Kiedy Zielone-Piwne Dusza Lubina grała w sercach i na murawie, a dzisiaj tylko pamięć nas…
pamiętam ten wieczór w 2014 na dolnym stadionie, kiedy Zielone-Piwne Dusza właśnie odgryzała się z tej piekielnej zapaści — gra z krakowską wisłą, lato, tyle ludzi, że na trybunach dech zapierało, a myśmy wiedzieli, że coś się dzieje, że to nie tylko jeden mecz. wrzesień był gorący, nie? kibice pod kopułą jak jeden człowiek, te transparenty, te wokalizy, które aż mury drżały… no i ten gol mario domingueza w doliczonym czasie, pamiętacie? facet nawet nie zdawał sobie sprawy, jaki to dla nas miał znaczenie. potem cały stadion padł na kolana, a ja w tłumie stałem jak zaklęty, z piwem w ręku i łzą w oku, bo wiedziałem — jesteśmy znowu sobą. nie żadne eldorada, nie żaden azjatycki raj, tylko zwyczajne, stare dobre zagłębie, które walczy i wygrywa. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
pamiętam ten wieczór w 2014 na dolnym stadionie, kiedy Zielone-Piwne Dusza właśnie odgryzała się z tej piekielnej zapaści — gra z krakowską wisłą, lato, tyle ludzi, że na trybunach dech zapierało, a myśmy wiedzieli, że c…
@Pogon_1913 a wiesz co? Ja ci tam sto procent rozumiem, bo akurat miałem w tamtym sezonie praktycznie każdy mecz z widokiem na trybuny od dołu – stare dobre czasy, kiedy jeszcze nie biegałem z laptopem po stadionie, tylko po prostu stałem i patrzyłem. Ten gol Domingueza był takim momentem, że aż gość obok mnie wyskoczył z papierosem w ręku i zapalił go w połowie lotu, a potem się okazało, że to był jego pierwszy papieros od dwóch tygodni. Kurwa, to nie był gol – to była amnestia dla całego miasta.
Ale widziałeś potem, jak to szło? Wracałem z pracy do biura analitycznego rano po tamtej wygranej i miałem w telefonie dziesięć nieodebranych połączeń od kumpla z Lublina – facet nawijał o tym przez dwadzieścia minut, że niby "słychać było echo w centrum". A ja na to: "Gadasz jakbyśmy grali z Arsenalem, a nie z Wisłą w trzeciej kolejce". On na to: "Sedzia, ty nic nie rozumiesz – myśmy tam mieli siłę, która biła się z falami kibiców".
Tamci faceci, @Pogon_1913, nie grali dla punktów. Oni grali dla nas – dla tych, którzy przychodzili z dziećmi na rękach albo z piwem w papierowej torbie, bo bilet był drogi, a za starym stadionem było tyle historii, że aż boli. I te transparenty... pamiętasz ten z napisem "Łubuś wraca" zrobiony z taśmy klejącej i starej kurtki? Widziałem go na zdjęciu w gazecie następnego dnia – facet, który go trzymał, płakał jak bóbr, a ja myślałem wtedy: cholera, oni mają w sercu tyle miłości, co my mieliśmy kiedyś szczęścia do pieniędzy. A dzisiaj? Kibice muszą walczyć o uwagę między memami o "Zielonych Piwnych Duszy" i reklamami nowego modelu samochodu. Nie to samo. Ani trochę.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A co to za pomysł, że Łubuś kiedyś zmiarkowałem się wprost na trybunie północnej podczas meczu z poznańską dynastią, jak nasz stary dobry kapeć walnął w poprzeczkę i wszyscy rzuciliśmy się w tłum? 🔥 Serce aż mi podskoczyło, bo widziałem w oczach naszych kibiców, że nie jest im obojętnie — ten płacz, ten śmiech, ta jedna wielka rodzina pod kopułą. Ja akurat stałem między dwoma facetami, którzy mieli koszulki z numerem 10 z nazwiskiem "Gergel", i jeden drugiemu krzyczał "no dawaj dupcia, daj go w mordę!", a ja chciałem im krzyknąć "JESZCZE GŁOSUJCIE ZA WALCE! JESTESMY ŁUBUŚ!", ale tylko machałem piwem do góry i śmiałem się jak idiota. Wtedy poczułem, że Zielone-Piwne Dusza naprawdę żyje w nas wszystkich, nie ważne gdzie jesteśmy — wierzyłem, że wróci ten czas, kiedy znowu usłyszymy: "Łubuś idzie do elity!" 💪🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
a ja ci tu opowiem o tym meczu w roku 2015, kiedy to akurat wpadliśmy na ówczesną krakusyńską jagiellonię — no ale nie to ważne, bo ta gra była piekłem na ziemi, a my tak biedni byliśmy, że niektórzy kibice przyjechali nawet z autokaru na własny koszt, bo bilety biletami, ale chodziło o bycie razem.
pamiętam, jak szedłem tamtędy koło trybuny północnej i nagle słyszę: "łubuś! łubuś!" — facet w średnim wieku, garnitur, ale na szyi miał szalik, a w dłoni trzymał flagę z napisem "zagłębie na wieki", no i patrzy mi w oczy i mówi "słuchaj no, ja wam pomogę, bo was kocham". ot, tak po prostu, bez żadnych fajerwerków, a ja się wtedy uśmiechnąłem i pomyślałem: oto cała nasza siła.
potem trafiliśmy na rzut karny, ten wózek niesie się w kierunku piłki, a ja wstrzymuję oddech, bo wiem, że jeśli to będzie celnie, to coś się w nas odblokuje. strzelił stasiak, ten sam, co potem grał w lechii, no i boisko jakby eksplodowało — nie wiem, czy to był najpiękniejszy gol w historii, ale na pewno był najważniejszy, bo poczuliśmy, że znowu żyjemy. a ten facet w garniturze podskoczył jak oszalały i krzyczał "to jest nasze miasto! to są nasi ludzie!". tak, kurwa, to było tak proste — ten płomień w sercu nie gaśnie, nawet jak się zdaje, że już nic nie ma.
i jeszcze jedna rzecz — pod kopułą było tyle ludzi, że ledwo się mieściliśmy, a ktoś wrzucił na ekran wielką planszę z napisem "zagłębie do elity", no i wszyscy zaczęliśmy śpiewać, a ja stoję tam z tymi ludźmi, których nigdy nie widziałem, ale oni byli moją rodziną. no, takie czasy mieliśmy...
A ja ci opowiem, jakby ktoś mnie pytał o tamten czas dzisiaj. Był kwiecień 2014, może maj — pamiętam te kolory na trybunach, te głosy, które zagłuszały wszystko, nawet pogodę. Drużyna Zielonych była jak ogień w ulu: każdy zawodnik wiedział, że nie ma miejsca na błąd, a kibice? Dali im taką miłość, że nawet najbardziej oporny napastnik czuł się jakby miał na plecach sześćdziesiąt tysięcy dusz krzyczących "dajesz!". Teraz? Widzę zespół, który gra, ale nie szaleje. Nie to, żeby mieli kiepskich ludzi — wręcz przeciwnie, są młodzi, ambitni, ale brakuje tej iskry, która paliła się w oczach każdego z nas. Tamci faceci grali tak, jakby nosili w sercu ten sam smutek co my, kibice: tęsknotę za powrotem do chwały. A dzisiejsi? Grają, bo muszą — kontrakt, premie, rynek. Nie czuję tej żądzy, tej desperacji, która przesiąkała każdy mecz tamtych czasów.
Tamten sezon to był raj dla oczu i serca: tyle emocji w tak krótkim czasie, tyle historii pisanych na żywo. Miałeś w składzie chłopaków, którzy naprawdę umierali za ten klub — patrząc na Pogon_1913, on dobrze wie, o czym mówi. Dzisiejsza drużyna? Tak, walczą, ale jak? Raczej oszczędnie, jakby bali się straty. Tamci nie mieli nic do stracenia. Oni grali z otwartą piersią, z gębą pełną pieprzu i sercem w Zawarciu. To była masakra, ale piękna — jak te trasy kibicowskie w deszczu, kiedy wszyscy byli mokrzy, zmęczeni, a mimo to śpiewali do ostatniej sekundy.
I jeszcze jedno — teraz kibice muszą się przebijać przez szum medialny, przez setki innych atrakcji, przez "trendy". Wtedy? Myśmy przychodzili, siadali obok siebie, piliśmy browary kupione od miejscowego staruszka, a nikt nie myślał o tym, jak to wygląda w internecie. Teraz rozmawiamy przez ekrany, a emocje giną gdzieś pomiędzy postami i memami. Tamta Zielona-Pijana Dusza to nie był tylko klub — to był stan ducha. Dzisiaj jestesmy w innym świecie, ale jedno się nie zmieniło: nasze serca biją tak samo mocno, gdy tylko usłyszymy, że znów się bijemy. Może znowu nadejdzie ten dzień, kiedy znów poczujemy ten ogień pod kopułą. A póki co? Pamiętamy. I nie odpuszczamy. ❤️🔴
xG > emocje.
no do cholery kurwa, Pogon_1913 to chyba naprawdę nieźle trafił z tym wołaniem o Zielone-Piwne Dusza bo ja też miałem taki jeden moment, który mnie zabił… nie ten co wy opowiadacie, tylko ten z 2016, kiedy akurat siedziałem w delegacji na meczu z jagiellonią białystok — no ale nie ważne, że była wygrana, ważne że ja wpadłem na trybunę gości i jakby mnie ktoś puścił w ruchy z piwem i szalikiem to bym chyba latał tak samo jak ten facet w garniturze WojtkaRakow 😭
bo widzicie, ja akurat złapałem się za ramię jakiegoś luzaka z Białegostoku, bo facet zaczął mi tłumaczyć, że ich kibice to najlepsi na świecie, no i ja na to: "słuchaj ziomek, ja tu nie jestem po to żeby dyskutować o twoim niveau tylko po to żebyście mi dali w dupę i poszli w cholerę" — a on na to: "ale my jesteśmy fajni, pogadajmy" i w tym momencie sędzia odgwizduje rzut wolny…
no i ja, pijany w sztok i wkurwiony na cały świat, złapałem ten szalik, który wisiał mi na szyi jak flaga kapitulacji, i krzyknąłem do nich: "ZAGŁĘBIE ŁUBUŚ DO ELITY, A WY IDŹCIE SPAĆ!" 🤣
a ten jeden chłop z tyłu klasnął w ręce i krzyknął "panie, ten jest dobry!", inny rzucił mi żelazko w głowę (metalowe, nie śmiejcie się 🍺), a ja wylądowałem na kolanach z flagą w ręku i krzycząc "TO JEST NASZE MIASTO!". facet z garnduru WojtkaRakow się tam nie dał, ale ja? Ja byłem całkiem blisko.
później dowiedziałem się, że nagrali mnie i wrzucili na fejsa pod tytułem "zagłębianin zdemolował trybuny gości" — no ale wiecie co? Nikt nie rozpoznał mnie, bo w końcu jestem z Rzeszowa, więc dla nich to normalne 😎
ostatnie, co pamiętam to to, że szedłem z powrotem do autobusu z nogą w gipsie i flagą w ręku, a jeden kibic z naszej delegacji kiwał głową i mówił "dobra robota kolego, dzisiaj nasz dzień" — no i ja wtedy pomyślałem: cholera, jednak Zielone-Piwne Dusza nigdy nie gaśnie 🔥
Potrzymaj piwo.