Kiedy Żyliśmy Rajem tu, Na Parc des Princes!
pamiętam ten mecz z barcą jakby to było wczoraj. niebiesko-czerwona fala na północy to był widok, że aż ciarki chodziły po plecach. a ten strzał raia... boże, jak on to uderzył, że kibice wrzeszczeli jak opętani. siedziałem wtedy na górze z chłopakami, mieliśmy ze sobą starego kawalera na ławie, który po każdej akcji lał piwo prosto z butelki i krzyczał „daj im popalić!". i dał, naprawdę dał. potem jeszcze daliśmy się oglądać, jakby ten dzień nie miał się skończyć. a jak wychodziliśmy z parku, to wszyscy razem śpiewaliśmy „on va gagner, on est les meilleurs” i nikt nie myślał o jutrze. takie czasy...
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
pssst, do was dociera ten rumorek na płycie głównej jakby była niedziela i pierwsza klasówka w dupie? a to się tak pachnie tym starym trybunowym zakładem, co to chłopaki odmalowali północną na niebiesko-czerwono jakby biedronka się tam wściekła rozlała! 🔴🔵
ja tam stałem akurat na wschodzie, tuż przy starym rogu, i jak zobaczyłem tę falę to od razu mi dech zaparło jakbym pierwszy raz zobaczył N oczy pod krzyżem! ale to co mnie urwało, to jak ten nasz czarny diabeł Raí wbiegł na pole jakby szedł po piasku sahary, tylko że tamto mu się spaliło jak nic — no i ten strzał, kurwa, ten strzał, że ażu futryna drżała! miałem starych dziadków obok co gadali „no ba, tyle lata gadamy o tej Barcelonie, a tu nagle idzie piękno” i jeden z nich aż łzę uronił, że nawet nie wiedziałem, że tamci są tacy wrażliwi! 😱💪
potem jeszcze daliśmy czadu w „carre magique” wracając do domu, wszyscy razem, śpiewaliśmy tak, że sąsiedzi od jutrzejszej mszy już drugiego dnia powtarzali teksty. takie czasy, że aż serce boli, jak się pomyśli...
W radości i smutku, do końca z nimi.
a pamiętacie, jak jeszcze przed tym meczem z barcą była afera z tymi nowymi trybunami? rządzili się, że niby „większy komfort”, a mnie się wydawało, że ktoś wyciął kawałek duszy parku, bo tamte stare stopnie miały w sobie coś, co teraz gadaliście, że to tylko „wspomnienia”. no ale jak wyszliśmy na ten północny sektor, to się okazało, że pomalowanie tej płyty to był strzał w dziesiątkę — wszyscy tam, starsi i młodzi, poczuli, że znów jesteśmy jednym cholernym organizmem. ja pamiętam, jak stary wujek z naprzeciwka, co to lata siedział na północy, aż płakał, że mu przywrócili tę dawkę ducha, co mu gdzieś w latach 80-tych uleciała. a potem jak padł gol raia, to ten wujek tak podskoczył, że mu kapelusz z głowy poszybował i jeszcze krzyczał „widziałeś to, to nie futsal, to piłka!” — no i tyle było gadania o tym nowym „komforcie”, bo najważniejsze to czuć ten zapach farby, wrzask i poczucie, że się jest częścią czegoś wielkiego. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No dobra, kurwa, jakby komuś kiedykolwiek przyszło do głowy, że te dwie drużyny to to samo, niech pomyśli jeszcze raz. Tamten zespół to był chłopak, co ma łzy w oczach, gdy patrzy się na zdjęcie z lat 90., bo to była po prostu banda szaleńców, którzy nie wiedzieli, że nie można wygrać z marzeniem. Ten gol Raíego? To była bardziej wiadomość do całego świata niż zwykła bramka — „proszę bardzo, oto, co znaczy grać z sercem w trybunach, a nie w prywatnym odrzutowcu”. A ta drużyna teraz? No cóż, mamy genialnych zawodników, naprawdę, nikt nie kwestionuje, że Messi, Neymar, Mbappé to są rzemieślnicy, którzy robią rzeczy na boisku, że włos się jeży. Ale gdzieś tam brakuje tego szaleństwa, tej dzikiej radości, gdy stary wujek na północy krzyczał „widziałeś to?!” i skakał tak, że kapelusz mu latał.
Wtedy było tak, że kibic nie musiał liczyć na to, że za rok będą transfery za pół miliarda, bo ten mecz z Barceloną to była walka na noże, i każdy bieg, każde wejście było jak życiowa decyzja. Teraz mamy drużynę, która potrafi roznieść każdego w 20 minut, ale czy zostawia w nas tyle emocji? Pamiętam, jak ostatnio szedłem przez miasto, a jakiś młody chłopak zapytał mnie, czy to prawda, że kiedyś na Parc des Princes byliśmy lepsi niż teraz. Cóż, odpowiedziałem mu, że lepsi to może nie, ale na pewno inni — tamtej drużynie nie brakowało niczego poza pieniędzmi, a tej dzisiejszej czasem brakuje właśnie tego, czego wtedy mieliśmy pod dostatkiem: wrażliwości na uderzenie serca.
Tamten mecz z Barceloną był taki, jakby cała dzielnica w Rzeszowie wyszła na ulicę, żeby razem obejrzeć jakiś lokalny festyn — byliśmy rodziną, a nie korporacją z pięcioma prezesami. Dzisiaj mamy widowisko, spektakl, show, ale czy to nadal *nasze*? Tej północnej trybunie nie da się pomalować na nowo, bo farba z lat 90. wsiąkła w beton, a tamci kibice nie myśleli o tym, że jutro będą musieli zapłacić za bilet kolejny raz. Oni po prostu wiedzieli, że są częścią czegoś, czego nie da się powtórzyć — nie tylko klubu, ale całej epoki. No i fajnie, że mamy dzisiaj te cyfry, transfery, europejskie szanse, ale czasem, gdy patrzę na te stare zdjęcia, to aż zakręci mi się w głowie od tej różnicy — tamci mieli duszę, a my mamy marketing. I niech mnie szlag, jak to bolało wtedy, gdy wychodziliśmy z parku i śpiewaliśmy razem, bo naprawdę wierzyliśmy, że jutro też będzie lepsze.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A ja sobie to wszystko przypomniałem przez przypadek wczoraj, jak szedłem na dworzec po jednego kumpla. Wpadłem do jakiejś knajpy koło dworca, a tam akurat leciał filmik z archiwów PSG — chyba jakiś mecz z lat 90., nie pamiętam dokładnie. Ale jak usłyszałem ten charakterystyczny ryk trybun, ten głos spikera, co aż uderza w uszy, to mnie od razu przerwało. Siedziałem jak wmurowany, bo nagle znowu zobaczyłem tę cholerną niebiesko-czerwoną falę na północy, tą barwę, co to z daleka wyglądała jakby ktoś pomalował niebo. I jeszcze ten strzał Raíego... boże, jak on wtedy uderzył, to słychać było, że cała trybuna zadrżała, jakby nie do końca wierzyli, że to rzeczywiście gol. Aż mi się serce ścisnęło, bo to była ta sama moc, co kiedyś, tylko teraz jakby daleko, jak wspomnienie z dzieciństwa, co się raz na jakiś czas odgrzebuje w głowie.
I właśnie o tym myślę, jakbym miał ten filmik w kieszeni — to nie były zwykłe mecze, to były *nasze* chwile, gdy kibice naprawdę czuli, że tworzymy historię, a nie tylko oglądamy ją z trybun. Tamten zapach farby, krzyk „daj im popalić!” i ten dreszcz, co chodził po plecach... cholernie brakuje mi takich chwil dzisiaj. Za to u mnie w bloku jest taki jeden stary dziadek, co to lata temu chodził na północny, a teraz siedzi w fotelu i opowiada o tym meczu tak, jakby był wczoraj. I za każdym razem, jak do niego zagadnę, to tylko wzrusza ramionami i mówi: „Prawdziwe szaleństwo to było wtedy, teraz to już tylko show”. Ale co tam, my wiemy swoje — tamten Raj to był dla nas, a dzisiejsze „show” to dla innych. Ale i tak bym oddał wszystko, żeby choć raz jeszcze poczuć ten zapach farby i ten huk trybun... 🔥💪🔴🔵
Jeden klub, jedno życie ❤️
no wam to naprawdę wybucha we łbie jak ta farba na północnej trybunie tamtego wieczora, kiedy jeszcze siadaliśmy na samym szczycie starego parku — pamiętam, jak mój stary koleś, co to handlował starymi koszulkami przy stadionie, powiedział mi przed meczem „słuchaj, dzisiaj nie chodzi o to, że gramy z barcą, tylko że odzyskujemy coś, co nam ktoś ukradł”. i miał cholerną rację, bo jak zobaczyłem te młode chłopaki, co to zrobiły tę falę niebiesko-czerwoną, to aż mi łzy stanęły w oczach — nie dlatego, że byli super zorganizowani, tylko dlatego, że robili to z takim zapamiętaniem, jakby wiedzieli, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś w stylu „wracamy do domu”.
i ten cholerny gol raíego — jak on tam wbiegł, to ja pamiętam, że miałem wtedy w ręku kubek kawy z mlekiem, co to kupiłem od staruszki z wagonu numer 3, a jak padł ten strzał, to ten kubek wyleciał mi z ręki i rozbił się o podłogę, a ja nawet nie poczułem, bo mnie puścił ryk trybuny, co to aż fundamenty drżały. i co najgorsze, że potem jak ten Raí biegł do narożnika, to jeden z tych starych wujków obok mnie zaczął płakać i mówił „widzisz to, to nie jest żaden biznesmen, to jest prawdziwy piłkarz, co to wie, że gra dla nas, a nie dla jebanego szejka”.
i taka tam jest różnica między teraz a wtedy — wtedy mieliśmy chłopaków, co to grali, jakby mieli w dupie cały świat, a dzisiaj mamy artystów, co to grają tak, jakby mieli kontrakt na sztukę w operze. i nie mówię, że to źle, bo oni są świetni, ale tamten mecz z barcą to był jak uderzenie młotem — raz, i wszyscy wiedzieli, że coś się kończy, a coś nowego zaczyna. i szkoda tylko, że dzisiaj nie ma już takich chwil, bo kibice PSG dawno już nie są rodziną, tylko klientami na koncercie.
i jeszcze jedno — ja tamtego wieczora spotkałem na północy faceta, co to lata temu grał w drużynie rezerw, a teraz siedział na wózku, bo jakiś debil zara czytał mu życie. i jak padł ten gol, to ten gość zaczął krzyczeć tak głośno, że aż strażacy musieli go uspokajać, a on tylko powtarzał „widzisz, widzisz, to nasz świat, nie ten nowy bajzel z neonami”. i ja wtedy pomyślałem, że takie chwile to jest to, czego nam dzisiaj brakuje — nie tyle wyniku, co właśnie tej dzikiej, prawdziwej radości, co to się rodzi z serca, a nie z algorytmu.
i niech mnie cholera, jak ja tęsknię za tymi czasami, bo wtedy nie było mowy o tym, że jutro będzie lepiej — jutro było *teraz*, i to właśnie na tym polega cała magia parku. 🔴🔵
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej ludzie, no ale że co to była za banda szaleńców tamtego wieczora... mnie akurat na trybunie zafiksował ten jeden gość co szedł z megafonem wielkości lodówki i wrzeszczał „PSG NAWSZE W SERCACH!” — i co wy na to, że akurat w połowie meczu mu się odpadła dłoń od megafonu i tak latał po północy z tym kawałkiem plastiku jakby chciał kogoś zabić? 😂 a my wszyscy na to „ale super, teraz mamy trochę heavy metalu do tej niebiesko-czerwonej szaleństwa!” i dalej śpiewaliśmy, bo co tam, jakby ktoś miał coś do gadania, to akurat Raí strzelił drugiego i wtedy ten facet z megafonem padł na kolana i zaczął błagać „dajcie mi jeszcze jednego!” jakby to był ostatni koncert AC/DC.
i potem jeszcze ten cwaniak z północy co tak naumalował te transparenty, że wyglądały jak dzieło Jacksona Pollocka, tylko zamiast farby miał pyłek z boiska i smark z kibiców — i tak stał tam z pędzlem w ręku cały mecz, a jak padł gol, to on tylko cmoknął i powiedział „kurwa, dzisiaj nieźle nam wyszło” jakby nic nie zrobił. 🍿💥
prawdziwy raj, naprawdę — jakby ktoś wziął wszystkie emocje z 90 lat, wsypał do betonu trybuny i dodał szczyptę szaleństwa... to właśnie było to, a teraz mamy „show” z hazardowymi zakładami i DJ-em między rzutami rożnymi. no ale niech będzie, chociaż pamiętamy — i to wystarczy, bo ja tamtej farby nie oddam za żadne kliknięcia na TikToku! 🔴🔵🤘
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.