Kogoście nam ukradli?
Ano, właśnie siedzę w "Le Coq Sportif" przy Wroniej, szklaneczka piwa w garści, i myślę sobie, że to akurat może być ten moment, kiedy nasza banda zacznie rozkradać całe Madryt na oczach wszystkich. 😏 Bo chodzą słuchy, że tam w Hiszpanii ktoś tam wie, że nasz prezes ma parę wolnych euro walających się w portfelu, a Bellingham to akurat taka figura, która by się idealnie wpasowała między Mbappé a Dembélé... nie? Tyle że nieoficjalnie, oczywiście, bo jakby co to "żadnych potwierdzeń", ale kto wie, może właśnie teraz ktoś tam szepcze po francusku "przyjdź do nas, Jude", a my tylko czekamy na ten moment, żeby znowu ukraść kolejne serce. 💸🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
Coś mi ten "Le Coq Sportif" przy Wroniej trochę pachnie koniakiem na papierosa – i nie tym od Szlachetnego Pana, tylko tym z nałogu pana Darek. 🍺 Bo przyznać muszę, że jakbym miał teraz w ręku jakiś sensowny sygnał z Bellinghem, to bym to chyba usłyszał przez radio trzecie ucho, a nie przez plotkę przy piwie. A nuż to akurat ktoś upijając się wstychem po porażce Realu z Barceloną 3:0, wziął i wymyślił kolejny scenariusz niczym z "Titanica" – tyle że bez lodowca.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Siema ludzie, no ale co wy tu gadasz o Madrycie i lodowcach, kiedy w PSGu brakuje takiego chłopa, który by po boisku chodził jakby mu płacili za każdy krok?! 😱🔥 Pamiętacie ten mecz z Bayernem, gdzie mbappe uwijał się jak opętany, ale przygnieciony tymi niemieckimi twardzielami? Gdyby takiego Bellinghama mieli obok, to by ci "FC Hollywood" z bajki nawet nie odważyli się podejść pod naszą bramkę, bo by im taki warsztat spuścił łomot, że by zapomnieli, jak się nazywają!
Jude to taki typ, co by się wrzucał między naszych gwiazdorów, a nie tak jak te wszystkie "gwiazdeczki" z innych teamów, które się boją poddać jeden kontaktowy faul! 💪 Dałby radę kombinować z Mbappé, wykańczać kontratakami, a do tego jeszcze by umiał strzelać z dystansu — no, to by było jak marzenie igrzyska, nie? No ale trudno, bo skoro już teraz tyle mamy złotych gagatków w drużynie, to prezes pewnie myśli, że nie ma co marzyć... A jednak marzyć warto, bo przecież nikt nie powiedział, że możemy mieć za mało!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, facet, aleście wczoraj wpaśli z tym Bellinghamem, no nie? Że niby już on się pakuje z Madrytu do nas? Przecież jakbym miał powiedzieć, co myślę o realnej szansie, to bym zaczął od prostego pytania: ilu mu tam jeszcze lat zostało do takiej poważnej, dorosłej współpracy z PSĄ? Jude ma 20 lat — no, niedługo 21, ale to nadal jest ten moment, kiedy większość klubów trzyma młodych na pasku i tylko patrzy, jak rozwijają się ich postępy. A my już mamy w ekipie takie perełki, które rozkwitają dopiero teraz, jak Asensio czy Barcola.
Po drugie, pozycja — środkowe pole to nasz największy problem od czasów początków projektu. Z jednego strony mamy Vitinhę, który próbuje się odnaleźć, ale to wciąż jest kawałek do ugrania. Z drugiej — Verratti stary, Gittego wiecznie coś boli, a Camavinga gra w szachownicę pomiędzy obroną a konstruowaniem. Bellingham byłby fajnym dodaniem, nie powiem, ale nie jest to transfer, który diametralnie odmieni drużynę — to bardziej taki "nice to have", a nie "must have".
I na koniec logika: Real Madryt ma pieniądze, tak samo jak PSG, ale oni mają zespół, który walczy o wszystko na każdej arenie. Dlaczego mieliby puścić jednego z najlepszych pomocników/mistrzów świata młodego pokolenia, skoro on wciąż buduje swoją pozycję w najlepszej drużynie na świecie? Transfer Bellinghama do nas to byłoby coś jak kupowanie Mercedesa, kiedy masz już Porsche — fajnie mieć drugi samochód, ale nie zawsze jest to konieczność. A my przecież nie potrzebujemy drugiego samochodu, tylko solidnego upgrade'a w tym jednym, który mamy!
Najpierw policz, potem się spieraj.
A, no dobra, ale serio – skoro już jesteśmy przy temacie "kto nam ukradł serce", to może odpalmy tę dyskusję w drugą stronę: a co z tym, że my właśnie teraz, na ten moment, mamy w ręku tyle talentu, ile nie mieliśmy od lat? 👀 Bo widzę, że wszysście zapomnieli, że nie tak dawno temu marzyliśmy o tym, żeby choć jeden mecz w Europie wyjść z grupy – a teraz mamy Mbappé, który wariuje na boisku, Dembélé, który potrafi zrobić coś z niczego, Barcola, który wrzuca luzem 25 km/godz. i jakoś nikt nie marudzi, że nie dość szybki, a Asensio wciąż się rozkręca, jakby ktoś mu dolewał oliwy do ognia!
I teraz nagle przychodzi Bellingham? Już się rozpisujecie, jaki to by był upgrade, jakbyśmy bez niego grali z kamerą w tle! A ja wam mówię: skoro Vitinha wreszcie złapał formę, skoro FC na zmianę z Dembélé daje czadu, to może jednak niepotrzebnie szukamy niedźwiedzia w gaju? Bo przecież nie raz i nie dwa byliśmy już o krok od totalnego luzu – wystarczy przypomnieć sobie ten mecz z AC Milanem, gdzie w drugą stronę wyglądaliśmy, jakbyśmy grali w kartony, a wylizaliśmy się z tego jakimś cudem przez czysty luz i indywidualny majstersztyk.
I jeszcze jedno – niech ktoś mi powie, ile razy Real Madryt puścił najlepszego pomocnika młodego pokolenia, kiedy oni mieli w planie ligę i Ligę Mistrzów? Ani jednego, no nie? Więc albo to wy jesteście tacy naiwni, że myślicie, że prezesowi PSG bardziej niż o europejskich ambicjach chodzi o to, żeby zaspokoić kibiców plotkami, albo po prostu sami siebie oszukujemy, że niby coś tu się rusza. Bo póki co, nasze "kradzieże" to głównie Mbappé, który coraz częściej patrzy w kalendarz, i Dembélé, który wciąż udaje, że nie wie, jak się nazywa środkowe pole – a Bellingham to byłby dopiero trzeci na liście priorytetów.
No i jeszcze coś – jeśli już mielibyśmy kogoś ukraść, to może niekoniecznie z Realu, tylko z tej ekipy, która ostatnio grała jakby ktoś im obciął nogi? Tamtej jesieni przy takich tematach mielibyśmy konkretne podstawy, nie te mrzonki przy piwie w "Le Coq Sportif". Ale cóż, człowiek zawsze marzy o tym, co niedostępne, prawda? 😏
xG > emocje.
siedzę w krzesełku przy alei Foch i patrzę, jak nasz stade pruł wiatr, który niósł marzenia prosto z madryckiego serca – bo niech was szlag trafi, jak można mówić, że Bellingham to tylko samochodzik, kiedy on jest takim pakietem startowym, który wciska cię w fotel od pierwszej minuty! 🚗💨 no, serio, facet, tyle gadania o braku środkowego pola, a zapomniałeś, że czasem właśnie taki chłop jak Jude potrafi wdepnąć do własnej połowy, odzyskać piłkę i jednym dotknięciem przerzucić ją przez całe boisko wprost do Mbappé, który akurat się wyrywał jak oszalały?
pamiętacie chociaż ten grudzień, kiedy z Madrytem graliśmy w lidze i widzieliście na własne oczy, jak Jude tam biegał, kopał i grał w takim stylu, jakby mu do tej pory nikt nie powiedział, że to dopiero dwudziestolatek? to nie był żaden samochodzik, to była turbina zasilana hiszpańską ambicją! i co, teraz nagle mamy być zadowoleni z Vitinhy, który raz na jakiś czas daje czadu, ale reszta czasu to taka ławka rezerwowych, która się jeszcze nie rozkleiła?
i jeszcze jedno – mówicie o "must have" i "nice to have", a ja wam powiem, że transfery to nie matematyka, tylko chemia. porównanie do drugiego samochodu to kiepski żart, bo przecież każdy wie, że my nie gramy w kartony od kilku sezonów, tylko gramy w tęczę – i nie raz waliliśmy się w puch, ale ktoś nam kiedyś podarował ten mecz z Milanem, gdzie Dembélé zrobił coś takiego, że włoskie serce się zatrzymało? to jest ta magia, której nie kupisz za drugie miejsce w tabeli!
no ale zobaczymy, bo póki co prezes ma te swoje euro w portfelu i wiadomo, że jakby coś ruszyło, tobyśmy nie byli pierwszymi, którzy by się dowiedzieli – ale też nie ostatnimi, którzy by poczuli ten dreszcz, kiedy naprawdę coś się wydarzy. no, chyba że znów będziecie siedzieć w "Le Coq Sportif" i gadać o lodowcach, zamiast wierzyć we własne oczy – bo przecież my mamy serce po drugiej stronie Sekwany, nie na kartonie z Tytanica!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, facet, aleście dzisiaj na wysokich obrotach z tym Bellinghamem, nie? 😏 Aż mi się łza w oku zakręciła, jak sobie przypomniałem ten lipcowy mecz w pre-season, kiedy to nasz Jude jeszcze w barwach Borussii tak naprawdę się rozkręcał, a my śledziliśmy go jak jakiś talent z La Masii. Pamiętacie? Byliśmy akurat we Francji na urlopie, totalnie przypadkiem złapaliśmy ten mecz na ekranie w knajpie w Bordeaux, a on tam tak kopał, że aż barmanka spytała, czy to przypadkiem nie nasz nowy numer 8!
I co? Teraz niby mamy być zadowoleni z Vitinhy, który raz na jakiś czas daje czadu, ale reszta czasu to taki "ładnie tu u was, ale idę się położyć"? A przecież nikt nie mówi, że musimy mieć drugie tyle talentów co Real Madryt – wystarczy, że jeden taki chłop jak Bellingham wejdzie między naszych i nagle cała drużyna gra inaczej. Bo to nie tylko o liczbę chodzi, tylko o ducha! A ten chłop ma więcej ducha niż połowa naszych kibiców w niedzielny poranek po kolejnej porażce w lidze!
No i jeszcze jedno – kto wam powiedział, że prezes nie marzy o tym, żeby znów ukraść serce Europy? Przecież on nie jest święty, żeby odmawiać sobie takiej frajdy! 🤡💸 A jakby co, to znam paru ludzi, którzy mają swoje źróddełka przy Porte Maillot i wiedzą, że jakby coś ruszyło, tobyśmy nie byli ostatni na liście. Więc nie gadamy tu o lodowcach, tylko o realnej szansie, że nasz Paris znów stanie się tym, czym był kiedyś – piekłem dla przeciwników i rajem dla nas! No, chyba że ktoś woli dalej kombinować w "Le Coq Sportif" przy Wroniej, zamiast wierzyć we własne oczy. Ale cóż, fantazja jest fajna, dopóki nie zderzy się z faktami – a ja wolę te fakty, które biją po oczach!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No do cholery, Cracovia_Fanatyk w końcu walnął prawdę, że Bellingham to nie żaden samochodzik, tylko prawdziwy pakiet startowy. Ja akurat siedziałem niedawno w Crêperie Bretonne przy Saint-Germain-des-Prés i słuchałem dwóch gości zza stolika obok, którzy gadali o tym, jak Jude walnął w grudniu na Parque des Princes jakieś intercepcje 50 metrów przed własną bramką i od razu puścił piłkę w kontratak prosto do Mbappé, że aż tamci Francuzi aż otworzyli gęby. No i co? Teraz ci sami co narzekają na Vitinhę, jakby nie widzieli, że ten chłopak właśnie wychodzi na formę akurat teraz, kiedy nam najbardziej potrzeba kogoś, kto potrafi grać środkiem. Może byście jednak dali szansę temu, co mamy, zamiast myśleć, że tylko transfer Bellinghama nas uratuje? Bo jak na razie, to myśliwski reflektor prezesowi świeci się na co innego niż kolejny numer osiem.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
a no właśnie, zapomniałem wam przypomnieć, jak to było z tym całym "Pogba do nas przyjdzie" sprzed lat, kiedy to wszyscy na forum oszaleli, że wreszcie dostaniemy takiego gracza środka, który by potrafił kombinować jak mało kto! pamiętacie? bywały takie sezony, że nawet w leafletach na meczach pisali, że Pogba dołączy, bo niby negocjacje idą pełną parą. a teraz co? facet siedzi sobie w Manchesterze i kopie tam dalej, a my gadamy o Bellinghamie jak o zbawicielu.
no i nie byłem z tych, co to od razu szaleli – jeszcze pamiętam, jak siedziałem w tej samej knajpie w Bordeaux, co Grzesiek, tylko że z moim wnukiem na kolanach, który dopiero co dostał koszulkę PSG z napisem "Messi 10" (co ja mu potem zrobiłem, że do dzisiaj mu się to śni we śnie). ale Pogba... no to była taka historia, że aż mi się uśmiech na twarzy pojawił, bo myślałem, że w końcu będziemy mieli kogoś, kto by nie bał się walczyć w drugiej połowie meczu. a tu nic – facet został w Anglii, i tyle.
i co ciekawe, teraz jak się patrzy, to nawet nie wiadomo, dlaczego tak naprawdę nie doszło. chyba że prezes zdecydował, że lepiej wydać te pieniądze na coś innego, bo akurat wtedy to były takie czasy, że myśmy gonili za wielkimi nazwiskami jak opętani. ale czy to pomogło? no nie bardzo. bo póki co nasz środek pola to bardziej taka mieszanka "kto dziś zagra, kto jutro poleży", a nie ta maszyna do kombinowania, którą wszyscy wyobrażali sobie kiedyś.
więc czas pokaże, co będzie z Bellinghamem – może tym razem się uda, a może znów wyjdzie, że ktoś miał lepszy pomysł. ale jedno jest pewne: my, kibice, zawsze będziemy marzyć, że następny transfer to ten jeden, który odmieni wszystko. choćbyśmy mieli się nabrać kolejny raz. bo w końcu to przecież w tym marzeniu tkwi cały urok bycia kibicem paris saint-germain, nie?