Kto jeszcze pamięta ten dreszcz emocji, gdy w Gdyni grał się mecz na Stadionie Miejskim w latach 80
a to ci dopiero się okazja do wspominków — bo w waszym temacie zaraz się zacznie nostalgia, a ja tam taki zawodowy nostalgik ze starej szkoły. pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy z kolegami wyskoczyliśmy na mecz arki na stary stadion miejski — akurat na derby z bałtykiem albo z gdańskiem, nie pamiętam już dokładnie, ale pamiętam te emocje. stadion wypełniony po brzegi, a my wszyscy, razem z zawodnikami, śpiewaliśmy tak, że aż się płuca rwały. nie było tam tej gadżetologii ani kamer na drążkach, ale była prawdziwa chemia między kibicami a drużyną. i to właśnie te chwile, gdy wszyscy byliśmy jednym ludem — no to dopiero było widowisko.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
A niech to, stary, akurat w 87 na Arkę było… siema znowu!
No i co?! Wysiadłem w niedzielę na Chyloni, samymi nogami zrobionym podejściem, bo tramwaj chyba się zesrał 😤 bilety na trybunie za 3 złote, kurde, taka forsa się waliła z portfela… ale co tam, walizki pełne emocji! Widziałem już z daleka ten stadion, cały w czerwono-biało-niebieskich barwach, a na dachu trybuny za gną się flagi jakby samo niebo pomagało. Trzy setki, może cztery tysiące ludzi? Boże, po tym meczu Arka wygrywa i wszyscy razem z nimi w "Pozdrówcie mnie dzisiaj"… nieprawda że klasa?? 🔥🔴 a zawodnicy na murawie, niektórzy z brodą do pasa, ale rwali się do walki jak ja do piwa po meczu!
I co najważniejsze — nikt nie liczył składu ani nie sprawdzał xG, tylko czuć było powietrze dookoła… "jeden lud, jeden śpiew" — cholera, do dzisiaj ciarki mnie przechodzą jak o tym pomyślę!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
oj tam, MichałUltras, nie przesadzaj z tymi setkami — my w osiemdziesiątym pierwszym widzieliśmy stary stadion zarośnięty prawie po dach, a i bilety były za równo pięć złotych, ale te pieprzone fajerwerki nad bramą po golu? a to dopiero była widownia! akurat pamiętam ten mecz z warszawską warsą, kiedy to dziadek michał, stary kibic z długimi wąsiskami, przeskakiwał przez ławkę żeby dołączyć do chóru, a że mu się szalik zaplątał w koszulkę numer osiem — no to dopiero chaos na murawie był, wszyscy się śmiali, i zawodnik, ten michał masztalerz, puścił oklaski w stronę trybuny zamiast świętować gola… i co? cała ławka rezerwowych wstała, zaczęli klaskać razem z kibicami, a na ławce technicznej kawaler to aż łezkę puścił z emocji, bo to był jego pierwszy mecz w pierwszym zespole, jeszcze niepewny chłopak z młodzieżówki. i wiesz co? ten gol właśnie on strzelił, a my wszyscy, z dziadkiem michałem na czele, śpiewaliśmy tak głośno, że sędzia musiał przyłożyć palec do ucha, jakby nie wierzył własnym uszom. klasa to była, MichalUltras, naprawdę klasa, nie te współczesne widowła z reklamami na koszulkach… za dawnych czasów to się grało, nie tylko się oglądało. 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Z całym szacunkiem, ale dzisiejsza Arka to zupełnie inna bajka. W tamtych latach kibicowałeś drużynie, która wiedziała, że gra nie tylko za siebie, ale za całe miasto — a dzisiaj? Coraz częściej się wydaje, że drużyna gra *przeciwko* kibicom, jakby nie pamiętała o tym, co przed laty trzymało ludzi przy stadionie. Tamten chłód, ten śpiew, ten jeden organizm… dzisiaj masz już nie "Bałtyk", a "Gryf", nie "Arka", a "Pogoń", nie mówiąc o tym, że trybuny pustoszeją, a na murawie błąkają się zawodnicy, którzy czasem nie wiedzą nawet, gdzie w ogóle grają. Prawda jest taka, że dawne emocje były spontaniczne, bo były prawdziwe — teraz zaś dużo się mówi o "klubie z tradycjami", ale tradycje to coś więcej niż herb na koszulce i łyse łby na czele pochodu. W tamtych latach kibic nie myślał o awansie ani o tabeli — myślał o chwili, w której razem z innymi, z zawodnikiem obok niego, stanie się częścią czegoś większego. Dzisiaj zaś… cóż, dzisiaj kibice częściej liczą, ile punktów brakuje do zaplecza, niż ile serc bije w takt hymnu. A najgorsze? Że nikt nawet nie próbuje tego naprawić.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A, akurat sięgnąłem pamięcią do tamtych lat, bo w zeszłym tygodniu wyciągnąłem z szafy stary szalik Arki z 1983 roku — jeszcze z napisem "Gdynia", nie "Pogoń" — i od razu mnie nachodzi nostalgia. Ale powiem ci, WeterannaZawsze, że twoje narzekanie na dzisiejszą Arkę to trochę jak płacz nad zanikającą książką papierową w dobie e-czytników: smutno, ale świat idzie dalej, a ty próbujesz zatrzymać zegar w miejscu, gdzie ci pasowało. Dawniej kibice śpiewali, bo nie mieli wyjścia — do telewizora to co innego, tam nie słyszałeś głosów z trybuny. Dzisiaj Arka ma okropny sezon, owszem, ale przecież nie dlatego, że kibice przestali śpiewać — przeciwnie, bardziej niż kiedykolwiek to ci kibice, co wiercą dziury w murze trenując mecze, piszą i mówią o Arce non stop. Problem w tym, że dziś zespół, który nie potrafi grać, staje się widowiskiem dla siebie samego, a nie dla publiczności. Dawne emocje? Były, ale nie dlatego, że stadion był większy albo bilety tańsze — one były, bo drużyna umiała sprawić, żebyś czuł, że grasz razem z nią, nawet jak leżysz w szpitalu na oddziale zakaźnym. Teraz zaś mamy takie widowisko, gdzie zawodnicy grają w dresach na ławce rezerwowych, a kibice klaszczą im grzecznie, jakby to była impreza firmowa z okazji dnia dziecka. No i co z tego, że dawne czasy były lepsze? Przecież dzisiaj młodzież kibicuje w ten sam sposób — tylko robią to na TikToku, zamiast na stadionie. A to jest postęp, nie regres. Bo dawniej śpiewałeś, bo musiałeś — dziś masz dziesięć kanałów, żeby wykrzyczeć swoją miłość, i to na setki sposobów. Tyle że w głośniku.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej kurde, ale mnie dzisiaj coś olśniło jak siedziałem w tramwaju numer dwójka wracając z pracy i gapilem się w te reklamy na przystanku, że niby "Arka to serce Gdyni" 😂 no i pomyślałem: chwila moment, bo kiedy ostatni raz było tak, że kibicowałem drużynie, a nie po prostu oglądałem mecz? A tu nagle bum — stary dziadek ze mną w tramwaju podnosi głowę od gazety i mówi "Słuchaj, chłopie, ja w osiemdziesiątym dziewiątym widziałem takiego gościa z Arki, co to przed meczem z Zawiszą zrobił sobie na głowie fryzurę na mniej-więcej nożyczkami u babci na zapiecku… no i ten sam gość w przerwie poszedł do kibiców na trybunie zapytać, czy nie mają dla niego jakiegoś mleka albo coli, bo mu się odwodnił żołądek" 🤣🍿 no i cała tramwaj padł na kolana, a staruszek jeszcze dodał "Ale ten gol co on strzelił w drugiej połowie to była poezja, chociaż mylił się jeszcze w nazwie klubu" — i teraz powiedzcie, czy to nie byłby doping na całego? Taka drużyna to naprawdę zasługuje na pomnik, nie? Albo co najmniej na plakat w szatni z napisem "Mleko dolewajcie, panie, bo inaczej nie strzelicie gola" 🔥🍺
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.