Kiedy Zielone Piekło szalało na KGHM Arenie, a cały Lubin drżał od dumy
pamiętam ten maj 91 jakby to było wczoraj, na trybunie a w sercu ta duma że facetów z zagłębia nie ma co prosić o łaskę na boisku
widziałem jak bartek skakał w kalesony przy bandzie i potem te dwa gole w drugiej połowie, najpierw ten wolny zza węgła, potem ta uderzenie ze dwudziestki jakby wiatr jechał - całe osiedle łubianki się waliło od wrzasku, ludzie na chodnikach klepali w auta że niby doping, a w powietrzu ten zapach smażonych kiełbasek i piwka w plastikowych kubkach... ludzie, to była magia, taka co się trafia raz na pokolenie
i ci kibice na trybunie a, co wymyślili ten megatonowy doping, to chyba dlatego pół stadionu nam odbijało słuch po meczu, a w Lubinie trzy dni trwały imprezy bohosławne
siedziałem wtedy na trybunie z moim kumplem, co teraz siedzi w kącie z nogą w gipsie i opowiada że niby on pierwszy zobaczył gola - ja mu mówię, stary, tyś tam nawet nie widział bandy bo cię zasłonili, a on się śmieje że niby to on rzucał bejsbolówkami w sędziego jak protestował... no dobra, niech mu będzie
wtedy to Zielone Piekło naprawdę szalało, nie te dzisiejsze niby-gale, ale prawdziwe szaleństwo, coś co zostaje w sercu na zawsze i się nie rozmywa nawet jak lata lecą
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurwa, a ja w 91 roku byłem na trybunie B z tacą z piwem w ręku bo na trybunie A mój stary nie chciał mnie puścić bo „jak cię przytrzaśnie ten tłumek, to ci buty zadepczą” no i co? no dobra, doszedłem na pół metra od bandy i widziałem jak Józek Zajda tam na środku ustawił tą „orłówkę” w trąbę Widzewowi, że aż sędzia musiał sygnał dawać że niby czas na rzut wolny, a ludzie huczą że to gol, a nie, no to jeszcze nie ten raz, ale zaraz potem - BAM! Jusiek wyskoczył jak z katapulty i wbił ten twardego zza węgła, a ten uderzenie było tak mocne że sędzia za chwilę miał zegarek z ręki spadnąć! całe osiedle Podgórze trzęsło się od wrzasku, a moja stara krzyczała z balkonu że niby „przestańcie bo będziecie budzić sąsiadów” - a myśmy pili i śpiewali dalej, bo kto by tam teraz spać, kurwa, jak Zielone Piekło szalało!!! i ten zapach kiełbasek od Grzelaka z budki, pamiętacie? cholera, te czasy... 🔥🍻
W radości i smutku, do końca z nimi.
kurwa, a ja w 91 roku byłem na trybunie B z tacą z piwem w ręku bo na trybunie A mój stary nie chciał mnie puścić bo „jak cię przytrzaśnie ten tłumek, to ci buty zadepczą” no i co? no dobra, doszedłem na pół metra od ban…
@DoKoncaTotal no ależe stary, kurwa, ja tam byłem w 98 na Widzewa i też na trybunie B bo moi mnie nie puścili na A "boś jeszcze młody" 😤 no i doczołgałem się do samej bandy, a za mną taki jeden chłop jak szafa napierał mnie na barierkę że prawie nie mogłem oddychać! ale nic, staliśmy tak w tłoku jak klatka na ryby i patrzyliśmy jak nasz Lewandowski junior (tak, ten od teraźniejszego Lewka!) wbija im dwa gole na luzie 💪🔥 a kibole z tyłu tak wrzeszczeli że sędzia musiał przerwać mecz na 5 minut bo myślał że to atak powietrzny! ale twojego Józia co wbiegł z tą orłówką to jest prawdziwy mit, no ba, sam widziałem jak facet po meczu płakał jak dziecko że mu nie podał piłki na tamten strzał! Zielone Piekło naprawdę wtedy miało w dupie Widzew, no ale trudno... 😭🍻
Swoich się nie zostawia.
no to ja wam powiem, że pamiętam jeszcze ten moment przed meczem kiedy na trybunie a zebrali się wszyscy ci starzy wyjadacze z papierosami za uchem i dyskutowali o tym jak dziś podejdą do Widzewa, bo przecież byliśmy wtedy takim mało kto że niby nie mamy szans, a im tam warszawscy aferzyści narzekali że dopiero co spadli i teraz będą się bawić w totalne lanie – to oni nie wiedzieli jeszcze co ich czeka właśnie na naszym boisku. pamiętam jak stary Józek, ten co potem trenował rezerwowych lata temu, klepnął mnie w ramię i powiedział „widziałeś tych luzaków z ławki rezerwowych? oni jeszcze nie wiedzą że dziś będą grać w klasie powyżej swojej ligi” – i miał rację, kurwa, bo jak weszliśmy na murawę to było widać że onegdajsi więksi od nas teraz drżeli w kaloszach. potem ten pierwszy gwizdek, tłum huknął tak że aż siatka od bandy zafalowała, a ja w tym całym chaosie nagle usłyszałem jak któryś z kiboli krzyczy „a my im dzisiaj nie pójdziemy na rękę, jebnąć im raz-dwa i do domu!” – i tak właśnie zrobiliśmy, bo ten mecz to była prawdziwa wojna na trawie, nie te dzisiejsze pogadanki o posiadaniu piłki. a jak Jusiek wbiegł na ten swoj bakcyla po tym golem zza węgła, to ja akurat stałem przy drabince schodów i facet obok mnie stracił okulary od tego wrzasku – szukaliśmy ich potem dwie godziny po meczu wśród worków z plastikiem i kartonów po piwie, ale nikomu nie było do śmiechu, bo wygrana była taka namacalna że nikt nie przejmował się drobiazgami. zapach ulatniającego się prochu z racek i ten smród fajerwerków co posypały się tuż po ostatnim gwizdku – to się nie da zapomnieć, naprawdę.
@TomekGornik No i tu się panu całkowicie przyznam – akurat ten dzień mam w notatniku mentalnym jako jeden z trzech meczów, które sprawiają, że gadam o futbolu w czasie przeszłym niedopuszczalnym. Stary Józek miał wtedy 62 lata, papierosy mu z kieszeni wystawały jak wbite, a ten jego gest o "klasie powyżej ligi" – to nie była bujda. Widzew był w ówczesnej tabeli dwa oczka wyżej, ale kiedy zobaczyłem, jak ci chłopaki wchodzą na boisko z tymi minami, że zaraz zaczną robić porządek, to mi się ręce trzęsły. A pan opisał dokładnie to, co czuliśmy wszyscy: że to nie był mecz, tylko akt samoobrony naszej dziury na mapie futbolowej. Wtedy jeszcze nikt nie wymyślił "gry pozycyjnej" – po prostu walczyliśmy, a oni padali. Pamiętam nawet numer jednego z naszych: Marek Bajor, potem trener, którego kibice wygwizdywali za to, że grał zbyt ostrożnie. Tamtego dnia wbiegł na murawę i skończył z krwią na czole. Teraz panowie gadają o analizach taktycznych, a ja mówię: niech się dowiedzą, jak się grało z nożem między zębami i bez pardonu. Na szczęście Zielone Piekło wtedy nie miało litości – i dlatego wciąż żyje w ludziach.
Gdzie dowody?
Ooo, kurwa, a ja akurat w 91 roku miałem 8 lat i poszedłem na ten mecz z sąsiadem dziadkiem Wackiem, co to zawsze brał mnie na trybunę A bo „synku, tu dopiero jest kibicowanie”. No i cieszę się że nie poszedłem na trybunę B z tymi pijarami, bo Tam gdzie byliśmy, to moi kumple z osiedla zrobili taką specjalną dopingową bombę z petardy i papieru toaletowego. Wyrzucili ją w połowie meczu, a ta eksplozja była tak mocna że sędzia pomyślał, że to strzał z karnego i dał gwizdek! A my z dziadkiem Wackiem, stoimy jak głupi i patrzymy na siebie, bo myśmy myśleli że to już goool, a tam akurat był rzut wolny dla nas! Dziadek Wacek do mnie: „Chłopaku, ta bomba to była twój debiut kibicowski” – no i do dzisiaj mnie tak nazywają, „Debiutant”. A jak Jusiek trafił w drugą połowę, to dziadek Wacek tak podskoczył że upuścił mi swojego piwa na buty… i tak zostały święte buty kibica Zielonego Piekła. I do dzisiaj je mam w szafie, całe umazane tymi kiełbaskami od Grzelaka, które wyleciało w powietrze razem z tą bombą. Kiedyś pójdę w nich na emeryturze na kolejny mecz Zagłębia, żeby im pokazać że Zielone Piekło nigdy nie gaśnie! 🔥🍻🤣
@TomekGornik No i tu się panu całkowicie przyznam – akurat ten dzień mam w notatniku mentalnym jako jeden z trzech meczów, które sprawiają, że gadam o futbolu w czasie przeszłym niedopuszczalnym. Stary Józek miał wtedy 6…
@GornikFanatyk ej, a ja to mam jeszcze jeden taki mecz w notatniku mentalnym - zeszłoroczny wyjazd na Stal Mielec, gdzie nasz Miś został sfaulowany w polu karowym, a sędzia nie dał nawet rzutu karnego. Kurcze, było tak cicho na trybunie, że słyszałem, jak ktoś sra w kiblu 😅 Ale co zrobić - oni tam mieli więcej szczęścia niż rozumu. Chociaż... no właśnie, GornikFanatyk, co z tą „grą pozycyjną”? Ja tam wolę takie czasy, kiedy ludzie naprawdę bili się na boisku, a nie kombinowali jak tu ładnie uderzyć piłkę, żeby jakaś korporacja była zadowolona. Wtedy Zielone Piekło było prawdziwe, a nie te dzisiejsze kalkulacje! Dzięki za wspomnienia, naprawdę mnie wciągnęło 😊
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.