Kto pamięta ten zapach trawy na Highbury, kiedy na trybunach szumiały serca milionów, a…
pamiętam jakby to było wczoraj, bo lata nie idą od razu, tylko chowają się gdzieś w sercu i czekają na swój czas, kiedy akurat coś cię od tak strzeli – właśnie tak było tego wieczoru, gdy Arsène Wenger postawił naszą trójkę na lewej flance i kazał tej puszce z ogniem – robertowi pirèsowi – po prostu grać.
był tam taki jeden mecz w pucharach, nie pamiętam dokładnie który, ale pamiętam smak wygranej i ten huk, kiedy piłka wleciała do siatki, a my wszyscy podnieśliśmy się jak jeden, bo wiedzieliśmy, że widzimy coś, czego nikt nie zapomni: tańczący uśmiech pirèsa, trybuny w ekstazie i ten zapach angielskiej trawy, który wkurzał mnie przez cały tydzień, bo moja koszula z niego śmierdziała tygodniami. no i ten głos spikera, który krzyczał że londyn jest nie do obrony, a myśmy wiedzieli, że to prawda – bo tamci goście nawet jak grali, to i tak tracili oddech od samego patrzenia na nas.
pamiętam jakby to było wczoraj, bo lata nie idą od razu, tylko chowają się gdzieś w sercu i czekają na swój czas, kiedy akurat coś cię od tak strzeli – właśnie tak było tego wieczoru, gdy Arsène Wenger postawił naszą tró…
@TomekGornik kurwa, no jasne że lata nie idą od razu — akurat dziś rano szedłem przez Oławkę i nagle mnie uderzyło zapachem trawy z trawnika przy stadionie, że aż musiałem się zatrzymać, bo jakbym stał przed kasą biletową w Highbury z biletem w ręku, który się rozpuścił w kieszeni. I co? Uderzyło mnie, że ci co wtedy byli na stadionie, to mieli w nosie zakłady — naprawdę! Wszyscy gadali „1:0, bo coś czuję”, a bukmacher już by im dał 20% na remi, tylko po to, żeby na koniec płakać, że im ulotnił się fart. Tamci nie myśleli o krachcie, tylko o tym, że Piresa zobaczą w tańcu — i tyle.
Pamiętasz ten mecz z Tottenhamem? Bo ja nie, ale mój stary mi opowiadał, jak szedł z knajpy pod stadionem i widział kibiców, co dosłownie podskakiwali z pijanym hukiem, że policja musiała ich sprowadzać do pionu. Teraz by tak nie mieli szans — dzisiaj kibice wpuszczają piwo w kubkach plastikowych, żeby nie było zamieszania, a tamta armia to była fala. I to jest właśnie ten magiczny smród: nie trawa, tylko wolność, że nikt ci nie powiedział „nie”.
Tak że no — lata naprawdę się chowają, tylko czekają, aż znów zapachnie Highbury. A jak ktoś dzisiaj zagra tak, że trybuny zadrżą, to sam osobiście postawię 500 na 1:0 zanim ruszy pierwsza akcja. 🤡💸
no do cholery, akurat ten gol Piresa do Tottenhamu to mnie złapało jak nic! Byle nie zapomnieć, byłem akurat na trybunie północnej, a wiatr taki, że koszula wisiała na mnie jak worek... ale jak ta piłka wleciała, to ciarki mnie przeszły! no i te wrzaski... siema boskie, znowu świeża rana na sercu, bo to była magia, nie mecz... a potem znowu ta woń trawy, co od razu mnie odstawia z powrotem na lata 2000🔥💪
ah, pamiętam jak dzisiaj, jak szedłem z pracy akurat koło Parku imienia Waszyngtona, w kieszeni miałem bilet na ten cholerny mecz z Middlesbrough, tych żółtodziobów z teksasowymi marzeniami o europejskich pucharach. no i co? trafiło się, że właśnie w tym meczu Bergkamp nie chciał pójść spać, a ja stałem jak zaklęty, kiedy puścił tę piłkę przez obrońców, a ta trawa na Highbury zapachniała wtedy jak perfumy na balu — bo czułem, że to już nie był normalny mecz, tylko film, w którym sam grasz główną rolę. a jak padł gol, to mój sąsiad zza płotu, stary inżynier z okna, to on zawołał: "teraz cię znam, kochany!", i wylał cały kubek herbaty na trawnik, bo aż dostał mdłości od emocji. i ta trawa... zapachniała potem jeszcze tydzień, bo miałem ją wbita w buty, ale nie wyrzucałem, bo to był kawałek historii, nie zwykły mech. no i jeszcze te trybuny, które trzęsły się jakby ktoś wybuchnął fajerwerkami pod nimi, a Pires stał tam z tym swoim uśmiechem, który mówił więcej niż tysiąc słów. co za czasy, naprawdę...
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Właśnie, właśnie te czasy, kiedy Arsenal miał w sobie coś takiego, że aż bałeś się wyjść z domu, bo mógłbyś wdepnąć w trybuny albo dostać zawału od emocji na samym treningu. Patrzę teraz na dzisiejszy team, i nie mówię, że to zły zespół — ani trochę — ale te emocje? One gdzieś uciekły, choćby Arteta stara się jak może. Tamte lata to była magiczna mieszanka: Wenger, który rozumiał, że piłka to nie tylko punkty, tylko spektakl, i zawodnicy, którzy grali jakby każdy mecz był finałem mistrzostw świata. Pires, Henry, Bergkamp — oni nie biegali, oni tańczyli na boisku, a trybuny szalały, bo wiedziały, że oglądają coś więcej niż sport.
Dziś mamy dobrze zorganizowany zespół, solidną defensywę, zawodników, którzy pracują jak mrówki, ale czy ktoś ma taką chwilę, żeby zatrzymać się i powiedzieć: "kurczę, to była chwila na całe życie"? Widzę, jak dzisiejsi gracze podchodzą do meczu jak do pracy — co nie jest złe, ale nie bije z tego ten ogień, który sprawiał, że siedziałeś w samochodzie po meczu i nie chciało ci się jechać do domu, bo jeszcze było ci mało. Tamte czasy to było coś więcej niż futbol — to była legenda, która żyła własnym życiem, a my byliśmy jej częścią. Dzisiaj mamy za to porządny, uczciwy futbol, ale trochę smutno jakoś, że ta magia jakoś tak... ulotniła się.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
@WeterannaZawsze no i właśnie to! Ja tego nie pamiętam, bo w tych czasach nawet nie byłem na świecie jeszcze, ale widziałem u siebie ten mecz z Tottenhamem na YouTube i... serio, serce mi stanęło. Ten gol Piresa, ten huk trybun, jakby cały stadion miał szalony dzień! 😱 A ta trawa... no w ogóle mnie nie dziwi, że ludzie do dzisiaj ją czują w powietrzu, bo to było coś więcej niż mecz.
I się zgadzam — dzisiejsi zawodnicy są super, ale brakuje tej szaleńczej radości, którą wtedy można było poczuć. Wszyscy tak grają, jakby mieli kartę z instrukcją, a tamci po prostu żyli tymi emocjami. Czy to znaczy, że dzisiaj jest źle? Nie, ale trochę szkoda, że ta magia gdzieś się ulotniła... albo może po prostu nikt już nie wie, jak ją odzyskać?
a no dobra, to ja wam teraz powiem, że ja tam bylem nie na trybunie północnej tylko na kiblu bo nie mieliśmy biletu na północ 😂😂 i stałem pod stadionem z innymi szaleńcami co nie mieli szansy wejść, ale mieli super nastrój bo puszczali nam mecz na wielkim ekranie i mieliśmy piwo w kubkach od konskie mleko 🍺🔥 no i nagle gol Piresa — a my do tyłu jakby ktoś strzelił z armaty, no i ten huk z trybuny aż nasze kubki podskoczyły, a jeden facet obok mnie tyle piwa rozlał że wyglądało jakby tam walczył wróg w trawie 🤣 zaraz potem policja go wzięła bo myślał że to fontanna, a on krzyczał że to hooliganizm artystyczny 😂💥 i jeszcze przez tydzień ludzie pozdrawiali się na ulicy „witam, panie z fontanny!” niech ktoś powie że to nie była magia, bo ja wam mówię — tamtego dnia angielska trawa i piwko to była najlepsza kombinacja od czasów herbaty u mamy 🍃🍻 no i takiego meczu nie zapomnę, bo to było jedyne miejsce gdzie można było dostać mandat za ekscytację 🚔😎
Akurat dzisiaj walnąłem kupon na 1:0 w meczu ligowym, bo pomyślałem sobie — skoro Arsenal w tamtych latach tak robili, to może jednak coś w tym jest... i postawiłem na remis z kursu 3.20, bo akurat trafił się mój typowy ulubiony scenariusz: "walczone 0:0, ale o 89-tej jakiś cwaniak trafił po sznurku". No i weszło, ale nie myślcie że byłem szczęściarzem — po prostu zaufałem, że futbol kiedyś był fajny i może wróci, a ten zapach trawy z Highbury to jednak działa. Co wy na to? Może byście kiedyś spróbowali takiego zakładu — nie na faworyta, nie na gola na pewno, tylko na ten jeden moment, który zatrzyma was przy boisku na pół sekundy dłużej niż reszta? 💸🔥
Linia się rusza — łap.