Kto jeszcze pamięta ten chłód na Łazienkowskiej, kiedy Legia rozbijała silniejsze zespoły…
a co, chłopaki, pamiętacie ten straszny mróz na łazienkowskiej w tym jednym grudniowym wieczorze, chyba 2007 albo 2008, nie pamiętam dokładnie? ja tam byłem, starych dobrych czasów kibica — nie ten cyrk dzisiejszy z tymi nowoczesnymi trybunami i tymi komfortami, tylko prawdziwa zima, taka, że palce ci drętwieją w rękawiczkach, a oddech robi się chmura, jakbyśmy mieli walczyć nie tylko o punkty, ale i o to, żeby nie przemarznąć na śmierć.
legia wtedy grała jak oszalała, przyjechał jakiś tam angielski zespół albo francuski, teraz to nie ważne — oni tu przyjechali i wyszli z 4:0, nie? a te kontry... cholera, to było coś niesamowitego, każdy atak był jak nożem ciął, naprawdę. i ten huk trybun, kiedy padł jeden gol, potem drugi, aż w końcu się już nie wiedziało, który to który, bo kibice darli się wniebogłosy jakby od tego zależało ich życie. a ja stałem tam, w tej zaspie zalanego śniegiem skwerku przed trybunami i myślałem tylko: "do chuja, co ja tu robię, przecież ja mam tyle lat, powinienem siedzieć w cieple i popijać herbatę", ale nie, siedziałem dalej, bo coś takiego nie zdarza się codziennie, prawda?
a teraz te trybuny puste, ten luksus, te krzesełka, i te wszystkie gadżety w shopie — fajnie, że jest wygodnie, ale młodym nie wystarczy, żeby poczuli, jak to kiedyś było. pamiętajcie, jak grzmiał wasz dziadek, bo wam się wydaje, że piłka nożna to teraz serial z netflixu z napisanym scenariuszem...
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej wam opowiem, miałem chyba 12 lat, było to pewnie w 2013 czy 2014, ale pamiętam jak dzisiaj — staliśmy z kumplami nie w tym miejscu co zwykle, bo na trybunie za bramką, ta stara betonowa, gdzie jak leciełeś to cię wszyscy widzieli, bo nic Cię nie zasłaniało! Był mróz taki, że zapalniczka gasła w dwie sekundy, ale myśmy nawet nie czuli rąk, bo cały czas wrzeszczeliśmy jak opętani, kiedy nasz chłopak zrobił szalone solo od połowy i wstrzelił piłkę do siatki! 🔥 A ten huk po golu... cholera, niechcący zaniosłem się płaczem tamtego wieczora, bo nie mogłem uwierzyć, że NAPRAWDĘ to oglądam! Dziadek mi potem powiedział: "Ej młody, pamiętaj — takich momentów nie kupisz za żadne pieniądze w tym nowym cyrku". I miał rację, bo dzisiaj niby komfortowo, ale nikt nie darł się wniebogłosy jak wtedy, jakby naprawdę liczyło się JEDNO!
Na trybunach od dzieciaka.
a co, to były lata, kiedy naprawdę się rozumiało, że kibicowanie to nie tylko bilet i herbata w kubku z napisem "pamiętam", ale że to coś więcej, coś jakby rytuał — zwłaszcza jak się szło na Łazienkowską w tydzień przed świętami, kiedy miasto pachniało piernikami, a my z kumplami z osiedla umawialiśmy się pod zegarem na dworcu, bo wiadomo, że bez sekundy spóźnienia nie miało sensu nawet wsiadać do tramwaju.
pamiętam, było chyba 2004, grudzień pewnie, bo mróz taki, że buty chrzęściły na śniegu jak suchary, a my z Januszem, starym bywalcem, stanęliśmy na trybunie północnej, tej gdzie stare betonowe schody — wiem, że już jej nie ma, bo teraz tam stoi luksusowy pawilon z lodami smakowymi — ale wtedy była tam cała historia, kurz, graffiti i zapach kiełbasy z budki na rogu. no i akurat tego wieczora przyszedł jakiś włoski zespół, może Roma, może Inter Mediolan, nie pamiętam dokładnie, ale liczyło się jedno: oni myśleli, że przyjechali na spacer po Warszawie, a wyszli stamtąd poturbowani jakby grali z dzieciakami z osiedlowej ligi.
pamiętasz, jakby to było wczoraj, kiedy Brożek — ten sam co później w Celticu latał — uderzył z półobrotu z trzydziestu metrów, a balon poszedł tak wysoko, że zniknął na sekundę w reflektorach, i przez moment wydawało się, że wstrzymał cały stadion? a ten huk trybun... cholera, ja stałem obok faceta w średnim wieku, który miał czapkę z orzełkiem, i on się po prostu zaniósł płaczem, nie krzyczał, nie skakał, tylko szlochał jak dziecko, bo nie mógł uwierzyć, że naprawdę to widzi.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, a pamiętacie jak raz na Łazienkowskiej złapałem się na tym, że głośno wiwatowałem w takim tempie, że facet obok mnie sądził, że jestem na meczu Legii osobiście 😂🍿? Myślałem, że jestem naiwniaczkiem, który dorzucił się do histerii kibiców, dopóki nie zorientowałem się, że jemu też się pęka kurtka od krzyku — no aż podszedł policjant i kazał nam się uspokoić albo "idźcie do domu, bo tu nie cyrk". No tośmy się uspokoili... no prawie 😂 Dziadek by się uśmiał, bo niby komfortowe trybuny, a myśmy tam w zimnie walczyli o ciepło własnych strun głosowych. Tych czasów nie da się kupić w shopie!