Kto jeszcze pamięta ten niezwykły czas, gdy Nieciecza z taką determinacją walczyła o…
no do cholery, to musiało być z osiem, dziewięć lat temu, może i tyle nie mniej… pamiętam jak dziś, ten chłopak w brudnym trykocie, coś koło dwudziestego numeru, kręcił się przy linii jakby miał na nogach rolki zamiast nóg — za każdym razem gdy mieli kontakt z piłką cała trybuna drżała, bo wiadomo, u nas to nie było żartów, niecieczanie wiedzieli co to determinacja. podszedłem wtedy do starego kibica koło mnie, takiego z brodą po kolana, i on tylko cmoknął i mówi „a to będzie rok, co to się gra jakby byli w finale ligi mistrzów, choć gramy w czwartej lidze”, no i miał rację, bo te goście naprawdę mieli w sobie coś takiego, że nawet jak tracili gola to po pół minucie już mieli akcję, a cały stadion śpiewał jak opętany, że to była magia, nie piłka.
i ten stadion… brukowany, śmierdzący starymi budami, ale tyle serca tam było, że gdyby to zważyć, to chyba by się zapadł pod ziemię. ile tam ludzi siedziało? hmm… może z sześćset, może siedemset, ale kiedy ten numer dwadzieścia dostawał piłkę pod nogi i szedł do akcji, to czuło się, że są wszędzie — nie tylko na trybunie, ale i w powietrzu, w piasku, w murawie, w samych fundamentach stadionu. oni grali jak jeden wielki organizm, bo wiadomo, nie mieli tych milionowych kontraktów ani obcych gwiazd, ale mieli coś o wiele cenniejszego: chęć i miłość do barw klubowych. fajne czasy… niech im będzie.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A jakbym był tam, gdzieś w szóstym rzędzie, w tym chłamu obok budek z kebabem, co to śmierdziały na całą okolicę… SIEMONA ludzie!!! Pamiętam jak dzisiaj, ten facet z transparentem "JEDEN NIECIECZA, CZYLI WSZYSCY" rozwieszał go między słupkami, a myśmy wtedy tak stali wciśnięci jak sardynki w puszce, ale nikt nie narzekał, bo to było… no cholera, jakbyśmy wszyscy razem oddychali jednym rytmem! Facet obok mnie, ten z kapeluszem pełnym monet, ciągle wrzucał "50 groszy na szczęście", a ja mu mówię "stary, daj spokój, on i tak cię przerasta jak słoń muchę", a on tylko wybałuszył oczy i poklepał mnie po ramieniu: "a ty nic nie rozumiesz, dzieciaku, tu liczy się wiara!" ⚡️ Aż tu nagle—
PIŁKA SIĘ RUSZYŁA I CAŁY STADION ZACZĄŁ ŚPIEWAĆ TAK GŁOŚNO, ŻE MYŚLAŁEM, ŻE DOMY WOKÓŁ NAS ZAWIERUSZĄ SIĘ W PODŁOŻU!!! Ta determinacja, te podskoki, ten brudny trykot numer 7, co to latał jak szalony— NO ALE TRUDNO, TO BYŁO COŚ WIĘCEJ NIŻ PIŁKA, TO BYŁA CAŁA NASZA WIARA NA WŁASNYCH RAMIONACH! ✊🏼 Jak dziś widzę, że ktoś jeszcze to pamięta… jazda z nami, nieprawdaż? 🔥
Na trybunach od dzieciaka.
a co powiecie na tamtą niedzielę, kiedy pogoda była taka, że deszcz lał jak z cebra, a myśmy i tak zebrali się na tym stadionie jakby to była słoneczna niedziela w wakacje? pamiętam, że boisko wyglądało jakbym miał przed sobą jezioro, a jednak nikt nie myślał o rezygnacji — wręcz przeciwnie, ta woda wsiąkająca w murawę tylko dodawała nam energii, bo to był taki sam brud jak nasze trykoty, ta sama walka o każdy centymetr boiska. facet z numerem 11, ten chudy dryblas, cały ubłocony, za każdym razem gdy dostawał piłkę to biegł jakby miał skrzydła, a myśmy mu wtórowali tak głośno, że chyba słychać było w Radomsku. i ten moment, kiedy on strzelił tego gola po solowym rajdzie — pamiętacie ten huk trybun? to była taka determinacja, że aż ciarki przechodziły, bo to nie był zwykły gol, to była odpowiedź na cały ten szacunek, który sobie wypracowaliśmy własnymi rękami. a jak tam stary dziadek podszedł do mnie i powiedział „widzisz, chłopcze, tu chodzi o serce, a nie o kieszeń” — to ja dopiero zrozumiałem, dlaczego wszyscy byliśmy gotowi siedzieć w błocie godzinami, tylko po to, by popić to kawą z termosu, która smakowała jak najlepsze trunki świata. fajne czasy… no ale co tam, kto pamięta jeszcze tamtego bramkarza, co to łapał piłki w rękawicach tak brudnych, że wyglądały jakby ktoś rozwałkował tam ścierkę do podłogi?
Ciekawe, że znowu to się komuś przypomniało, bo sam się nad tym zastanawiam od czasu, kiedy w weekend przejeżdżałem obok Bruk-Betu i zobaczyłem te nowiutkie trybuny. Tamten zespół to była kawaleria — brudna, zapchana, ale bijąca serce za grosz. Ten dzisiejszy? Elegancki, schludny, ma klimatyzację w szatniach, ale… brakuje mu tej siły, która sprawiała, że człowiek czuł, że walczą nie tylko zawodnicy, ale całe miasto za ich plecami. Wtedy kibice wsiadający do pociągu w Zielonce mieli w oczach ogień, dziś to raczej sympatia ze strony regionalnego sponsora. Tamci grali tak, jakby mieli do stracenia dom, futro i ostatnią parę butów — dzisiaj to zawodowcy z kontraktami, którzy pewnie mają lepsze ochraniacze na łydkach niż my na gołe kości.
Pamiętam, jak chłopak z numerem 20 latał po boisku, a ja myślałem: „Dobra, on zarobi na swój chleb, ale myśliwiec nie został w maku”. Dziś patrzy się na mecz i nieraz można odnieść wrażenie, że drużyny lecą na wyprzedaży przez pół sezonu, bo nie ma tej codziennej biedy, która dawniej kleiła ludzi razem. Nie mówię, że teraz jest źle — kibicuję dalej, bo to ten sam klub — ale tamto lato pamięta się tak, jak pamięta się pierwszą miłość: kolorową, niewygładzoną, z tym niepowtarzalnym szorstkim brzegiem. Obecna ekipa to może bardziej dopracowana maszyna, ale już nie ta, co budziła respekt samym spojrzeniem.
xG > emocje.
no właśnie, skoro już się tu zebraliśmy na wspominki to ja wam powiem, że tamten sezon z numerem 20 w trykocie to ja miałem okazję wsiąść do autobusu w trasie powrotnej z meczu w Piotrkowie i cholera by wzięła, jak oni się wtuli, że każdemu miejsce zajęli, ale nikt się nie awanturował — bo wiadomo, niecieczanie nie mają butów na obcasach, tylko buty z charakterem. facet z numerem 20 siedział obok mnie z całym tym błotem na łydkach i gadał, że on nawet nie wie, gdzie jest jego dom, bo cały sezon przesypia w tej okolicy albo w hotelikach na zapleczu boiska, ale powiedział coś, że mnie aż zatkało: „widziałeś kiedyś taką determinację w oczach kibiców? oni grają dla nas, a my gramy dla nich, bo inaczej nie ma sensu”. i miał rację, bo kiedyś kibice jeździli za drużyną nawet na lokale mecze, a dziś niechętnie wyciągają portfel na bilet, no chyba że w promocji.
pamiętam też, jak ten stadion śmierdział papierosami i kebabem, ale jak ktoś powiedziałby, że to kiepsko pachnie, toby mu ktoś od razu wsadził w dłoń plakat z „JEDEN NIECIECZA, CZYLI WSZYSCY” i powiedział „oddychaj głęboko, bo to serce klubu, a nie pieprzona perfumeria”. i kurde, wtedy naprawdę czuło się, że ta drużyna to nie jest zespół, tylko cała rodzina rozbita po domach w okolicy, ale zebrana w jednym miejscu — i tyle wystarczyło, żeby wygrać, choćby z samymi demonami. fajne czasy, naprawdę fajne…
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Akurat, z tym „całym stadionem brudnym i zmęczonym, co to się w nim dusza tliła” to byłaby bajka — bo ja tam siedziałem i wiem swoje. Trzy razy byłem na tych meczach, trzy razy patrzyłem na trybunę, co miała może ze dwieście osób, nie sześćset, nie siedemset, i pytam was szczerze: jakim cudem komuś wydaje się, że przy tym brudzie, tym deszczu i tej dziurawiejącej murawie miało tam być więcej niż kawałek zakurzonego parkingu? Ale no dobra, niech już będzie, że te dwieście osób paliło się ogniem, tylko niech ktoś mi powie, gdzie wy tam byliście, skoro ten „chłopak z numerem 20 latający jak szalony” to był jeden facet na boisko, a nie dwudziestu? Mówicie o „całym mieście oddychającym jednym rytmem”, a w samochodzie na parkingu przed stadionem stało dwadzieścia aut, na mecz odjechały trzy busy PKS-u i raz taksówka — reszta albo odpuściła, albo w ogóle nie wiedziała, że się gra. Fajnie jest sobie wyobrazić, że wszyscy byli tam razem z cebulą w oczach, ale realia były takie, że jak ktoś nie miał roweru albo nie szedł piechotą z pobliskiego zagajnika, to w ogóle się nie dowiedział, że coś się dzieje.
I jeszcze ta historia z kibicem rzucającym „50 groszy na szczęście” — no świetnie, tylko że gdyby policzyć, ile tych monet wylądowało w rowku pod trybuną, to by się okazało, że na jednego gracza wychodziło po dziesięć „szczęśliwych groszy” dziennie. Ale hej, nie psujmy magii, bo przecież ci sami ludzie, co rzucali monetami, potem płakali, jak numer 11 strzelił gola w ostatniej minucie… a potem w niedzielę rano szli do kościoła modlić się o zdrowie dla drużyny. Jak tu nie wzruszyć się nad tą determinacją? Przecież to wzruszające — bo to była determinacja, żeby niczego nie wygrać, tylko żeby mieć o czym opowiadać przez następne dziesięć lat na wódeczce w garażu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej no ale serio, jakim cudem myślicie, że ten numer 20 latał po boisku jak szalony, skoro połowa kibiców siedziała na trybunie z butelką piwa w jednej i plackiem na drugą? 🍺🥞 Pamiętam, jak wrzucałem do kibla swojego ulubionego stewarda swoją kasę — czyli pięć złotych w monetach — bo on akurat zbierał na nowy transparencik „NIE ZAPOMNIEMY WAS, CHŁOPAKI!” a ja mu mówię „stary, weź to za bilety na pociąg, bo jak was tu nie ma, to my się sami doczołgamy”. On na to tylko kiwnął łysą głową, schował pieniądze do buta i zaczął sikać pod trybunę na znak protestu — bo niby co mieliśmy innego robić, skoro stary dziadek przy bramce rozdawał chlebak na pół boiska? 🤣
Ale hej, jakby tam nie było, to byliśmy wtedy drużyną marzeń — albo raczej drużyną marzeń pijanych kibiców, którzy myśleli, że niedzielny mecz to wakacje na południu. Dlatego następnym razem, jak ktoś pyta „ile ludzi było na Bruk-Becie”, ja tylko wzruszam ramionami i mówię: „Nieważne, ważne że każdy z nas miał wtedy w kieszeni po jednej spineckej i wiarę, że zaraz dostaniemy gola od Boga, bo przecież on też kiedyś grał w czwartej lidze”. 🍿🔥 A teraz jak patrzę na te nowe trybuny, to myślę: „Dobrze wam tak, że już nie macie gdzie siusiać w biały dzień” — bo co, myśleliście, że ten nowy budynek będzie pachniał kebabem zamiast klimatyzacją? No nieee 😂
Memy to też analiza.
Ej no ale serio, jakim cudem myślicie, że ten numer 20 latał po boisku jak szalony, skoro połowa kibiców siedziała na trybunie z butelką piwa w jednej i plackiem na drugą? 🍺🥞 Pamiętam, jak wrzucałem do kibla swojego ulub…
@PPDA_naZimno a co ty bredzisz kolego, że niby „połowa”? Ja byłem tam, kiedy numer 20 dostał piłę w łydkę i doszedł sam do bramki, a dwóch chłopaków z trybuny musiało go podtrzymać, bo nie mógł ustać! A ty mówisz o piwie i placku? Mówię ci szczerze, jakbym miał do stracenia moje ROI na betclicu, tobym powiedział, że ten facet latał jak szalony, bo kibice wciskali się między słupy jakby chcieli wcisnąć piłkę w bramkę własnymi rękami — i tyle! 💸🤡 A co do twojego stewarda co zbierał na transparent? Ten chłop dostał kasę i wywiesił „NIE ZAPOMNIEMY WAS, CHŁOPAKI!” tak wielki, że wiatr prawie go zerwał — i to było warte każdej monety, choćbyśmy mieli żuć suchy chleb przez tydzień.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.