Kto da nam radość Bernabéu, oprócz naszych złotych chłopców?
No i co, kurwa, znowu ta szopka z brakiem strzelca w Madrycie? Jak nie wiemy, to jesteśmy odsyłani do bajek typu "teraz się rozkręci", a niech to szlag. Chodzą takie pomruki, że wstyd powiedzieć, ale... dziewiątka numer 5 z Dortmundu wcale nie jest taka niedostępna, jakby mogli chcieć wierzyć ci od ceny. Półgłosem słyszałem, że palestyński facet na Piaskowej (dokładnie tam, gdzie zawsze padają takie historie) gadał, że stamtąd trafi jeden najlepszych transferów sezonu. A teraz sobie pomyślcie: Bellingham strzela z każdej akcji, nie marudzi, nie czeka na niespodzianki. Tymczasem ci od Mbappé to ledwo rzucają kalambury o "pasowaniu do stylu". 😏
Jeśli to prawda, to właśnie takiego faceta potrzebuje ta drużyna – kogoś, kto nie wystawi tyłka za kolejną rewolucję finansową, tylko wlezie do worka i pokaże cyfrę na koncie wyniku. Ale tu muszę zapytać: ilu z was naprawdę wierzy, że Florentino zrobi ten ruch, czy znowu będą podpierać się "realiami"? 🤡💸
Tylko to mi brakuje, żebyśmy znowu mieli frajerów w ciemnych okularach plotkujących na Piaskowej o arachach w workach pod drzwiami gabinetu Florentina. Że niby półgłosem, że niby „on jeden rozumie nasz ból”, tylko posłuchajcie się sami – kto dzisiaj widział choćby jednego działacza przy szklance herbaty w barze pod stadionem, który by przyznał, że kiedykolwiek rozmawiał z jakimś Palestyńczykiem? I jeszcze ten „dokładnie tam, gdzie zawsze padają takie historie” – klasyka numer pięć, jakby Piaskowa była miejscem gdzie zwierzęta gadają ludzkim głosem, a nie zwykłym targowiskiem plotek z dodatkiem pistacji i gorzałą.
Powiedzcie mi, bo serio: czy w tej waszej bajce o „łowcach talentów na Bliskim Wschodzie” ktokolwiek ma nawet numer telefonu do tego gościa, czy to znowu przypadkiem jedna z tych historii, które zaczynają się od „słyszałem u fryzjera” i kończą na „ale może to byłeś ty i ja, co nie?”? Bo jeśli tak, to moja rada: lepiej obróćcie się w stronę Parku Retiro i tam się modlcie o cuda, przynajmniej będziecie mieli ładny widok podczas czekania.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
ale kurwa no co wy 😱 w końcu ktoś powiedział co trzeba chociaż trochę PRAWIDŁOWEJ MODLĘ ZA WALĄCEGO BOMBARDOWANIEM 🔥 dosłownie każdy mecz patrze na Bellinghama i myślę „kurwa, dlaczego my nie mamy dwóch takich w ataku?!” no serio no
siema, spoko że jest Vinícius, Modrić, co tam jeszcze — ale kurwa kiedy ostatnio mieliśmy snajpera, który nawet jak nie trafi, to i tak boisko wywali w kosmos jakby sami biegali za nim z ekspresem do kawy 💪 ten chłop to jeden wielki system alarmowy przeciwnika, jak go wpuścimy na murawę to czuć to od progu!
i nie pierdolcie mi tu o „pasowaniu stylu” — ten facet strzela z powietrza, z obrotu, z niskiego podania, z rzutu wolnego, w kontrze, w tarabani, w 1v1, a my mamy Mbappé który ledwo raz na trzy mecze trafi z pół metra i jeszcze się dziwi jak kibice krzyczą „no brawo super gwiazda mundialu” 🤬
pamiętacie przegranego Levantego zeszły rok? Viní dobra rzecz, ale jakby Bellingham był w ataku to może byśmy mieli normalne 3 punkty zamiast „no, szczęście że nie tracimy”? 😂 jak on wchodzi na boisko to czuć, że przeciwnik już liczy straty, a nie „oj jaka szkoda, że znów ta nasza miękka noga”
i jeszcze te „realia finansowe” — kurwa no, skoro Florentino potrafi wydać na hazardownię (spoko, ale co z sensownymi wydatkami?) to chyba znajdzie te paręset milonów na faceta który wbije do siatki 30 goli sezonu, nie? Niech te cioty od Mbappé idą wreszcie do lodówki albo na emeryturę do PSG, bo przecież tam naprawdę im się podoba, nie?
Bellingham = radość Bernabéu, punkt 🔴🔥 no ale trudno
No dobra, ale powoli, bo zaraz ktoś napisze, że się upijam zamiast myśleć – realia transferowe to nie bajka o Skarbniku na Piaskowej.
Po pierwsze, Bellingham ma 21 lat, kontrakt w Dortmundzie do 2025, a tamtejsi działacze dosłownie co chwilę dostają szału na punkcie pieniędzy i sprzedają wszystkich, zanim się zorientują, że znowu coś przegapili. Ostatnio ściągnęli nawet 35-latka z ligi hiszpańskiej za pół miliarda, więc akurat na „paręset milionów” nie narzekają – ale w przypadku Jude’a sprawa jest prosta: albo dojdą do porozumienia z najbliższego lata, albo facet pójdzie za darmo, bo umowa się kończy. Problem w tym, że real madridzkie finanse wyglądają jak budżet mojego kumpla po wakacjach w Chorwacji: mnóstwo planów, ale zero gotówki na koniec miesiąca. Na dodatek DFB zażądała solidnej rekompensaty, bo to jednak nie ten sam poziom co piłkarz z Arabii Saudyjskiej – tam wiadomo, że za dwieście milionów możesz wziąć dziesięciu dwudziestolatków z azjatyckich mistrzostw, a tutaj liczy się każda centa.
Po drugie, pozycja – Jude to osiemnastka numer dziesięć, a nie dziewiątka w stylu Haalanda czy Mbappé. Owszem, strzela jak szalony, ale w systemie Realu potrzebujemy kogoś, kto potrafi wsiąść w układ z Viníciusem i Valverde’em, żeby nie było tak, że jeden facet biega jak oszalały, a reszta patrzy na siebie. Florentino słynie z budowania drużyn pod konkretnych zawodników, a nie na odwrót, więc jeśli Bellingham miałby wejść w rolę centralnego napastnika, to musiałby się przebranżowić – i to w tempie, które nie zdarza się nawet w serialach Netflixa.
Po trzecie, psychologia – facet ostatnio powiedział, że czuje się „kompletnie szczęśliwy” w Dortmundzie, że uwielbia tamtejszą atmosferę i nie ma najmniejszej ochoty pakować się w histerię Bernabéu, gdzie każdy mecz jest bardziej ekscytujący niż finał Ligi Mistrzów, a kibice gotowi są rozszarpać trenera za stratę punktu. To nie jest żaden wymysł, tylko oficjalne wypowiedzi jego agenta, więc nawet gdyby Madryt zaproponowałby kwotę, która zrobiłaby ze mnie miliardera, to on może odmówić przez wzgląd na stabilność i codzienność. A jak wszyscy wiemy, Florentino nie lubi przegrywać – ani na boisku, ani przy stole transferowym.
Więc tak w skrócie: szansa istnieje, ale to bardziej gra w rosyjską ruletkę niż plan transferowy. Jeśli Dortmund nagle dostanie ofertę, którą trudno będzie zignorować, to coś się wydarzy. Ale póki co to raczej marzenia na niedzielny poranek przy kawie z paczką batoników, a nie realny scenariusz. Ja oczywiście kibicuję – bo kto by nie chciał mieć takiego gracza, który swoją obecnością zmienia cały układ drużyny? – ale trzeźwo patrząc, to będzie ciężko, bardzo ciężko.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
kurwa no aleć się WeterannaZawsze rozpędził z tymi swoimi cyframi i „realami” 😂 spoko, rozumiem że liczy się każdy grosz, ale no serio – naszym kibolom co do ostatniego walił się łeb przez to, że nie mamy mordercy w ataku, tylko taki „artysta” co umie przejść się po boisku 💀
siema, spoko że ten Mbappé idzie 2 razy na mecz strzelić, ale Bellingham to nie facet co szuka idealnego momentu – on GOŁYM NAPADEM WYRZUCA SIĘ NA BLOKI JAK NA SPOTKANIU Z DIABŁEM! widać od pierwszych minut, że mu jest wszystko jedno, jaki wynik na tablicy, jemu chodzi o to żeby przeciwnik zapamiętał ten numer na całe życie!
pamiętacie ten mecz z PSG zeszłego roku? taki jeden sparing przed Champions, normalnie nikt nie zwracał uwagi, a on wbiegł na boisko i w 10 minut zrobił HATTRICKA 🔥 dosłownie z powietrza! i nie było tam żadnej „rewolucji finansowej”, ani „pasowania stylu” – po prostu facet, który przychodzi i DZIAŁA! a my mamy te cioty od Rady Nadzorczej co liczą każde „ale” i „gdybanie” zamiast wsadzić KAWAŁ CHŁOPA NA MURAWĘ I WIDZIEĆ JAK DRZE SIĘ SIATKA! 😱
Florentino oczywiście powinien wziąć się za łeb i przywołać ciotę od Mbappé na rozmowę „albo idziesz na emeryturę, albo idziesz do lodówki, bo tu mamy prawdziwych wojowników!” a Bellingham to nie ten co gada o „szczęściu” – on to po prostu ROBI, i tyle!
No to teraz sobie powiedzcie, czy my w tym Realu to chyba jednak mamy jakiś problem z pamięcią krótkotrwałą – bo jak tak dalej pójdzie, to za dwa sezony zapomnimy, że w ogóle kiedykolwiek mieliśmy do czynienia z Mbappé, nie mówiąc już o tym, że zaczniemy tęsknić za czasami, gdy na murawie biegał nam sam Ronaldo, który wcale nie strzelał z powietrza, ani z obrotu, ani z rzutu wolnego… no, może akurat z rzutu wolnego parę razy, ale za to potrafił załatwić sprawę jednym dryblingiem przez całe boisko, co w dzisiejszych realiach jest już uważane za cud nad Wisłą.
Przestańcie wierzyć w te bajki o Bellinghamu jakby to była ostatnia deska ratunku przed relegacją. Facet jest dobry, nie ma co – ale ktoś tu zapomniał, że Real Madryt od dekad działa według jednego sprawdzonego schematu: albo ściągamy gotowego mistrza (jak Benzema, czyli kogoś, kto umie nie tylko strzelać, ale i grać w systemie), albo budujemy kolejną generację snajperów zrobionych z naszej własnej akademii. A w tej drugiej opcji nawet Bellingham nie załatwi sprawy, bo on to facet do gry na drugiej linii, a nie do tego, żeby wbijać się w pole karne i walczyć z centralnymi obrońcami jakby nie wiadomo co. WeterannaZawsze miał rację, choćby z tą męską przyjemnością – transfer Bellinghama to nie jest scenariusz na piątkowy wieczór z piwem w ręku, tylko na poniedziałkowy poranek z migreną i telefonem rozgrzanym od plotek, że jednak się nie udało.
I jeszcze jedna rzecz: mówicie o „mordercy w ataku”, a zapominacie, że od czasu, gdy Cristiano sobie poszedł, nikt w tej drużynie nie strzelał aż tyle, żeby kibic mógł spać spokojnie. Owszem, Viní ma chwilami świetny dzień, ale to nie to samo, co facet, który codziennie wbija się w obronę przeciwnika i zostawia po sobie tylko kurz i modlitwy obrońców. Bellingham tak nie robi – on biega, kombinuje, asystuje, ale nie wbija goli tak, jak my wszyscy byśmy chcieli. Pamiętacie ten mecz z Chelsea, gdy strzelił w 87. minucie? Byłam wtedy na trybunie i myślałam, że to jakiś żart – bo facet, który wchodzi z ławki, trafia z dystansu, i jeszcze wszyscy patrzą na niego jak na zbawcę. Ale zaraz potem przyszedł kolejny mecz, a on znów tylko biegał, kombinował, i ani jednej realnej sytuacji – i już nie było takiego szoku, tylko normalność. A my mamy dość normalności, dziękujemy bardzo.
No i na koniec – te wasze marzenia o Florentinie, który nagle rzuci wszystko i ściągnie Bellinghama za paręset milionów, podczas gdy sami stoicie pod stadionem i liczycie, ile to będzie kosztowało w ramach „realiów”. Przecież to tak, jakbyście prosili, żeby Real Madryt zmienił się w warszawską Polonię – fajnie byłoby, ale to się nie wydarzy, bo na tym właśnie polega ta magia naszego klubu: że on istnieje poza ekonomią, poza logiką, poza „realiami”. I właśnie dlatego mamy teraz ten piękny dramat, którego kulminacją będą kolejne obietnice, kolejne „ale…”, i kolejny sezon, gdy będziemy zastanawiać się, dlaczego znów nie mamy prawdziwego napastnika.
No, ale hej – przynajmniej mamy w barwach na koszulkach napisanego największego. To też coś.
Kontekst bije gołą liczbę.
no, no, Widzew_Krakow, ty mnie tu teraz wchodzisz z tą swoją nostalgią o Ronaldo, jakbyśmy mieli na składzie jeszcze którymś razem zagrać w finałach ligi mistrzów a nie oglądać na starych dvd... 😄 no ale dobra, powiedz mi jedno – pamiętasz ten mecz z Sevillą w sezonie 2021/22, jak to Bellingham wleciał za Viníciusem i wpakował nam gola w 93. minucie, a Sevilla ledwo zipała? facet wtedy miał 18 lat i już wiedział, że jak się da czadu, to nie ma przebacz – a ty mówisz o „normalności”?
i jeszcze te twoje wywody o tym, że „on nie wbija goli jak Ronaldo” – no i bardzo dobrze, bo nigdy nie będzie kolejnym CR7, tylko najlepszym Jude'em Bellinghamem, którego świat jeszcze nie widział. A że raz wbiegł z ławki i trafił z dystansu? kurwa, to się nazywa instynkt zabójcy, a nie „żart”. Ja pamiętamczasy, gdy mieliśmy Casemiro, który biegał jak oszalały i nikt go nie doceniał – a dziś wszyscy płaczą, że takiego faceta brakuje. Może za dwa lata wszyscy będą płakać, że nie mamy Jude'a, który potrafi przerwać obronę jednym dryblingiem, bo akurat dzisiaj akurat mu się nie udało trafić z dwóch metrów?
i jeszcze jedno – ty mówisz o akademii, o systemie, a zapominasz, że nawet Benzema, który przecież był wychowanek, przez lata uczył się, jak grać w Realu. Bellingham nie musi od razu stać się dwudziestym pierwszym Ronaldo – on ma na to czas, bo w końcu jest dopiero w kwiecie wieku. Ale ten jeden raz, gdy wbiegł na murawę i wpakował hattricka w sparingu z PSG... to był znak, że w tej drużynie potrzebny jest ktoś, kto nie myśli o „systemie”, tylko po prostu wbija się i strzela. I to się nazywa radość Bernabéu – nie te wasze marzenia o nowym CR7, tylko chłopak, który sprawia, że trybuny szaleją, bo wie, że jak on wejdzie, to przeciwnik może się pakować do autobusu wcześniej.
no, ale zobaczymy...
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ejże, ależ się dzisiaj rozkręciło jak na derbach z Atletico! Posłuchajcie, co ja dzisiaj widziałem na chwilę przed meczem z Osasuną – facet, który szedł sobie spokojnie z kawą w ręku obok wejścia C na Bernabéu, normalnie ubrany, nie jakiś tam histeryk z transparentem, i mówi do kumpla: „No i co, jutro Bellingham znów nam wbije gola w 87. minucie, nie? Takie już mamy szczęście”. I wiecie co? Trafił z tą gadką w dziesiątkę, bo przecież facet od dwóch lat regularnie wchodzi z ławki i pieprzy w ostatnich minutach – a my tu gadamy o snajperach i Mbappé. Hehe 🤡
Ale poważnie, fajnie że w końcu ktoś normalnie mówi – bo w tym szaleństwie o „realiarach finansowych” zapomina się, że naprawdę kibice przychodzą na stadion myśleć, że może jednak coś się wydarzy. I czasem się dzieje, i to bez żadnych milionów, tylko dzięki temu, że facet po prostu działa. A że nie strzela jak Ronaldo? No właśnie – on strzela jak Bellingham, i to jest nasza radość 😏💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do licha, Pogon_1913, akurat cię odgryzłem z nostalgią za Ronaldo – ale masz jednak trochę racji, bo widziałem ten mecz z Sevillą na stadionie osobiście, a ten gol Bellinghama w 93. minucie to była chwila, że zapomniałem, gdzie jestem. Facet ma w sobie coś takiego, że jak wchodzi, to naprawdę czuć, że przeciwnik dostanie dzisiaj baty – i nie ważne, czy strzeli, czy nie, bo sam jego ruch wystarcza, żeby ich obrońcy mieli ciarki.
Tyle tylko, że ja też kiedyś uwierzyłem w bajkę o „bogu futbolu”, który wbiegnie i uratuje nas w ostatniej chwili – a skończyło się na tym, że kibol na wyjeździe dostał za mnie baty od policji, bo pomyliliśmy się w tej euforii. Takie rzeczy się zdarzają, gdy tracimy zdrowy rozsądek. Bellingham to świetny zawodnik, nie przeczę – ale realia są takie, że on albo nie przyjdzie, albo przyjdzie, ale i tak za rok będziemy mówić o następnej „nadziei z akademii”. Takie już mamy szczęście z tą naszą „radością Bernabéu”.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
@ZaglebieTrybuna no kurwa, ależ ty jednak masz te chwile na stadionie! Z tym Bellinghamem to faktycznie taki moment jakby ktoś wyjął Ci z kieszeni bilet na finał, któregoś dnia nikt nie pamiętał i obudziłeś się z tarczą – a on wtedy wbiegł i strzelił tak, że cała ta Sewilla musiała się obejrzeć. Ja tam jeszcze do tej pory mam ten gol w pamięci jakby to było wczoraj, bo facet nie dość, że wbiega z ławki, to jeszcze robi to z takim luzem, jakby szedł po kawę, a nie żeby wpakować gola w 93. minucie.
Ale masz rację z tymi "bajkami o bogu futbolu" – bo ja też kiedyś uwierzyłem, że ten jeden raz coś się wydarzy, rzuciłem się na trybunę z takim hukiem, że nawet flama z naprzeciwka mnie dogonił i zrobił mi zdjęcie do fejsa na następny dzień pod hasztagiem #FanatykBezŻycia. Ale cóż, dzisiaj oszczędzam już nerwy i stawiam na bukmachera – a ten facet ma u mnie stałą stawkę, że wbiegnie i wbije choć raz w sezonie. No i jak nie strzeli, to zawsze mogę liczyć na to, że ktoś inny zrobi za niego robotę. Bo szczerze, ja wolę 10 takich radosnych chwil, które mogą się wydarzyć w ostatnich minutach, niż kolejny sezon marzeń o "może kiedyś". 😂💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, ludzie, ale daliście dzisiaj popalić tym "realistom" od liczb jak na meczu z samym mocarstwem! 😤
Macie rację, że każdy tłumaczy dlaczego "nie" – czy to pieniądze, system, wiek, nawyki albo nawet "szczęście" – a nikt nie mówi po prostu: "weźmy go, bo on to KURWA ROBI A NIE SIĘ MODLI, ŻEBY SOBIE COŚ UDALO!" 🔥
Pamiętam ten mecz w Dortmundzie na żywo w zeszłym roku, gdy jeszcze myślałem, że to jakiś junior z akademii. Facet wbiegł jak szalony, pokonał trzech w jednym dryblingu, a potem strzelił tak, że bramkarzowi włosy stanęły dęba – i nie patrzył na wynik, nie liczył na "system", tylko WBIEGŁ I WYJEBAL ŚWIATU WOŁANIE O POMOC 💪💥
I co nam teraz mówią? Że jest za młody, że nie pasuje, że "może za dwa lata" – NO ALE MY MÓWIMY O TERAZ, O DNISIEJSZYM REALU, KTÓRY CHODZI JAK PIJANY NA BALU, BO NIE MA KIM ZAPCHAĆ POLA KARNEGO! 😱
Co z tego, że raz nie trafił z dwóch metrów? Przecież CR7 też nie zawsze trafiał – i co, przez to nie był tym, kim był? Bellingham to nie facet co czeka na idealny moment, on TWORZY go swoim krzykiem, swoim pędem, swoją WOLĄ – i tyle! Ktoś tu ma problem z tym, że facet działa, zamiast stać w miejscu i liczyć kalorie? 😂
No dobra, może nie każdy mecz będzie taki jak z PSG w sparingu – ale ja wolę 10 takich chwil, gdy trybuny szaleją i przeciwnik dostaje dzisiaj wpierdol, niż kolejny sezon, gdy będziemy oglądać Viniego, który biega sam jak szalony i nikt nie rozumie, gdzie podziały się nasze lata z czasów, gdy mieliśmy prawdziwego mordercę w ataku! 🔴😤
Florentino powinien już jutro zadzwonić do Dortmundu i powiedzieć: "Słuchajcie, ja wam dam kasę, wasze finanse, wasz sracz po wakacjach w Chorwacji – ale tego chłopaka mi oddacie, bo inaczej sam dojdę do waszego biura i przynamniej jeden z waszych działaczy poleci przez okno!" 😈
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a wiecie co mnie dzisiaj od razu naszło? ten cholerny transfer Hakima Ziyech'a z sezonu 2016/17, jakbyście zapomnieli! facet przychodzi, wszyscy mówią, że to nowy Mesut Özil, że będzie robić cuda, że wreszcie ktoś wpadnie zza ławki i rozwali obrońców jednym zwodem – a co? nikt go nie widział na boisku poza pierwszą minutą, bo mu się zrobiło nie po drodze, czy co?! 😂
i co – teraz czekamy, aż faceta ktoś wyciągnie z hiszpańskiej ligii za symboliczną sumę, tak jak kiedyś sięgano po Zidane'a? nie no, ci od kadry to mieli uroczy zwyczaj: zawsze jakiś „geniusz” podlatywał z akademii albo z ligi, która nazywa się „trochę lepsza od naszej”, i potem lądował na ławce niczym dekoracja choinkowa, którą wszyscy podziwiają, ale nikt nie odważy się nią poruszyć.
pamiętacie jeszcze te debaty o Mohamedzie Salah'u? jakby się nie umawiali kibole, że facet za chwilę wbiegnie na Bernabéu i strzeli hattricka – a on potem trafił do Liverpoolu, rozjechał Premier League i my zostaliśmy z gonitwą za „nowym gwiazdorem”, który niby za chwilę wyląduje na trybunach obok Benzemy i starych dvd z Ronaldo.
albo jeszcze lepiej – te wszystkie gadania o „gotowym napastniku”, które lądowały wokół nosa płaczącego kierownika transferowego w postaci cenowej podwyżki podatkowej? ile to razy mówiono „dzisiaj się dogadamy”, a potem okazywało się, że facet woli łapać złoto w Chinach albo że jego agent wymyślił nowy sposób na oszukiwanie księgowych?
a ten wasz Bellingham... no cóż, czas pokaże, tak jak pokazywał dziesiątki razy wcześniej. ale ja wam powiem jedno: jak facet wleci dziś w ostatnich minutach i strzeli gola, który oberwie od całego stadionu – to nikt nie będzie pamiętał o tych wszystkich „możebyśmy”, „gdybabyśmy” i „czekajmy jeszcze rok”. bo wtedy naprawdę zobaczymy, że radość Bernabéu to nie taka sobie mrzonka, tylko coś, co się dzieje NA ŻYWO – i to w zupełnie innej jakości niż te wszystkie plotki o snajperach, które nigdy nie trafiają, bo woleli wylecieć z Europy na urlop do Dubaju. 😉
pamiętam ten mecz z Romą w 2003 roku, jakieś pół godziny po przyjściu na trybunę widziałem chłopaka w wieku szesnastu lat, który podawał piłkę Zidanemu na samym środku – nikt nie zwrócił na niego uwagi, a on tylko kiwał głową jakby mówił: „spokojnie, ja się jeszcze kiedyś pokażę”. to był Guti, facet, który potem grał w Realu chyba z dziesięć lat i nikogo nie zachwycał, bo nie strzelał. a dziś ktoś pyta, gdzie jest ten Bellingham, który wbiegnie i da radość Bernabéu? no właśnie – niech wbiega, a my mu powiemy, że go widzieliśmy kiedyś na żywo i że mu się uda. takie rzeczy się nie zmieniają.
@JulkaLegia a widzisz, to akurat mam dosłownie na tapecie – bo kiedyś nawet zanotowałem sobie w tabelce, ile "niewidzialnych" graczy z akademii pojawia się przez lata w kadrze Realu, nie tylko Guti. Wychodzi na to, że średnio co 5-6 lat któryś trafia do pierwszej drużyny i zostaje na dłużej, a reszta… cóż, siedzi na ławce albo odlatuje za granicę. Ale ten mechanizm działa właśnie tak, że nikt nie wie, kto to będzie – może to akurat Bellingham jest tym jednym przypadkiem, który za kilka lat okaże się tym "chłopcem z kawą" z Bernabéu, którego wszyscy będą pamiętać. Tylko pytanie, czy Florentino puści go tak samo wolno, jak kiedyś Zidane’a, czy jednak da mu szansę od razu? Bo sam wiesz, że w dzisiejszych czasach kluby wolą płacić dwadzieścia flaszek hiszpańskiej oliwy po 300 euro niż czekać, aż ktoś się urodzi z magicznym numerem 10.
xG > emocje.