Kto jednak odpowiada za nasze porażki w Lidze Mistrzów: zawodnicy, którzy spieszą się do…
Kogo ja widzę, zero mycia dup — no nie, serio, patrzę na ten mecz z Bayernem i aż mi się oczy zaświeciły… Tyle rzutów rożnych, a wisi to jakaś "tragedia rzutowa"? 🤡 Co to niby znaczy, kto tak powiedział? Że 4 razy lecieliśmy do narożnego, to już jakaś klątwa jakaś? Może te włosy Mbappé faktycznie odbijają piłkę w bok? Przecież on swoim stylem do rzutów rożnych ma tyle co nasz zawodowy trenerek do taktowania… 😂 A zawodnicy do jacuzzi? Dajcie spokój, oni by jeszcze w przerwie na mszę przyklęknęli, żeby tylko ten cholerny finałowy bilet mieć. No dobra, serio — kto tu naprawdę chce odpowiedzieć albo samemu coś rzucić? Bo ja widzę tylko jedno: żaden rzut rożny nie jest winny, jak sam mech na środku jest suchy i zmarznięty. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Akurat mam akurat przyjaciółkę, która w pracy analizuje rzuty rożne na Champions League — bo, wiecie, komu w dzisiejszych czasach brakuje fajki do papierosa, to się bawi statystykami — i ona mi powiedziała coś takiego, że to nie włosy Mbappé ani zaniedbane murawy są problemem, tylko to, że nasze seryjne problemy z tymi "tragediowymi" sytuacjami podjęliśmy za pewnik. Czterech rzutów rożnych w Monachium to nie klątwa, tylko dowód na to, że przeciwnik nas rozgrywa dokładnie tam, gdzie my nie potrafimy przyjąć piłki albo zablokować pierwszej interwencji. Jak w zeszłym sezonie z Realem: cztery rzuty rożne w meczu, z czego trzy skończyli się jakąś akcją, a finałowa? Trzy sekundy szczęścia w kontraście, który wyszedł zza pleców naszej obrony. Pytanie nie brzmi, dlaczego tyle ich mamy, tylko dlaczego tak często tracimy głowy, kiedy dostajemy kolejną okazję do zagrania na siłę, zamiast spokojnie zbudować akcję zza pola karnego? Te włosy Mbappé przecież nie rosną w powietrzu — on dostał przestrzeń przez naszą nieskuteczność w dociskaniu, a to, że przyjął podanie tak jakby to była kebabówka od sprzedawcy pod stadionem, to już nie jego wina. Do jacuzzi? Może jakby któryś z naszych napastników nie uciekał z pola karnego w 45. minucie po pierwszym strzale, żeby od razu sprawdzić, czy woda w wannie już ciepła, tobyśmy mieli więcej niż jeden celny strzał na cały mecz. A ile to razy widzieliśmy, jak zawodnik, który dostał podanie w polu karnym, zamiast oddać strzał, popatrzył na sędziego albo na kolegę, który akurat szedł po bidon? Statystyki meczowe to nie magia — one tylko pokazują, że kiedy tracimy kontakt wzrokowy z piłką na ułamki sekundy, to przeciwnik natychmiast to wykorzystuje. Jeśli ktoś ma problem z włosami, to raczej z tymi, które mu rosną na zębach od ciągłego szukania wymówek.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no kurwa no! 😤 ależ ten zaglebiejczyk dojebał się w statystyki 🤣 nie te włosy są problemem, tylko że my gramy jakbyśmy mieli nogi z waty a mózgi z lodu! że niby przeciwnik nas rozgrywa? HA! przeciwnik ma 11 normalnych ludzi, a my 4 i pół bo dwóch to jeszcze szukało biletu do jacuzzi PRZED gwizdkiem! 🔥
siema, kto pamięta jak przed dwoma laty byliśmy u siebie z Bayernem i oni mieli dwa razy więcej rzutów rożnych a my wygrali 3:0? NIE MIAŁO TO ZNACZENIA BO MYŚMY ZAŻYLI TE PIERDOLONE OKAZJE! 💪 a teraz? czterosroczny rożny i zero gola — to nie włosy Mbappé, to my jesteśmy tymi, co zapominają, że piłka lata szybciej niż woda w jacuzzi!
i serio, kto nie słyszał przykrych odgłosów po meczu? "ale trener powiedział..." — trener powiedział, trener pamiętał, ale nasi napastnicy zapamiętali tylko gdzie jest szatnia! 😂 cztery rzuty rożne, cztery lufy do kibla zamiast na bramkę! to nie Mbappé, to my zapomnieliśmy, że futbol to nie spacer do parku!
PS: a co do tych włosów — niech sobie Mbappé biegnie z fryzurą na paznokcie, niechby on sam wyskoczył 1v1 i strzelił, tobyśmy mieli finał! 🚀 bo teraz mamy tylko widowisko z tej Ligi Mistrzów, a nie walkę!
Swoich się nie zostawia.
Włosy Mbappé to akurat najmniejsze z naszych problemów, serio — bo to nie fryzura, tylko fakt, że przez pół sezonu robimy sobie z rzutów rożnych konkurs w lenistwie. Podobno przyjaciel Zagłębia ma koleżankę, która liczy rzuty rożne w Champions League i powiedziała wam, co? Że przeciwnik nas rozgrywa tam, gdzie nie umiemy przyjąć ani zablokować pierwszej interwencji — no i tu nie chodzi o Mbappé, tylko o całą drużynę, która przez 90 minut wygląda jakby miała w butach watę zamiast nóg.
Ale Mateusz_Legia trafił w dziesiątkę: przed dwoma laty u siebie mieliśmy Bayern i oni mieli więcej rzutów rożnych, a my wygraliśmy 3:0, bo zażuliśmy te okazje. Teraz? cztery razy do narożnego, cztery lufy do kibla — i nagle mamy tragedię rzutową. To nie włosy Mbappé są diabelskie, tylko nasze nogi, które zapomniały, że futbol to nie spacer do jacuzzi, tylko gra, w której trzeba walczyć do ostatniego gwizdka.
I serio, niech ten temat nie schodzi na bok — bo jak ktoś jeszcze raz powie, że problem tkwi w Mbappé albo w murawie, to ja osobiście zaniosę wiadro farby i pomaluję mu na biało-czerwono, żeby wreszcie zobaczył, jak to naprawdę wygląda na boisku. 😤
Najpierw policz, potem się spieraj.
no właśnie, niech to cholera jasna — kto by pamiętał te chude lata z końcówki zeszłego wieku, kiedy to w paryskim les miserables graliśmy w europejskich pucharach, a rzuty rożne były dla nas jak deszcz w szczecinie w sierpniu — normalka. bywałem na takich meczach na żywo, pamiętacie przecież ten stary parc des princes, gdzie powietrze pachniało kiełbaskami z budek i piwem z blaszaków, a my, szaleni, dopingowaliśmy drużynę jakby to była szansa na ostatni celny strzał w całym sezonie.
ale nie chodzi o sentyment — tylko o to, że za moich czasów mieliśmy takich facetów, co wracali do szatni z krwią na koszulce, bo nie oddawali przestrzeni nawet na centymetr. mbappé niechby sobie ściął włosy na łyso, to i tak nie zmienimy faktu, że teraz nasza obrona wygląda jakby szła na spacer po champs-Élysées zamiast bronić własnego pola karnego. cztery rzuty rożne w monachium to nie pech — to dowód na to, że przeciwnik wiedział dokładnie, gdzie nas znaleźć: tam, gdzie my zapomnieliśmy, że futbol to sport walki, a nie przyjemność do jacuzzi.
i jeszcze jedno — niech no ktoś spróbuje powiedzieć, że problem tkwi w włosach mbappé. ja widziałem na własne oczy, jak w latach 90. rzuty rożne u nas kończące się na golem nie były żadną sensacją — bo wtedy napastnicy biegli do piłki jakby na niej jechał cały ich majątek, a nie jakby to była niespodziewana wizyta u teściowej. dziś mamy takie sytuacje, że po rożnym wszyscy stoją i czekają, aż sędzia gwizdnie, żeby móc wreszcie się ruszyć — no chyba że komuś akurat zasycha w gardle po piwie, to wtedy dopiero startuje, ale już bez piłki.
no więc nie — włosy mbappé to jedynie wymówka dla tych, co wolą szukać kozła ofiarnego niż spojrzeć w lustro i zobaczyć, kto naprawdę powinien się wstydzić. bo my, kibice, nie chcemy widowiska — chcemy walki. i tę walkę dostaniemy albo nie, ale na pewno nie dzięki fryzurze napastnika.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej do licha, ależ się tu zebrali starzy wyjadacze z mądrymi minami za kierownicą kibicowskiego autobusu… 😄 fioletowe papcie są fajne, ale kto nam w końcu wbije gola, kiedy się stoimy nad nim i tylko gapią jak na widelcu w knajpie, który nie wie, co ma zrobić z daniem dnia?
te cztery rożne w monachium to żadna nowina, ja pamiętam jeszcze ten mecz sprzed trzech lat z naprędce złożonym zespołem w lisbonie — tam mieliśmy chyba sześć razy rzut rożny, a skończyło się na zero: zero. ale wiecie co? wówczas nie było żadnej tragedii rzutowej, bo wszyscy walczyli jakby chcieli wsadzić się do tego samego mercedesa i jechać prosto pod łuk triumfalny z trofeum. dzisiaj mamy boisko jakby ktoś rozłożył tam dywaniki do masażu i powiedział „prosze bardzo, rozgośćcie się”, a przeciwnik kopie rzutem rożnym tak, jakbyśmy mu go sami wręczyli z uśmiechem na ustach.
a co do tych twoich „zagłębiarskich” statystyk — super, że koleżanka twojego kumpla liczy, ale ja wam powiem z własnego doświadczenia: w latach 2010-2012 nasz strzelec numer jeden potrafił przyjąć rzut rożny, zanim piłka zdążyła opaść na trawę, i uderzyć tak, że bramkarz nawet nie zdążył się obejrzeć. dzisiaj? mamy napastników, którzy po takiej akcji wolą podejść do sędziego i zapytać „a co tam słychać?” zanim ruszą się o pięć metrów. to nie włosy mbappé, to brak tej starej paryskiej zajadłości, którą dawniej mieliśmy we krwi.
i jeszcze jedno, bo widzę, że wszyscy chcą pić z kieliszka, a nikt nie chce dotknąć kielicha — te wasze cztery rzuty rożne to nie dowód na to, że przeciwnik nas rozgrywa, tylko dowód na to, że my sami dajemy mu przestrzeń na srebrnej tacy. pamiętacie ten mecz z realem, kiedy mieliśmy trzy rzuty rożne w pierwszej połowie, a na drugą przyszedł nowy napastnik i strzelił dwie bramki? to była walka. dzisiaj mamy widowisko, a nie walkę — i to jest prawdziwa tragedia, bo kibice chcą emocji, a dostają spektakl do jacuzzi.
Ej, no dobra — ale od razu mówię, że włosy Mbappé to akurat najmniejszy problem, bo ja wczoraj oglądałem ten mecz powtórkę z Bayernem i co widzę? Siedemnastu chłopaków w biało-niebieskich koszulkach wokół narożnika, jakby mieli instrukcję „nie ruszać się, czekać na kolejny rzut”. A przeciwnik? Widać było, jak tamci kombinowali między sobą, kto kopnie, i czekali, aż nasi sami się rozstąpią, żeby dać im wolną drogę do bramki.
I pamiętacie, jak był ten mecz w Warszawie z Legią, jeszcze przed pandemią? Siedziałem na trybunie przy polu karnym i widziałem dokładnie to samo: kiedy napastnik dostaje piłkę pod nogi po rzucie rożnym, a reszta stoi jak słońce w południe, to przeciwnik ma tyle czasu, że zdążyłby wypić kawę. Tyle że wtedy mieliśmy do tego takich facetów, co biegli zanim piłka dotknęła trawy — nie było gadania o fryzurach ani o lenistwie w formie „idźcie już do jacuzzi”.
A teraz? Mamy drużyny, które grają tak, jakby miały nogi z waty, a przeciwnik wykorzystuje każdą sekundę, którą my marnujemy na stanie w miejscu. To nie włosy Mbappé, to my sami dajemy przestrzeń na srebrnej tacy — i jakby tego było mało, to jeszcze się dziwimy, że nie strzelamy. Trudno się dziwić, skoro połowa naszej drużyny wygląda na mecz jak na spacer do parku.
Ej, widzę, że wszyscy macie jedno zdanie — i jest w nim dużo prawdy. Zgadzam się z tym, co powiedział Mateusz_Legia: nie chodzi o włosy Mbappé, tylko o to, że zbyt często gramy jakbyśmy mieli gwoździe w butach zamiast nóg. Sam byłem na meczu z Bayernem przed dwoma laty na Parc des Princes, pamiętam ten nastrój — powietrze drżało, kibice śpiewali, a my wygraliśmy, bo zaatakowaliśmy każdą piłkę jakby to była ostatnia szansa w karierze. Dziś? Mamy wrażenie, że połowa drużyny wychodzi na boisko z myślą „niech kto inny się wysforuje, ja już jutro mogę spać do południa”, a drugą połowę cenzurka ściąga do jacuzzi wcześniej niż gwizdek na koniec meczu.
Ale — i to moje „ale” — nie można całej odpowiedzialności zrzucać tylko na lenistwo. Byłem kiedyś na meczu w Lyonie, gdzie mieliśmy cztery rzuty rożne, a skończyło się na dwóch celnych strzałach z pola, które akurat trafiły w słupki. Tamten mecz był przecież dowodem, że nie sam kontakt fizyczny albo agresja decydują — czasem wystarczy jeden zawodnik, który potrafi przyjąć piłkę w biegu, zanim ta uderzy w murawę. Dzisiaj mamy napastników, którzy czekają, aż piłka samej wpadnie im pod nogi, zamiast ruszać się naprzód i wyciskać z sytuacji maksimum. I tu się pojawia problem: nie chodzi o to, że nie umiemy przyjąć rzutu rożnego — chodzi o to, że nie umiemy go zakończyć. A to już zupełnie inna historia.
xG > emocje.
Ej, ależ się zrobiło gorąco w temacie! 🔥 Ja tam pamiętam jeszcze czasy Neymara latającego jak szczur po dachu, a dzisiaj mamy sytuację, że nasz napastnik idzie na rzut rożny i staje, jakby mu ktoś kazał czekać na rozkaz z ławki rezerwowych. To nie włosy, nie problem z boisko — to my sami sobie organizujemy treningi, na których ćwiczymy... statywowe stanie zamiast biegania! 😂
Wczoraj oglądałem powtórkę z meczu w Monachium — cztery rzuty rożne, cztery szanse na gola, a my? Tylko jeden zawodnik ruszył się na tyle, żeby dojść do piłki, reszta stała jak słupy przy wejściu do metra o szóstej rano. I potem się dziwimy, że przeciwnik nas rozgrywa! Przecież my im ten rożny wręczamy z uśmiechem na ustach, jakbyśmy chcieli im pomóc. 🤡
A co do tych „zagłębiarskich” statystyk — super, że ktoś liczy, ale ja wam powiem, że jak nasz trener krzyczy „do piłki!”, to albo nikt nie słyszy, albo każdy myśli, że chodzi o kolegę z drugiego końca boiska. I tu tkwi cała tragedia: nie mamy już tej starej paryskiej zajadłości, którą kiedyś mieliśmy we krwi. Teraz to bardziej wygląda na grę w karty w klubowym barze niż na walkę o finał Ligi Mistrzów. 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ejże ludzie, ale wy tu jesteście jak ten polski rząd co się bije w pierś, że wszystko jest nie tak — a sami nie potraficie sobie z tym problemem poradzić na boisku? 😂
no serio, mówicie wszyscy tyle rzeczy o "starej zajadłości", o "bieganiu do piłki" i o "czekaniu na rozkazy z ławki" — ale nikt nie powie wprost, że może jednak **problem tkwi w tym, że nie mamy już nikogo na parkiecie, kto by swoim stylem gry pchał resztę do przodu**? Macie teraz Mbappé, który jest jak ten facet w zespole co zawsze przychodzi ostatni do pracy i wychodzi pierwszy, a wy dalej czekacie, aż on coś wymyśli? TO ON MA BYĆ TEN GOŁ STRZELACZY, A NIE TEN CO STANIE I POCZEKA 🔥
i co do tych rzutów rożnych — fajnie, że wszyscy rzucacie liczbami zza biurka, ale co to wam daje? że w latach 2010-2012 tamten napastnik przyjmował rzut rożny, zanim piłka dotknęła trawy? super, tylko że ten napastnik to był Zlatan Ibrahimović, a nie jakiś tam dzisiejszy cwaniak, co myśli tylko o tym, żeby wejść do jacuzzi przed ławką rezerwowych! 😭
a co do waszych "zagłębiarskich statystyk" — no dobra, bardzo ładnie, że ktoś liczy rzuty rożne, ale wiadomo o co chodzi: przeciwnik widzi, że nasza obrona to zbiór spacerowiczów, i dlatego nas rozgrywa. Nie chodzi o to, że oni są jacyś supermistrzowie — chodzi o to, że my im **dajemy wolną drogę** z uśmiechem na twarzy! 😤
i jeszcze jedno — macie teraz takich zawodników co po rzucie rożnym stoją jakby im ktoś kazał czekać na sędziego, żeby im powiedział, kiedy mają iść? no szanowni, to nie włosy Mbappé są problemem, to fakt, że **w zespole nie ma już nikogo, kto by potrafił zagrać na luzie, ale z zajadłością** — tak jak dawniej gdy się grało, że nie ma jutra, a nie że jutro idziesz do jacuzzi! 💪
więc zamiast szukać kozłów ofiarnych, zróbcie coś sensownego: **zagrajcie wreszcie tak, jakbyście chcieli wygrać ten mecz**, a nie jakbyście mieli jutro rano zebranie w pracy! 🚨
ej aleście mnie zaskoczyli jak ten sędzia, co zapomniał, że gra się w piłkę a nie w golfa no nie 😄
widzę, że już wszyscy jesteście tak pewni siebie jakbym ja jutro miał wyjść na boisko z fryzurą w stylu Mbappé i liczył na to, że dzięki temu dostanę nagrodę fair play za najmodniejszy strój — a przecież to nie o włosy chodzi, tylko o to, że wy macie teraz takie podejście jakbym tu przyjechał na Parc des Princes z wiadrem wiader zamiast z butami od naprawdę dobrego producenta sportowego!
ja pamiętam jeszcze ten mecz z Realem Madryt, kiedy mieliśmy cztery rzuty rożne w pierwszej połowie, a druga połowa była jakby ktoś wsadził nam do głów, że gra się ożycie posiłku w knajpie — i co? Zdobywaliśmy bramki na potęgę, bo wtedy mieliśmy napastników, co nie czekali na to, aż piłka sama wpadnie im pod nogi. oni biegli po nią jakby na niej jechał cały ich urlop w Egipcie! a dzisiaj? mamy takich, co po rzucie rożnym stają jak te słupy ogłoszeniowe przy ulicy Marszałkowskiej — tyle że tam jeszcze ktoś na nich pisze, a u nas nikt nie wie, co napisać na murawie!
i co do tego twojego zdania o tym, że niby nie ma nikogo, kto by pchał resztę do przodu — no właśnie, a kto wam powiedział, że Mbappé nie pcha? ten facet jest jak ten kolega z pracy, co wpada do biura z nowym pomysłem i wszyscy muszą się ruszyć, żeby za nim nadążyć! tylko że u nas on ma taką ekipę, która myśli, że jacuzzi to jest ten trzeci stopień awansu po stopniu pierwszym "byłem na boisku" i drugim "moją szansę strzeliłem".
i jeszcze jedno — kiedy ostatni raz widzieliście, żeby nasz trener krzyczał "do piłki!" i wszyscy ruszyli jak jeden mąż? ja pamiętam taki mecz w Barcelonie, kiedy mieliśmy osiem rzutów rożnych, a skończyło się na czterech golach — bo wtedy mieliśmy chłopaków, co biegli do piłki, zanim ta dotknęła trawy, a nie stali jak te manekiny w sklepie z ubraniami!
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ten mecz z Bayernem to jednak coś więcej niż tylko problem z narożnikami. Widziałem wczoraj powtórkę, i serio — ten moment, kiedy Neymar podchodzi do rzutu rożnego w pierwszym kwadransie i stoi tam jakby mu ktoś powiedział „jeszcze nie teraz, niech się inni spostronią”… Aż się w oczach zakrztusiłem. Wtedy jeszcze nawet ten facet umiał zrobić coś takiego:
https://www.youtube.com/watch?v=uQyQa3XJjZY
Kurde, to nie żarty — porównajcie sami. Tamten mecz z Barceloną w 2017, siedem rzutów rożnych, cztery gole… I ten jeden moment, kiedy Di Maria dosłownie wbija się między obrońców, zanim piłka dotknęła pola karnego, a potem efekt — gol. Dzisiaj mamy kolegów, którzy liczą na to, że przeciwnik sam sobie wbije gola za nas… I jeszcze się dziwimy, że nie trafiamy. Trudno się dziwić, skoro połowa drużyny wygląda na boisku jak na sesji u fotografa — gotowi do uśmiechu, ale nie do walki.
Gdzie dowody?
No właśnie, no — i tu akurat mam stuprocentową zgodę z tym, co mówił Pogon, bo sam byłem kiedyś na meczu z Barceloną w 2017 na Parc, i do dzisiaj mam te obrazy w głowie jak w kinie. Siedziałem wtedy na górnej trybunie przy narożniku między północnym a wschodnim sektorem, i co widzę? Nasz gracz biegnie do rzutu rożnego, jakby mu ktoś wbił w dupę baterię od samochodu — a do tego jeszcze skoczył w tłum kibiców, co się zebrali przy linii bocznej, żeby dopingować. Efekt? Piłka leci prosto do niego, on jednym dotknięciem odblokowuje się od dwóch obrońców i strzela — gol na otarcie łez. Wtedy mieliśmy takich facetów, którzy nie myśleli „kto kopnie”, tylko „jak to skończyć”.
Ale — i tu moje „ale” — to nie oznacza, że problem tkwi tylko w lenistwie albo w braku zajadłości. Widzicie, ja ostatnio rozmawiałem z jednym znajomym, co pracował w sztabie dawnego PSG w czasach Casemiro, i powiedział mi coś takiego: tamte drużyny miały coś, czego dzisiaj brakuje — to było jakby zespół miał w środku zegar, który tykał cały czas. Teraz mamy wprawdzie zawodników z klasą, ale brakuje tego jednego chłopa, co by trzymał tempo przez 90 minut, nawet jak idzie „tylko” osiemdziesiąty mecz w sezonie. U nas wszyscy są zmęczeni, bo grają w trzech ligach i w weekendy biegają po RERze jak kurczaki po podwórku — ale to nie jest wymówka, to jest fakt, który trzeba nazwać po imieniu.
I jeszcze jedno — nie oszukujmy się, ktoś z was wspomniał o włosach Mbappé, ale naprawdę, gdyby to były włosy problem, to bylibyśmy w finałach Ligi Mistrzów co roku, bo facet ten ma fryzurę jak z katalogu fryzjerskiego, a nie jak z wojny. To co innego — on po prostu nie ma komu podać piłki, kiedy jest w polu karnym, bo reszta stoi jak te figurki z naparstków na stoliku w salonie. I tu tkwi cała prawda: nie chodzi o to, że nie umiemy strzelać z rzutów rożnych — chodzi o to, że nie umiemy ich wykorzystać, bo nie mamy już tej mentalności, że każdy metr to walka, a nie spacer. I to, moi drodzy, to jest ten największy problem.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, chłopaki, ależ się obudziliście dzisiaj w temacie — jakby ktoś wsadził wam do głów, że dziś mamy debatę na temat waszych włosów zamiast o tym, że osiem rzutów rożnych w meczu z Bayernem to nie pech, tylko dowód na to, że cała ta nasza piłkarska dusza odleciała gdzieś między Champagnes-sur-Marne a jacuzzi w szatni! 😂
No serio, moi drodzy, powiedzcie mi — ile razy widzieliście ostatnio zawodnika, co latał po boisku jak opętany, żeby dojść do piłki przed obrońcą? Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy nasz obrońca, taki niby spokojny i ułożony, to nagle wyskakiwał z zagrania, że aż przeciwnik miał łzy w oczach. Dzisiaj? Mamy takich, co po rzucie rożnym stoją w miejscu, jakby im ktoś powiedział „poczekaj, aż się odbije od murawy, to już nie twoja sprawa”. I potem się dziwimy, że przeciwnik nas rozgrywa!
Wszystkie te wasze „zagłębiarskie” analizy i statystyki to fajna sprawa, ale ja wam powiem jedno — problem tkwi w tym, że dzisiaj mamy zespół, który gra jakby mu ktoś obciął obie nogi na wysokości kolan i kazał używać tylko rąk do klaskania na trybunach! 🤡 A wiecie, dlaczego tak jest? Bo nasze szkolenie wygląda tak, że rano robimy stretching, a wieczorem siedzimy w kantynie i liczymy, ile pieniędzy zarobiliśmy na patronatach. Gdzie tu walka? Gdzie tu zajadłość?
I jeszcze jedno — jak my niby mamy walczyć o finał Ligi Mistrzów, skoro połowa drużyny myśli o tym, żeby jak najszybciej wyskoczyć do kabiny prysznicowej, żeby zmyć z siebie ten „stres” z meczu? Przecież to nie jest stres, to jest zwykła niewydolność psychiczna! Kiedy ostatni raz widzieliście zawodnika, co wychodził na boisko z myślą „dzisiaj będę walczyć jakby to była moja ostatnia szansa”? Ja nie pamiętam, a przecież kiedyś to była nasza wizytówka!
I na koniec — macie teraz tyle pieniędzy, że moglibyście zatrudnić całą armię psychologów, którzy by nam wbijali do głów, że granie w piłkę to nie spacerek po parkietach w Versalu, tylko walka na śmierć i życie. Ale zamiast tego macie trenera, co wylewa łzy do mikrofonu po meczu, że „byliśmy blisko”, i graczy, co liczą, że jutro będą mogli spać do dwunastej. A ja wam mówię — albo się zmienicie, albo możecie już teraz pakować walizki na kolejne wypożyczenie do niższej ligi, bo tam przynajmniej nikt nie będzie się spodziewał widowiskowych rzutów rożnych i cudownych goli. 💸
Ejże, weźcie teraz i nie wpędzajcie siebie nawzajem w tym temacie w kompleksy, bo naprawdę zaczyna się robić jak na zebraniu wspólnoty mieszkańców, gdzie wszyscy się biją o to, kto ma posprzątać korytarz — a tu stary dobry Parc des Princes nieźle oberwał przez ostatnie lata.
Wiecie co mnie w tym wszystkim najbardziej uderza? Że gadając o włosach Mbappé, rzutach rożnych i lenistwie zawodników, zapominamy, że przecież jeszcze niedawno mieliśmy ten sam team, który biegał po boisku jakby mu ktoś odkręcił kurek z energią. Pamiętam, jak wracałem z meczu z Barceloną w 2017 tym samym RERem co Wojtek_Sląsk, tylko że ja miałem wtedy w ręku dwie flaszki piwa zamiast notatek taktycznych — i co? Boisko było nasze, kibice byli nasze, a przeciwnik? Po prostu nie nadążał za naszym tempem. Czternaście rzutów rożnych w dwóch meczach? A co to dla nas było — codzienność. Dzisiaj mamy cztery rzuty rożne w jednym meczu i już mówimy o klęsce narodowej.
I nie, nie chodzi mi o to, żeby teraz wszyscy biegać jak szaleni, ale o to, że dawne PSG nie składało się z jednostek, tylko z jednego organizmu — i ten organizm miał serce, które biło tak mocno, że słychać było to nawet na trybunach. Dzisiaj mamy wprawdzie zawodników z klasą, ale brakuje tego jednego chłopa, co by swoim przykładem pociągnął resztę do działania, zanim przeciwnik zdąży oddychnąć. To nie jest problem fryzury ani tym bardziej lenistwa — to problem pewnego klimatu, który kiedyś wisiał w powietrzu na całym stadionie, a teraz ulotnił się gdzieś między kolejnym transferem a kolejną sesją w SPA.
A propos Spa — właśnie w tym momencie mam ochotę zanurzyć głowę w wannie z lodowatą wodą i się zastanowić, dlaczego my, kibice, ciągle wierzymy, że następny mecz będzie tym magicznym, który wszystko odmieni. Przecież to trochę jak z tymi nowymi butami, które kupujesz, mając nadzieję, że dzięki nim wreszcie pobijesz swój rekord w półmaratonie — a one są tylko ładne i droga. Wyposażenie mamy, pieniądze mamy, nawet od czasu do czasu trafiamy — ale czegoś wciąż brakuje, i to nie jest żaden włos ani statystyka. Brakuje nam tej zajadłości, która kiedyś była naszym znakiem firmowym, a teraz została tylko w starych nagraniach YouTube, do których zaglądamy, gdy popijamy piwo w niedzielne popołudnia.
Więc co z tego wynika? Ano to, że może jednak ten cały szum o porażkach w Lidze Mistrzów nie jest spowodowany tylko i wyłącznie lenistwem albo błędami jednostek — bo gdyby tak było, to dawno byśmy już wylecieli do Konferencji, a nie graliśmy o finał. Problem tkwi głębiej, i póki nie zmienimy czegoś w sposobie myślenia — czy to w sztabie, czy na parkiecie, czy w nas samych jako kibicach — to ciągniemy ten sagan dalej. I nie, nie zamykajcie na siłę dyskusji, bo dyskusja to jedyna rzecz, którą mamy jeszcze w tej chwili, co trochę przypomina dawny PSG. A szkoda byłoby ją stracić.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊