Kiedy Zieleń Trzepała się z Błękitem: opowieści o tych, co mieli szczęście!
a kurcze, no a jakbym ja miał nie pamiętać tej pieknej, lipcowej niedzieli z 1994 roku na Parc des Princes kiedy to ten sam Miquelon, o którym teraz tyle gadania, walił tym swoim lewym jak do chorągwi od ratusza, tylko że w poprzeczkę xaviego raz jeszcze, tyle że nie wiem jakieś tam zagranie strategiczne, tylko prosta prawda – trafił i ból był taki, że aztecki sędzia coś tam zezłościł się strasznie i machnął do Barcelony parę rzutów rożnych, no ale cóż...
a potem te kanapy przykryte kocami, te papierosy wychodzone i te butelki piwa, które tak niedobrze smakowały bo było tak gorąco, że jakieś stare dziady w gazetach pisały że to upał jak na Saharze, ale myśmy siedzieli i śmialiśmy się że niby za chwilę biale koszulki będą wisiały na drzewach jak pończochy na sznurze...
i ten Barça, no cóż, oni mieli Romário z tym swoim uśmiechem jakby już znał wynik, a my mieli Zielonego z tą miną że on by teraz kawałek chleba z masłem zjadłby zamiast gardzić tymi hiszpańskimi bekonami w kosmosie...
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No do cholery, a ja to akurat w domu mojej cioci w Rumi siedziałem, bo akurat odwiedzałem rodzinę, jak ten wynik leciał w telewizorze co tam na starej jak cholera samsungu z rurami. Mamusia mi na obiad pierogi lepiła, a ja nic, tylko patrzyłem jakoby świat się kończy, bo jeden gol... i nagle - bach! Ten Miquelon wali z półmetka jakby mu ktoś w dupę kopnął, że aż okna zadrżały u tej cioci, a ja krzyczę jak opętany że "kurwa, żyję jeszcze!!!" bo myślałem że to już ten moment kiedy leci wieża Eiffla do Biesłanu.
Potem kanapa zmięta, piwko z lodówki cioci, które było tak zimne że aż zęby bolały, i takie wyznanie od dziadka który w Polskę nie wierzył: "no i widzisz, chłopie, że czasem te zielone majtki jednak pomogą". A ja na to, że "no jasne, bo bez nich by nas Błękitni do reszty pogrzebali w tym wymyślaniu długopisem".
I potem już tylko płacz, śmiechy, i ten Romario co się wkurzył jak nie wiem co, machał rękami, a my przy tym stoliku plastykowym co się rozkładał, tańczyliśmy jakaś choreografię na "We are the Champions" 🔴🔥💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
kurczę, a ja to sobie przypominam jak dzisiaj ten cholerny mecz z 2004 roku z tym cholernym strzałem dekady dekadę później, no ale niech tam, chodzi o ten zaniemówienie... byliśmy w modnym wówczas w Szczecinie pubie "Pod Złotym Okoniem" – bo akurat na obczyźnie bywałem, nie? i ta transmisja idzie w tv, a my, kilkunastu zapaleńców z naszymi zielonymi szalikami zawiązanymi na głowach jakby były workami na ziemniaki, bo lato było takie, że nie dało się inaczej.
i ten moment kiedy Deco dostaje piłkę, ten jego drybling, wszyscy wstajemy, krzyczymy, a on się zatrzymuje, patrzy w lewo – i nagle tamten strzał, ten odrzut ogniowy, prosto w róg... a ja akurat podskakiwałem, upiłem się tak mocno, że nie wiedziałem czy to z emocji czy z tego piwa, które miało smak jakby zaparzonego moczu, ale było pyszne.
i wtedy facet obok mnie, taki jeden chudzielec w koszulce z napisem "psg till i'm dead", on się po prostu rzucił na mnie, objął, a my obaj padliśmy na stolik tak, że butelki pospadały, ale nikt się nie przejął, bo ten gol był jakby wlew szampana do słoika z kompotem – nieoczekiwany, słodki i tyle.
i pamiętam, że potem poszliśmy piechotą na dworzec, bo hotel mieliśmy daleko, i całą drogę śpiewaliśmy co nam w głowie zaświtało, a jakieś stare babcie na ławce patrzyły na nas jak na bandę wariatów, i też dobrze, bośmy byli szczęśliwi jak dzieci na choince 🔴💚
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, no ale żeście tamtego wieczoru przy Parc des Princes mieli serce na ramieniu, to fakt – ta drużyna z Miquelonem w koszulce, co leciała jak na skrzydłach wariatki, która nie wiedziała, że ma lądować. Ten gol z półmetka to był taki cios prosto między oczy Barcelonie, że Romário nawet nie zdążył sięgnąć. Pamiętam, jak moi starsi mówili, że kiedy Miquelon wybijał piłkę, to aż waliło echo po całym stadionie – i tyle emocji, że naprawdę myśleliśmy, że te zielone koszulki będą wisiały na drzewach przez tydzień.
Dzisiaj? No cóż... mamy ten balet z Neymarem, Mbappém, Messi, pewnie najdroższą drużynę wszech czasów, ale... no wiesz, jak się patrzy na te kibole przy Parc, co tam w 2017 na Camp Nou wywiesili flagi z "Paris est magique" i śpiewali Non-Stop przez 90 minut – to jest coś innego. Tamta ekipa nie miała takich pieniędzy, nie miała takich gwiazd, ale miała coś, czego dzisiaj brakuje: chęć do biegania, do walki, do kopania się z bykami, bo wiadomo było, że bez tego to nie przeżyją kolejnego weekendu w lidze. Miquelon, Bravo, Weah, Rai – ci faceci nie myśleli o kontraktach, myśleli o honorze. I ten mecz z Barceloną, to nie był mecz – to była awantura na murawie, gdzie jeden cel miał nikt: dać w dupę tym Błękitnym i pokazać, że Zielony to kolor, który nie ustępuje.
Dzisiaj mamy takie składy, że na ławce siedzą gotowcy za miliony, a na murawie gracze, którzy ledwo złapią strzał, to już są w euforii. Tamci ludzie nie mieli luksusu lenistwa – mieli tylko miłość do klubu. I właśnie dlatego tamten wynik był taki, jakby ktoś uderzył w bęben w chwili, kiedy wszyscy myśleli, że mecz już się skończył. Dzisiaj mamy piękne pasy, super taktykę, super marketing, ale... nie wiem, czy te emocje dadzą radę porównać się do tamtych czasów.
Co prawda, dzisiejsza ekipa przynajmniej raz zdobyła Champions League, więc nie możemy narzekać – ale tamten gol Miquelona... no cóż, to było coś, co zostaje w sercu na zawsze. Tamte czasy były brutalne, proste i prawdziwe. Dzisiaj mamy luksus, elegancję, ale może i trochę strachu przed tym, żeby nie zawieść oczekiwań milionów. Tamci nie mieli strachu – mieli tylko chęć zwycięstwa. I tego nam dzisiaj brakuje. 🔴💚
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat w zeszłym roku trafiłem na stary filmik z tamtego meczu przy przypadkowych znajomych z dzieciakami, no i coś mnie ścisnęło w sercu, bo jeden maluch pyta "tato, dlaczego tata płacze?", a ja na to, że to nie płacz, tylko szczęście zalewa, że to taki moment, kiedy Zielony dosłownie wgryzł się w dupsko Barcelonie i nie puścił 😱💪🔴
I pamiętam ten sam zapach piwa w knajpie co kiedyś u cioci w Rumi, tylko że teraz to było w knajpie "U Zielonego Lwa" niedaleko dworca we Wrocławiu, gdzie fajnie się zebrało paru starych wyjadaczy i jeden koleś co na pół etatu handluje banerami z Barcelony 😂, no ale jak ten gol leciał, to wszyscy rzuciliśmy się na siebie jak debile, a ten facet w zielonej kurtce z napisem "1994 DO ŚMIERCI" po prostu uderzył głową w mój bark i powiedział "widzisz? mówiłem ci, że czasem te buty zielone same robią robotę" 🔥😂
Na trybunach od dzieciaka.
A wiecie co mnie ostatnio rozbawiło? Jak to w mojej starej, dobry antycznej „Hucie” na zdrowiu, gdzie na telebingu pokazali ten mecz z Barceloną, to jeden taki młody chłopaczyna, pewnie 20-latek, który widzi pierwszego gola Miquelona i pyta: „a co to ten zielony facet tak strzelił do ich bramkarza?”. A ja mu na to: „no synku, to nie facet strzelał, to Zielony Kolor sam uderzył w tą bandę hiszpańską, bo miał dość ich pieprzenia naszymi koszulami!” 😂🔴💚
I ten chłopaczek, że się aż zakrztusił piwem, bo myślał, że celowo zrobiłem sobie jaja z jego młodzieńczej niewiedzy, ale co miałem zrobić – powiedzieć mu, że tamtego dnia naprawdę Zielony Kolor wygrał mecz? Że cały stadion się w nim zanurzył, jakby to nie był piłkarski mecz, tylko rytuał voodoo przeciwko Romariemu? 🤣
A ten stary Wyjadacz obok, co ma więcej szalików niż butów, to zaraz wrzucił na stolik swoje „prezentacje”: stare wycinki prasowe, zdjęcie Miquelona z gazety i butelkę piwa z 94 roku, którą oczywiście wcisnął temu chłopcu mówiąc: „weź, pij, a jak się boisz, to włóż ten szalik na głowę, może ci da siły!”. I ten młodziak tak zrobił, a potem cały wieczór chodził jak jakiś Zielony Ninja i udawał, że wie wszystko o futbolu, a my się śmialiśmy tak, że kelnerka zaczęła się martwić o nasze bezpieczeństwo 🍿🔥
No i wiecie co? Na koniec tego wieczoru, gdy ten młodziak już miał wrażenie, że zna całą historię klubu na wylot, to jeszcze mu powiedziałem: „słuchaj, jak będziesz starszy, to opowiesz swoim dzieciom, że kiedyś PSG nie było mafią kontraktów, tylko drużyną, która kopała się z bykami za honor, nie za firmę sponsorską”. I on kiwnął głową tak poważnie, jakby to było coś oczywistego, a ja pomyślałam: „no proszę, następne pokolenie dostaje dawkę prawdziwej mitologii PSG na łyżce syropu zielonego” 😎💚🔴
Memy to też analiza.