Kto rozwali naszą defensywę, czyli kolejna obrona z papieru – kogo widzimy w barwach "Źrebaków"?
Eee, zapaliłem dzisiaj fajkę tej starej gwardii z Lubina i narobiło się gadania… Słyszałem co nieco od kumpla w sztabie, że gdyby kiedyś "Źrebaki" znowu chciały solidnego obrońcy, który nie kombinuje tylko blokuje, to jest jeden facet co to by może nawet zaniósł łapy na korty. Wiesz jaki? Ten gość co lata temu grał w Lubinie, trenował z Brzęczkiem jeszcze, a teraz w tym swoim obecnym zespole… no wiesz, znowu przepadł jak te kalosze w listopadzie. 😏
Tyle że teraz niby ma kontrakt do czerwca, ale tam jemu szef takiego młodego postawił, że ten tylko piłką kręcił. Trochę szkoda patrzeć, bo w końcu jeszcze niedawno mówili o nim jak o kolejnym obrońcy Ekstraklasy do stawek. A tu takie cięcie. Może by się jednak ucieszyli w Lubinie, jakby któryś z działaczy złapał go za rękę i szepnął: "Hej, stary, pamiętasz, jak byliśmy młodzi i nieustraszeni?". To nie jest plotka, to jest coś co przy barze, przy piwie, po meczu… gadają. Tylko do czasu aż ktoś oficjalnie coś nie rzuci. A póki co, to trzymamy kciuki żeby ten gość jednak wylądował gdzieś blisko. Bo defensywa nasza ostatnio to nie defensywa, tylko akcydentologia z papieru. 🤡
To loteria, nie piłka.
Ejże, pamiętacie tego, co to niby przychodził do szatni z taką miną jakby mu ktoś butelkę z żelem do mycia wlał wprost do motoru? No właśnie, ten sam facet, o którym Rzut_228 gada półgębkiem przy piwie — toż to jakiś serial na Netflixie by się zrobił z jego historią. Masz może screen z tej waszej "nieoficjalnej" pogawędki przy barze? Bo jak do tej pory, to ja co roku słyszę, że "pewni ludzie" zasiadają do negocjacji w sprawie naprawdę dobrych graczy, a potem okazuje się, że grają w drugiej lidze albo idą na emeryturę. A skąd niby ta pewność, że ten gość jest teraz taki chętny, skoro do czerwca jeszcze kawał drogi? Może tobie Rzut_228 opowiada bajkę, żebyśmy się łyknęli drugiego piwa przed meczem, albo po prostu komuś się marzy stara gwardia co by nałożyła pomarańczowe koszulki raz jeszcze. Ja tam wolę widzieć na boisku takich, co to wiedzą, że defensywa nie jest dekoracją świąteczną tylko czymś co się buduje tygodniami — a papier do tej pory się w naszym Zagłębiu za dobrze nie sprawdza, choćby nie wiem ile było obietnic zza barków.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ejże, Rzut_228, no przestań — a co to niby za nowina, że w barze gadają? 😂 Chyba wszyscy wiemy, że jak się przy piwie zaczyna coś "gdzieś tam na sztabach", to później okazuje się, że to albo plotka, albo kolejny pomysł na fantazję przed kolejnym wiosennym sezoniwem, który i tak się rozleci na wietrze.
Ale kurde, jakby tak naprawdę! Bo gdyby ten facet naprawdę miał ochotę wrócić, to bym powiedział: **JAZDA Z NAMI!** Bo nasza defensywa ostatnio to nie defensywa, tylko jakaś atrapa na stadionie, którą wiatr przewraca raz na raz. Kto by nie chciał kogoś, kto potrafi przyhamować te bolidy, co lecą do naszej bramki jakby ich ktoś pilnować zapomniał? 🔥
Pamiętam, jak ten gość jeszcze grał w Lubinie — były lata, że bronił jakby mu ktoś płacił za straty! Teraz ma te swoje lata, ale ktoś wie, jak się czuje facet, co musi siedzieć na ławce, bo tamten młody dziobak kręci piłką jakby to był jakiś happening? Może mu się po prostu odechciało kombinowania i chce normalnie grać, a nie śledzić kontraktów i młodych chłopaków w social mediach?
I jeszcze jedno — nawet jeśli kontrakt do czerwca, to co to szkodzi? Może jakiś dobry słówko od Brzęczka, jakiś gest, i stary wraca pod niebiesko-białe barwy. Bo co my mamy do stracenia? Papieć jeszcze raz? A właśnie, że nie! **Klasa robi robotę, a nie papierowe obietnice!** 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Ejże, Rzut_228, no nie wiem, czy to akurat ten nasz chłopina ma teraz otwarte drzwi w Lubinie, choć, dobra, zawsze coś w tym jest — że ktoś, kto w latach świetności naprawdę bronił w naszych barwach, mógłby sięgnąć po drugie życie w starej dobrym miejscu. Pamiętam go jeszcze z tamtych sezonów, kiedy przychodził do szatni z takim wyrazem twarzy, jakby mu ktoś powiedział, że dzisiaj będzie grał przeciwko sobie z zeszłego tygodnia. Twardziel, nie facet. Ale czy teraz, po tym, jak w swoim obecnym zespole znów poszedł na nożowe, da radę wrócić do formy? To akurat jest pytanie.
Bo patrzcie: on ma pewnie już swoje lata, prawda? Trzydziestka i coś, może czterdziestka? A defensywa w Ekstraklasie to nie żarty — nie wystarczy mieć odrobinę chęci, żeby odbić lotny futbol. Potrzeba refleksu, głowy, która czyta grę, i nogi, która reaguje szybciej niż cień kibica z flagą. Jeśli on w tej chwili w swoim zespole praktycznie nie gra, to skąd niby ma wziąć tę formę? Siedzi na ławce, patrzy, jak młody dziobak kombinuje, a potem wraca do domu i ogląda sobie swoje stare nagrania z Lubina — i co? Ma się wstrzymać z powrotem, dopóki nie nabije sobie minut w meczu?
A co do kontraktu — koniec czerwca to jeszcze kawałek czasu, ale pytanie, czy on sam w ogóle chce wrócić do profesjonalnego futbolu. Może mu się już zwyczajnie odechciało? Wiemy, jak to jest, kiedy ktoś wychodzi ze schematów i nagle okazuje się, że świat futbolu nie kręci się wyłącznie wokół naszych marzeń. On teraz w tym swoim zespole jest chyba piątym kołem u wozu, a my marzymy o tym, żeby wrócił tu jako ostoja defensywy? Trochę naiwne, nie?
No i jeszcze ten aspekt — Brzęczek, który kiedyś z nim trenował, pewnie ma teraz głowę zajętą setkami innych spraw. Czy ma teraz czas na dzwonienie do starego kumpla z Łubinu i proponowanie mu powrotu? Może i ma, może nie — ale nawet jeśli, to transfer to nie tylko "przyjemna pogawędka przy piwie". To umowy, medycyna, formularze, negocjacje ze sztabem… A my wiemy przecież, jak szybko te sprawy mogą się rozmyć, kiedy pojawiają się pierwsze problemy.
Ale kurde, jakbym miał być szczery, to gdybym był w zarządzie, to w sumie nie powiedziałbym "nie" tej opcji. Bo czy jest coś gorszego niż defensywa, która rozlatuje się jak papier? Jasne, że nie — ale równocześnie nie mamy pewności, czy on w ogóle jeszcze nadaje się do tej ligi. Może warto byłoby zaprosić go na tydzień obozu, zobaczyć, jak się rusza, i dopiero potem mówić o transferze. Bo jak teraz zareagujemy, że jesteśmy gotowi go ściągnąć, a on okaże się tak samo nieporadny jak przez ostatnie tygodnie — to zrobimy sobie tylko złudną nadzieję, a potem znów będziemy płakać nad obroną.
A propos Pauliny — faktycznie, co roku słyszymy te same historie, że "pewni ludzie" już prawie podpisują, a potem okazuje się, że facet gra w regionalnej lidze albo studiuje księgowość. Tyle że w tym przypadku historia jest trochę inna: on jednak ma ekstraklasową metrykę, co nie? Ile już lat temu grał w Lubinie? Osiem? Dziesięć? Może i stary koń, ale koń z klasą. Warto chociaż porozmawiać, zanim znowu pogrzebiemy defensywę w piasku i zaczniemy liczyć straty. Bo co my mamy do stracenia, oprócz kolejnych rozczarowań?
Kontekst bije gołą liczbę.
no kurczę, to aż szkoda czasu na takie gadanie... wam się zdaje, że defensywa to jakiś pokaz mody na stadionie, co można raz na jakiś czas przewietrzyć starej gwardii? a nie, nie, nie — ja pamiętam, jak w tamtym sezonie u nas w Lubinie było z tymi obrońcami, że niektórzy przychodzili i myśleli, że grają w koszykówkę, a nie w piłkę nożną. jeden taki, co to miał nogi dłuższe od kija od miotły, to przy stałych on sam wychodził tak, że cała nasza defensywa się zapadała jak domek z kart. a teraz mamy gadać o jakimś facecie, który ostatnio siedzi na ławce i kombinuje, że może wróci, bo mu się odechciało patrzeć na młodych?
pamiętam jeszcze czasy, kiedy u nas w Zagłębiu bronił ten stary lis, Żmuda albo coś koło tego — facet, co to za jeden występ dostawał po głowie, wracał następnego dnia i grał dalej jakby nic nie było. a teraz mamy wracać do przeszłości jak do ulubionej płyty, co się ciągnie całymi latami? no nie, no nie, nie! klasa to jest coś, co się ciągle buduje, a nie wyciąga z szafy co kilka lat i szufla do drużyny jak starego swetra.
i jeszcze jedno — ten gość, o którym mówicie, w swoim obecnym zespole pewnie już nie ma refleksu, co miał kiedyś, bo facet musiał mieć chyba ze trzydzieści kilka lat, kiedy tam grał, i teraz? no chyba, że on się co tydzień golił z nogami, to może by i dał radę, ale mnie się zdaje, że on już bardziej nadawałby się na trenera juniorów niż na obrońcę w Ekstraklasie. a my mamy marzyć o obronie, co ma na koncie tyle lat jak ja głowę przyodziania? no nie ma mowy.
no i co z tego, że kiedyś bronił w Lubinie? ja pamiętam też tych, co grali w Lubinie i potem latali między drugą ligą a niższych szczeblami — fajnie wspominać, ale niech oni sobie po prostu odpuszczą i dajmy szansę komuś, kto naprawdę chce grać. bo defensywa to nie tablica pamiątkowa, gdzie wiesza się stare zdjęcia, tylko coś, co trzyma nas w lidze, a nie wysyła nas do I ligi jak co roku. i nie liczcie na cuda, bo cudów nie ma — jest tylko ciężka praca, a jak jej nie ma, to mamy to co mamy: kolejną obronę z papieru, co lata się w powietrzu jak balonik na sznurku.
ejże, ależ stary bolejek mi się odechciał jak słyszę o tych wszystkich "pewniakach", co mieli przyjść do naszego zagłębiakiego żółtego obozu… pamiętacie przecież tego naszego rodzynka, co to miał niby być następny bóg obronnej roboty, a skończył w roli dekoratora boiska w któraś tam już Małej lidze? facet coś koło roku 2017—18, wracał tu niby na emeryturę po sezonie w Ekstraklasie, media aż piszczały, że "stary lis powraca do ula", a on zamiast na murawę trafił na trybuny jako kibic, bo nasz ówczesny prezes wydukał tylko "musimy oszczędzać" i odesłał go z kwitkiem — no i co? ktoś widział go potem w naszych barwach? nie, nie, nikt, bo facet musiał się zająć prowadzeniem warsztatu samochodowego w Lubsku Dolnym, tak mi jeden stary wiarus opowiadał przy kuflu po meczu z III ligowym zespołem…
i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pół roku później znowu gadano, że "pewien koleś z Legii" ma niby ochotę dołączyć, bo nie dogadał się z tamtejszym trenerem — i że znowu ktoś u nas gadał przez telefon z kolegą, co kolega zna kogoś, kto zna menadżera… a potem okazało się, że ten facet został w Warszawie, bo dostał konkretny kontrakt, a nasze pomarańczowe koszulki przyozdobił jakiś dwudziestolatek z akademii, co ledwo stał na nogach. klasa robi robotę, ale papierowe obietnice lubią się zaplątać w sieci marzeń jak te stare sieci rybackie w porcie — raz się wyrwie, raz utkwi na amen…
czas pokaże, ale ja tam wolę patrzeć na chłopaków co teraz biegają z tą pomarańczową flagą z tyłu, niż liczyć na cuda, co to przychodzą zza barów i znikają jak te papierosowe dymy przy meczu pod chmurką. no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽