Kopnięcia, które rozpalają duszę, i słońce nad Anfield w oczach
też niedawno miałem okazję przechodzić koło tego muralu, gdy syna odwiedzałem na dalekim osiedlu – a tak naprawdę to bardziej podrzuciłem mu coś, bo zawsze zapomina portmonetki – i akurat tam akurat był jakiś starszy pan z kubkiem herbaty w dłoni, który stał i patrzył na ten mural jak na coś świętego. pytałem go, czy kibicuje od zawsze, a on na to: „od samego początku, chłopie, od samego początku” – i wtedy dopiero dotarło mi, jaką drogę przeszedł Gerrard dla nas wszystkich. pamiętam jeszcze te dni, kiedy muralu nawet nie było, tylko graffiti na murze pod blokiem, którym ktoś umalował na szybko buty i „red” wymalowane sprayem. teraz to już legenda miejska, a fani z całego miasta ściągają na selfie z Gerrardem patrzącym w dal spod tej czerwonej kurtki. no ale zobaczymy, kto następny dostanie taki hołd od miasta, bo pewnie niedługo przyjdzie czas na kolejne rozdanie
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ostatnio jak szedłem znowu na trening syna (ten zawsze zapomina butów, też!) pod samym sklepem naprzeciwko szkoły zobaczyłem jakieś dzieciaki, może 10-latki, ze szkolnymi plecakami, ale zamiast do szkoły one szły w kierunku tego murala i jeden ciągnie drugiego: "patrz, tam jest STEVEN! Patrz, on nas prowadzi!" a ten drugi: "no ale nie dosłownie, idiota" 😤 no ale serce zabiło, bo to już drugie pokolenie, które dorasta na opowieściach o tym człowieku 🔥 i wiem, że kiedyś one też będą pokazywać ten mural swoim dzieciom, a to jest właśnie ta iskra, którą Gerrard zostawił w mieście 💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no to akurat pamiętam jakby to było wczoraj, bo byłem tam na miejscu kiedy ten mural dopiero robili. stary kolega z pracy, za którym ciągle biegałem z farbą i wałkiem, żeby nie umoczyć butów, puścił sobie gębę, że idzie zaprojektować ten mural i ja myślałem, że to żart jakiś albo fanaberka. a on po prostu poszedł i się wkręcił w to tak, że całe osiedle pomagało, starszaki z piwkiem w garści, młodzi z aparatami, nawet miejscowy ksiądz coś tam namalował, chyba krzyż na drugim planie, nie pamiętam dokładnie, ale czuło się, że to nie jest tylko jakiś obraz, tylko wspólna sprawa. i ten moment kiedy Gerrard się pojawił na otwarciu, w tej swojej charakterystycznej koszulce, i wszyscy zaczęli klaskać, a on tylko kiwnął głową i powiedział: „dziękuję wam, kurczę, za to wszystko” – wtedy na chwilę zamilkło się i wiedziałem, że to nie jest zwykły hołd, tylko coś, co zostanie na lata. a teraz jak widzę te dzieci, które biegają tam z telefonami, to myślę sobie, że stara szkoła naprawdę coś zostawia, bo oni przecież nie pamiętają nawet meczu z Barceloną w 2005, ale czują, że ten facet to był ich idol, i to jest właśnie ta magia, której nie zmierzy żadna statystyka
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ech, porównywać to porównywać, ale niech tam – bo widzę, że same wspominki lecą, a ja też muszę dorzucić swoje trzy grosze.
Pamiętam jeszcze ten czas, kiedy to Anfield drżało przy samym wejściu Gerrarda na boisko. Ten facet był magnesem, który przyciągał nie tylko piłkę, ale i całe widowisko. Drużyna, którą budował, grała twardo, buntowniczo, z taką pasją, że naprawdę czuło się, że każdy mecz to walka o honor miasta. Te kopnięcia z półobrotu, te dryblingi, które kończyły się golami, te interwencje Reiny w sytuacjach bez wyjścia… A teraz?
Teraz mamy drużynę, która potrafi grać pięknie, to fakt, i niejednokrotnie widzieliśmy jak Guardiola albo Klopp wpuszczają tu ładnych parę bramek przeciwnikowi. Ale czy zostawia to samo uczucie? Takie, że serce bije mocniej, kiedy wkracza któryś z graczy na murawę? Te momenty, kiedy kibice wstają z miejsc i śpiewają, że to ich dom, że nikt nie ujdzie z życiem? Tamta ekipa miała w sobie coś takiego, że nawet jak przegrywała, to się czuło, że walczą do końca, że nigdy się nie poddają. Wtedy fani wierzyli, że basta, dzisiaj jest ich dzień.
A teraz? Teraz mamy zespół z wieloma gwiazdami, które potrafią rozegrać mecz od deski do deski, ale czy zostawiają po sobie taki ślad w sercach? Patrzę na ten mural i myślę: tamten Gerrard to był człowiek z ludu, który wychował się na tych samych ulicach, co my. On nie przyszedł z zagranicy z wielkimi pieniędzmi – on przyszedł z determinacją, z chęcią walki, z sercem wielkim jak stadion. A dzisiejsza drużyna? Ma w sobie mnóstwo talentu, ale czy ten talent jest zakorzeniony tak głęboko w lokalnej społeczności? Czy dzisiejszy Liverpool to już nie tylko klub, ale i dumna część miasta, jakim był kiedyś?
Nie mówię, że nie kochamy tej drużyny, ale porównanie samo się nasuwa – tamta drużyna była jak ogień, który palił się długo i mocno, a dzisiejsza to raczej dobrze naoliwiona maszyna, która czasem gasnie. Ale cóż, piłka to ciągła zmienność, i może za kilka lat ktoś będzie wspominał dzisiejszych zawodników z taką samą nostalgią. Na razie jednak, idźmy na kolejny mecz i dopingujmy do końca!
Najpierw policz, potem się spieraj.
no wiesz co… pamiętam siebie na tym osiedlu jak zrobili ten mural 😭 jeszcze zanim zdjęcia się rozeszły, przychodziłem tam codziennie po treningu z córką bo mieszkałem wtedy na blokach obok, i widziałem jak ten kolor się rozlewa, jak czerwony zlewa się z szarością betonu i nagle ten facet patrzy prosto na ciebie spod kurtki jakby mówił „spokojnie, to ja was tu trzymam” 🔥 a wczoraj akurat byłem tam znowu bo syna do szkoły odwoziłem, i zobaczyłem starszego chłopaka, pewnie z liceum, który stał pod tym muralem sam i gadał do Gerrarda jak do żywego człowieka – „heej Steven, nieźle ci poszło w tamtym finale, stary, naprawdę…” i tak ze łzami w oczkach bo chłopak miał nawet koszulkę tej samej edycji, tę z numerem 8 na plecach… kurde, to jest ta magia którą nikt nie wymyślił, tylko fani ją noszą w sobie i przekazują dalej, wiadomo o co chodzi 💪😱
Jeden klub, jedno życie ❤️
no wiesz co… pamiętam siebie na tym osiedlu jak zrobili ten mural 😭 jeszcze zanim zdjęcia się rozeszły, przychodziłem tam codziennie po treningu z córką bo mieszkałem wtedy na blokach obok, i widziałem jak ten kolor się …
@Dane24, no kurczę, dokładnie to samo spotkało mnie, jak wychodziłem z boiska w Rzeszowie i widziałem, jak moje dziecko biegło z kolegami w kierunku muralu zrobionego przez naszych kibiców. Tylko że u nas to był nie Gerrard, tylko nasz lokalny bohater z III ligi, ten, co strzelił dwa gole w ostatnich minutach meczu o utrzymanie. Pamiętam, jak stanąłem tam i myślałem: „A niech to, czy to właśnie przez te chwile namawiamy nasze dzieci, żeby szanowały historię klubu, zanim jeszcze same pojadą na wyjazd?” No i masz rację, ten mural to nie tylko obraz — to jest kawałek naszej zbiorowej pamięci. Tamten moment, kiedy stajesz przed nim i czujesz, że patrzy na ciebie ktoś, kto naprawdę się nie poddawał, to jest coś, czego żadne statystyki nie oddadzą. A dzisiaj? Dzisiaj mam wrażenie, że fani szukają podobnych punktów zaczepienia, bo kiedy oglądamy mecz i widzimy zawodnika, który naprawdę walczy, to automatycznie myślimy: „O, on chyba rozumie, co to znaczy grać z duszą”. Może dlatego tak łatwo tracimy te chwile, bo zapominamy, że piłka to nie tylko umiejętności, ale i serce.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no wiesz co… pamiętam siebie na tym osiedlu jak zrobili ten mural 😭 jeszcze zanim zdjęcia się rozeszły, przychodziłem tam codziennie po treningu z córką bo mieszkałem wtedy na blokach obok, i widziałem jak ten kolor się …
@Dane24 A NIECH TO SRAAAAACK🔥 no ale serio, ja tez tam łaziłem co wieczór jak to robili, bo niedaleko mam budowę i wracałem tamtędy z roboty. Pamiętam jak jeden kolega od rusztowania rzucił mi farbe na buty i myślałem, że mnie zabije, że taki mural to nasz czerwony zaszczyt xD Ale cholera, wciąż mam ten moment w oku — jak ten kolor zalewał beton i nagle Gerrard patrzył na całe osiedle, a nie tylko na nas w telewizorze. To nie jest tak, że mural to tylko obraz — to jest jakby ktoś nam oddał serce klubu na talerzu, żebyśmy mogli dotknąć i powiedzieć: „no fajnie, że jesteś, kapitanie”. I teraz te dzieciaki gadające do niego jak do kumpla? Kurde, to jest ta cała magia, którą żaden MLS czy cokolwiek innego nie da rady powtórzyć 💪😱
W radości i smutku, do końca z nimi.
kiedy pierwszy raz stanąłem pod tym muralem to myślałem, że ktoś mnie podpuszcza – no bo jakim cudem facet, którego całe życie oglądałem w telewizorze ze śniadaniem w ręku, teraz patrzy na mnie z muru jakby mówił: „no, Tomek, co tam u ciebie, nie zapomniałeś o tamtej radochy?”. wiesz, tyle razy latałem do Anglii na wyjazdy za Gerrardem, że aż mi się zdawało, że wciąż słyszę jego okrzyki z autokaru kibiców, gdzie zawsze ktoś krzyczał „on to zrobi, on to zrobi!” i za każdym razem miał rację. pamiętam jeszcze ten moment w istambule, kiedy to on zagrał przez cały mecz z tą nogą, co ją niedawno operował, i strzelił dwa gole – no ale chłop jak dąb, nigdy się nie poddawał, nawet jak ledwo zipał. a teraz jak patrzę na te dzieciaki, które biegają po osiedlu z czerwonymi szalikami i robią selfie z „naszym Steve’em”, to myślę sobie, że fajnie by było, gdyby kiedyś ktoś taki jak On się pojawił i też zostawił po sobie coś więcej niż tylko fajne podania i bramki. bo to nie o umiejętności chodzi, tylko o to, że ten facet stał się częścią naszych rodzinnych opowieści, tych, które opowiada się przy niedzielnym obiedzie i któraś kolejnka zawsze się kończy słowami: „a pamiętasz, jak to wtedy było?” i wtedy wszyscy kiwają głowami, bo nikt nie zapomniał.
Kurde, to akurat przywołało mi moją „eksperymentalną” wycieczkę na Anfield w 2015, kiedy to po meczu z Norwich usiadłem w pubie obok dwóch panów coś koło 70-tki, którzy gapili się w telewizor z takim wzrokiem, jakby sami grali. Jeden z nich nagle mówi: „Słuchaj, a pamiętasz jak ten Gerrard kopnął w 2006 w półfinale? Ten strzał z 35 metrów? No to mój wnuczek akurat był u mnie na odwiedzinach, obaj gapiliśmy się w ekran jak zaklęci, a on na koniec krzyknął: 'Dziadek, on jest nieśmiertelny!'… i poszedł do przedszkola opowiadać, że widział żywego herosa. Na drugi dzień nauczycielka zapytała go: 'A co ten wujek Gerrard robi w twoim przedszkolu?' A on na to: 'On kopie piłki! I bije złych ludzi!'" 😂🔥 Teraz ten wnuczek ma 12 lat i co tydzień biega ze mną pod ten mural, bo „tato powiedział, że tu jest nasz kapitan, który nigdy nie umiera”. I ja serio myślę, że jeśli kiedyś trafi się jakiś kolejny idol, to będzie musiał nosić przy sobie aparat do zdjęć, bo inaczej go dzieci nie rozpoznają za pierwszym podejściem… a tak swoją drogą, Sedzia228, to może następny mural zrobimy Ci z napisem „Analiza statystyk – ale odwal się, kibicuj normalnie”? 😎🍿