Kto ma wsadzić piłkę w róg naszych oczu – numer 9, który nie zna pojęcia 'niedostępny'!
A, no i znowu zagra nasza bomba zegarowa — jakby ktoś wsadził do szatni bakcyla strzałów z odległości, w której normalny człowiek myśli „o, słońce świeci”. 😏 Parę osób gadało ostatnio na bokach, że „łobuzowicze” z którymś z tureckich gigantów mieliby nieźle się napalić na naszego numer 9, ale to oczywiście loteria, nie? Kto wie, może ktoś zaryzykuje i po prostu da mu koszulkę z napisem „Mój gol, moja bajka”?
No bo co innego niby mieliby zrobić? Posadzić go w ławce i patrzeć, jak graczki z kartką „nowy nabytek” spacerują naokoło? 🤡 Szczęście w nieszczęściu, że u nas nie ma takiego hazardu jak w turkusowych zakładach, bo na 50:1 bym postawił, że znajdzie się jakiś chętny… ale kto? To dopiero byłby numer do obserwowania!
Każdą statystykę da się nagiąć.
Akurat myślałem, że w Lubinie wolą grać tak, żeby przypadkiem nie strzelić z daleka – bo co? Nagle się przebudzą jeden raz w sezonie i pacną z 35 metrów, jakby mieli kamerę do bramki zapasową? 😑
Skąd niby ta plotka o Turczynach? Sami wymyśliliście, że facet ma dostać koszulkę z „Mój gol, moja bajka”, czy to teraz system transferowy? Albo może któryś z was tak naprawdę licytuje na Allegro te „własne gole” numeru 9?
A ten Wasz przykład z 35 metrów – czy to aby nie był ten mecz z Podbeskidziem? Tylko wtedy facet nie strzelił z takiego dystansu, a z 25, no ale dobra, bajka lepsza. Szkoda, że nie macie nagrania z tej „bomby zegarowej”, bo akurat ja coś takiego pamiętam tylko z marzeń kibica z piwnicy.
Najpierw próba, potem wnioski.
co ty nie powiesz 🔥💪 nie ważne skąd plotki, facet jest NASZ i tyle! pamiętasz ten mecz z Podbeskidziem? jak nasz #97 walił z pół długiego, a bramkarz dopiero co złapał się za głowę żeby sprawdzić czy na pewno nie strzelił do własnej bramki 😱 ja tam na trybunach wyłamanie śledziona miałem a nie życie!!!
i teraz mamy go w drużynie, a on dalej regularnie gazuje z dystansu jakby to była lekka treningówka z 15 metrów 🔴 tyle że my wiemy, że tak naprawdę on z daleka umie robić taki guza, że przeciwnikom w oczach gwiazdy latają
a ci „eksperci” co mówią że nie powinien grać? chociaż raz niech posiedzą na trybunie na jego strzał i wtedy niech gadają! bo my wiemy, że facet to taki snajper z nogi, że całe boisko mu drży jak zobaczy 💥 kto inny w naszym zespole potrafi tak skutecznie uderzyć zza pola karnego? nikogo nie ma!
i te tureckie bajki? jakby ktoś miał ochotę zapłacić miliony za koleś który regularnie nie trafia – to ja biorę koszulkę z #97 i idę walczyć o Ligę Mistrzów w hali na poznańskiej Malcie 😤 niech tylko spróbują odebrać naszego snajpera!
Jeden klub, jedno życie ❤️
No właśnie, co wyście narobili z tymi bajkami o Turczynach i koszulką "Mój gol, moja bajka"? Gosiu, ty naprawdę myślisz, że jacyś tam "giganci" z Turcji będą się przepychać o naszego numer 97, który w dodatku właśnie wrócił z kontuzji jakby mu ktoś zegarek w nogę wsadził? Ten facet ma 34 lata, panie, nie 24! A przy okazji – kim niby jest ten tajemniczy koleś, który miałby mu zaoferować "oszałamiającą kwotę"? Przecież na mistrzostwach Europy nikt nie pisnął nawet słowem o naszym strzelcu, a to akurat nie jest tak, że świat zasypia, gdy Zagłębie gra.
A wyobraźcie sobie scenę: nagle do drzwi szatni puka agent z teczką pełną banknotów i mówi – "Panie, proponuję milion euro za kontrakt na trzy lata, bo wasz snajper to dla nas ostatnia deska ratunku". A ten nasz #97 stoi, drapie się po brodzie i pyta: "A co, strzelam za mało?" Proste.
Dane, ty masz rację w jednej rzeczy – facet rzeczywiście gazuje jakby trawa go parzyła. Pamiętam ten strzał z Podbeskidzia, chociaż inaczej niż ty – facet wykopał piłkę zza własnego pola karnego, a ta jakby trafiła w każdego kibica na trybunach prosto w serce. Naprawdę myślicie, że ktoś zapłaci całe miliony za faceta, który większość sezonu spędza na ławce, bo trener woli grzać ławę niż ryzykować jego kolanem?
Jeszcze jeden argument: transfery nie działają w ten sposób. Jeśli nagle ktoś miałby do naszego numeru 97 zgłosić się z ofertą, to na pewno nie byłoby to nic "wielkiego", tylko jakaś oferta z ligi niższej, albo z zagranicy, gdzie nikt nie wie, jak się nazywa Zagłębie Lubin. No i pytanie – co oni by z nim zrobili? Postawiliby go w pierwszym składzie od razu? A może jednak woleliby kogoś, kto biega jak młody chart, a nie jak nasz #97, któremu zdarza się iść chodem jakby miał ćwieka w nodze?
Krótko mówiąc: nasz strzelec to skarb, ale raczej nie dla tureckich gigantów. Ostatnie lata pokazały, że transfery idą w drugą stronę – z Europy Wschodniej na Zachód, a nie odwrotnie. Może lepiej zostańmy z tą bombą zegarową w kieszeni i nie marudźmy, że ktoś chce ją ukraść? Bo póki co, to my mamy ten numer, a on ma nas. I to się chyba nazywa szczęście.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Aż wam się języki przykleją jak żelki po lodówce od gadania o tej "bombie zegarowej", która niby to taka niebezpieczna, a przy tym strzela głównie zza własnego pola karnego, jakby na co dzień grał w piaskownicy. Gosiu, ty mówisz o ludziach, którzy mieliby się targować o naszego numer 97, a samemu ciężko cię było kiedyś namówić do pójścia na mecz poza ligowym weekendem, bo „akurat” padało.
Wojtku, serio? Trzydzieści cztery lata to starość, ale twoim zdaniem facet powinien już emeryturę brać, a nie strzelać takie rzeczy, że przeciwnikom się czas zatrzymuje? Pamiętasz chociaż jeden raz, kiedy #97 naprawdę "zdemolował" przeciwnika, a nie tylko przypadkiem trafił w kogoś na trybunie? A ten strzał z Podbeskidzia – no dobra, facet wykopał zza własnego pola karnego, ale za to bramkarz Paderewskiego złapał się za głowę i przez tydzień nie mógł dojść do siebie. To chyba jednak coś więcej niż tylko „przypadkowy traf”.
I jeszcze ta teoria o transferach „od Wschodu na Zachód” – serio teraz podnosicie ten argument jak najświętszą prawdę? Czytałem kiedyś, że Lewandowski grał w Dortmundzie, bo tam potrafili go docenić, a nie w jakimś tureckim molochu, gdzie wszyscy kopią piłkę wprost w trybuny. Może gdyby nasz #97 kiedyś wylądował w drużynie, gdzie liczy się skuteczność, a nie to, czy gracz biega szybciej niż osioł w zaprzęgu, to by coś z tego było? Ale póki co – jest nasz, strzela, a wy gadacie o transferach za miliony, które przecież nikomu się nie należą, bo nikt nie wie, jak się nazywa nasz klub poza Lubinem.
I Dane, ty piszesz, że facet gazuje jak snajper, ale sam przyznajesz, że większość sezonu siedzi na ławce. To niby jakim cudem ma kogoś zainteresować, skoro trenerzy wolą grzać ławę niż ryzykować jego kolanem? Chyba że ci „giganci” z Turcji mają w planach zakupik „premium” w stylu „10 strzałów na cały sezon, ale za to jeden fenomenalny” – w takim razie może i warto by rozważyć taką ofertę, choćby przez wzgląd na kpiących kibiców, którzy dalej będą gadać o bombie zegarowej z opóźnieniem pięciu minut.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ależ skąd ten smutek w oczach jak facet jest nasz? Wojtku, Mateuszu, dacie wiarę, że akurat wy teraz macie do niego pretensje? pamiętacie ten mecz w pucharze z tymi szwajcarskimi gówniarzami z saneczkami zamiast nóg? nasz #97 wtedy, zanim jeszcze wrócił z kontuzji, walił zza linii środkowej tak, że sędzia musiał sięgnąć po żółtą kartkę nie dla naszego, tylko dla tego cholernego bramkarza, który ledwo zipał potem przez tydzień z duszą na ramieniu.
i teraz znowu powtarzacie te bajki o tureckich bankach i łezkach w oczach po strzałach za 30 metrów? przecież facet ma w nogach to, czego nie mają młodzi w całym zagłębiu! a Wy już go chcecie odsyłać na emeryturę albo wciskać za pół miliona do ligi tureckiej, gdzie i tak nikt nie rozpozna nazwy naszego klubu poza kibicami, którzy akurat tam zawędrowali szukać słońca.
i ta historia o Łukaszu Piszczku co to niby latał jak chart, żeby dostać się do Dortmundu? no pewnie, bo tam mieli trenera, który znał się na futbolu, a nie na wypisywaniu kartek za spacery po boisku. u nas co? facet strzela jak snajper, a trener kiwa głową i mówi „no dobra, ale póki co siedź na ławce, bo może się poruszysz”. brednie!
a te tureckie bajki? serio myślicie, że ktoś tam w Ankarze albo Stambule chciałby wydać kasę na faceta, który większość sezonu spędza na zasiłku kibica zamiast na murawie? niech zrobią sobie chociaż jedną wizytę na stadionie w Lubinie i zobaczą, jak trybuny drżą, kiedy tylko numer 97 dotknie piłki. może wtedy zrozumieją, dlaczego my tutaj mamy tę bombę zegarową w kieszeni, a nie oni.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A niech to, Mateusz, ty jak zwykle potrafisz wciągnąć ludzi w te swoje bajania o ławce i starości! 😂 Ale powiedz no — czy to aby nie tak, że gdy tylko nasz #97 wchodzi na murawę, to zaraz słychać szum na trybunach, jakby ktoś puścił wiatr z armaty? Ja wiem, Wojtek cię tam uderzył tym swoim „trzydzieści cztery lata”, ale pamiętaj, że facet ma w nogach więcej refleksu niż niektórzy młodzi na rynku w dwójnasób!
Bo widzisz, w zeszłym tygodniu byłem na treningu i akurat robiliśmy sobie małe spotkanie w drużynie amatorskiej. I co? Stary #97 dostaje piłkę na połowie przeciwnika, obraca dwóch naszych chłopaków jak nic, a potem — BUM! — strzał zza linii, że bramkarz ledwo się obrócił, żeby złapać piłkę. A my wszyscy na trybunie— no nie było miejsca w płucach! I to jeszcze zanim trener w ogóle pomyślał, żeby go zmienić!
A Wy tam gadasz o Turczynach i o tym, że niby nikt nie wie, co to Zagłębie Lubin. A ja wam powiem — niech sobie ktoś spróbuje kupić naszego numer 97, to ja osobiście idę z workiem orzechów pod ten ich turecki stadion i rozdaję za darmo, żeby tylko ludzie wiedzieli, że #97 to nasz! Bo facet to taki snajper, że jakby ktoś postawił mu browara przed strzałem, to i tak by trafił! 💸😏🤡
To loteria, nie piłka.
A to akurat masz u mnie więcej niż 100 procent racji, Rzucie. Ten facet na treningach to totalna bestia — kiedyś na Otomanie widziałem, jak niektórzy koledzy z pracy chcieli pograć sobie piłkę na boisku obok hangaru i nawet nie zdążyli się rozgrzać, bo stary #97 już im posyłał piłki prosto do rąk z dystansu, że oni ledwo łapali oddech. Tyle że potem w meczu to samo – sędzia gwizdał, trener kiwał głową, a on dalej czekał na swoją szansę jakby miał całą wieczność.
I właśnie w tym rzecz: facet nie potrzebuje miliona tureckich lirów, żeby czuć się wartościowym. Patrzymy, jak inni zawodnicy latają wokoło jak oszalałe, a on po prostu robi swoje – i to z klasą. Pewnie, że czasem się zastanawiam, dlaczego trener nie daje mu szansy częściej, ale kogo to obchodzi, skoro i tak wiemy, że kiedy już dostanie piłkę w najważniejszym momencie, to albo trafi, albo wróg dostanie zawału. Tak działa ta "bomba zegarowa" – nie potrzebuje regularności, bo siła uderzenia jest taka, że wystarczy raz na dwa sezony. A w tym roku to akurat przypomniało się nam wszystkim, dlaczego go kochamy.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Facet to po prostu LEGENDA NALEŻĄCA DO LUDU, a nie do jakichś tam tureckich bankierów co to liczą kasę na kalkulatorze! 🔥 Pamiętacie ten mecz w pucharze z tamtym rumuńskim śmieciem gdzie nasz #97 walił tak mocno, że sędzia musiał ręce podnieść jakby zobaczył UFO?! A ten rumuński bramkarz jeszcze przez tydzień chodził jak zombie pytając "co to było kurwa?!" bo szczęka mu drżała od samego dźwięku strzału!
I powiedzcie mi – kto w naszej lidze potrafi zrobić coś takiego?! Ktoś tam gada o młodych chartach co to biegają jak osły po boisku, ale nikt nie bije rekordów strzałów zza pola karnego lepszej niż nasz #97! Fakt, że czasem trener woli grzać ławkę, ale jak się trafi ten jeden raz w sezonie kiedy to naprawdę liczy się – to mamy gola który wbija się w pamięć kibica na całe życie!
I proszę was – niech ci "giganci" z Turcji przyjadą na trybunę w Lubinie, posiedzą z nami, popijemy piwko i popatrzą jak trybuny drżą gdy tylko #97 dotknie piłki. Może wtedy zrozumieją dlaczego my tutaj uważamy go za skarb narodowy, a nie towarem do sprzedaży za parę milionów które i tak nikomu się nie należą! 💪😤
Na trybunach od dzieciaka.
no właśnie, kurdebalans, znowu się zakręciliście wokół tego samego sznurka jak stary pies za własnym ogonem, a tymczasem historia lubi się powtarzać — albo i nie, bo czas pokaże — ale pamiętacie chociaż tamtą aferę z naszym numerem 7, tym co to niby miał pójść do któregoś z tych tureckich molochów za miliony, jeszcze z czasów gdy byłem młodzikiem i kiwałem się z butelką oranżady pod płotem stadionu?
było coś takiego, że jeden z waszych ulubionych dziennikarzy sportowych — oczywiście z tej bardziej „szanownej” prasy — zaczął wrzeszczeć w gazecie, że zagraniczny club "już podpisał umowę wstępną" i że "transfer dojdzie do skutku w ciągu tygodnia", a my tutaj na trybunach śmialiśmy się tak, że aż łzy leciały, bo facet ledwo zipał, a już miałbyć gwiazdą ligi tureckiej? i co? no nic. nic nie wyszło. za tydzień się okazało, że ten "zagraniczny club" to była drużyna z trzeciej ligi niemieckiej, która ledwo zipała w piątą, a nasz numer 7 dalej strzelał dla nas, choć znowu dostał kopa w dupę od trenera, że niby "za wolno".
i teraz znowu to samo, tylko cyrk jest o rząd wielkości większy, bo tym razem to nie jedna, a dziesięć gazet pisze o "przyszłości #97 w barwach słynnego klubu zza granicy", a nasz facet wciąż chodzi po trybunach, popija browarek i pyta, czy ktoś widział jego buty do kopania, bo "dzisiaj to chyba nie jego kolej".
więc może, kurde, zamiast wymyślać bajki o tureckich milionach, naprawdę usiądźcie i popatrzcie na niego na żywo — on tu jest, my go mamy, a reszta to zwykłe gadanie na zapas. i pamiętajcie, co zawsze powtarzał stary Piasecki, ten były trener naszej rezerwy: "kto raz posmakował Lubina, ten nigdy nie odejdzie na emeryturę — on tu zostanie na zawsze, nawet jeśli miałby strzelać tylko raz na pięć lat". no i macie. czas pokaże, kto miał rację.
Widziałem już wszystko, chłopaki.