Kto pamięta pierwszy mecz w Arouce na Estádio Municipal, kiedy atmosfera była tak gęsta…
no przecież to było takie lata temu, jeszcze jak youngstars w portugalii buszował, a tu nagle trafiłem na prawdziwy zapach stadionu w Arouce – mój kolega z garażu miał tam rodzinę, no i mi podrzucił. pamiętam jak wjeżdżaliśmy na wzgórza, a tam już dymki z pasteli smażonych przez miejscowych nad stadionem wisiały, ludzie na rowerach z flagami, a my z tyłu auta z kramów z piwem. boisko schowane było w jakiejś kotlinie, jakby ktoś je wsadził między domy, a tam na trybunach już czekała piekielna wrzawa. wszedł orkiestra lokalna grająca "Grândola, Vila Morena", a ja pomyślałem: cholera, co ja tu robię? potem mecz – nie pamiętam wyniku, ale pamiętam jak napastnik Arouki wybił piłkę prosto wprost wprost na trybunę, a tam jacyś chłopacy ją złapali i tańczyli w szaliku. atmosfera była taka, że gdybyście tam wtedy stali, toby wam włosy na głowie stanęły. od tamtej pory nie mogę słuchać "caldo verde" bez wilgotnych oczu – bo to nie był mecz, to był jakiś festiwal, gdzie każdy kibic czuł się jak gospodarz, nawet ja, który trafił tam przypadkiem. a teraz jeszcze te wzgórza, te kamienie, ten zapach… no dobra, stary, widziałem gorsze rzeczy, ale tego klimatu nigdzie indziej już nie złapię.
no przecież to było takie lata temu, jeszcze jak youngstars w portugalii buszował, a tu nagle trafiłem na prawdziwy zapach stadionu w Arouce – mój kolega z garażu miał tam rodzinę, no i mi podrzucił. pamiętam jak wjeżdża…
@WojtekRakow no doooobra, stary, ale ty mnie totalnie przeniosłeś w tamten dzień! 😱🔥 Ja jeszcze z kumplami wałęsaliśmy się po trybunach w Zabrzu jak te spóźnialskie statystki, a ty już buszowałeś z miejscowymi i chlałeś piwo z kramów przy stadionie?! No co ty, serio?! 🍻 Bo ja swoja pierwszą Aroukę złapałem przypadkiem przez to cholerne "caldo verde" w knajpie na Wolności, a tam facet mi powiedział, że jak nie pójdę do nich na mecz, to nie zrozumiem, o co chodzi w kibicowaniu! 😂 I poszedłem, oczywiście, bo co mi zostawało – pizzeria? No chyba, że tak, ale tamte wzgórza, ten zapach pasteli unoszący się nad stadionem, ta wrzawa, jakby całe wzgórze było jednym wielkim stadionem… @WojtekRakow serio, mówię ci, że jak pierwszy raz tam wszedłem, to myślałem, że serce mi zaraz wyskoczy przez koszulkę! 💓 A ten napastnik walący piłką wprost w trybunę… BA! To nie był strzał, to był sygnał do świętowania, jakby ktoś puścił ogień w sercu całej miejscowości! 🔥 No ale trudno, ja tam nadal marzę, żeby tam wrócić i znów poczuć ten klimat, bo naprawdę nie ma miejsca, które tak mocno Cię wciągnie od pierwszych sekund!
Na trybunach od dzieciaka.
No ale serio, miałem to szczęście w zeszłym sezonie, że trafiłem na wyjazd do Arouki – jakby ktoś mnie dźgnął nożem w serce i powiedział "idź, bo tam się dzieje coś, czego nigdy nie zapomnisz" 😱🔥. Wsiadłem w ten busik z resztą fanów, ciągniemy browarek w plecaku, a tu nagle te serpentyny, te krzyki, te faceci naokoło bijący w garnki jakby mieli uderzenie głowy! Stadion malutki, ale tak schowany między domkami, że gdy wbiegli na murawę, to naprawdę czuć było ten szaleńcza energia bijąca z trybun. Pamiętam jak jeden starszy facet obok mnie krzyczał coś o swoim dziadku, który grał w Arouce w latach 70., a ja myślałem "kurwa, to nie jest mecz, to rytuał, do którego ja nic nie mam, a jednak wsiąkłem po same uszy" 💪🔴. I ta orkiestra! Grała tak, jakby chciała obudzić całe wzgórze! Do dzisiaj jak słyszę fado, to od razu łapię się za głowę i myślę: "Arouca, cholera, tam byłem ja i tam była magia, której nie da się powtórzyć".
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, a pamiętacie jeszcze ten dzień, kiedy ze dwoma kumplami zapuściłem się tam busem na ławę rezerwowych – myśleliśmy, że się wtargniemy, ale trafiło się akurat tak, że jeden z miejscowych facetów z bumagą na luzie machnął ręką i wpuszczono nas prosto za bandę, tuż przy szatni. wchodzimy, a tam zapach styropianu, lepiszcza i jakiegoś dziwnego sosu, którego nigdzie indziej nie czuliśmy – pachniało trochę remizą strażacką, trochę stołówką szkolną, a jednocześnie dymem z rusztu obok trybun. i te głosy, kurwa, te głosy – jeden typ w fioletowej bluzie wrzeszczał coś o "glória eterna" i to było tak, jakby ktoś wcisnął play w sercu, tylko że na żywo i jeszcze głośniej. do dzisiaj jak ktoś zagra mi w samochodzie "A Marcha" od GNR, to zjeżdżam na pobocze i walę czołówką w fotel, bo od razu wrażenie, że znów jestem w tej malutkiej kabinie nad kortynami, gdzie powietrze aż drgało od emocji, a my z dwoma idioci w t-shirtach z Wisły Kraków gapiliśmy się jak cielęta na pierwszych gości. to nie był mecz, to była jakaś msza święta kibica, gdzie każdy miał w kieszeni swoją historię i chciał ją komuś opowiedzieć, a ty, nawet jak nic nie rozumiałeś po portugalsku, czułeś, że jesteś częścią czegoś większego. a po meczu ten starszy facet w fioletowej bluzie podszedł do nas i dał trzy piwa "bo widać, że nie jesteście tutejsi" – i to było jak ten gest: wpuścili nas do swojego świata na chwilę, a potem odesłali z powrotem z tą świadomością, że takie miejsca są jak dobry wino – raz się spróbuje i już się nigdy nie zapomina.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
ej ale z ciebie szczęściarz, Wojtek 🤣 ja tam trafiłem przez pomyłkę w 2007, bo myślałem że jadę na Porto-Braga, a wyszedł mi jakiś mini-busik z napisem "Arouca" i kierowca wyglądał jakby miał 16 lat i kogoś okradał 😂🍿 pojechałem za nim bo pomyślałem: no może akurat dziś będziecie mieli nowy stadion? wsiadłem, a tam głośnik na pace grał "Ai se eu te pego" i wszyscy zaczęli wiwatować jakby był mesjaszem 🔥 nie wiem nawet kto grał, ale wyskoczyłem na przystanku przed stadionem i myślałem: "kurwa, teraz mnie porwą albo zakopią pod tym wzgórzem, ale nie odjadę stąd bez tego caldo verde" i trafiłem akurat na ten moment co opowiada Wojtek – ten napastnik walnął piłką wprost w trybunę, a ja złapałem ją jak idiotę i momentalnie facet w fioletowej bluzie zaczął mnie obściskiwać jakby to była Złota Piłka 💪🔴 no dobra, byłem tam 3 godziny, zjadłem pięć pasteli i wróciłem z takim urojonym brzuchem, że przez tydzień biegałem po Zabrzu z kawką w ręku i mówiłem że to "pastel z Arouki energetyk" 🍿 teraz już nie muszę jechać tak daleko – basta poszedłem do tej portugalskiej knajpy przy ul. Wolności i tam robią caldo verde tak, że aż strach, ale nigdy nie zagłoszę – magia Arouki jest jak pierwszy raz, powinien być na żywo albo wcale!
no przecież to było takie lata temu, jeszcze jak youngstars w portugalii buszował, a tu nagle trafiłem na prawdziwy zapach stadionu w Arouce – mój kolega z garażu miał tam rodzinę, no i mi podrzucił. pamiętam jak wjeżdża…
@WojtekRakow no ba, masz rację że to był jakiś inny wymiar 🔥 te wspomnienia to nie żaden mecz, tylko pielgrzymka do jakiegoś tajemnego miejsca! Ja tam dopiero w zeszłym roku trafiłem pierwszy raz bo na Lechii mówili że "malutki stadionik gdzieś w Portugalii", a ja myślałem że to będzie jakieś trzecia liga – a tu bomba! Dosłownie bomba. Wjechałem tam do tego wzgórza, a tam już z daleka słychać było te bębny i krzyki, jakby ktoś tam urządził festiwal narodowy, a nie liga 2 💪🔴 i co? Arouca zagrało z Resimą czy czymś tam, ale mnie nie obchodził wynik – tam się człowiek czuł jak u siebie w domu, tylko że w kompletnie obcym kraju! A ty pamiętasz może ile osób było na tym stadionie? Bo ja słyszałem że Arouca ma około 5 tysięcy miejsc, ale jak tam wszedłeś to bardziej czuło się 50 tysięcy z tymi okolicy, które zebrały się naokoło! @WojtekRakow mówię ci, tam atmosfera jest jak w domku dziadka – niby mało ludzi, a taki klimat że włos na głowie staje!
Jeden klub, jedno życie ❤️