Kiedy złota era spotyka się z nowym rozdziałem – od Polaka do Bawarczyka, z łezką w oku i uśmiechem!
pamiętam, jak w tamtym sezonie 2015/16 przyjechał do monachium chłopak z warszawy, żaden maruda, tylko z tym swoim uśmiechem i wiadomo — ktoś od razu wrzucił starą nutę, że niby "przecież to nie żaden polak, tylko bawarczyk się rodzi"... a potem był ten mecz z wolfsburgiem w grudniu, kiedy to w 9 minut trzy bramki, i wszyscy kibice na trybunach szaleli tak, jakbyśmy wygrali mistrzostwo świata osobiście. a ja akurat siedziałem obok starszego pana, który od czasu dobermana, ba? kochał tego lewandowskiego jak własnego, i powiedział mi wtedy: "widzisz, chłopie, to nie jest żaden transfer, to jest początek legendy". i miał rację — bo nie dość, że trzy bramki, to jeszcze ten jego styl, jakby biegał po boisku z uśmiechem, że nie ma nic do stracenia. teraz, kiedy patrzę na jego hat-tricki, to mi się trochę serce ściska, ale i cieszy, bo kto wie, może jeszcze kiedyś zobaczymy go z powrotem, tyle że już w roli idola na ławce... albo i nie, kto wie, cuda się zdarzają, jak kiedyś w tym samym meczu z wolfsburga 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
kurcze, to mnie Aga wywołała, bo pamiętam ten grudniowy wieczór w alei olimpijskiej jakby to było wczoraj, stary🔥 siedziałem obok mojego kumpla Józia z warszawy na trybunie, no ba, ten co zawsze wozi ze sobą flagę i śpiewa nawet jak mu kiepsko idzie😂 a tu nagle ten Lewy, puścił takiego wolnego, że goalkeeper nawet nie drgnął, trzy razy strzał i BAH, tak jakby granat wybuchł na polu💥 wszyscy wstali, Józio aż podskoczył i krzyknął "kurwa, to nasz chłopak!" i zaczął machać rękami jak wariat, a ja tylko się śmiałem, bo widziałem jak ten stary pan obok nas płakał ze szczęścia, mówił coś o synu i takich tam, no ale trudno... jakbym widział to teraz, tobyśmy znów poderwali się z krzeseł, no ale nie trzeba, bo hat-trick to hat-trick, i Lewy zawsze był tym, który potrafił nas wszystkich rozebrać emocjonalnie, nie tylko czysto sportowo🔴😱
Jeden klub, jedno życie ❤️
tego wieczoru w alei olimpijskiej pamiętam jeszcze coś więcej — stałem wtedy akurat przy samym wejściu na trybunę, tam gdzie zawsze stoi ten starszy facet z flagą polski zrobił mi się gęsia skórka nie tylko od tych trzech bramek, ale od tego, jak on, lewy, po trzecim golu podszedł do bandy i podniósł ręce do góry, a ja zobaczyłem, że ma na koszulce napisane "polska" i to mnie naprawdę uderzyło... i ten facet z flagą zaczął śpiewać hymn, a ludzie wokół podchwycili, tak że wszyscy razem a capella, nawet ci, co normalnie milczą, no i wtedy pomyślałem, że naprawdę jesteśmy rodziną, nie fanami, nie kibicami z daleka, tylko naprawdę jednym fajnym... i chyba stary pawlak zza moich pleców powiedział wtedy "widziałem już wiele, ale takiego dnia to chyba nie zapomnę", no a ja uśmiechnąłem się i odpowiedziałem "młodzi tego nie widzieli, panie januszu, to coś więcej niż piłka..." i miałem rację, bo dziś kiedy widzę te hat-tricki, to mi się serce ściska, ale znowu — cieszę się, bo kto wie, może kiedyś jeszcze taki moment będziemy razem przeżywać, tyle że z kimś nowym na trybunie? 😉
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurcze, kurcze, kurcze… mnie się coś przywołuje jak teraz patrzę na te hat-tricki, że kiedyś lewy w tym meczu z wolfsburgiem strzelił tego trzeciego gola i ja akurat stałem pod trybuną z piwem w ręku, a obok mnie jakiś turysta z anglą pyta "who is this guy?" i ja na to "to nasz król, który rozdaje autografy w naszym języku" 😂🍻 i facet tak się uśmiechnął, że nawet nie pytał więcej, tylko złapał swoją żonę za rękę i krzyknął "come on, let's go!" bo pomyślał chyba, że to jakaś nowa moda kibicowska 🤣 zaraz potem zaczęliśmy razem śpiewać "już wiemy, że jutro..." i ten turysta od razu wsiąkł w tłum, jakby urodził się z flagą polski pod pachą, a ja dopiero drugiego dnia dowiedziałem się, że nazywa się bob, nie john 😎 no i tyle, jakie tam bawarczyk, on zawsze był naszym, tylko potrafił wyczarować magię tak, żeby każdy się czuł jak u siebie 🔥
Memy to też analiza.