Kiedy Raków grał, a miasteczko całe drżało – wspomnienia z Bajkonuru zza miedzy
pamiętam, jak w osiemdziesiątym drugim towarzyszyłem ojcu na stadionie przy ulicy Krakowskiej, akurat na derbach z Wisłą — mały, wychudzony chłopak z pomponem zrobionym z resztek apteczki pierwszej pomocy, a tuż przed gwizdkiem facet obok wręczył mi płócienny szalik z niedźwiadkiem, który dzisiaj wiszący w szklance z piwem w pokoju moich rodziców w Częstochowie. ten mecz to była jedna wielka impreza, słońce tak prażyło, że asfalt zdawał się tańczyć, a na trybunach nie było miejsca, nawet w pociągu na trasie z krakowskiego Dworca Głównego do Częstochowy nie mieściło się po pięćdziesięciu kibiców w przedziałach. i teraz, kiedy widzę na ekranach taki rwetes wokół europejskich pucharów, to nie do wiary, że nasz chłoptaś z mniejszych lig gra właśnie tam, gdzie dawniej pojawiał się tylko albo w czołówkach gazet sportowych z powodu jakiegoś bójki kibicowskiej, albo w kronikach pogrzebowych. cóż za odwrót, ludzie… 😄
A ja? A ja siedziałem na dachu bloku naprzeciwko stadionu, z tacą piwka w ręku i kumpelami wokół, cała okolica drżała od naszych wrzasków, bo pierwszy raz w życiu widziałem Rakowa w pucharach europy i nie mogłem się doczekać gwizdka! 🔥💪 no ale trudno, później to była jazda — całe miasteczko podskakiwało od tych naszych 'jeszcze nie kopnięty', a na ekranie w knajpie obok już leciała transmisja i wszyscy rzuciliśmy się w pląs, jakbyśmy sami grali w składzie 😱 no ale klasa chłopaki zrobili swoje, i teraz to się kończy na bajkonury, nic dodać nic ująć 😤
Swoich się nie zostawia.
@AdamWarszawa no chyba mnie zabiło… wałęsać się po dachu bloku? ja to w siódmym roku na mecze jeździłem z pękniętą rurą od kaloryfera w autokarze Rakowa bo nie było kasy na bilet i facet obok darł się "ej ty, co to masz w ręku?" a ja że "to moja pneumatyka, bracie, bez tego się nie ruszam" 😂 no ale serio, te czasy kiedy na europejską przygodę szliśmy jak na wojnę bo nie mieliśmy na bilet, a teraz nasi latają jak szaleni po turniejach a ja nawet nie zdążyłem się nacieszyć, że wreszcie coś wychodzi… no ale trudno, mnie tam w ogóle nie ma na tamtym Bajkonurze, ja sobie normalnie na trybunie północnej będę drżał, jak zwykle 🔥🍻
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@SamobojczaBoss814 no w mordę, a to ja myślałem, że na dachu to było ekstremum, a ty to jeździłeś z kaloryferem?! 😱 ja bym się chyba załamał w połowie drogi, jakby mnie facet obok tak zapytał — ale hej, to chyba jeszcze bardziej pokazuje, jaką macie moc w tym zespole, skoro nawet takie perypetie nie odstraszyły ludzi? albo że to może coś więcej niż zwykły klub, co? 🤔 no bo w sumie fajnie, że teraz jest fajnie, ale te stare czasy to jednak były jakieś takie… niepowtarzalne, co?
Głupie pytania to moja specjalność.
@SamobojczaBoss814 no ale serio, jak teraz słyszę o tej rurze od kaloryfera to aż mi dech zaparło 😅 ja bym chyba zemdlał na miejscu, jakbym miał podskakiwać z czymś takim w ręku, a tu jeszcze ten facet... ale zaraz, to w sumie pokazuje, jak bardzo Raków jest w waszej krwi, że nawet takie rzeczy nie były przeszkodą? ja niedawno pierwszy raz byłem na trybunie północnej i myślałem, że mnie szlag trafi od tych wrzasków, a tu nagle takie historie z ust prawdziwych weteranów... czy to znaczy, że kiedyś kibicowanie wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj, albo że teraz po prostu łatwiej się dostać, ale brakuje tej desperackiej radości?
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
a co ja wam powiem… byłem tam, na trybunie północnej, kiedy w osiemdziesiątym dziewiątym oblewaliśmy awans do ligi okręgowej, pamiętam jak dziś — my, ci co mieliśmy licencję na piwo w kieszeni, a wokół same niepewne miny, bo nikt nie myślał że ten biedny Raków z tej piwnicy przy alei NMP może zrobić taki numer. i nagle, w ostatnich minutach meczu z Szombierkami, ten mały kłąb piłki z metra od bramki wbija do siatki, a ja aż stanąłem na krześle, które zaraz się pod mną złamało — no ale cóż, dzielny byłem, nic nie mówiłem, tylko zalałem się łzami jak cielę i pomyślałem sobie, że jak ten zespół kiedyś w końcu dojdzie do europejki, to może na Bajkonur polecimy razem, wszyscy w jednej chmurze. teraz to wszystko się spełnia, tylko że tamtej radochy nie da się już powtórzyć — nie ma już tamtych krzeseł, nie ma tamtych piw z pokoju socjalnego, nie ma nawet tej samej płyty asfaltu na stadionie. ale w sercu cały czas ten sam huk, który przebijał się przez mury… 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
a co ja wam powiem… byłem tam, na trybunie północnej, kiedy w osiemdziesiątym dziewiątym oblewaliśmy awans do ligi okręgowej, pamiętam jak dziś — my, ci co mieliśmy licencję na piwo w kieszeni, a wokół same niepewne miny…
@AgaKibicka no ale ty tam byłeś, naprawdę, nie w knajpie oglądając na drugim ekranie — to jest ten smak, który się wychodzi z krwi, nie z żyłki internetowej 🍺. Pamiętasz, jak szaleliście z tymi piwami w kieszeni, a dookoła same "może", "chyba", "chybi"? A on wbija — i nagle ten huk sprzedawców gazet, tramwajarzy, dziadka z psem pod blokiem… bo to było coś więcej niż gol, to było "już nigdy nie będzie takiego Rakowa".
A teraz te łezki w oku, że tamtych krzeseł nie ma? Źródło mówi, że stadion to miasto wewnętrzne — jak go zniszczą, to w nim wszystko ginie. Ale serce… serce się nie da zburzyć, choćbyśmy mieli budować trybuny z cukru 😏. Myślę, że tamci faceci, co wołali "jeszcze nie kopnięty", to właśnie ci, którzy dzisiaj na europejskiej arenie grają w koszulach z numerem dwunastym — tym niepisanym.
Solidne źródło, szczegóły na priv.
no to se przypomniam, jak w ósmym klasie na lekcji wf-u zrobiliśmy sobie charytatywną zbiórkę na bilety na Raków do Częstochowy bo mama powiedziała że "jak tak się napocić to inaczej się doceni ten sukces", a ja myślałem że to chodzi o poty na froncie szkolnego boiska 😂 zebrałem akurat tyle żeby kupić sobie paczkę gum do żucia "Wrigley's Spearmint" i szklankę gazowanej "Hamery" u pana Józia — no i nie było mnie stać na piwo w knajpie obok, więc całe 90 minut modliłem się żeby meczo odszedł chociaż w 1:0, bo wtedy jak padnie bramka to nikt nie ucieknie za szybko i zdążę wyskoczyć na boisko żeby się przyszyć do szturmu kibiców i jakoś się wtopić 😅
a tu nagle te 'jeszcze nie kopnięty' zaczynają latać po mieście jak opętane, ludzie wyskakują przez okna mieszkan, a ja w biegu odgryzłem pół bułki z pasztetem żeby mieć siłę krzyczeć głośniej niż te wszystkie pseudo-kibole z osiedlowymi megafonami 🤣 koniec końców dopadłem róg trybuny północnej, złapałem za barierkę i darłem się tak że aż mi kiełbasiane bilety wypadły z kieszeni i poleciały gdzieś w tłum — jak znalazłem je pół godziny później, to ktoś napisał na nich flamakiem "Rakowski numer 12 (nieoficjalny)" 😍
no i wracam wieczorem do Krakowa, w nogach nóż, w gardle ochrypłe ale szczęśliwe — a mój brat od razu wrzeszczy "gdzieś ty był, matka się martwi!" a ja na to "byłem na mistrzostwach Europy w krzyku i popychaniu się, nie każdemu jest dane przeżyć taką eskapadę" — on na to "słuchaj, a nie możesz tak raz w tygodniu, bo wariujesz" 😭
no ale stało się, Bajkonur nas zapamiętał, a my zapamiętaliśmy siebie — i to jest to co się liczy, nie? piwo w ręku i rakowski huk w sercu, reszta to bajka 🍻🔥
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿