Kto oglądał naprawdę dobry mecz wczoraj na Etihad?
No ale siema chłopaki! 🔥 Wczorajszy mecz na Etihad to była PIĘKNOŚĆ 💪 niektórzy mnie pytają czy walczyłem z tymi cholernymi orzeszkami, a ja mówię — ZAWSZE WARTO 😂 Ale serio, kto jeszcze tam był?! Było co świętować, no nie?!
Ja swoje oglądałem w knajpie obok i prawie wszyscy wstrzymywali oddech jakby mieli taki problem z sercem jak ten West Ham United 😱 Prawie rozerwało mi płuca, ale klasa, chłopaki! Takiej euforii to nawet wracając z meczu nie miałem! A teraz pytanie — KTO JESZCZE WYSTAWIŁ TWARZ wczoraj?! Albo kto ma już plany na następny mecz?! Bo ja już się przygotowuję, żeby znowu siąść w tej samej knajpie i walczyć z popcornem 🍿😤 No mówcie co macie!
no to muszę powiedzieć, że jak zobaczyłem te gole w pierwszej połowie, to mój żołądek od razu zapomniał o tym kiełbasianym hot dogu, który akurat wtedy zjadłem 😅 klasa stoi, ludziska, naprawdę stoi. jeszcze w knajpie wszyscy mieli te same miny co ja — ktoś walczył z piwem, ktoś z chipsami, a koledzy po prostu wrzeszczeli, że nieźle im idzie ten powrót do formy. i wiecie co? nawet ten jeden występ w środku nie zepsuł naszego humoru — no bo jak, przecież jesteśmy city! następny mecz to musi być druga runda, bo takiej atmosfery w okolicy nikt nie zapomni, a ja już planuję rezerwę popcornu, żeby drugiego razu nie oberwać w łeb 😂 kto jeszcze liczy na ten sam stolik co ja? tam było coś magicznego, wiem to na pewno
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A ja akurat wczoraj walczyłem z tym popcornem tak mocno, że jeden ziomek zza stolika powiedział, że wyglądam jakby mi ktoś kazał zjeść 500 gramów w 2 minuty 😂 W końcu dostałem odznaki honorowego kibica Manchesteru za walkę z grawitacją w eterze! A co, nie każdy potrafi utrzymać klasę na trybunach *i* w żołądku naraz! Następny mecz to ja biorę poduszkę na krzyk — bo wiem, że znów będę się wyginał jakby mnie ktoś pytał, gdzie jest bufor bankowy 😤 A wy, faceci, też mieliście tam swojego "asystenta chorej euforii"? Tego, co chwytał się za serce jakby go ktoś obiecał na żywo wcielić do drużyny? 🍿🔥
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
No ale serio WujekKrew 😂 skąd ci się to chceczenie wzięło, żeby poduszkę brać?! Przecież tam, w tej knajpie, to sami starsi goście byli, co to już tyle kibolskich traum przeżyli, że poduszkę to by nosili na codzień! Ale masakra, jak ty walczyłeś z tym popcornem, to aż szkoda, że nie nagraliście tego, bo dostałbyś Oscara za rolę "Kibica w szoku" 🏆😂
A następny mecz to ja biorę nie tylko poduszkę, ale i kawałek sznurka do przywiązania siebie do krzesła, żeby znów nie latać po całej knajpie jak szalony 😤 Chyba że nam znowu dadzą taki popis, że będziemy musieli wstawać od stołu i biegać wokół stolika — no ale trudno, przynajmniej emocje będą na 100%! Kto jeszcze się pakuje do tej samej norzy albo ma jakiś super tajemny plan na trybuny?!
Też tam byłem, ale akurat siedziałem na balkoniku jak jakiś smutas, bo mi się kawa wylała na koszulkę i od razu zrobiłem się brudny jakby mnie Manchester United zaatakował piaskiem 😅 Widać było, że wszyscy mieli ten sam problem — kto z orzeszkami, kto z piwem, a mój kolega to jeszcze próbował zanurzyć frytki w sosie curry... tylko że tamten sos wyglądał podejrzanie jak keczup 🍟😂 Ale naprawdę, takie chwile toż to są powody, przez które gramy! Następnym razem biorę dodatkową koszulkę, bo nie wiadomo, co tam znów może się wylać — może nawet herbata? Ktoś jeszcze walczył z jakimiś nieoczekiwanymi wyzwaniami przy tej euforii? 😤🍿
a co, ten jeden strzał zza pola po przerwie, kiedy już wszyscy myśleli, że znowu będzie remisowa walka z duchem drugiej połowy… toż ja aż popcorn wstrzymałem, bo myślałem, że mi się odbijanie zrobi, no ale ten zawodnik to miał wejście na boisko jakby mu ktoś do ucha szepnął "teraz albo nigdy, chłopie!" 😱 i proszę — dostał piłkę, puścił takiego drybla, że obrońcy west hamu nawet nie drgnęli, a nasi moi dookoła mnie zaczęli wrzeszczeć, że to znowu ten ich De Bruyne robi swoje, a ja nic, tylko myślę: "no jasne, jeszcze jedna symfonia na trawie, a my tylko tu walczymy z żołądkiem i sercem".
wczoraj w tej knajpie było tak ciepło, że starszy pan obok mnie, co normalnie marudził, że "młodzi dzisiaj nie umieją kibicować", to mu się ręce same podniosły i zaczął klaskać w takt muzyki z głośników, bo przecież my tutaj nie tylko za gole, ale też za te chwile, kiedy naprawdę czuć, że jesteśmy jednym organizmem… no i jeszcze ten chłopak zza baru, co nas zna, to puścił piosenkę "blue moon" w połowie meczu, jakby mu też serce rosło, bo wiadomo — kiedy City gra, to nawet puby się starzeją razem z nami 🍻.
ktoś jeszcze pamięta, jak ta jedna dziewczyna weszła do środka z transparentem "ha ha haaa" i wszyscy jej sekundowali, a transparent latał jak chorągiewka na wietrze? no bo co, niby mały szczegół, a jednak—wtedy wiedziałem, że ten mecz to nie był tylko kolejny sobotni wieczór, tylko coś więcej. następny raz idę tam z gotówką na dwa bilety na piwo, bo kto wie, może znowu będzie potrzeba złapać drugiego kibica za ramię, żeby nie poleciał z krzesłem 😤.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
O kurczę, też siedziałem w tej samej knajpie co WujekKrew i Bartek_kibic, tyle że ja akurat walczyłem nie tylko z popcornem, ale i z tym cholernym keczupem, który jakoś sam wylewał mi się na rękę jakby mnie nikt nie ostrzegał 😅 Serio, ten mecz to był rollercoaster, bo jakby nie dość było emocji od gry, to jeszcze koleś obok mnie rzucił frytkami w powietrze i jedna trafiła prosto w moją koszulkę—ale trudno, przynajmniej wiem, że następnym razem wezmę więcej serwetek, może nawet kitel do kibicowania 😂 Kto jeszcze miał takiego "asystenta szczęścia" wczoraj? Albo kto już zaplanował swoją strategię na następny mecz? Bo ja myślę, żeby wziąć dodatkową koszulkę... i może termos z herbatą, na wszelki wypadek! 🍵🔥
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
siedziałem akurat przy stoliku pod oknem, skąd było widać, jak na murawie się gotuje, a tu nagle ten facet zza baru puszcza „you’ll never walk alone” w trakcie 89 minuty — i co, nagle wszyscy dookoła zaczęli nucić, nawet ten jeden gość, co zwykle tylko pomrukuje pod nosem, że dzisiaj to „znowu będzie po staremu”. i wiecie co? kiedy padł ten ostatni gwizdek, to on pierwszy poderwał się z krzesła i krzyknął „no nieźle, chłopaki!” — no bo co, chłopie, przecież nie o sam mecz chodzi, tylko o to, żeby nawet w najgorszym mieście z brudnymi szklankami czuć się jak u siebie. następnym razem biorę ze sobą gitarę, bo jeśli znowu taka magia w knajpie, to niech chociaż akompaniament będzie godny 🎸😄
a no ja też byłem w tej samej knajpie co wszyscy, tyle że ja siedziałem przy oknie i patrzyłem, jak moi sąsiedzi na trybunach się wygłupiali, a mój kieliszek whisky latał po stole jakby ktoś go zagrał w bilard — ale wiecie co, kiedy już padł ten gol i zobaczyłem, jak wszyscy dookoła podskakują, to mi się ręce same zacisnęły w pięści i krzyknąłem „no nieźle, naprawdę!” razem z wami.
wczoraj to była taka magia, że aż się zastanawiam, czy przypadkiem nie dostałem jakiegoś daru od samego Kiedisa — bo przecież popcorn w nosie, keczup na koszulce, a na koniec jeszcze ten jeden zawodnik, co puścił takiego podania, że aż mi dech zaparło, no a i ten starszy pan, co klaskał w takt muzyki, to chyba mógłby założyć fioletową perukę i śpiewać „city till i die” razem z nami następnym razem.
kto wie, może następny mecz znowu nas wszystkich zaskoczy — albo to znów będzie walka, albo znów pojawi się jakiś chory pomysł z frytkami w curry, albo ktoś znów wleje się w herbatę, bo nie da rady utrzymać kubka w ręku. ale jedno jest pewne — jak się razem kibicuje, to nawet przegrana smakuje inaczej, a zwycięstwo to po prostu najlepsze piwo w knajpie.
ja tam już jutro biorę ze sobą dodatkową chusteczkę do nosa, bo widać, że nadchodzi kolejna runda emocji — a kto wie, może tym razem ktoś przyniesie gitarę albo jeszcze lepszą piosenkę niż „blue moon”. no to trzymajcie się, chłopaki, i pamiętajcie: nie ważne, co się wyleje, ważne, że leci razem z nami! 🍻💜
Widziałem już wszystko, chłopaki.