który nieomal uderzył komuś w łeb?
Tamta ekipa nie miała niczego poza sobą nawzajem. I to właśnie sprawiło, że stała się legendą. My dzisiaj mamy więcej — pieniądze, stadiony, technologie — ale czy mamy to coś, co sprawia, że po latach ludzie będą opowiadać, że widzieli latający puchar? Że całe miasto stanęło, żeby pomóc znaleźć kawałek nieba, który spadł na ziemię? Nieważne, ile mamy dzisiaj ładnych rzeczy — liczy się serce, które bije raz na kilka lat tak mocno, że aż uderza w trybuny.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Fajny ten pomysł z tym pucharem latającym, że hej — ale wiecie co? 😱 Też tam byłem, tylko że nie w Lasowicach, a w Zielonej Górze, jak byliśmy na eliminacjach do baraży! Byliśmy, kurde, ze trzydziestoma chłopakami z klubu, ci co jeżdżą z nami od zawsze, a stadion był jakby mniejszy niż zwykle, bo akurat remontowali trybuny od strony naprzeciwnej. I nagle, w połowie meczu — bach! — Niedzielan kopie rzut wolny, a powietrze tak zadrżało, że słoik z piwem upadł na beton i nawet nie spojrzałem, bo myślałem że to jeden z naszych facetów skoczył za pucharem 💪 no ale jak się odwróciłem, to on już leciał prosto na bandę, a tam akurat stał gość z Zielonej co miał transparent "ZAGŁĘBIE DLA CHUJA BOĆ SIĘ BIJEMY!" i ten puchar mu prawie walnął w łeb! Wszyscy zareagowaliśmy tak, że obaliliśmy stoisko z piwem obok, a stary Zenek z baru leciał do nas z krzykiem "kurwa macie rozum?! To nie jest piłka, to jest latające świństwo!" XD Ale nikt nie patrzył na niego, bo wszyscy biegliśmy w tłumie, a za nami to ten puchar tak wylądował w krzakach przy alejce, że nikt nie mógł go znaleźć przez pół godziny! A później szukaliśmy go razem z Włodarczykiem, który normalnie jest poważny jak ksiądz, a tu gadał do transparentu "no zobaczcie, zaszło cię, co? musisz być z nami, nie latać wokół!" no i ostatecznie znaleźliśmy go wbitego w drzewo jakieś pięć metrów dalej, a na nim kawałek papieru z napisem "dla najgłupszej legendy Zagłębia" XDDD No ale serio, ja miałem ten puchar w ręku później w pociągu — normalnie był cięższy niż się wydawał, jakby z samego serca zrobiony, nie ze złomu. I wtedy dopiero dotarło, że nie ważne gdzie, nie ważne kiedy — te chwile zostają w człowieku na zawsze, no ale trudno…
Fajny ten pomysł z tym pucharem latającym, że hej — ale wiecie co? 😱 Też tam byłem, tylko że nie w Lasowicach, a w Zielonej Górze, jak byliśmy na eliminacjach do baraży! Byliśmy, kurde, ze trzydziestoma chłopakami z klub…
@SedziaMaster no nie pieprz, że losowy gość z Zielonej to myślał, że puchar to piłka! 😭💸 Stary Zenek miał więcej oleju w głowie niż ten facet, skoro szukaliście pucharu pół godziny jakby to była zaginiona legitymacja MEN! Przecież to był symbol, a nie jakaś atrapa do rzucania — no ale fajnie, że ktoś jeszcze to docenił, bo dziś młodzież myśli, że trofeum to taki lśniący kawałek metalu do galerii na stadionie. A ten kawałek papieru z napisem "dla najgłupszej legendy"? Chłopie, to był geniusz — dopisalibyście tam jeszcze "i za to was kochamy" i mielibyście na serio kultową rzecz! Ja tam za tamte chwile dałbym trzy następne kontrakty Włodarczyka, no nie? No i ten puchar latający — akurat w Zielonej to mi się bardziej podoba niż w Lasowicach, bo tam jeszcze mieliście ten klimat, że nie boisz się biec za czymś, co cię wyprzedza. Dzisiaj byście mieli ławkę kar za zachowanie kibiców i mandat za dewastację terenu 😂 Ale serio, kiedy dotknąłeś tego pucharu w pociągu i był cięższy niż się wydawał… to była prawdziwa magia. Ja też bym go wziął w ręce i nie oddał do końca życia. Taki kawałek historii na własnym koncie to nie są żadne współczesne gadżety za 200 zł.
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
A bo pamiętam, jak to raz po meczu w Zielonej Górze, jadąc pociągiem z Włodarczykiem i Niedzielanem, spotkaliśmy faceta w pociągu, co miał koszulkę "Legia Warszawa"… no i normalnie Włodarczyk pyta: "Ej stary, a co ty tu robisz? Przecież tu jest ZAGŁĘBIE!" A ten na to: "A wy co, pucharowcy jesteście?" I my na to: "Haha, nie, tylko że coś latało nad naszymi głowami i teraz wszyscy mamy huk w uszach od krzyków!" A ten się zaśmiał i powiedział: "No to chyba jednak pucharowcy, skoro taki klimat macie" 🤣🍿 A później po kilku kuflach Normalny Piwko on pytał nas o autografy na jego koszulce… no ale podpisaliśmy mu "Dla prawdziwego wroga naszego klubu" XDDD i on jeszcze się cieszył! Prawdziwy sympatyk, no nie?
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Fajny ten pomysł z tym pucharem latającym, że hej — ale wiecie co? 😱 Też tam byłem, tylko że nie w Lasowicach, a w Zielonej Górze, jak byliśmy na eliminacjach do baraży! Byliśmy, kurde, ze trzydziestoma chłopakami z klub…
@SedziaMaster a nie mówiłem, że to loteria, nie piłka? 🤡 Akurat w Zielonej to mi się puchar na glebę obrywał, a w Lubinie to on latał nad trybunami jak strzała z łuku - ale jedno i drugie to była magia, bo tamte chłopaki mieli coś, czego dzisiaj szukamy po knajpach między jednym match preview, a drugim. 30 facetów w aucie do eliminacji? Dzisiaj autobusy wiozą pół Ekstraklasy, a emocje — zero. Złoto zrobione z pyłu, potu i krzyków. To się nie powtórzy, nie ważne czy puchar uderzy w transparent z hasłem "ZAGŁĘBIE DLA CHUJA", czy w twoją butelkę piwa 😂. A ten facet z Legią? Najlepszy dowód, że legenda robi się sama — nie potrzeba do niej kontraktów ani marketingu. Wygraliście? Super. Ale czy któraś dzisiejsza drużyna dałaby radę latającemu pucharowi taką szkołę życia, żeby facet z obcą koszulką podpisał się "pucharowcem"? 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Fajnie, że to wspominacie, bo ja w 2007 nawet nie wiedziałem co to Zagłębie, mieszkałem wtedy w Będzinie i piłkę oglądałem głównie przy kumplach u mnie na klatce 😅 Aż któregoś dnia jeden kumpel wrzeszczy "Zagłębie do pucharu leci! Słyszysz?!". No i co? Poszedłem z nim na boisko przed blokiem, a tam pół osiedla zebrane jakby miał ktoś umierać albo wygrać mistrzostwa świata. Jeden facet latał z pucharem w ręku krzycząc "to nasze, kurwa! nasze!" a myśmy się śmiali bo puchar był wielki jak kosz na śmieci, ale w tym momencie to był nasz skarb. Do dzisiaj kiedy oglądam w telewizji te stare mecze i słychać ten huk z trybun, to mi się nogi same ruszają — no bo jak nie, skoro to była taka radość, co ludzie nosili w sercach przez lata? Co wy o tym myślicie, że ten puchar nie był zwykłym trofeum, tylko czymś więcej?
Głupie pytania to moja specjalność.