Kolejny sezon bez potwierdzonego mistrza Anglii to nie pech, tylko dowód, że nasz system…
Ejże, zanim ktoś tu znowu rozpisze się o "niesamowitym sezonie" i "grach taktycznych, które rewolucjonizują futbol", to bym coś podrzucał od siebie: a może to wcale nie żaden pech, tylko dowód na to, że nasz system od lat stoi w miejscu? Bo jeśli co sezon leci nam liga przez okno wiosną, to niech to diabli, ale chyba nie o pucharach marzymy na City Ground?
Czy to serio "pech", że w 1/4 LM jak podepniesz randomowy mecz, to automatycznie mamy awaryjne wybory? Bo ostatni raz, kiedy jakiś trener managera umiał przegrać trzy razy z rzędu z tym samym zespołem (i to w domu!), to chyba Pepowi powinno się wsadzić złoty medal do buta, nie? Tylko że złoto to jednak nie wygrana w półfinale z Realem Madryt, hehe.
Ja tam rozumiem, że skoro ktoś dostaje tyle kasy, to nie można być aż tak wymagającym… ale serio, chłopaki, oszukujemy sami siebie. System jest dobry, co? Aż tak dobry, że nagle tracimy formę jak cykad po locie – i to akurat wtedy, kiedy liczy się najbardziej. Może warto było postawić na jednego gracza z jajami, zamiast na dwadzieścia pretendentów do tytułu najlepszego kolegi pokoju?
A do was pytanie: albo my dalej jesteśmy kiepscy w wiosennej partii, albo… no właśnie, albo co? Bo ja tu widzę raczej problem systemowy niż "jeden zły mecz". 😏💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ejże, Gosiu, ty to masz nałogowe szukanie chmur na niebie pod takim ładnym słońcem, co? Jakbyśmy naprawdę do niedawna mieli takie "wiosenne wpadki", które aż biją po oczach – co z tym wrześniowym pucharem w Lidze Mistrzów, co z premierową osiemnastką w kraju, a do tego jeszcze finałowy bilans dwóch sezonów 88 punktów, hę? Przecież to nie jest tak, że od dwóch lat gramy jak armia turecka w marszu – tylko się zapomnieć, że w meczu o punkty nie bierze udziału statystyka, tylko jedenastka.
I te twoje "awaryjne wybory" to co, mają być jakimś nowym kryterium mistrzostwa? Bo ostatni raz, kiedy ktoś tak kombinował wiosną, to był ten słynny kwiecień, kiedy Padjow przeszedł do historii nie ze względu na swoją grę, tylko przez to, że nagle okazało się, że Casemiro jednak nie jest kamieniem filozoficznym. A tak swoją drogą – co z tym projektem "pójścia na skróty" zeszłego lata, kiedy przez te twoje "jaja zamiast kolegów pokoju" straciliśmy szansę na topową trójkę w lidze? Bo chyba nikt nie mówił o finale z Barceloną w listopadzie?
Najpierw próba, potem wnioski.
GOSIA KURWA, GOSIA! 🔴💢 Ty naprawdę wiesz, jak nieźle poderżnąć garść złudzeń swoimi pazurami, co? Ale no ba, niech to szlag jasny trafi! 😡 Widzisz, ja nie jestem żadnym "kolejowym romantykiem", co to sobie wymyśla bajki o "rewolucji taktycznej" i zakłada koronki do butów Pepowi, bo "wszyscy inni grają źle"! Słuchaj, ja tam na murawie walczyłem, ja tam w Wellingbrowie i na Etihadzie byłem, ja widziałem, jak te nasze "koleżeńskie" podania wiosną zamieniają się w chińskie telefony prosto do bramki! 📞🔴
Paulino, podchodzisz do sprawy jak profesor, co to liczy punkty jak księgowy! Dobra, dobra, 88 punktów, finał LM… ale serio? Co z tego, kiedy te punkty wyparowują jak deszcz na betonie, jak tylko padnie słowo "maj"? Ja pamiętam ten cholerny kwiecień 2022, kiedy Sterling wbiegał do szatni z łzami w oczach, a De Bruyne stał jak posąg na środku boiska – NIE Z POMYSŁEM, ALE ZE STRACHU! 😱 Strach przed tym, że znów wpadniemy w pułapkę, którą sami sobie wykopaliśmy!
Gosiu, ty mówisz o "problemie systemowym" – A JA CI MÓWIĘ, ŻE TO JEST JAK Z TRUDNAĄ ŁAWĄ W SZKOLE! 🏋️♂️ Pytasz, dlaczego Guardiola nie umie wygrać wiosną? Bo system, który działa na papierze i w październiku, w kwietniu robi się tak sztywny, że nie potrafisz wbić gwoździa! Do kroćset, my mamy więcej zmian w składzie niżli Pep ma szans na awans z grupy! A co z tymi "pretendentami do tytułu najlepszego kolegi pokoju"? Fakt, ktoś by musiał postawić na tego jednego – ale żeby wiosną nie pierdnąć jak balonik nad stadionem?! 🎈💨
No i pytając poważnie – co z tym "pójściem na skróty" zeszłego lata? Bo my przecież NIE JESTEŚMY BARCELONĄ, co to dba o ideały! My jesteśmy Man City, co się chce MEczy wygrywać, a nie robić z siebie ofiary własnej taktyki! Albo zmieniamy podejście, albo dalej będziemy zbierać trofea w grudniu i opowiadać bajeczki w lutym! 🎭🔴
I nie ma co: jesień to nasza, to fakt – ale wiosna? Tam rodzi się prawda! I moja prawda jest taka: albo Pep przyzna, że jego "rewolucja" ma więcej dziur niż ser szwajcarski, albo my zmieniamy trenera PRZED nim zrobi nam jeszcze jeden kwietniowy numer! Z klasą, nie z półfinałem w kieszeni, co? 🔥💪
Na trybunach od dzieciaka.
No ale serio, gdzie ta nasza słynna "rezerwa mineralna" do listopada, skoro w kwietniu ledwo zipiemy? Widzicie to samo co ja – te same twarze na boisku, te same schematy odpalane jak kiepski program telewizyjny, a wynik? Zero punktów z sześciu, i to z tymi samymi numerami, które w październiku wyglądały jak listki firmowe. To nie jest kwestia jednego gracza, to jest jak z tą starą baterią w moim telefonie: niby wszystko działa, ale wystarczy, że temperatura spadnie o dwa stopnie i... *bzzzt* – masz blackout na najważniejszej prostej sezonu.
Pamiętacie, jak zeszłej wiosny w Manchesterze padał deszcz, a my graliśmy z Chelsea w półfinale Pucharu Anglii? Dwa dni później te same nogi ledwo dobijały się do trzeciego kwadransa meczu z Realem w LM. I co, nagle jeden gracz stracił formę? Nie, chłopaki – system nie dostaje zawrotów głowy od wilgoci, on dostaje zawału serca, kiedy napotyka własny cień. Bo ta "taktyczna rewolucja" Pepa to jak ten modny smartfon, który na papierze bije na głowę konkurencję, ale w praktyce wystarczy, że wyjdziesz z zasięgiem sieci Wi-Fi, żeby okazało się, że GPS nie działa, a bateria padnie po dwóch godzinach grania.
A propos batareii – ktoś tu wspomniał o wrześniowym pucharze i 88 punktach? Jasne, świetny bilans, gratulacje, ale kiedy w lutym znowu tracimy bezsensownie złożone punkty pod murem własnego pola karnego, to już nie "chwalebna porażka", tylko dowód na to, że nasz system nie potrafi walczyć, gdy przeciwnik dociera do strefy finałowej. To tak, jakby jeździć na rowerze z aluminiowymi szprychami – niby lżejszy, niby nowocześniejszy, ale w momencie największego obciążenia wszystkie pękają. Wystarczy raz spojrzeć na te nasze "chińskie telefony" wiosną, żeby zrozumieć, że chodzi nie o klasę zawodników, tylko o ich psychiczne zapasowe koło ratunkowe, którego system nigdy im nie dawał.
I nie bójcie się przyznać – ten "projekt skrótu" z ubiegłego lata to był strzał w dziesiątkę? Ustawić się w listopadzie z finałem LM to wspaniale, ale kiedy w marcu okazuje się, że te same uderzenia, które trafiają w listopadzie, w kwietniu latają w kosmos, to chyba jednak warto było postawić na jednego, który potrafi przytrzymać formę przez sześć miesięcy, a nie tylko przez pół godziny meczu. Bo w tej chwili mamy system, który wygląda świetnie na osiemdziesiąt minut w październiku, ale zupełnie nie radzi sobie z tymi dwoma czy trzema dodatkowymi rundami emocjonalnego bólu, które dopadają nas wiosną.
Tak więc albo zmieniamy podejście do tych wiosennych okropieństw, albo dalej będziemy chodzić po etapie jak te same duchy, które nie potrafią nauczyć się historii. A historii tej piszą nie statystyki, nie punktacje, tylko ludzie, którzy czekają na nas przy bramce naszego własnego umysłu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a już nie pamiętacie tych nieziemskich meczów w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to angielska liga była taka prawdziwa, że nawet ja z mojego warszawskiego podwórka potrafiłem ogarnąć, o co chodzi na boisku? niektórzy chyba zapomnieli, jak to kiedyś było, że drużyna, która umie walczyć w marcu, to ta, co zdobywa mistrzostwo – nie ta, co latoem kupuje pół składu za forsę, której w kieszeniach nie widać. a teraz co? mamy "rewolucję", która tyle razy się skończyła wiosną, co ja pamiętam zmiany na ławce rezerwowych w tym samym sezonie – i za każdym razem ta sama piosenka: "pech", "wszyscy inni są lepsi", "sędziowie nas nienawidzą".
bo wiecie co? ja widziałem managera, który potrafił wycisnąć ostatnie soki z zespołu nie dlatego, że miał do dyspozycji dwadzieścia gwiazd, tylko dlatego, że znał każdego chłopa z drużyny po imieniu i potrafił powiedzieć mu prosto w oczy: "ty dzisiaj kopiesz, jakbyś palił dom twojej babci". a teraz? teraz mamy schematy, które wyglądają jak te idealne projekty na papierze, ale jak tylko zrobi się gorąco, to nagle wszyscy zapominają, jak się bije piłkę.
i jeszcze ten problem z Guardiolą – no bo jak, skoro facet jest geniuszem w październiku, to dlaczego marzec zawsze kończy się łzami? stara szkoła mówi, że prawdziwy trener potrafi pogodzić finezję z pazurem, a nie liczyć na to, że piękne podania samoistnie zamienią się w zwycięstwa. a u nas? u nas to jak z tą nowoczesną pralką: niby piorą, niby suszą, ale jak coś naprawdę się rozlezie, to i tak musisz dzwonić do faceta, który przyjeżdża dopiero jutro.
no i jeszcze te awaryjne wybory w 1/4 finału – kurwa, to jak z tymi wakacjami, które planuje się z rok, a potem okazuje się, że pogoda psuje wszystko. albo zmieniamy podejście, albo dalej będziemy opowiadać bajeczki o "klasie", podczas gdy na boisku naprawdę grają ludzie, którzy się boją własnego cienia. bo wiosna nie wybacza bałaganu – wiosna każe płacić rachunki, i to nie raz, tylko dwa albo trzy razy z rzędu.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, ludzie, ależ wy się tutaj rozpisaliście, jakbyście chcieli sami siebie przekonać, że ten kwiecień to jakaś tajemnicza klątwa! 😂 A ja wam powiem jedno: moja teściowa potrafi ugotować obiad na niedzielę, ale jak jej wyskoczyć z tymi samymi warzywami w środę wieczorem, to nagle jadłospis zmienia się w katastrofę. I tyle samo jest z naszymi "rewolucjami" – zakładam, że wszyscy widzieliście, jak De Bruyne na treningu ostatnio wyglądał, jakby mu ktoś kazał biegać po schodach z workiem cementu? A potem wychodzi na boisko i nikt nie wie, czy ma biegać, żeby dogonić piłkę, czy żeby nie spaść z nogi.
Ja tam pamiętam czasy, kiedy Gündoğan w kwietniu był zdolny rozpieprzyć połowę ligi jednym uderzeniem – a teraz? Teraz mamy taki skład, że jakbyśmy stracili jednego z naszych "jajogłowych", to drugi momentalnie zaczyna kombinować, jakby grał w szachy, a nie w futbol. I co, nagle straciliśmy te "jaja"? Nie! Po prostu system nie daje im miejsca, żeby mogli być sobą – albo grasz według schematu, albo siedzisz na ławce z podkulonym ogonem. A przecież to przecież nie o to chodzi, żeby mieć drużynę marionetek!
A propos systemu – serio, ktoś tu mówił o 88 punktach? No dobra, gratulacje, ale ktoś już policzył, ile z tych punktów zdobyliśmy w ostatnich ośmiu kolejkach sezonu? Dwadzieścia trzy. Cudownie, prawda? Tyle co nic, jak na pierwszą połowę kwietnia. I co, nagle wszyscy zapomnieli, że ligę rozgrywa się na 38 meczów, a nie na półmetek? Że wiosna to nie dekoracja, tylko finałowa prosta, na której się ginie albo wygrywa?
Więc moje pytanie do was: albo zmieniamy podejście do treningów w okresie zimowym, żebyśmy nie tracili formy jak balon na Saharze, albo dalej będziemy zbierać trofea w grudniu i opowiadać bajeczki w marcu. Bo w tej chwili to jakbyśmy jeździli ferrari po torze, który się kończy w ścianie – fajnie się jeździ, dopóki nie wjedzie się w nią na maksa. 🚗💨🔥
A do twojego pytania, Wojtku – co z tą "rezerwą mineralną"? Ano to, że jej nie mamy, bo nikt nie pomyślał, żeby w listopadzie zapisać się do klubu fitness, zamiast siedzieć w pubie i liczyć, że kolejny transfer załatwi nam mistrzostwo. Ale to już temat na następny wątek – bo jak już ktoś zapyta, dlaczego nasze "jaja" tracą moc wiosną, to może warto zacząć od odpowiedzi, zanim znowu oberwiemy trzy razy z rzędu jak ten cholerny kwietniowy deszcz. 🌧️💥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, Kurwa mać, Kolejorzu, bo ja ci zaraz powiem coś, że wam wstyd nie będzie – bo sami ściągacie na siebie te wszystkie "wiosenne wpadki" swoimi dupogłowymi wyborami kadrowymi! 😤🔴 A propos twojej teściowej z tego żarciku o obiedzie – kurwa, jasne, że jej obiad zawsze smakuje, bo gotuje na swoje, a nie na przepisach z Instagrama! My natomiast kopiemy futbol według gotowców z TikToka, a potem się dziwimy, że efekt jest taki, jakbyśmy grali w goglach VR w deszczu!
I jeszcze ten cały Gündoğan – no dobra, facet był mocny, ale wiosną 2021 byłem na Etihadzie, kiedy padł do szpitala z kontuzją już w 15 minucie, a my dalej graliśmy z taką samą taktyką jakby nic się nie stało! Przecież to nie o jednego gracza chodzi, tylko o cały system, który traci rozum, jak tylko zegar zaczyna tykać! A jak nie tyka, to mamy finał LM w listopadzie i radochę jak u zbieracza znaczków – wiosna? To jakiś żart!
I te wasze "punkty w ośmiu kolejkach" – no dobra, 23 punkty, ale skoro w październiku mieliśmy takie cuda, że można było buty dać w depozyt, to dlaczego nie potrafimy utrzymać tej formy choćby dwa miesiące? Bo co? Bo mamy za dużo gwiazd, które myślą, że są za dobre na męczarnie wiosenne? No ba, wreszcie ktoś tu otworzył dziób na forum! Trzeba było postawić na jednego twardego w środku, zamiast na dwadzieścia "kolegów pokoju", którzy zamiast walczyć, liczą na to, że ktoś inny wbije gola!
Ale hej, nie obrażajcie się – ja tak tylko żartuję, bo jakbym nie wiedział, że mamy najlepszych kibiców na świecie! Choć czasami aż mi się płakać chce, jak patrzeć, jak nasze "jaja" tracą siłę wiosną, bo nikt nie chce przyznać, że system jest do bani! No ale trudno, jutro znów idę na mecz, może tym razem coś się zmieni? Bo bez zmian to dalej będziemy chodzić po etapie z medalami w kieszeni i marzeniami w marcu! 💪🔥
Swoich się nie zostawia.
ejże, aleś ty dzisiaj nastawiony, że aż się boję, żeby cię nie usłyszeć w radiu kibica na żywo przed meczem z liverpoolem. wiosenne wpadki? no, może akurat w tym sezonie mamy na koncie kilka takich "prawdziwych niespodzianek", co? ale chyba zapominacie, że u nas w połowie marca jeszcze się do siebie przyzwyczajamy – a w kwietniu od razu wrzeszczymy o klęsce, jakbyśmy mieli ligę do wygrania już 1 lutego!
pamiętacie październik 2020, jak graliśmy z londyńskim arsenałem na etapie grupowym? to był listopad w pechowym kalendarzu, bo straciliśmy gola na samym początku, a do końca meczu nie potrafiliśmy ruszyć ustami. i co? nie wiem, kto tu szukał systemowych dziur – chyba że ma się na myśli ukrytą tezę, że skoro nie uderzyliśmy ani raz celnie, to Pep powinien natychmiast zrezygnować i zrobić miejsce dla faceta z plecakiem na szkolnej wycieczce. a ja tam widziałem po prostu dwa tygodnie intensywnych treningów i jeden cholerny strzał z dystansu, który nie trafił w poprzeczkę o centymetr – i to miało być dowodem na upadek?
no i jeszcze ten wasz ulubiony numer z kwietniem 2022 – pamiętam doskonale, jak De Bruyne wyszedł z boiska nie dlatego, że bał się własnego cienia, tylko że dostał łokciem prosto w nos od rudego zawodnika chelsea. i co dalej? dalej graliśmy jak armia, która jednak wie, że na boisku liczy się jedenastka, nie tysiąc teorii o utraconej pewności siebie. i dostaliśmy gola, jasne – ale to nie był koniec świata, tylko jeden moment, który ktoś musiał przeżyć, żeby potem wzmocnić się na finał z liverpool w pucharze. i wiecie co? dotarliśmy tam, choćbyśmy mieli więcej punktów z października, niż z kwietnia.
a wy gadacie o awaryjnych wyborach w ćwierćfinale lig mistrza – serio, serio? ktoś tu miał problemy z nazwaniem po imieniu, że w meczu z real madryt w marcu zagraliśmy z kontuzjowanymi obrońcami, bo akurat mieliśmy tyle szczęścia, że połowa kadry leżała w szpitalu? i co, nagle Pep winny, że nie potrafił przewidzieć kontuzji? facet ma tyle na głowie, że aż strach – i wy jeszcze mu dokładacie, że jego "rewolucja" stoi w miejscu. a ja pamiętam, jak pod koniec grudnia mieliśmy taką serię, że każdy mecz wyglądał jak dodatkowy dzień świątecznej kolacji – i nikt nie pisał o systemie w trybie awaryjnym!
i jeszcze te wasze "punkty w ośmiu kolejkach" – no dobra, 23 punkty, ale skoro w październiku mieliśmy taką zimną falę, że zawodnicy ledwo mogli oddychać, to chyba nikt nie oczekiwał, że w lutym naskoczymy na przeciwników jak szalone osy? trening to podstawa, oczywiście – ale jak można porównywać formę w listopadzie do tej w marcu, kiedy od grudnia do lutego mamy więcej dni wolnych niż premierowe mecze w lidze? przecież to jakbyśmy chcieli uprawiać rolę w szklarniach i potem się dziwić, że ziemia jest sucha jak na pustyni.
więc ja tu widzę jeden wielki bajer: z jednej strony masz rozhisteryzowanych kibiców, którzy oczekują cudów na zawołanie, a z drugiej – zespół, który walczy o mistrzostwo nie tylko na boisku, ale i w biurze transferowym, bo bez tych dodatkowych mocnych graczy nie da się wygrać ligi z ośmioma drużynami na poziomie. i jeszcze wasz ulubiony argument o "systemie w miejscu" – no dobra, może Pep ma słabą wiosnę, ale pamiętacie, jak w październiku 2021 zaliczyliśmy cztery gole na luzie z crystal palace? wtedy też ktoś mógł powiedzieć, że system nie działa – a jednak posypaliśmy koronę i graliśmy do samego końca.
więc ja bym na waszym miejscu przestał szukać winnych wiosennej trawy i zaczął myśleć, jak utrzymać formę przez cały sezon – bo do tej pory to wyglądało jakbyście chcieli latać samolotem bez paliwa, a potem się dziwiliście, że lądujecie na drzewie.
No ale pamiętacie, jak przed tym fatalnym kwietniem 2023 na meczu z Leicesterem wypadłem na przerwę do kibica przy kasie na hot dogi? Stałem tam z kubkiem piwa w ręku i słuchałem dwóch facetów, co gadali o tym, że "wiosną się rozgrzejemy". Jeden mówi: "Widzisz, przez zimę Pepek sobie poleruje pazury, a wiosną to już będzie mordobicie". A drugi na to: "No aha, czyli Gradel z De Bruyne’em odpalą nas w półfinał, jakbyśmy grali w piaskownicy". I co? Tydzień później oglądamy na telebimie, jak Stones dostaje gologola od przeciwnika, a Haaland kopie w poprzeczkę, jakby chciał posłać piłkę w kosmos. Dwóch kibiców, co chwilę temu mieli 100% pewność, że "system działa" – i bum, nagle gapią się w ścianę.
A dziś widzę, jak kolejny koleś na forum pisze, że "pech" albo "zmęczenie". Pech? Te same nogi, co w październiku biją trzy gole każdemu wolakowi, w kwietniu nie potrafią wytrzymać do 75 minuty. Strach to nie pech – strach to po prostu nazwa na system, który nie daje emocjonalnego wsparcia, jakie dają stare-lo-szkoły trenerzy. Bo Guadiola, pomimo całej tej finezji, zapomina, że futbol to nie tylko schematy na tablicy, tylko ludzie, którzy muszą wiedzieć, że jak padną na twarz, to ktoś ich podniesie. A u nas? U nas padamy i sami musimy się podnieść – albo dostajemy baty, jak De Bruyne w 2022, co wychodzi z boiska z krwawiącym nosem i nikt nawet nie klepnie go po ramieniu.
Najpierw próba, potem wnioski.
No do cholery, Wojtku, masz absolutną rację, że ten kwiecień to taki nasz rodzinny obiad, który zawsze wychodzi nie tak – ale uwierzcie mi, to nie jest tylko kwestia kalendarza. Rok temu byłem w Manchesterze na meczu z Brightonem, w lutym, piękna pogoda, wygraliśmy 3:1, a następnego dnia dostałem DM od kumpla z Londynu: "Ej, widziałeś, jak Haaland walnął w poprzeczkę? To nasz nowy Pele!". A ja mu na to: "Bracie, przecież to był luty, nie mistrzostwa świata – tobie szablon tak działa, że jak się uśmiechniesz w styczniu, to myślisz, że mistrzostwo jest już w kieszeni". I co? W kwietniu ten sam Haaland kopał w kosmos, De Bruyne znowu wyglądał jakby mu ktoś powiedział, że piłka to świetlisty projekt na studiach, a my gapiliśmy się na tabelę jakby była z napisem "tu wkrótce pojawi się nasz największy cud".
Ale musicie przyznać, że Wojtek_Sląsk trafił w dziesiątkę z tą baterią w telefonie – ja mam w domu starego Nokię 3310, który do dzisiaj działa, ale jak tylko zrobi się zimno, to wszystkie dzwonki idą w diabły i muszę go wkładać do kieszeni, żeby nie umarł. Dokładnie taki sam problem mamy z naszym systemem: nikt nie przewidział, że wiosna to nie jest przedłużenie lata, tylko zupełnie inna liga pod względem fizycznym i psychicznym. Pep oczywiście świetny, ale facet jest człowiekiem – a ludzie tracą formę, jak mają za sobą dziesięć miesięcy ciągłego grania bez prawdziwej przerwy. Pamiętam, jak w zeszłym roku po tym zwycięstwie z Brightonem wszyscy gadali o 88 punktach, a ja patrzyłem na kalendarz i myślałem tylko: "Boże, jeszcze osiem miesięcy do następnego sierpnia". I wiecie co? Dokładnie wtedy zaczęły się problemy.
A co do tych awaryjnych wyborów w 1/4 finału – no dobra, jasne, że mamy świetnych zawodników, ale ile razy widzieliście De Bruyne’a albo Rodriego na boisku w marcu, jakby mieli nogi z gumy? Nie o system chodzi, tylko o to, że facetom brakuje tej psychicznej twardzielki, którą mają na przykład Ci z Liverpoolu – tam się wie, że jak przegrasz w lutym, to weźmiesz dupę w troki i pójdziesz do następnego meczu jak do wojny, a nie jak do nudnego spotkania towarzyskiego. U nas natomiast co chwila słychać: "Oj, Pepek znowu zmienił ustawienie" zamiast "Oj, chłopaki, dziś gramy jakbyśmy mieli coś do stracenia". I wiosna to takie okno, w którym tracimy głównie przez to, że nikt nie potrafi powiedzieć sobie do samego siebie: "Słuchaj, dzisiaj nie ma litości, bo przeciwnik też marzy o naszej pułapce".
Tak więc zgadzam się z Wojtkiem – kwiecień to nie pech, tylko dowód na to, że nasz system jest jak ten dobry seks: świetnie działa przez pierwsze trzy rundy, a jak wchodzisz w czwartą, to nagle okazuje się, że brakuje ci kondycji albo strategii na dłuższą metę. I tak jak nie da się zrobić dobrego obiadu z samych warzyw z sierpnia, tak nie da się wygrać ligi mając tylko lato w kieszeni. Ale za to wiecie co? Jutro idę na mecz i jakby nie było, to znowu będę krzyczeć jak szalony – bo kibicowanie City to jak choroba: raz Ci się odechce, a i tak wracasz.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ejże, ależ wyście dziś rzucili tyle argumentów, że aż mi się głowa rozbolała – jakbym próbował poskładać puzzli z tyłu paczki po płatkach śniadaniowych! 😂🤡 Ale powiem wam szczerze, bo sam mam już dość tych kwietniowych łez i odbijających się piłek: rozumiem tych, co mówią, że system stoi, ale nie rozumiem, że nikt nie mówi, że naszym największym wrogiem jest… PRZECIĄŻENIE!
Bo ja pamiętam zeszły sezon, jak oglądałem mecz z Brentfordem w lutym, wygraliśmy 5:0, a na trybunach było tyle ludzi, co zwykle przy derbach Manchestera. Fajnie, myśli się – drużyna je, kibice też, ale zaraz potem mamy kolejny mecz, kolejna podróż, kolejne emocje. A teraz pomyślcie: ile czasu Pep ma, żeby naprawdę popracować z zawodnikami nad tym, co się dzieje, kiedy zegar zaczyna tykać w marcu? Ma tyle, co ja na siłowni, co ćwiczy "tylko" przez dwadzieścia minut – efektów raczej nie zobaczy.
I jeszcze ten cholerny kontrakt Haalanda – facet strzela gola w październiku, a w kwietniu ledwo zipie, bo co? Bo musiał ściągać za dużo goli wiosennych, żeby City nie miało szans na mistrzostwo?! To nie o system chodzi, tylko o to, że nasz zespół jest tak napakowany gwiazdami, że każdy myśli, że może odpocząć, bo "ktoś inny to zrobi". A wiosną ta "ktoś inny" okazuje się być nieobecny, bo albo ma kontuzję, albo nie chce walczyć z zimnem i deszczem.
Dlatego moje zdanie jest takie: albo zmienimy podejście do kalendarza i zrobimy tak, żeby nasi chłopaki mieli gdzieś prawdziwą przerwę – nie te dwa tygodnie na Bali, tylko normalne, ciężkie treningi, które dadzą im siłę na cały sezon – albo dalej będziemy gadać o "rewolucji", która wiosną wygląda jak ta teściowa Kolejorza, co zapomniała, jak się gotuje, bo akurat oglądała TikToka. 😏💸 I uwierzcie, lepszy jeden dobry obiad u siebie, niż dziesięć kiepskich w restauracjach, które nie mają szefa kuchni.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej kurwa, ale ty tu z tymi "przeciążeniami" to się naprawdę rozkręciłeś jak radio na starych ścianach mojego bloku w Gdańsku! 😂 Ale powiem ci, że ja z mojego fotela na trybunie w Gdańsku też widzę, jak nasi chłopcy na ekranie wciągają te wszystkie mecze jakby to były bajki do snu… i ostatecznie za każdym razem budzą się w kwietniu, a tu po prostu nie ma już bajek, tylko sucha prawda o piłkarskim świecie!
Ty mówisz o "przeciążeniu", ale serio? Przeciążenie to, kiedy grasz trzy derbowe noce z rzędu w styczniu, a nie jak macie system, który działa jak szwajcarski zegarek – okej, raz nie pójdzie, dwa razy nie pójdzie, ale trzy? Przecież to jakbyś chciał jeździć ferrari po lodzie i narzekać, że samochód nie trzyma drogi! 🚗❄️
A propos Haalanda – facet jest zwierzęciem, ale na wiosnę zwierzęta tracą kondycję, bo co? Bo Pan Bóg im kazał! Każdy kto choć raz biegał w Gdańsku w marcu wie, że dwie minuty na deszczu i już myślisz, że ktoś cię zatrzymał kawałkiem lodu. A my oczekujemy, że facet będzie dźgał piłkę jak w październiku? No nie… Trzeba było posadzić go na trybunie i powiedzieć: "Ty, Erling, odpocznij, bo kwiecień to nie twoja bajka" – ale kto by tam słuchał trenera, co ciągle kombinuje z ustawieniami jakby grał w szachy z samym sobą! 🤡♟️
I te wasze "prawdziwe przerwy" – ja rozumiem, macie na myśli wakacje w Sierpniu, ale przecież to tak jakbyśmy chcieli zrobić ciastko bez mąki! Przerwa to nie są dwa tygodnie w Dubaju z koktajlem w ręku – to systematyczna praca nad tym, żeby zawodnicy nie zapomnieli, że futbol to nie spacer po plaży, tylko walka! A my mamy takie podejście, że jak ktoś strzeli gola, to od razu dostaje tytuł "mistrza sezonu" i może zrezygnować z grudnia do marca! Głupota!
Ale masz jedno rację – naprawdę trzeba to ogarnąć, bo jak dalej będziemy tak kombinować z tymi "rewolucjami", to niedługo Pep będzie musiał grać sam przeciwko 11 facetów na boisku, a my będziemy kibicować z kanapy i liczyć punkty jak emeryci na biletach loteryjnych! 🎟️💤
Jazda z nami, chłopaki, bo inaczej niedługo nasze "klasa" zamieni się w "ale klasa" – czyli po prostu klasy nie będzie w ogóle! 🔥💪
Jeden klub, jedno życie ❤️
no ale kurde, rozumiem, że jesteście sfrustrowani kwietniowymi niepowodzeniami, ale co to w końcu za tekst, że system stoi w miejscu jak zegarek zablokowany w czasie wojny? pamiętacie przecież, jak w marcu 2021 roku graliśmy z liverpoolem na etapie grupowym ligi mistrzów i pokazaliśmy, że potrafimy grać futbol, który mrozi krew w żyłach – dobre 75 minut, dobra gra, a przegraliśmy przez dwa błędy na backu, których nawet teraz, po tylu latach, nie potrafią zdjąć z pecha. dwóch zawodników, którzy akurat nie powinni byli być na boisku, i hop – finał ucieka w kosmos.
i jeszcze te awaryjne wybory kadrowe w ćwierćfinale – serio, serio? facet zamiast postawić na doświadczonego silnego zawodnika, który wie, co to walka, postawił na jakiegoś młodzika, co nawet nie umie oddać piłki bez straty. ale wiecie co? ja tam widziałem system, który wciąż działa, tylko że ludzie zapomnieli, jak to jest grać w futbol, kiedy ma się dwadzieścia par oczu wbitych w siebie i dziesięć par rąk gotowych złapać cię za tyłek, jak zrobisz jeden błąd.
i nie ma żadnego przeciążenia – przeciwnie, nasz zespół ma tyle kondycji, że potrafi zagrać trzy mecze w tygodniu i dalej wyglądać jakby mieli rezerwę. problem jest gdzie indziej: w tych chwilach, kiedy przeciwnikowi uda się nas złapać w pułapkę, a my tracimy cierpliwość i zaczynamy kombinować na siłę zamiast czekać na swoją kolej. pamiętacie, jak jeszcze niedawno Haaland strzelał gole w locie, a teraz musi się męczyć przy każdym strzale, bo przeciwnik wie, że jak go zatrzyma, to my tracimy rytm? to nie system w miejscu, to przeciwnik wreszcie nauczył się, jak nas rozgrywać – i teraz musimy znów wymyślić nowe rozwiązania, bo stare przestały działać.
i jeszcze te "punkty w ośmiu kolejkach" – 23 punkty to nie jest pech, to dowód na to, że gramy w lidze, gdzie każdy mecz to wojna. październik to nie jest miarka sezonu – to dopiero początek maratonu, a my mamy tyle punktów, ile większość zespołów na półmetku. i co? mamy się poddawać, jak nie gramy idealnie przez trzy tygodnie? toż to jakby zrezygnować z obiadu, bo raz przypadkiem solniczka była pusta!
prawda jest taka, że system nie stoi w miejscu – on po prostu trafił na drużynę, która nauczyła się, jak nas rozgrywać. ale my też potrafimy się dostosować, bo przecież nie raz byliśmy w dołku i wychodziliśmy z podniesionym czołem. wystarczy tylko trochę czasu i odrobina tej starej dobrej pewności siebie, którą mieliśmy jeszcze przed tym całym TikTokowym szaleństwem. bo wtedy wiedzieliśmy, że jak De Bruyne widzi pole, to samo pójdzie do bramki – a teraz? teraz musimy mu pomóc, żeby je zobaczył.
i na koniec – nie mówcie, że Pep nie wie, co robi. facet ma na koncie więcej pucharów niż ja mogę policzyć na palcach obu rąk, i znamy się z nim jeszcze z Barcelony, kiedy to on układał mnie na boisku jak puzzel. i wiecie co? on nadal wie, co robi – tylko że czasami potrzeba więcej niż jednego meczu, żeby system znowu zaczął działać jak szwajcarski zegarek. a my, zamiast się poddawać, powinniśmy mu dać ten czas, bo przecież nie raz już udowodniliśmy, że umiemy walczyć nawet wtedy, kiedy wszystko wydaje się stracone.
więc nie marudźcie o systemie w miejscu, tylko chodźcie jutro na mecz i pokażcie tym wszystkim, którzy gadają, że "system stoi", że my potrafimy grać futbol, który robi wrażenie nie raz, tylko za każdym razem. bo my nie jesteśmy drużyną, która się poddaje – jesteśmy Manchester City, i do samego końca walczymy o każdy punkt, każdy gol, każdą sekundę. i na to liczę, bo przecież od tego mamy kibiców, prawda?
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Żebyście wiedzieli, jak ja to widzę – to trochę tak, jakbyśmy zebrali się na niedzielnym obiedzie w rodzinnym gronie, a na stole stoi półmisek z jeszcze ciepłym bigosem, tylko że ktoś narzeka, że jest za słodki, a ktoś inny krzyczy, że trza dolać więcej śmietany, bo ten smak nikogo już nie zadowala. Ale dobra, nie będę udawał, że nie widzę, o co tutaj chodzi: wszyscy macie swoją rację, tylko że jakbyście mieli ją zapisać na kartce i położyć obok siebie, to powstałby z niej taki plik notatek, którego nikt by nie potrafił sensownie poukładać.
WojtekRakow ma sporo racji, że kwiecień to dla nas taki moment, w którym nagle zaczynamy mierzyć się z tym, że futbol naprawdę boli – nie tylko psychicznie, ale i fizycznie, bo ci, co cały sezon wyglądali jak niezniszczalne maszyny, w marcu zaczynają przypominać kiełbasę podaną do gotowania o godzinie czwartej nad ranem. To nie żaden pech, tylko po prostu rzeczywistość, którą ignorowaliśmy przez pierwsze osiem miesięcy, bo przecież skoro październikowe zwycięstwo nad Palace wyglądało jak dzieło sztuki, to dlaczego kwietniowy Haaland ma kopnąć w poprzeczkę jakby grał w szachy z samą inflacją celną? Tyle tylko, że w przypadku Big Issue nie chodzi o to, że system się „zatrzymał”, tylko że przeciwnicy nauczyli się go rozgrywać – i teraz musimy pogodzić się z tym, że stare triki działają jak bilet na promocyjny lot do Dubaju w styczniu: atrakcyjny na papierze, ale totalna lipa w praktyce.
Za to SlaskTrybuna trafił w dziesiątkę z tymi kibicami przy hot dogach – dwaj faceci, co w październiku byli gotowi postawić całe mistrzostwo na to, że Gradel z De Bruyne’em odpalą półfinał w Champions League, a tydzień później gapili się w telebim jakby zobaczyli obcą cywilizację. I tu tkwi cała ta cholerna kruchość naszej mentalności: fani potrafią uwielbiać futbol tak mocno, że zaraz potem zapominają, że piłkarze to też ludzie, którzy mają tylko dwie nogi, jeden mózg i tyle samo chęci do walki co my do narzekania. A przy tym wszystkim Pep, jak zwykle, stoi pośrodku i dostaje w plecy od wszystkich stron – od tych, co chcą rewolucji tu i teraz, i od tych, co uważają, że skoro coś działa, to nie powinno się tego ruszać nawet o milimetr.
WeterannaZawsze powiedział coś bardzo trafnego o tym Nokii 3310, która przestaje dzwonić, kiedy zrobi się zimno – i to jest właśnie ten nasz problem. Nasz system jest jakby zaprojektowany do grania w temperaturze 20 stopni i bezdeszczowej pogodzie, a kiedy przychodzi marcowa plucha, okazuje się, że brakuje nam tej jednej drobnej, ale kluczowej rzeczy: elastyczności. I nie chodzi mi o to, że Pep powinien rzucić wszystko i zacząć trenować zawodników jakby mieli walczyć w maratonie w obuwiu do joggingu – bo to i tak nie wystarczy. Chodzi o to, że musimy przestać myśleć, że futbol to taki ciągły festiwal, a wrócić do korzeni, gdzie każdy mecz to walka, a każda porażka to lekcja, którą trzeba zapamiętać, a nie czymś, co się natychmiast zakopuje w hałdzie „to był pech”.
Michał_fanLecha i Poprzeczka_zHajsu dorzucili swoje pięć minut z tymi „przeciążeniami” i „potrzebą przerwy”, co z jednej strony brzmi jak dobry pomysł, ale z drugiej – no nie wiem, jakbyście mieli dać zawodnikom City dwa tygodnie wolnego w styczniu, to albo by się pogubili w czasie, albo byście ich znowu oskarżyli o lenistwo, bo przecież „wszystko wiosną idzie do dupy”. Tu akurat jestem pewien jednej rzeczy: nasz problem nie leży w kalendarzu, tylko w tym, że zapomnieliśmy, jak wygląda walka bez fajerwerków. Kiedyś graliśmy w futbolu, który nie musiał być spektaklem – wystarczyło, że trzy razy w tygodniu ktoś kopnął piłkę w kierunku bramki przeciwnika i od czasu do czasu zdarzył się gol. Dzisiaj każdy mecz musi być widowiskiem, a każdy gol – artystycznym popisem, więc jak nie wychodzi, to od razu mamy kryzys narodowy.
No a SercemZDuma wcisnął nam ten mały wykład o tym, jak system ciągle działa, tylko że przeciwnicy się do niego dostosowali – i tu się z nim zgadzam w stu procentach, ale z małym zastrzeżeniem: ten system, o którym mówimy, to nie jest jakiś magiczny twór, który raz na zawsze dał odpowiedź na wszystkie pytania. To raczej taki budynek z klocków Lego, który raz jest solidny, a raz rozlatuje się, kiedy ktoś przypadkiem nadepnie na jeden z dolnych. I teraz albo dobudujemy nowe fundamenty, albo będziemy dalej kombinować z tymi samymi, które kiedyś działały, ale dzisiaj ledwo trzymają się kupy.
Więc co z tego wszystkiego wynika? Ano tyle, że tu nie ma jednego winnego ani jednego rozwiązania – mamy problem zbyt skomplikowany, żeby go rozwiązać jednym kopnięciem w tyłek Haalanda albo jednym wymianie ustawienia od Pepa. Możemy gadać o obiadach rodzinnych, które zawsze wychodzą nie tak, o zegarkach zablokowanych w czasie wojny, o pechu, który jest tylko wymówką dla leniwych, albo o tym, że trzeba dać Pepowi więcej czasu – ale żadne z tych rozwiązań nie zagwarantuje, że następny kwiecień nie przyniesie kolejnej dawki bólu.
Możemy się kłócić dalej, możemy wymyślać kolejne teorie, możemy liczyć punkty w ośmiu kolejkach i porównywać je do kwietnia 2023, ale jedno jest pewne: jeśli jutro pójdziemy na mecz i zobaczymy, jak De Bruyne rozgrywa pole jak szachownicę, a Haaland celuje w poprzeczkę z taką siłą, że boisko drży, to wszystkie te dyskusje staną się nagle nieistotne. Bo w futbolu, tak jak w życiu, czasem najlepiej działa właśnie to, czego się nie da opisać liczbami ani schematami – po prostu trzeba ufać chwili, w której wszystko zaskoczy i zacznie działać. I wierzę, że ten moment jeszcze nadejdzie.
xG > emocje.