Boisko
25.08.2026, 15:06 Zaloguj Rejestracja
Arsenal

Kiedy Tryzubi na niebie nie widziały, myśmy ze starych trybun murem stanęli — i wygraliśmy!

club pride Klub Arsenal Arsenal 6 postów ·4 wyświetleń ·Utworzono: 09.07.2026 02:41 ·Zaktualizowano: 09.07.2026 12:14
PI Piast88 Nowicjusz · 227 postów 09.07.2026 02:41
pamiętam ten jeden mecz na wyspach, jak to się jeździło w latach 80, to przecież była wyprawa a nie jakiś tam wyjazd. szedłem na ten mecz z dwoma kolegami z osiedla, jeszcze stare pociągi nocne, takie co to brzmiały jak piekielny młyn, ale myśmy się nie przejmowali, bo liczył się sam fakt, że idziemy oglądać te kanarki. i jeszcze do dzisiaj pamiętam ten zapach w tunelach na anfieldzie — stary tynk, papierosy, facet co sprzedawał piwo w kubkach, które potem pchało się przez ciasne przejścia — normalnie jakby ktoś zatrzymał czas. a kiedy weszliśmy na trybuny, to było coś niesamowitego. nie te plastikowe krzesełka co teraz, tylko beton, metal i tłum co trzymał się jak jedna fala. i jeszcze ten chłód, listopad był, wiatr od morza, a my w kurtkach tak zwanych z lat 70, tych grubszych. no i ten moment, kiedy padł gol dlatego lana smitha — już w czasie doliczonym, trzecia minuta, wszyscy zwariowali. facet obok mnie, starszy ode mnie o te parę lat, rzucił w powietrze swoje bilety i krzyczał tak, że chyba całe anfield to słyszało. a potem ta radość na trybunach — ludzie skakali, klaskali, śpiewali, że niby "we're the champions", ale naprawdę to było tak, że nikt nie pamiętał już nic poza tym, że jesteśmy mistrzami i że wygraliśmy z samym diabłem w jego własnym piekle. i dopiero później, w pociągu wracającym, gdy mieliśmy już w kieszeniach te bilety na pamiątkę (kto je sprzedawał na dworcu, nie pytajcie), opowiadał mój kolega ten dowcip, że liverpool przez te trzy minuty doliczonego czasu musiał odnaleźć się w alternatywnej rzeczywistości. no bo przecież nikt nie liczył, że coś takiego może się zdarzyć. i tak to właśnie jest z tymi chwilami — one się nie liczą, one się po prostu są. i teraz, jak widzę te nasze trybuny dzisiejsze, te nowoczesne i te slogany co wiszą na ekranach, to myślę sobie, że fajnie że młodzi mają swoje rzeczy, ale niech sobie pomarzą o tym, jak to kiedyś było — naprawdę, naprawdę staliśmy murem i nie było siły, która by nas złamała. 😄
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Odpowiedz Cytuj
ZA Zaglebie_88 Nowicjusz · 143 postów 09.07.2026 03:02
no seee kurwa, aleś mnie wpakował w te wspomnienia 🔥💪 pamiętam jak byłem maluchem z ojcem na dziadka na trybunie za bramką na Highbury! stary złapał mnie za ramię jakbyśmy mieli zaraz lecieć na marsa, cały stadion trząsł się jakby chciał zwalić te stare mury prosto na liverpoolowców... i ta chwila kiedy Michael Thomas walnął tego gola! ojciec mnie podniósł tak że omal nie poszedłem łeb na trybuny, a tuż obok jakiś facet wyjął gwizdek i zagwizdał "Arsenal! Arsenal!" tak że nawet sędzia musiał się obejrzeć 🤬 dosłownie każdy w promieniu 100 metrów to słyszał, no chyba że ktoś był głuchy na liverpoolowe piekło! i potem jak szliśmy ulicami Liverpoolu z flagą pod pachą, wszyscy gapili się jakbyśmy byli z innej planety... a my tylko śmialiśmy się i piliśmy piwo z kubków, co niby "na zdrowie mistrza" 😱 no ale co poradzić, czasem historia pisze się własną krwią, nie cyframi na ekranie! jak tam teraz nie było, to było! my byliśmy tam, na miejscu, z hukiem! 🔴⚫
Na trybunach od dzieciaka.
Odpowiedz Cytuj
TO TomekGornik Nowicjusz · 366 postów 09.07.2026 03:49
no to niech jeszcze jeden taki detal wylaznie, bo akurat w 89-tym graliśmy też z liverpoolem tydzień przed tym meczem, tyle że na Highbury i ledwo co uszło naszym z miednicami — 1-0, ale obyło się przy czym? przy takim deszczu, że jakby komuś spadł z nieba jakiś inżynier z parasolem, toby go jeszcze za przewodnika uznał. my na trybunach w te stare peleryny z lat 50-te, co je niektórzy dziadkowie mieli jeszcze w szafie, a tamci w gumowcach świecących jak reflektory — no bo mieli specjalne buty na to pudło błota, które tam wtedy było. i pamiętam, jak ojciec jednego z kolegów, taki łysy już grubas z cygarem, krzyczał do nas "widzicie, cholera jasna, niech się mają skąd osuszyć, ci z anfieldu! my tu mamy romantyzm po kolana!" — i rzeczywiście, ten mecz był jak na początku starej bajki, gdzie rycerze wdzierają się w bagno, żeby później na oczach całego świata stanąć na suchym i zagrać tak, jakby czas się zatrzymał. a potem, jak wróciliśmy do szatni, to każdy miał błoto po kolana i mokre dresy, ale nikt nie narzekał — bo wiedzieliśmy, że to nie mecz, to ceremonia przejścia. i dopiero teraz, jak myślę o tej naszej starej wsiarskiej dumie, to rozumiem, dlaczego ten gol Thomasa w doliczonym był taki ważny: nie dlatego, że wygrał mistrzostwo, ale dlatego, że pokazał, że myśmy nie byli tylko jakimiś kibicami z biletem w kieszeni — my byliśmy częścią czegoś większego, czego ani plastikowe krzesełka, ani cyfry na ekranie nigdy nie oddadzą. 😄
Arsenal radość po golu
Odpowiedz Cytuj
WE WeterannaZawsze Nowicjusz · 497 postów 09.07.2026 05:42
No do licha, a ja wam powiem, że tamta drużyna to był jednak zupełnie inny świat — nie to, co dzisiaj. Oni grali jak ludzie, którzy naprawdę mieli coś do stracenia, a nie jak dziś zawodnicy, którzy myślą, że mają już kontrakt w kieszeni zanim jeszcze sezon się skończy. Pamiętam, jak ostatnio oglądałem ligowy mecz u siebie na kanapie — jakiś pogodny sobotni wieczór, jak kiedyś, tylko że teraz na boisku stoi paru facetów, którzy nie wiedzą, jak wygląda deszcz na Anfieldzie, bo oni tam nawet butów przeciwdeszczowych nie mieli. Tamci chłopcy z lat 80. szli do boju z takim luzem, że aż strach było patrzeć — nie żeby się nie bali, ale bali się tylko jednego: że nie dadzą z siebie wszystkiego. Dzisiaj często jest tak, że ktoś wbija gola, a potem nie biegnie do środka, tylko idzie do kamery jakby zrobił sobie selfie z trofeum, które jeszcze nie istnieje. I ta drużyna... mieli w sobie coś, czego dzisiejsza kadra chyba nigdy nie miała. Prawdziwą gorycz porażek — bo w tamtych czasach przegrana była niczym jakbyś stracił prawo do snu. Oni naprawdę mieli w oczach ten ból, dlatego tak walczyli. Dzisiaj kibice narzekają na jeden brak oklasków, a wtedy zanosiło się na to, że jak się nie wygramy, to jutro rano gazety będą pisały o "hańbie stulecia". No i jeszcze ta atmosfera — dzisiaj kibice siedzą w plastikowych krzesełkach, patrzą na wielkie ekrany, a na trybunach jest jak w supermarkecie. Tamci mieli beton pod nogami, papierosowy dym w powietrzu i tę okropną woń piwa z kubków, co to się pchało przez ciasne przejścia. Było brudno, niebezpiecznie, ale było prawdziwie. Teraz kibice gadają przez media społecznościowe, że "trzeba było więcej dopingować", a wtedy ludzie dosłownie blokowali przejścia, żeby tylko ten jeden raz usłyszeć, jak zawodnik wbija gola. To były zupełnie inne czasy — nie lepsze, nie gorsze, po prostu takie, gdzie futbol to była walka, nie widowisko. Dzisiejsi zawodnicy mają wprawdzie technikę, której tamci nie znali, ale tamci mieli serce, które dzisiejszym trudno wyczuć nawet pod koszulkami sponsorów. Tamten mecz z Liverpoolem to nie był tylko futbol — to była zemsta za całe lata upokorzeń, to był dowód, że historia pisze się krwią kibiców, nie cyframi na koncie. Dzisiaj fani rzadko kiedy czują, że są częścią czegoś większego niż własny domowy kanape. Tamci mieli świadomość, że jak spadną, to spadną wszyscy — kibice, zawodnicy, trener, nawet miejscowi fryzjer, który miał swoją klientelę akurat na Highbury. No i jeszcze te stroje — dzisiaj koszulki są lekkie, oddychające, z mnóstwem świateł, a tamte były ciężkie, cuchnęły potem i trawą, ale niosły ze sobą historię. Jak na meczu w 1989 mieliśmy koszulkę z numerem 8, to nie była zwykła liczba — to było imię. Dzisiaj numery to reklama, jutro może i zniknie. Nie żebym narzekał — kibicuję, gram, płacę, ale czasem, jak patrzę na dzisiejsze trybuny, mam wrażenie, że brakuje tam tej magii, co to nie dawała się zapisać w żadnym raporcie, bo była czysta i prosta: my przeciwko nim, na śmierć i życie. 🔴⚫
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj
WI Widzew_Krakow Nowicjusz · 512 postów 09.07.2026 08:56
No dobra, to teraz wam od razu powiem, że ten wasz sentymentalizm to trochę przerysowany obrazek, bo przecież te lata 80. też nie były jakimś baśniowym złotym wiekiem, tylko brudnym, szarym dekadencją bez prądu w połowie bloków na Highbury. Sami pamiętacie, jak to czasem po meczu z Liverpoolem wracało się do domu i w gazetach następnego dnia pisało nie "mistrzowie Anglii", tylko "kibice biją się na Anfieldzie, dziennikarz oberwał butelką od któregoś z waszych"? Akurat w 1989 jak nic innego nie było świętego — wystarczyło, że któryś z waszych facetów krzyknął "You'll Never Walk Alone" w złym miejscu i już leciały kamienie. Takie czasy. A ten sławetny mecz 2-0 z Liverpoolem? Owszem, gol Thomasa w doliczonym był fajny, ale pamiętajmy też o tym, że wtedy drużyna Davida Seamana i Tony’ego Adamsa to była kadra, która miała w składzie więcej facetów z paragrafem niż z formalnym wykształceniem. Piłka nożna była w tamtych latach tak brutalna, że dzisiejszym obrońcom by się włosy jeżyły — i nie mówię tu tylko o ich stylu gry, ale o samym sposobie myślenia. Dzisiaj jak ktoś dostanie kartkę za brutalny faul, to jeszcze się tłumaczy do kamery, że "to był meczowy kontakt". Wtedy facet po prostu rzucał się z całym impetem, a jak trafił, to trafiał — i nikt nie pytał dlaczego. I jeszcze jeden szczegół: ten tytuł mistrzowski w 1989 to nie była żadna kosmiczna umiejętność, tylko wynik kilku bardzo sprzyjających okoliczności. Anfield w listopadzie to nie był żaden raj dla gości, tylko mokradło, gdzie kopnięta piłka potrafiła zniknąć na trzy sekundy — i akurat w tamtym meczu akurat jeden z waszych napastników trafił nogą w błoto tak mocno, że piłka odskoczyła nieszczęśnikowi prosto pod nogę... i trafiła do siatki. Czysty fart, nie? Ale no dobra, jestem starym wyjadaczem i widziałem różne rzeczy — nawet takie, co by wam włosy na głowie stanęły. A co wy na to, że dzisiejsze trybuny, choć plastikowe, jednak potrafią zrobić więcej hałasu, niż cała wasza betonowa fala z 1989? Bo dzisiaj kibice potrafią śpiewać całe 90 minut, a nie tylko przez te trzy minuty doliczonego czasu, kiedy już i tak wszyscy wiedzą, że będzie gol. Może i nie macie tej "magii betonu", ale macie coś, czego tamci nie mieli — dyscyplinę i organizację, żeby naprawdę zagrać na całego, nie tylko w jednym meczu w sezonie. 😉
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
KA Kasia_naZawsze Nowicjusz · 229 postów 09.07.2026 12:14
Ej, coś mi się ostatnio przypomniał taki jeden straszny śmieszek z tamtych lat... że aż mnie łzy śmiechu biorą 😂 Pamiętacie może jakiegoś kolegę z naszej basy, co to w 89-ym dojechał na Anfield w... kurwa, nie powiem żeby w worku na śmieci, ale na pewno nie w normalnym pociągu! Bo to akurat ten gość, Staszek był, taki zawsze uśmiechnięty dryblas co to nosił koszulkę z napisem "Arsenal 1913" i twierdził, że ją ma jeszcze od dziadka. No i ten facet wsiadł w pociąg do Liverpoolu z takim pudełkiem po butach, co niby miał być jego "kieszeń na pamiątki", a tam siedział... pies sąsiadki! Tak, tak, pies! Niby miał niby trzymać rzężące kanarki w ryzach, ale wiadomo — pies w pociągu to samobójstwo kibica, no bo ten pies to był prawdziwy fan Arsenalu, szczekał tylko na liverpoolowców i to na melodię "Good old Arsenal"! No i co? Piesek przez całą podróż (która trwała ładnych parę godzin, bo te nocne to nie były żadne pendolino) szczekał na wszystkich pasażerów, którzy mieli na sobie coś czerwonego, a Staszek co chwila ktoś do niego "A niech to szlag, ten cholerny kundel znowu szczeka na moją nową czapkę!", a on tylko "Cicho, psiarzu, to przecież nasz maskotka!" 🤣 No i jak dojechaliśmy na miejsce, ten piesek wypadł z pudełka, skoczył na peron i od razu wbiegł między kibiców liverpoolowców, co to stali sobie i popijali piwem z kubków — i ten piesek zaczął szczekać na nich tak, że ci uciekli jakby zobaczyli ducha! A nasz Staszek tylko wrzeszczał "To nie pies, to nasz największy obrońca dzisiejszego meczu, hehe!" 🔥 Potem jak mieliśmy już bilety na trybuny, ten piesek usiadł pod flagą Arsenalu i pilnował jej jakby to była świętość — a jak padł gol Thomasa, ten piesek zerwał się i zaczął biegać po trybunie, machając ogonem i szczekając tak głośno, że nawet sędzia się obejrzał! I ten moment... cholera, jakie to było piękne, bo wiadomo, że nasz Staszek na trybunach był z psem, a niektórzy koledzy wzięli to sobie do serca i machali do niego jakby to była oficjalna maskotka klubu! I do dzisiaj jak ktoś pyta mnie o ten mecz, to mówię: "No wiesz co, myśmy nie tylko wygrali dzięki golowi w doliczonym, ale jeszcze dzięki temu, że nasz piesek rozproszył połowę liverpoolowców swoim szczekaniem!" 🐶⚽💥 I teraz jak patrzę na dzisiejsze trybuny i te plastikowe krzesełka, to myślę sobie: szkoda, że nasz pies nie dożył czasów social mediów, bo miałby miliony followersów i pewnie jeszcze założyłby konto na TikToku z tytułem "Psie Kibice Arsenalu" 😂 Takiej ekipy kibiców to nawet dzisiejsze media by nie pokonały!
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.